Lód i Ogień, czyli jak to naprawdę było z tym 2021 rokiem

Gdy wskazówki zegarka zrównały się na północnym kierunku tarczy zegara, rozpoczął się 31 grudnia. Ostatni dzień A.D. 2021 jest najlepszym momentem na hobbystyczne podsumowanie mijającego roku. Siadam zatem do stukania w klawiaturę i opowiem wam, jak minął mi ten czas. Chętnie też zapoznam się z tym co zadziało się u was – komentarze mile widziane! 🙂

Wpisy na Kurierze Kaledońskim otworzyłem stosunkowo późno, bo 20 marca. Powodem była kilkumiesięczna absencja od blogowej twórczości, którą tego dnia przerwałem. Przegląd zawartości podręcznika do Code One był dobrym sygnałem związanym z Infinity. Wejście nowej edycji (jakiś czas wcześniej) dało mi trochę hobbystycznego ognia i ze zmianami wiązałem duże nadzieje, zwłaszcza te o charakterze…motywacyjnym, gdyż w system ten, pomimo niemałego sentymentu, nie grywam już praktycznie wcale. Co jest jednakże paradoksem – nadal maluję do niego modele, które bardzo mi się podobają 🙂

W każdym razie sam tekst stał się na tle pozostałych, tegorocznych, bardzo popularny. Do dnia dzisiejszego nie przetestowałem Code One m.in. z powodów, o których wspomniałem w recenzji książki. Znając już zasady dwóch poprzednich edycji Infinity oraz zawartość „dużej” wersji Infi nie ciągnęło mnie do schodzenia poziom niżej, woląc od razu przejść na wyższe obroty z N4.

Kilka dni później popełniłem aktualizację poczytnego artykułu dotyczącego frakcji w Infinity the Game. Zdeklasował on pod względem zainteresowania wszystkie inne wpisy z całego 2021 roku. Strona ta jest po dziś dzień rozpoznawalna i ludzie naprawdę chętnie korzystają z tych skróconych opisów armii, szukając czegoś dla siebie lub chcąc dowiedzieć się czegoś o rywalach. Tekst w stosunku do poprzedniej wersji rozbudował się oraz dołączyłem tu informacje o stronach konfliktu, które utraciły oficjalne wsparcie producenta gry Corvus Belli.

Tymczasem przyszedł kwiecień, a ja na Kurierze Kaledońskim prześwietlałem zawartość startera do Pieśni Lodu i Ognia w bitewniakowej odsłonie 🙂 Aaale to jest gra, naprawdę. Prawdziwy strzał w dziesiątkę i z pewnością w nadchodzącym roku poświęcę jej jakiś osobny tekst. Omawiany zestaw to pudło Starków i Lannisterów, połączonych nicią wojny i intryg. W mijającym właśnie roku rozegrałem kilka fajnych partyjek z ludźmi, których znałem lub dopiero co poznałem 🙂

Jeszcze w tym samym miesiącu opublikowałem następny tekst z TOP 3 popularności pod względem wyświetleń. Traktował on o wrażeniach po lekturze podręcznika do N4. Infinity ewoluowało, serwując graczom pakiet rozsądnych zmian. W tamtym momencie byłem naprawdę pozytywnie nastawiony do grania w Infi i zdążyłem postrzelać się z ludzikami Krzyśka i Pawła na nowych warunkach, ale jak pokazał nadchodzący czas, zapał coraz bardziej przygasał, a system ten każdorazowo przegrywał konfrontację z pozostałymi tytułami w które w wolnym czasie gram, a więc z Kill Teamem, Bolt Action i Pieśnią Lodu i Ognia.

Cieszę się, że Infinity na Pomorzu okopało się bardzo mocno i zaryzykuję stwierdzenie, że aktualnie mamy tu najsilniejszą scenę w kraju pod względem regularności i trwałości rozgrywek. Liga trwa już tylko nieco krócej niż Moda Na Sukces, a graczy którzy brali w niej jakikolwiek udział na przestrzeni kilku lat z pewnością można liczyć w dziesiątkach. Wolne miejsca na turniejach znikają błyskawicznie – kilka godzin i pozostaje lista rezerwowa. Oby tak dalej. Choć nie ma mnie tam z wami fizycznie, to niezmiennie trzymam kciuki i życzę powodzenia w dalszym rozwijaniu lokalnej społeczności! 🙂 A może jeszcze zagram sobie kiedyś na turnieju w Infi, zobaczymy 😉

W miesiącu maju wzbogaciłem bloga o dwa tematyczne artykuły. Pierwszy to wprowadzenie do Infinity N4, który także w 2021 nie schodził z czołówki tekstów, po które sięgaliście najchętniej. Intro zbudowałem na kanwie poprzedniej wersji do N3, gdzieniegdzie zmieniając szyk, pewne treści wycinając, a inne dodając. A już niemal na styku z kolejnym miesiącem z blogiem przywitali się nowi Rycerze do Infinity. Wspaniałe modele, bezdyskusyjnie (jasne, że z mojej perspektywy, stąd sam z sobą nie dyskutuję :D), ale i fajne zasady, które zaprezentowałem na Kurierze w wydzielonym kąciku. Corvusi dali tym miniaturkom wieeele miłości. Biłem się z myślami czy ich kupić, ale w 2021 nie chciałem inwestować dalszych środków w ten system. Nie oznacza to, że nie wydałem ani grosza na Infi, bo do kolekcji dołączył chociażby Wędrowny Mnich, Shona Carano, de Fersen czy Dog Warriors 🙂

Czerwiec równa się cztery artykuły, w tym jeden jubileuszowo-wspominkowy. 7 lat bloga minęło, jak o. Jak packą w muchę. Jak lotką w tarczę. Jak strzelając kulką z długopisu, jak kółko i krzyżyk na szkolnej ławce. Na pewno coś wam z tego podpasuje 😀 Naprawdę, nie mam pojęcia kiedy i jak. Gdzie i którędy, ale pękła siódemka, a ja wciąż tu jestem, a wy się zaczytujecie tym wszystkim. Podziękowania w środku tekstu występują rzadko, więc niech to będzie ten moment. Dziękuję raz jeszcze, że zaglądacie na bloga!!! 🙂

W czerwcu wzięło mnie jeszcze na inne retrospekcje. Corvus Belli podniósł wówczas ceny wielu modeli i porównałem je sobie z tym, co było lata temu. Jak się potem okazało, Hiszpanie nie powiedzieli wówczas ostatniego słowa i zadęli w puzon raz jeszcze. Głośniej i dotkliwiej, a gracze trzymali się za portfele. Dodatkowo zapowiedziane przez Hiszpanów w 2021 roku przejście z metalu na siocast (to specyficzna odmiana tworzywa) dla większych modeli i REM’ów nie przysporzyło im fanów zwłaszcza w Polsce, a kolejne recenzje produktów wrzucane w mediach społecznościowych nie zwiastowały wcale świetnych wieści. Nie wszyscy jednak tak krytycznie ocenili nową formę ludków od Corvusów. Niemniej po dziś dzień zdania są podzielone.

12 czerwca na łamy wjechał pierwszy raport bitewny z Pieśni Lodu i Ognia. Przysiadłem do partyjki z Hanem i uczyliśmy się grać. Baratheonowie pogonili Greyjoy’ów z powrotem na wodę, a my, bogatsi o nowe lekcje z nowego systemu i zajawieni na granie, ruszyliśmy w świat poszukując innych dowódców armii Westeros z Trójmiasta 🙂

Drugim, dużym artykułem z serii traktującej o armiach Infinity był ten opisujący Neoterrę. Armia, choć skazana już dzisiaj tylko na siebie, wcale nie okazała się zwiędłym kwiatem z kożucha, a wcale urodziwą panoceańską perełką na tle ciężkostrawnego koktajlu, jaki z uporem maniaka Corvus serwują graczom, mieszając i bełtając w tych frakcjach wszystko z wszystkim. W każdym razie Neoterra stała się dla mnie nieoczekiwanie matecznikiem spokoju w dobie miliona odcieni.

Na początku lipca producent Infinity zapowiedział Operation Crimston Stone, a ja udostępniając film z ich kanału dorzuciłem kilka szybkich spostrzeżeń. Tydzień później opowiedziałem wam o dwóch wygranych przeze mnie partyjkach w Kill Teama. Powrót po dłuższej przerwie był krzepiący i tego mi brakowało. To naprawdę udany system od GW, który w tym roku doczekał się nowej edycji! Ale do tego za moment dojdziemy. Obie partyjki były bardzo fajne. Plus grałem Chaos Space Marines, a tych nicponi wciąż darzę ambiwalentną sympatią 😉 Końcóweczka miesiąca to nówka-sztuka materiał o Varunie, gdzie przedstawiłem założenia tej sektorówki z Infinity wraz z opisem formacji. Czyli typowo i w moim stylu 😀

W ósmym miesiącu A.D. 2021 poczęstowałem was trzema tekstami, z czego jeden to raport bitewny autorstwa Kędziora, w którym opisał on zmagania z armią Greyjoy’ów (chronologicznie ta gra odbyła się przed moją) 🙂 16 dnia sierpnia na witrynie wylądowała świeżutka relacja ze świetnego grania w Krakowie. Wraz z Piotrem i Sevim rozegraliśmy w trójkę w Bolt Action naprawdę srogą bitwę z okresu Operacji Bagration. Gospodarzył nam Andrut z ekipy Agtomu i skorzystaliśmy z konkretnej bazy terenowej, jakby skrojonej na potrzeby naszej dużej partii 🙂

A gdy sierpień chylił się ku końcowi, moi Baratheonowie wyszli w bój przeciwko Nocnej Straży Adama i konkretna to była partia.

Wrzesień stał się dobrą okazją do dalszego uskuteczniania Bolt Action. Wydarzenie o nazwie „Momentum” obejmowało selektory z lat 1941-1943. Do Rumi przyjechał z Krakowa Piotr i tak oto obaj grając plutonami ZSRR toczyliśmy boje przeciwko armiom Osi. Mnie udało się sprawdzić się w boju 4, a kompanowi 5 razy. Kolejna już raz znakomita robota Miftena & Company (Szymon, Jakub) w system, który w Trójmieście także ma swoich wiernych fanów i gdy w eter idzie hasło o graniu z rozmachem, nie pozostaje on bez echa.

Wrzesień to także premiera nowej odsłony Kill Team! Zmiany okazały się być spore, ale już na etapie ich sprawdzania czułem, że polubię tę grę. Doceniam takie rzeczy jak mała plansza, niewiele terenów, kilka-kilkanaście ludzików, nowe mechaniki i mroczny klimat Czterdziestki w kompaktowej skali. Zupełnie nowe rozdanie. Rewelka. To będzie grane na bank, zwłaszcza że i sparingpartnerów można spotkać w obu lokalnych sklepach 🙂

A potem przyszedł czas na deliberowanie nad Svalarheimą! Moja wyczekiwana jak gwiazdka na niebie sektorówka po tak wielu latach grania w Infinity stała się super prezentem. Wprawdzie większość nowych ludzików leży i czeka na swoją kolej do kolorowania, to sam klimat mi się podoba i PanOceania dostała kilka drobiazgów, których wcześniej ze świecą szukać. Niemniej jest to projekt bardziej kolekcjonerski z racji braku aktywności turniejowo-rozgrywkowej 🙂

W październiku pochwaliłem się na łamach malunkami do Bolt Action, które wyszykowałem w ramach okresu przygotowawczego do wspomnianego powyżej „Momentum”. Gdybym tych ludków nie upiększył, to nie wziąłbym udziału w imprezie, powaga 🙂 A już po niej chwyciłem za pędzel i idąc za ciosem ruszyłem z pracą nad moim ostatnim oddziałem do ZSRR, czyli saperami szturmowymi i poszło jakoś tak nieoczekiwanie sprawnie. Zdjęcie przy innej okazji 😉

Byłem zaskoczony, gdy w ramach malarskiej aktywacji (polskie forum Infinity) otrzymałem Aidę Swanson, najemniczko-przemytniczkę, którą to wraz z dwoma nadprogramowymi REM’ami pomalowałem i pokazałem w tekście ze świątecznymi życzeniami 🙂

Pochwaliłem się także malunkiem modelu z oddziału ORC (absolutnie nie mylić z zielonoskórymi) i wspomnieniami z gry przeciwko, a jakżeby inaczej, Greyjoy’om 😉 Debiut armią Boltonów był udany, a dowodzenie oddziałami Roose’a i Ramsay’a satysfakcjonujące. Trafiona inwestycja 🙂

Listopad, ahh listopad. Tu pojawił się tylko jeden artykuł – relacja z turnieju w Kill Team w Krolmie. Rozegrałem dwie partie (jedną pauzowałem), ale giera z każdym kolejnym meczem zyskuje w moich oczach i w końcu GW zrobił po latach coś, co po prostu mi się podoba i w co chce mi się turlać 🙂

Grudzień to już ostatnia prosta każdego kolejnego roku. To znaczy droga jest prosta, co nie znaczy, że tak prosto przez nią przejść 🙂 Wiadomo – świąteczne zakupy, porządki, prezenty, planowanie Świąt, Sylwestra i różnych innych spraw oznaczają u mnie malutko czasu, gdyż wydarzenia w głównym nurcie przyćmiewają hobbystyczne ruchy, ALE! Miesiąc zainicjowała kapitalna gra w Pieśń Lodu i Ognia, gdzie moi Baratheonowie pod wodzą Stannisa zderzyli się w epickim boju z Lannisterami Jaimiego. To potyczka z kategorii tych, które pozostają w pamięci na bardzo długo 🙂

foto – Przemek

Co? To już koniec?! Tak z tego wynika 🙂 W 2021 roku Kuriera zasiliłem 26 wpisami (uwzględniając niniejszy), czyli średnio ponad dwoma na miesiąc. A w sumie to nawet więcej, bo wystartowałem w marcu, a nie w styczniu 🙂 Słupki pokazują różne rzeczy, w tym jedną małą radość. Ten rok pod względem waszych odwiedzin był lepszy od poprzedniego. Jest to jednak zrozumiałe z tego względu, iż przez połowę 2020 na łamach nie działo się nic.

Generalnie ubywa czytelników, z Kurierem jest podobnie. Blogi odchodzą w niebyt i przestają wytrzymywać próbę czasu, co widać po niknącej aktywności w naszej blogosferze. Najważniejsze powody są oczywiście znane i to żadna wiedza tajemna. Media społecznościowe pochłaniają większość zainteresowania czytelników (widać, skąd ludzie często wchodzą).

Dłuższe teksty także nie są już czymś, czego gracze szukają. Widać jak mocno ewoluowały preferencje odbiorców. Coraz większym wzięciem cieszą się również materiały video. Zmieniają się oczekiwania, zmieniają się czasy. A może by tak kiedyś nagrać jakieś gadanie o bitewniakach? Hah, to by dopiero było 🙂 Jak ktoś z Pomorza chętny na small talk, niech rzuci info w eter 😉

Rok 2021 nie był dla mnie szczególnie przełomowy. Grać w bitewniaki gram, pomalowałem jakieś ludki (to już chyba czas na stworzenie zakładki z galerią :)), ale też doszły mi modele do Pieśni Lodu i Ognia. Nie jest też tak, że na bloga wrzucam opis każdej jednej gry, jaką udało mi się stoczyć, także aktywność jest trochę wyższa niż to widać po tekstach 😛 Regularne turniejowanie i intensywny playmode nie są na dziś czymś, co do mnie przemawia, a i poświęcenie na to całego dnia bywa dużym wyzwaniem. Chwalę sobie klimatyczne gry w domu, a jak poza nim, to i zwykłe, pojedyncze starcia na luzaku, najczęściej w sklepach 🙂

Moje oczekiwania co do systemów, modeli i sposobu spędzania czasu są wykrystalizowane. Po tych ponad 20 latach bycia na bitewniakowym szlaku zwyczajnie wiem czego chcę. Natomiast widzę jeszcze trochę miejsca na jakieś ciekawe planszówki w klimatach fantasy lub sci-fi. Ktoś coś? 🙂

Na koniec 2021 Kill Team, Pieśń Lodu i Ognia oraz Bolt Action zaspokajają moje oczekiwania wobec bitewniaków. Kill Team to sci-fi, skirmish, prostota, szybkość i jak wspominałem kompaktowość. Pieśń to zdecydowanie odkrycie roku – fantasy, oddziały, manewrowanie i większe pola bitew. Chyba odezwała się we mnie jakaś tęsknota za dobrą grą w takim dość rycerskim uniwersum ze smokami i gigantami 🙂 Oba systemy łączy świetne zaplecze fabularne. Bolt Action to obcowanie z historią, ciekawe scenariusze, piękne malunki plus makiety, czasem dziwne pomysły, delektowanie się leniwym tempem gry z kumplami i zdobywanie nowej wiedzy o czasach minionych. Infinity… cóż. Nic na siłę. Ociągam się trochę z myślą o graniu, ale w sumie na tym polu działam modelarsko, zatem nie powiedziałem ostatniego słowa 🙂 W 2022 roku celuję z wzmocnieniami do Svalarheimy, ale bez żadnych minimum i maksimum, bo od dawna naprawdę jest czym grać. Cieszy mnie za to każdy jeden model w kolorze 🙂

Aaa i jeszcze coś! Po kilku latach ciszy w temacie erpegów wraz z kompanią wróciliśmy do Warhammer Fantasy Role Play! 4 edycja jest miła do grania i mamy za sobą kilka partyjek przy użyciu internetowych łącz 😉 Tak, to jasny punkt 2021 roku!

Rok 2022 będzie dokładnie takim, jakim go stworzę. Po prostu dalej będę robił to, co przynosi mnóstwo frajdy 🙂 Gdy rozbija się o waszą własną satysfakcję, to nie ma lepszych czy gorszych sposobów bawienia się w bitewniaki (co nie znaczy, że z wszystkim trzeba się zgadzać). Gdyby ktoś próbował wam wmawiać że jest inaczej, to… życzcie mu dobrego dnia 🙂

Zatem do przeczytania mili Państwo w przyszłym roku. Czyli już za chwilę 🙂

9 myśli w temacie “Lód i Ogień, czyli jak to naprawdę było z tym 2021 rokiem

  1. Bananovitch 31/12/2021 / 02:51

    No i elegancko! W sumie u mnie dość podobnie- raptem kilka gier w Infinity (z czego jedna, jak zawsze przednia z Tobą) za to udało się całkiem sporo jak na moje chęci i możliwości pomalować- Infinity, Bolt, coś tam do 40k, nawet parę figurek do planszówek. Na regularne granie niestety nie pozwala tzw. Życie, z resztą od dawna turnieje raczej mnie męczą niż dają zabawę, granie też jakoś mniej ciągnie (chociaż pomału wracam do 40k bo po zmianach ten system wciąż jest głupi i prymitywny ale jakby mniej :P).
    Nowy rok to akurat nie nowy ja. Mam plany co do malowania- czy się uda, dowiemy się za rok. Może też uda się spotkać na jakimś polu bitwy, kto wie?
    Czekam niecierpliwie na tę reckę ASOIAF, Twoje zdanie jest na tyle wiarygodne, że może mnie przekona do tego systemu 🙂

    • Ranger 31/12/2021 / 16:14

      Tak, nasza partia wyszła sympatycznie. Byłoby mi łatwiej rozegrać ostatnich kilka rozkazów, gdybym przypomniał sobie o Malignosie z KHD w termooptyce, który wisiał niemalże nad głową Twojego zabunkrowanego speca schowanego za budynkiem w centrum 😉

      Malowanko dobra rzecz, obaj braliśmy udział w aktywacji na forum Infinity i pewnie zdążymy się tam jeszcze zobaczyć w 2022 🙂 Gratuluję wyniku, bo nie folgowałeś sobie 😀 Ze swoich malunków za 2021 też jestem usatysfakcjonowany.

      Z tą Czterdziestką to zdradzę, że może będzie nam dane zagrać w nadchodzącym roku 😉 Co to za frakcję szykujesz?

      Co do Pieśni – dzięki za miłe słowo! Jak tekst powstanie, to jakiś gołąbek na pewno do Ciebie doleci 😀 Sądzę, że będzie to jakoś relatywnie niedługo, zależy jak czas i wena pozwolą 🙂

  2. Narrander 31/12/2021 / 12:35

    Od sierpnia czekam na grę STOP Miałeś się odezwać STOP Ciastka już dawno wystygły STOP 😛

    Z Infinity miałem (mam?) bardzo podobnie. W którymś momencie gra przekroczyła kilka granic naraz. Zaróno te fluffowe (uprising), wydawnicze (zbyt dużo bohaterów specjalnych dodawanych jako limitki) i dotyczące samej gry (kolejne wersje ITSa przynoszą coraz więcej bolączek w moim odczuciu. Classifiedy rozrosły się ponad miarę, a i same scenariusze wymagają często ogromnej standaryzacji rozpisek vel. weź hackera, HI, Mi, bohatera specjalnego, nie bierz za to infiltracji, bo inaczej scenariusza nie zrobisz).

    Z tych powodów też uciekałem w inne gry – martwego już chyba Godslayera i X-winga. Po czasie jednak stwierdzam, że mimo swoich przywar Infa to dalej topka na rynku – ceny nawet pomimo podwyżek są niskie w porównaniu do FFG czy GW (choć kill team w nowej odsłonie jest faktycznie bardzo tani do wejścia). O tym, co odwala się zresztą w X-wingu i Warhammerze, to szkoda gadać. Hiszpanie przy nich to jak dzień do nocy;)
    Infa też dalej najlepiej wychodzi pod względem transporotowo-przechowawczym. 20 modeli z Infinity łatwiej zachomikować niż 5 statków do iksa, przez rozrost papierologii w tej grze. X-wing wgl jest jakimś dziwnym tworem. W tego bitewniaka łatwiej grać przez kompa, a chyba nie o to chodzi w grach bez prądu.

    Tl;dr Infa to fajny system, ale z problemami. Mi +/- rok przerwy dobrze zrobił, łatwiej pogodzić się z faktem odpuszczenia turnieju, bo znowu gra się ITS, skoro ma się inne alternatywy w szafie;)

    • Ranger 31/12/2021 / 16:31

      Pardon, temat mi uciekł, ale co się odwlecze, to nie uciecze! Byle niedługo udało się nadrobić zaległości 🙂 A z tymi ciastkami to nie przesadzaj, zwłaszcza po Świętach 😀

      W Infinity, jak wspominałem nieraz, najbardziej rozczarowało mnie podejście Corvusów do frakcji sektorowych. Jedne niemiłosiernie wycięli (pardon, pozostawili bez wsparcia, no ale możecie nimi grać, więc jest sprawa czy nie ma sprawy?), a kolejne dołożyli, robiąc z tego niezrozumiały i dla mnie nie do końca logiczny kolaż (tu chodzi o NA2 z wyłączeniem JSA i może Spiral Corps).

      Co do ITS, to idea 20×20, lokalnych misji czy YAMS była mi bliższa z tego względu, że pozwalała swobodniej konstruować listy armii. Z ITS jest trochę tak – możesz wystawić naprawdę dowolną rozpiskę jaką chcesz, o ile zawiera obserwatorów artyleryjskich, hakerów i medyków 😉 Natomiast doceniam też starania CB w tym względzie, że rozwijają te misje jako oficjalny system turniejowy sygnowany własną marką, z profesjonalnymi kartami itp. Wiemy jak często kończą gry pozostawione same w sobie, także tu plus dla Hiszpanów. Choć nie zawsze wychodzi super, to starają się 🙂

      Infinity dalej traktuję jako spoko grę i jestem gotów polecić ją szukającym fajnego sci-fi w skirmiszu, ale dziś nie czuję tego tak bardzo jak kiedyś. W każdym razie nie żegnam się z tym systemem, a w sumie to poturlałbym coś nawet w to to. Natomiast polubiłem malowanie tych ludków i machnąłem już kilkanaście miniaturek – większość PanO, ale i coś z Kombinatu czy najemników 🙂

      Rynek gier zmienia się, zmieniają się także oczekiwania i sami gracze. Zmieniają się również poglądy na różne sprawy. Świat pozostaje w ruchu 🙂 Jak wspominałem w tekście, na tę chwilę więcej radości dają mi inne gry, a z Infinity najmocniej stoję na płaszczyźnie kolekcjonersko-modelarskiej 🙂 Jak nie malowałem naprawdę wiele lat, tak tutaj odkryłem niezłe pokłady satysfakcji z każdego jednego ludka 🙂

      O X-Wingach coś tam słyszałem. Kiedyś dawno temu rozważałem nawet zestawik czy dwa (bo i zagrałem 3-4 gry na starterze), ale skoro musiałbym się obkupować we wszystko co wychodzi z powodu kart i tylko kart… Nie trafił do mnie ten model dystrybucji, choć sama gra wyglądała na wjeździe spoczko. GW to GW, tu w sumie jest miejsce na kropkę 😀 Szykuję przestrzeń na jakąś małą Czterdziestkę – spróbuję tematu w 2022 🙂 Kill Team jest spoko. Szybkie wejście, 1-2 pudła i drużyna na stole. Nie skupiam się jakoś specjalnie na graniu kompetetywnym i metach, także biorę to, co mi się najbardziej podoba i już 🙂

      Odezwę się niedługo i zrobimy jakieś granie. Piątka, pozdrawiam 🙂

      • Bananovitch 01/01/2022 / 03:44

        No i słusznie! Osobiście uważam że turnieje psują grę- szczególnie widać to na przykładach gier GW (ale wspomniane przez Ciebie przykłady od CB też to pokazują). Rozumiem tę kompetytywną część graczy, sam kiedy taki byłem chociaż nigdy nie grałem metowo tylko jednak zawsze postrzegałem się jako klimaciarza (ale zdarzały się i podia i nawet wygrane na lokalnych turniejach).
        X X- FFG pełną gębą więc takiego planu wydawniczego można się było spodziewać, i znów wracamy do sceny turniejowej- grając z kimś, jeżeli nie jest jakimś delikatnie mówiąc, czubkiem to nikt się nie przywali o rozpiskę z któregoś z licznych army builderów. Dopiero na turniejach wymagane są karty, nie wiem jak druga edycja ale w pierwszą grało się do pewnego momentu bardzo przyjemnie. I nigdy statki nie zajmowały mi więcej niż pół małej walizki, nie miałem problemu z transportem, czasami nawet pakowałem się w pudełko od podstawki że starą gąbką.
        A co do czterdziestki- moje Tau dostanie w końcu trochę miłości, moje najukochańsze na świecie Siostry już dostały jej sporo 😉 ale zanim będzie z tego armia to sporo wody w Dzierżęcince upłynie a jeszcze więcej zanim je pomaluję 😉 ale na pewno się odezwę, choćby na jakieś małe punkty, jakiś patrol czy coś. Mamy to szczęście że miejscówki mamy co najmniej 3, tak dobrze to mi nawet w Koszalinie nie było, gdzie klub właściwie mamy prawie na żądanie 😉

      • Ranger 01/01/2022 / 14:23

        Dla mnie turnieje są jednym ze sposobów grania, takim publicznym graniem. Sporo ludzi tak właśnie bitewniakuje i tak się realizuje w hobby, super sprawa 🙂 Z drugiej strony mamy granie prywatne, w domach czy jakichś innych miejscówkach, w których gromadzi się jakaś mniejsza grupa ludzi. Tu i tu można grać kampanie, wydarzenia, rekonstruować konkretne bitwy i świetnie się bawić 🙂 Ja natomiast turniejów potrzebuję mniej niż kiedyś. Ani to złe ani dobre – po prostu jest 🙂 Natomiast nie mam pojęcia, co za kilka lat będzie mi dawać satysfakcję, więc i nawet nie spekuluję 🙂

        O Tau Cię nawet nie podejrzewałem 😀 U mnie to będą Marines, aaaale nie rozpędzajmy się 😉 Jakiś format okołopatrolowy to na spokojnie zrobimy jak już przyjdzie się zmierzyć. Fakt, siostry dostały wachlarz wzmocnień. Jak tak przeglądam sobie czasem katalog GW, to ludki do Sisterek trzymają fason, zdecydowanie 🙂

        Do 40K widuję na stołach turniejowych wysokie, pionowe ściany i tego rodzaju architekturę. Domyślam się, że wynika to z zasad osłon. A w domu da się bez tego pograć? 😉

      • Hansolo 01/01/2022 / 10:42

        Ah, przypomnieliście mi o X-Wing… Grałem tylko w pierwszą edycję, muszę przyznać że jedna z fajniejszych gier w jakie grałem. Szybkie, proste ale nie prostackie, mało miejsca zajmuje. Karty to też nie był jakiś bloker – do grania nieturniejowego brało się wydruki rozpisek z programu i jazda. Ale radość z grania zabiły dla mnie dwie rzeczy:
        1) Tempo wydawnicze – zanim ograłem nowości z fali X była już dostępna fala X+3
        2) Na cotygodniowe, regularne granie 3/4 graczy brało zgięte rozpy z neta. Zero radości z gry gdy przeciwnik rozjeżdża cię OP g. i nawet nie możesz zareagować.

        Kill Team? Z lektury zasad wygląda całkiem przyjemnie. Zagrałem jak na razie raz, odbiłem się dość mocno od zasad Concealment/Engage (ale jak to możliwe że widzę przeciwnika, ale jednak go nie widzę?). Nie mówię jeszcze nie, ale zapał trochę osłabł.
        Na WH40k na pewno nie przejdę, bez przesady 😛

        Infinity… Dziwna to relacja. Z jednej strony coraz bardziej porypane zasady w ITS, przegięta mechanika rakiet samonaprowadzających, powolna śmierć innych formatów niż ITS (twórca 20×20 ogłosił, że kończy projekt i nie będzie wersji na N4, YAMS też nie zaktualizowane), dziwne decyzje wydawnicze (również się zgadzam że niektóre sektorówki to dziwny miszmasz – np. Kosmoflot) i rozgrywka gdzie za dużo zależy od kostki. Ale z drugiej strony jadę co miesiąc na turniej, idzie mi lepiej lub gorzej, ale zabawa jest (i nawet nagrody niezłe 😉 ). Plus odkrycie roku – Mercenaries. Kampania na małe punkty (zaczyna się od 60!), każdy najemnik po drodze zdobywa nowy sprzęt, umiejętności itp. Nawet kupiłem specjalnie starter Tunguski żeby mieć opcje na kolejne kompanie.

        Jeśli chodzi o Godslayera trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – gra jest martwa. Przez cały 2021 zagrałem chyba raz, wydawca milczy jakoś od końca 2019. Ale chociaż znalazłem zastępstwo:

        ASOIAF! Zdecydowanie odkrycie 2021! Zasady łatwe do zrozumienia, sporo kombinowania, w sumie nawet za rozsądne pieniądze można mieć już dużo opcji. Ostatnimi miesiącami złapałem się na tym, że w pierwszej kolejności szukam przeciwników dla moich Greyjoy’ów, dopiero potem do innych gier. Gdyby tylko jeszcze wydawca był bardziej ogarnięty…

        Podsumowując jak wyglądał 2021:
        – Infinity: widzimy się raz/dwa w miesiącu i głód zaspokojony. Czy to czas na lekkie odchudzenie kolekcji? Zobaczymy
        – ASOIAF: cud, miód, malina, wciąż jestem zajarany i chcę więcej
        – Kill Team: jak na razie rozczarowanie
        – Godslayer: oznak życia nie stwierdzono
        – Fallout: starter NCR powoli się maluje, grane od wielkiego dzwonu, ale kupione w sumie bardziej dla modeli
        – Bolt: cały czas siedzi z tyłu głowy, ale brak czasu na granie i malowanie kilkudziesięciu nowych modeli (zwłaszcza z kolejka Greyjoy’ów)

      • Ranger 01/01/2022 / 11:39

        Ja po tych kilku małych partiach lata temu byłem pozytywnie nastawiony do X (choć moja znajomość tematyki Star Wars nie jest bardzo zaawansowana) 🙂 Grałem na bazowe zasady, okazały się spoko. Ładne stateczki, sposób prowadzenia rozgrywki z tymi tarczami i ich odsłanianiem, manewrami – super. Ale temat jakoś tak spadł z rowerka 😉 Jak macie jeszcze w szufladach coś do polatania, to chętnie zobaczyłbym to znowu 🙂

        Kill Team mogę Ci przełożyć na jakiś bardziej ludzki język, choć rzeczywiście LoS mogli lepiej rozpisać, zgadzam się 🙂

        Super, że w miejsce YAMS i 20×20 (a w to w N4 nie da się grać? Ktoś sprawdzał balans?) pojawiła się chociaż kampania. W Infinity od dawna jest miejsce na pomysły graczy, miło wspominam ten czas. A misje pomorskie i jeszcze BA na papierowych planszach – toż to klasyka klasyki! Ale tą Tunguską mnie zaskoczyłeś 😀

        O Pieśni szerzej wypowiem się w osobnym tekście, ale fakt – gra jest naprawdę ciekawie zaaranżowana, może się Bananowi spodoba 😛

        To w 2021 też się nie nudziłeś. Jakieś plany na 2022 czy raczej spontan i jak będzie tak będzie? 😉

      • Hansolo 01/01/2022 / 12:13

        Jak na razie jedyny plan na 2022 to lekko przyhamować z zakupami i zmniejszać kupkę wstydu (mam nadzieję że uda się pomalować Ariadnę i Greyjoy’ów na 100%).

        Reszta to raczej spontan. Może ogarnąć wreszcie jakiś „turniej” ASOIAF, kontynuować Infinity Mercenaries, no i bywać w Dragonie na lidze Infinity.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.