Legion Alfa vs Demony Chaosu – relacja z turniejowego starcia w Kill Team!

Tego dnia silne burze wstrząsały Osnową. Podróżujący w pobliżu Oka Terroru niewielki statek Legionu Alfa przemierzał kosmiczną pustkę, powoli dryfując w sobie tylko znanym kierunku. Uszkodzone silniki i dające się odczuć przeciążenie skłoniły pilotów do intensywnych poszukiwań i szybszego podejścia na twardy grunt, nie bacząc na miejsce, w jakim osiądą. Konsole wariowały, zwracając załodze bezwartościowe dane. Nawigowanie w takich warunkach przyprawiało o mdłości nawet weteranów. Syreny alarmowe rytmicznie wyły, nie dając o sobie zapomnieć zmęczonej załodze.

Okolica, w jakiej przyszło lądować Legionowi Alfa, przypominała porzuconą bazę imperialną. Z archiwum map wynikało, że to pozostałości po Lumizum-301. Lity, szary beton bezwzględnie górował nad wypaloną ziemią. Gdzieś na bunkrze widniał symbol dwugłowego orła. Kiedyś wyznaczał on drogę goszczącym tu Marines, aż do czasu ich pamiętnej wolty podczas Herezji Horusa i odwrócenia się przeciwko Imperatorowi. Nie ustawały jednak opinie mówiące o tym, iż Alfa pozostała po stronie ludzi, w przedziwny sposób okazując jednak swoje „przywiązanie” do dawnych wartości. Wątpliwości nie miała za to Inkwizycja, intensywnie poszukując wszystkich śmiałków, którzy zwykli wygłaszać swoje poglądy zbyt głośno. W każdym razie wydawało się, że Aquila wyrzeźbiona na froncie bunkra śledzi uważnie każdy jeden ruch gości o nadal nieustalonej reputacji, choć wszystko to pozostawało w sferze złudzeń.

Tutejsza roślinność zaczęła rozprawiać się z pozostałościami po Imperium człowieka, oplątując swymi mackami kolejne okna i fasady budynków. Resztki zabudowań fortecznych, uzupełniane przez pojedyncze barykady, ciągnęły się pasami po obu stronach dawnego obiektu, będącego w latach swojej świetności centrum dowodzenia lub logistyki. Wszystko to tonęło w suchym, brudnym piachu. Żałobna atmosfera przepędziłaby stąd każdego szukającego inspiracji upamiętniacza.

W powietrzu wisiało niezrozumiałe napięcie, będące odbiciem sytuacji w Osnowie. Miejsce to prawdopodobnie było spaczone. Marines z Legionu Alfa, podejrzewając zasadzkę, wyuczoną taktyką trzymali się blisko siebie. Strzelec z heavy bolterem wspiął się na najwyższy budynek i przygotował broń do strzału. Zabezpieczania drugiej flanki podjął się Marine z plasma gun.

Dwaj kolejni mierzyli z bolterów, dowódca ładował plasma pistol, a chainsword ostatniego drużynowego złowrogo zaznaczał swoją obecność trącymi się zębiskami. Legioności w mig spostrzegli, że nieopodal miejsca lądowania znajduje się nieco paliwa do zabrania, które ułatwi im powrót do domu.

Nagle w interkomie rozbrzmiała wiadomość od strzelca z wieży: demony Tzeentcha, szykujcie broń. Hydra dominatus!

W istocie, naprzeciw Legionu Alfa pojawiły się groteskowe postaci rodem z Osnowy. Szóstka demonetek zapraszała do tańca potężnymi szczypcami, a pink horrory powoli szykowały się do formowania pierwszych pocisków. Marines znali te obrzydliwe stwory aż za dobrze. Te nie miały na co czekać i skoczyły do walki, chcąc pożreć cele w turkusowych zbrojach.

W morzu pocisków błyskawicznie znalazł się strzelec z wieży. Demony znalazły sposób na ominięcie osłon i raniły operatora Marines. Pierwszego pink horrora rozorała seria z heavy boltera, ale przybysze z Osnowy nie rezygnowali. Kolejni opuszczali kryjówki i osaczali strzelca Legionu swymi niematerialnymi ciosami na odległość. Legionista wypalił po raz drugi, znacząc suchą ziemię flakami nędznego stworzenia niosącego bliżej nieokreśloną, bluźnierczą ikonę. W tym samym czasie demony zdołały zabezpieczyć własne flanki, co mogło finalnie wpłynąć na wynik starcia.

Sypiące się z bolterów pociski przygasiły zapał sług Tzeentcha, więc inicjatywę przejął sierżant. Czwórka Marines ze środka pola skoczyła naprzód, usiłując zabezpieczyć jak największą ilość paliwa i odciążyć znajdujących się pod ostrzałem obu strzelców na skrzydłach. Strumień plazmy wziął w objęcia jedną z demonetek. Ta nie zdążyła nawet krzyknąć i zwyczajnie odparowała.

Demonom nie przypadł do gustu sztandar wskazujący na Chaos Niepodzielny, będący w ich oczach kpiną z boga, któremu zawierzyły swój pokręcony los. Pink horrory uwzięły się i poważnie raniły Marine, ale ten szedł w zaparte, walcząc na pierwszej linii frontu.

Strzelec na dachu przyjął na siebie ciężar walki dystansowej i trzymał pozycję, choć jego pancerz był coraz mocniej pokiereszowany. Kompan na dole zdążył jednak srodze oberwać i zaczęło ubywać mu sił. Zorientowawszy się kto dowodzi, operator heavy boltera huknął w reakcji do demonetki. Ta, będąc na skraju życia i śmierci, zregenerowała się i skoczyła po paliwo, chcąc udaremnić powrót Marines na orbitę i skazując ich na zgnicie w tym szerzej nieznanym i zbezczeszczonym zakątku galaktyki.

Inna demonetka zaskakująco zwinnie podkradła się do środka pola bitwy, uszkodziła kanister z paliwem, po czym z jeszcze większą gracją skoczyła wprost do gardła rannego nieszczęśnika z bolterem. Potwór uśmiechnął się zalotnie, jego szczypce zaszczebiotały i po chwili głowa Marinsa przetoczyła się pod drzwi wieży, alarmując strzelca u góry.

Sierżant błyskawicznie dał upust swojej furii. Wiązka plazmy opuściła wylot pistoletu i dosłownie rozpuściła zuchwałą demonetkę, a sypiąca iskrami energetyczna rękawica finalnie nie była potrzebna. Idącą jej śladami Alluress strzelec z góry potraktował bez taryfy ulgowej. Lider demonów nie zdążył nawet zamachnąć się swoimi zdeformowanymi kończynami, gdy pociski zanurzyły się w jego nienaturalnym ciele, odsyłając go z powrotem do Immaterium.

Bitwa między sługami Chaosu (?) była zacięta, a ran po obu stronach tylko przybywało. Wprost przeciwnie było z paliwem – w kolejnych turach znaczniki oznaczające jego dostępność znikały. Podczas próby skoku naprzód z okopu śmiertelnie oberwał sztandarowy drużyny. Poległ z okrzykiem na ustach, będącym znakiem rozpoznawczym Legionu – za Imperatora! Jego miejsce zajął strzelec z plazmą, porzucając względnie bezpieczne i dogodne stanowisko. Będący forpocztą drużyny Marine z chainswordem odważnie pomknął w stronę pojemnika z paliwem, przy okazji szukając okazji do szarży na demonetkę.

Legion Alfa wciąż posiadał inicjatywę. Szalony muzykant był tak zajęty graniem na swym zaklętym instrumencie, że nawet nie zorientował się, gdy stalowe zęby łańcuchowego miecza przegryzły najpierw trąbkę, a następnie jego krtań. Marine z ponurą satysfakcją odnotował zwycięski bój z groźnym przeciwnikiem, po czym dwoma susami usadowił się pod wieżą w strefie rozstawienia demonów, usiłując uniknąć ich ostrzału.

Pink horrory z przeciwnej flanki strzelały jednak celnie, a delegat Legionu Alfa musiał przetrwać najgorsze. Już po chwili w jego pancerzu zionęła spora dziura po pocisku. W sukurs przyszedł bezbłędny dziś operator najcięższej broni, który przesłał z heavy boltera różowej emanacji Tzeentcha bilet do Osnowy, wybawiając swojego towarzysza z opresji. Ten trzymał się resztą sił.

Walka chyliła się ku końcowi. Ostatni horror zarzucił bezpieczną pozycję, chcąc raz na zawsze uciszyć znienawidzonego strzelca. Marinsa kolejny raz uratował pancerz wspomagany. Grube płyty były nie do przebicia.

Po resztę paliwa skoczył do przodu sierżant oraz Marine z plazmą, zabezpieczając tyły mocno poturbowanego kompana z chainswordem.

Bitwa została rozegrana 14 listopada 2021 w gdańskim Krolmie podczas turnieju Kill Team 🙂 Moim rywalem był Krzysztof. Misja to Escalating Hostilities. Rywal grał misje z Recon (Triangulate, Retrieval i Overrun), a ja z Seek’n’Destroy (Headhunter, Deadly Marksman i chyba Challenge). Finalnie doliczyliśmy się wyniku 15-5 dla Legionu Alfa.

Sam turniej, podobnie jak i powyższa partyjka, przebiegł w spokojnej i miłej atmosferze. Była nas tylko lub aż piątka, a frakcje jakie grały to: mój Legion Alfa, a dalej Komandosi, Harlekini, Adeptus Custodes oraz Demony Chaosu. W pierwszej grze pauzowałem, opis drugiej znajdziecie powyżej, a w trzeciej przegrałem 9-13 z zielonoskórymi Komandosami. Już na początku rywal mocno odskoczył do przodu (7-1), jednak ruszyłem w pościg i zielonoskórzy odnotowywali coraz większe straty z walki, a ja klikałem przyciski na konsolach, próbując dotrzymać kroku Komandosom. W dużej mierze do zwycięstwa rywala przyczyniła się realizacja Tac-Ops. W przeciwieństwie do zielonej bandy Legion Alfa nie podołał w pełni postawionym zadaniom. Udało się za to zniwelować coraz bardziej rosnącą przewagę. Przyjemna i pouczająca partia 🙂 A tutaj kilka fotek:

Kolejne dwie rozegrane partie utwierdzają mnie w przekonaniu, że nowa edycja Kill Team zapowiada się interesująco i nie brak motywacji, by w nią grać. Podziękowania dla rywali – Krzyśka oraz Alvaro – plus oczywiście dla sklepu Krolm za organizację tej kameralnej imprezy 🙂 Także jakby ktoś pytał o Trójmiasto, to jesteśmy 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.