O mnie

Witajcie na Kurierze Kaledońskim. Jestem Ranger. Prowadzę niniejszego bloga od 2014 roku i jeśli macie kilka wolnych chwil, to chętnie opowiem wam o tym, jak to wszystko się u mnie zaczęło i jakim cudem trwa nadal.

Z grami bez prądu zetknąłem się mniej więcej w 1997 roku, kiedy to pożyczyłem od kuzyna grę planszową Magiczny Miecz. Już wtedy byłem wielkim entuzjastą spędzania wolnego czasu w ten właśnie sposób. Krainy pełne skarbów, przygody na każdym kroku, nieplanowane zdarzenia czy walka o chwałę i sławę – to wszystko działało jak magnes. Chciało się grać i grać. Ja, Łukasz i Piotrek – trzech kolegów ze szkolnej ławy i jednego osiedla w Krakowie. Wyruszyliśmy w nieznane i pomimo upływu długich lat wciąż jesteśmy w grze 🙂

W bitewniaki zaczynałem jak wielu ówczesnych graczy z roczników 80-89, ponieważ myśmy niemal wszyscy z Warhammerów. Pod koniec lat 90 ubiegłego wieku WFB i Czterdziestka absolutnie dominowały pod względem popularności. Gdy pewnego dnia zobaczyłem u Wojtka na półce modele Wysokich Elfów wiedziałem, że to będzie pasja na długie lata. Moim pierwszym systemem był zatem Warhammer Fantasy Battle, a pierwszą armią dumne krasnoludy. Mozolnie, model po modelu, zbudowałem swoją niewielką kolekcję miniatur. W międzyczasie rozgrywałem też pierwsze partyjki w Magic: the Gathering, a długie popołudnia niejednokrotnie wypełnialiśmy sesjami w Warhammer Fantasy Role Play, wcielając się w rycerzy, żołnierzy czy traperów. Czasem w rozgrywkach towarzyszyli nam także inni gracze, a zwłaszcza Przemek, Wojtek, Jarek oraz kuzyn Grzesiek. Tak to wszystko u mnie trwało do około 2004-2005 roku, gdy zapał do tego rodzaju gier przygasł.

Przechadzając się uliczkami Dublina w 2006 roku natknąłem się na sklep Games Workshopu. W środku panowała rewelacyjna atmosfera. Ściany wypełnione po sufit zestawami modeli, a w środku rzesza graczy rozgrywających swoje partyjki. Szybko wypatrzyłem Bitwę o Przełęcz Czaszki, a sympatyczny sprzedawca odnalazł dla mnie polski egzemplarz. Tego dnia pasja odżyła we mnie na nowo.

Z czasem doczekałem się pokaźnej kolekcji krasnoludów oraz mrocznych elfów (tych wymieniłem później na jaszczuroludzi), zdążyłem także rozegrać niemało potyczek. W 2011 roku Piotr odkrył Infinity the Game. Nic mi nie mówiący tytuł hiszpańskiego producenta był w Polsce niepopularny (z wyjątkiem Warszawy, w której system rozwijał się prężnie), jednak modele były przepiękne, frakcje zróżnicowane, a mechanika zupełnie inna od tego, co znałem z Warhammera. Pierwsze demo zagrałem we wrześniu lub październiku 2011. Gra dosłownie mnie porwała. Zacząłem skromnie, od startera Acontecimento Shock Army, by przez kolejne lata zebrać kilka innych frakcji (m.in. Neoterra, USAriadna, Onyx, Corregidor). Równolegle pozbyłem się części modeli od Games Workshop, a bodaj dwa lata później podjąłem niełatwą decyzję o wyprzedaży niemal wszystkich pozostałych. Sam producent gier swoją kiepską polityką wobec graczy i samej gry wydatnie pomógł mi w wyborze.

Przez kolejne lata brałem udział w rozgrywkach Infinity the Game, współtworząc od 2012 roku pomorską scenę turniejową oraz turlając kostkami także poza zawodami. Zainteresowanie historią obecne w moim życiu już od szkoły podstawowej poprowadziło mnie w 2017 roku w kierunku świetnego systemu z okresu II wojny światowej, a mianowicie Bolt Action. Wydarzenia w miejsce turniejów, innowacyjna mechanika, walka oddziałów i pojazdów plus sympatyczne środowisko graczy skłoniło mnie do zainwestowania także i w ten tytuł. Najpierw chciałem mieć armię Polaków, zatem wybór padł na 1 Dywizję Pancerną gen. Maczka. Nie jest to jedyna formacja, którą posiadam. W kolekcji mam modele przede wszystkim na późny okres wojny, jednak jestem w stanie wystawić jedną z armii na wczesny i środkowy okres. Interesuje mnie głównie front europejski, zachodni i wschodni.

W 2019 roku, po długich latach braku kontaktu z grami od Games Workshop, zainteresowałem się uniwersum Warhammera 40000. Zaowocowało to wejściem w Kill Team’a, który jest stosunkowo prostym i przyjemnym bitewniakiem. Sprawna rozgrywka (najczęściej 4 tury z jasno podzielonymi etapami), niewiele modeli (łatwo przetransportować), kompaktowe plansze (zajmują mniej miejsca), klimat Czterdziestki, choćby i w skali mikro – w to mi graj 🙂 Mam dwie większe i kilka mniejszych band do tej gry, m.in. Imperial Fists, Deathwatch, Black Legion, Chaos Renegades czy Genestealer Cults. Aaa jak już jesteśmy przy Warhammerze 40000, to coś do Imperial Knights też się znajdzie, choć na dziś nie planuję grania w ten system.

Natomiast w 2020 roku intensywnie czytałem Pieśń Lodu i Ognia, sięgając także po telewizyjną Grę o Tron. Jako fan serii dałem się uwieść urokowi gry bitewnej A Song of Ice and Fire. Zdobywa ona coraz większą popularność nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jestem na etapie składania armii Baratheonów oraz Starków. Po długim czasie chyba zwyczajnie zatęskniłem do gier fantasy z bardzo dobrym zapleczem fabularnym oraz ciekawymi rozwiązaniami w samej mechanice. Tytuł ten oferuje ciekawe manewrowanie oddziałami na polu bitwy, równolegle do starcia walkę polityczną, a także zagrywanie kart prosto z ręki. Zapowiada się super 🙂

Co do natomiast mojego podejścia do hobby. Sam siebie określiłbym mianem przede wszystkim kolekcjonera i gracza, który przykłada dużą wagę do estetyki modeli. Granie ładnie pomalowanymi modelami, najlepiej na świetnie przygotowanych stołach w dobrym gronie i z dbałością o atmosferę – to takie moje bitewniakowe optimum. Lubię luźne i lajtowe partyjki z ludźmi, którzy nadają na podobnych falach. Kiedyś formuła turniejowa była mi bliższa niż dziś; aktualnie preferuję bardziej kampanie, wydarzenia czy po prostu spokojne gry w domu.

Bloga prowadzę od 2014 roku. Debiutowałem tekstami o Infinity the Game na stronie Fireant.pl i z czasem przeszedłem na swoją stronę. Kurier Kaledoński to projekt prowadzony po godzinach, hobbystycznie, na którym publikuję artykuły dotyczące moich ulubionych gier bitewnych w zgodzie z własną wizją hobby 🙂 W przeciwieństwie do 1998 roku mam sporo więcej spraw na głowie, stąd piszę tyle, ile mogę. Po kilku miesiącach przerwy na przełomie 2020 i 2021 roku wróciłem do redagowania tekstów. Nie chcę inaczej niż na blogu, nawet jeśli to coraz mniej popularna platforma przedstawiania swojego punktu widzenia.

W co zatem można ze mną zagrać? W Infinity the Game, Bolt Action, Kill Team oraz A Song of Ice and Fire. Na tych grach będę skupiał się na Kurierze w pierwszej kolejności 🙂

Pozostaje mi mieć nadzieję, że na łamach bloga znajdziecie ciekawe i skłaniające do refleksji teksty o grach bez prądu, a zwłaszcza tych bitewnych. Gdybyś chciał podzielić się swoją opinią o znalezionych tu tekstach, zapraszam do ich komentowania lub do kontaktu przez formularz 🙂

Serdecznie pozdrawiam!

Ranger, Gdańsk, 2021