Nieoczekiwani goście na północnym trakcie! Baratheon vs Lannister (1.7) – relacja z gry A Song Of Ice And Fire!

Czempioni Królewskiego Jelenia ruszają w bój

Uwaga! Spojlery i fikcja literacka!

Podczas gdy na północy władzę przejął Roose Bolton, nie wszystkie sprawy szły jak z płatka. Littlefinger, wezwany przez Królową Regentkę ze względu na pogarszającą się sytuację jej rodu, niezwłocznie przybył do Królewskiej Przystani. Przedstawił jej swoje obawy dotyczące Boltona, którego wygórowane ambicje pchały coraz bardziej w kierunku rozbratu z Lannisterami. Wskazywał też na fakt, że gdzieś na północy przebywa Sansa i jej ślub z Bękartem jest tylko kwestią czasu. Petyr Baelish skutecznie podsycał narastający niepokój Regentki. Cersei, choć zaangażowana w inne sprawy wagi państwowej, zdecydowała się posłuchać Littlefingera i zorganizowała zbrojną wyprawę przeciwko Boltonom.

Gdy wydzielony kontyngent, złożony z oddziałów Gwardzistów, Halabardników i Ludzi Góry, pomaszerował na północ, jeszcze nic nie zwiastowało wielkiego zaskoczenia, które miało nadejść od strony Muru. Wszechobecna czerwień krwawo znaczyła szlak przemarszu, dobijając partyzanckie grupy łakomiące się na złoto Lannisterów. Cersei zachęciła do wyprawy Wielkiego Wróbla i grupkę fanatyków, dla których podróż w inny zakątek kontynentu była okazją do umocnienia swojej bezgranicznej wiary w Siedmiu. Ku zgorszeniu Lwicy w orszaku wesoło podśpiewywał Tyrion Lannister, żłopiąc nieprzyzwoite ilości wina i rozglądając się za dziewkami. Wielki Wróbel także tracił już cierpliwość, ale Królowa nie miała wyboru. Udział Tyriona był wymysłem jej ojca.

Na czele wojsk stał Jaime Lannister, który choć nie odzyskał już pełni sił po feralnym zdarzeniu, to jednak wyćwiczył się w fechtunku na tyle, że mógł bezbłędnie parować ciosy i rozpraszać rywali swoimi brawurowymi wypadami. Towarzyszył mu, o dziwo, Sandor Clegane, ulokowany pośród Gwardzistów. Trudno było ujarzmić bestię w nim drzemiącą, jednak wezwany do wypełnienia dawno złożonej przysięgi zdecydował się wywiązać z obowiązku, mając zagwarantowane oddalenie się po bitwie w dowolnym kierunku. Wciąż jednak jego pamięć rozpalały sceny spod murów stolicy i żółty kolor wrogów…

Z północy nie nadeszli Boltonowie, a Baratheonowie. Najwyraźniej sprawy bardzo przyspieszyły, a do Królewskiej Przystani nie doleciały jeszcze kruki z wiadomościami. Trudno było odgadnąć, czy Stannis zawarł pakt z Boltonami czy też zdążył już ich spacyfikować, zdobyć Winterfell i ruszyć w kierunku stolicy. Żółte proporce powiewały na tle błękitnego nieba. Młodszy brat Roberta, tak bardzo do niego niepodobny, wiódł do boju własną Gwardię, wyszykowaną w piękne, srebrne zbroje z inkrustowanymi wizerunkami rodowego jelenia. Czempioni prezentowali czyste dostojeństwo, a ich rumaki niespokojnie wierzgały kopytami, gotowe w każdej chwili skoczyć naprzód. Pochód zamykali Wyznawcy i Łucznicy R’hllora, maszerując z religijnymi pieśniami na ustach. Ich przyjaciółmi były płomienie, niechybnie wskazujące im dalszy los. Ci byli gotowi położyć głowę za Stannisa na każde jego skinienie. Za zaopatrzenie i dworskie konszachty odpowiadali Alester Florent i Shyra Erroll.

foto – Przemek

Strony walczyły o rozrzucone w nieładzie złoto, ale i chwałę. Armie z Dragonstone i Casterly Rock zajęły pozycje. Pod buciorami chrzęściły skruszone kamienie i żwir. Nie licząc dwóch małych zagajników nie było tu ani krzty zieleni. Lannisterowie stanęli bliżej siebie na prawej flance i w środku. Baratheonowie rozciągnęli formacje, chcąc wykorzystać atuty swojej kawalerii. Cersei nakazała swoim ludziom wyrżnąć w pień buntowników i przypieczętować to głową Stannisa. Na wezwanie oddziały odpowiedziały gromkim chórem, wymaszerowując na rozkaz do przodu. Trudno było dotrzymać kroku porywczemu Cleganowi i Gwardziści wysforowali się za nim, wpadając w bagno po kostki.

Sytuację wykorzystali wrodzy łucznicy. Strzały poszybowały ku niebu, by następnie spaść z podwójną siłą na oddział Lannisterów. Sandor z przerażeniem obserwował ten spektakl, panicznie bojąc się ognia. Kompani zasłaniali go tarczami, ale kilku padło przebitych. Sąsiadujący Ludzie Góry nie wytrzymali porażającej precyzji ataku i na widok sterczących z piersi płonących lotek dwóch z nich podwinęło nogi za pas, umykając z formacji.

Gdy łucznicy sprezentowali wojskom Cersei kolejną porcję strzał, panika nie zebrała już żniwa. Jaimie Lannister rozegrał to lepiej taktycznie, odbudowując morale wojska. Mimo to kolejnych dwóch śmiałków skonało w męczarniach, próbując wykaraskać się z błota i zmagając się z ogniem. Ten wgryzał się w karmazynowe płaszcze.

Baratheonowie również opuścili pozycje wyjściowe. Kawaleria pospieszyła lewą flanką, upatrując szansy na oskrzydlenie Lannisterów. Pozostałe wojska ruszyły ławą. Stannis skrył się w lesie, wysyłając naprzód swoje najwierniejsze sługi.

Lannisterowie zaszarżowali. Na ofensywnie wystawionych łuczników pobiegli Bracia Ubodzy. Ubrani i uzbrojeni w byle co stali się nieoczekiwanym wyzwaniem. Starcie bardzo szybko przerodziło się w obustronne zmagania bez jasnego rezultatu. Choć improwizowana broń raz na czas trafiała, to jednak solidne zbroje łuczników ratowały ich od większych strat. Z kolei wyprowadzane przez nich ciosy krótkimi mieczami sięgały ubiczowanych torsów, ale do Braci przyłączało się okoliczne pospólstwo, wciąż odbudowując chwiejny szereg.

Sytuacji nie uratowała najpierw szarża Wyznawców R’hllora, a następnie samego Stannisa, który niecierpliwiąc się porzucił zagajnik i wyszykował Światłonoścę do ataku. Wiara rozpalała serca Braci Ubogich, co deprymowało wojska Baratheonów. Skuteczność ciosów była dyskusyjna, co błyskawicznie postanowił wykorzystać Jaimie, prowadząc naprzód do brudnej roboty największych rzeźników, a mianowicie Ludzi Góry. Do pomocy skoczyli także Halabardnicy. Nim jednak rozegrać się miały te krwawe sceny, sprawy na lewej flance Lannisterów nieoczekiwanie przybrały zły obrót.

Stannis nakazał sprawdzić lojalność wymęczonych wojną Gwardzistów wiedzionych przez młodszego Clegane’a. Szemrane plotki o koronacji brata Roberta szybko dotarły do żołnierzy, którzy ani myśleli dać się pojmać fanatykom R’hllora, nawracających niewiernych płonącymi stosami. Morale wisiało na włosku i po chwili Sandor nie miał już nikogo za plecami. Przeklinając na czym świat stoi w końcu wykaraskał się z błota. Żądza mordowania odbierała mu rozum. Tak daleki wypad w kierunku wrogich linii nie mógł ujść uwadze Gwardii Baratheonów.

Młociarze, wystawiając się na szarżę żołnierzy w czerwonych szatach, wparowali na flankę Sandora, licząc na błyskawiczne uderzenie i dalszy rajd. Pobiegli oni jednak zbyt wolno i nie wykorzystali należycie efektu zaskoczenia. Finalnie atak nie wyrządził poważniejszej krzywdy, a Sandor, jak przystało na zahartowanego wojownika, sparował wszystkie opadające na niego młoty. „Pies” warczał, ale żył. Czuł, że prawdopodobnie uratował swój poparzony tyłek.

Sandor Clegane nie wierzył własnym oczom. Na pomoc przybiegli mu Gwardziści, a kilku z nich dopiero co tworzyło jego tylny szereg. Nie ufał tym pięknisiom w fantazyjnych zbrojach i znowu musiał się o tym boleśnie przekonać. Mając na widelcu ludzi Stannisa impet ich ataku przypominał rzucenie kamieniem o żelazne wrota. Padło tylko dwóch, co więcej któryś z napastników nadział się na kontratak i zakończył żywot pod młotem. Obecność wrogiego króla w pierwszym szeregu pobliskiego oddziału także nie była czymś przyjemnym. Odbierało to chęć walki zwykłym żołnierzom, dodatkowo narażając ich na ataki wojowników z młotami.

Bitwa zaogniała się, a pojedynki przybierały na sile. Strony wściekle atakowały i ani myślały przestać, jak gdyby w tym właśnie miejscu i na tej żwirowni miały rozstrzygnąć się tego dnia losy Westeros.

Na widok znajdującego się w niebezpieczeństwie króla Czempioni popędzali swoje rumaki. Konie jechały jednak zbyt wolno. Obciążone kropierzami i zdobycznymi świecidełkami wlokły się swoim tempem. Gdy Rycerze zbliżyli się, dojrzeli Stannisa uwięzionego w pułapce.

Ludzie Góry, słynący z niewysłowionego okrucieństwa, rąbali Gwardzistów jak drewno, a sytuacji nie polepszył wtórujący atak halabard, które wykańczały walczących przeciwko zasadzce z przodu. Już po chwili po dwóch szeregach pozostało tylko wspomnienie. Garstka Gwardzistów dzielnie stała przy królu, rozpaczliwie oglądając się za wsparciem.

Odsiecz nie dotarła na czas. Stannis zaginął w bitewnej zawierusze, być może żywy, ale przygnieciony ciałami poległych. Choć w tamtej chwili jego los nie był znany, Lannisterowie szybko zaczęli wykrzykiwać hasła o śmierci pretendenta do korony, chcąc sprowokować przeciwników do nierozsądnych ruchów.

Gdy w miejscu oddziału ukochanego króla żołnierze widzieli tylko stertę zwłok, szybko wpadli w furię. Żółta fala ponownie runęła na wojska Cersei, chcąc zmiażdżyć wrogie pancerze ciężkimi młotami.

Reszta formacji Clegane’a została zupełnie pobita. Sandor nie chciał się poddać, a do pojedynku wyszedł Andrew Estermont. Stronnik Stannisa zatłukł rywala na oczach Lannisterów udowadniając Królowej Regentce, jak bardzo myliła się co do sprawności bojowej oddziałów Baratheonów.

Gwardziści pod wodzą królewskiego zausznika przeszli po chwili do regularnej walki na prawej flance, jednak tym razem szczęście opuściło przybyszów ze Smoczej Skały. Wrogowie w czerwieni wyszykowali nieprzebijalny mur z tarcz, od którego napastnicy odbili się. W tej sekundzie zostali zdominowani przez Lannisterów. Trzech Gwardzistów straciło życie od mieczy kąsających zwinnie niczym węże, a kolejny wybiegł z oddziału w nieznanym kierunku.

Kawalerzyści chcieli godnie pomścić rany zadane królowi. Rumaki w końcu dopędziły Lannisterów wychynąwszy z zagajnika, dezorientując w ten sposób rywala. Pewnym utrudnieniem był stojący na drodze mur, który nieco spowolnił galop. Halabardziści karnie obrócili się wystawiając drzewce, jednak rycerze błyskawicznie roztrącili je młotami, odbierając wrogom chęć ataku i precyzję pchnięć.

Jeden z konnych, będąc już uprzednio rannym, w ferworze walki wypadł z siodła, jednak pozostali godnie pomścili szlachetnego towarzysza, młócąc swymi kawaleryjskimi młotami coraz bardziej osłabionych Halabardników. Konie gryzły i kopały jak oszalałe, jeszcze tylko powiększając straty Lannisterów. Po szarży przyszedł następny cios i ledwie dwóch śmiałków wciąż trzymało się na nogach. Rycerze ani myśleli oddać komukolwiek zdobyte skarby. Nie odrzucili ich nawet na widok Ludzi Góry oraz kolejnych gróźb miotanych przez Wróbla. Zbiry Cleganów stały pośrodku pola bitwy bez możliwości manewrowania.

W centrum pola walki bój na śmierć i życie rozgrywał się między religijnymi fanatykami. Jedni walczyli za R’hllora, a drudzy za Siedmiu. Bracia Ubodzy, choć słabiej przygotowani do długich starć, mogli liczyć na stale powiększające się grono śmiałków, którzy ściągali z okolicznych wsi na przedpolu północy. Mimo to wyznawcy R’hllora nie dali sobie wydrzeć wojennego łupu.

Łucznicy wycofali się ze zmagań, licząc na możliwość oddania płonącej salwy. Plany te jednak pokrzyżowali Ludzie Góry, którzy porzucili niedogodną pozycję i pomaszerowali po Czempionów Królewskiego Jelenia, wychodząc z zasięgu ataku. Pomimo kalumni rzucanych przez Jaimiego Lannistera kawalerzyści wciąż trwali na posterunku i kończyli oprawiać przerażonych Halabardzistów, czekając na kolejną potyczkę.

Na prawej flance Lannisterowie w końcu otrząsnęli się i wykorzystali przewagę liczebną w celu odepchnięcia od skarbów Gwardzistów Stannisa. Tych została ledwie garstka, ale wykazywali się nieustępliwością i wcale nie planowali oddać pola. Ze złotą szkatułą musieli się finalnie pożegnać.

Starcie zakończyło się w piątej turze, gdyż sklep miał być niedługo zamykany. Scenariusz – Taniec ze Smokami. U Przemka bliscy rozbicia byli Halabardnicy i Bracia Ubodzy (po dwa ludki), u mnie w niewiele lepszej kondycji uchowali się Gwardziści (czterech jegomości). Wypracowałem przewagę za punkty z misji, kolejne oczko wpadło za rozbitych Gwardzistów z Clegane’m i finalnie nasze starcie zakończyło się wynikiem 6-2 dla Baratheonów! 🙂

Muszę przyznać, że była to przyjemna i całkiem wyrównana gra w aspekcie walki. Rywal mocno poszedł w próbę eliminowania moich oddziałów, jednak tego dnia rycerzy i wojowników spod żółtego sztandaru skutecznie chroniły zbroje, a i (mnogie) rzuty na morale też były niczego sobie. Ale i Lannisterowie walczyli naprawdę dobrze, czego dowodem straty także po mojej stronie.

foto – Przemek

Z ciekawostek dotyczących kostek. Pierwszy atak na flankę oddziału Sandora to całe jedno trafienie na sześć 😉 Bez możliwości przerzutu, bo rzuciłem 1 na szarżę 😀 Z kolei pięknie popisali się Gwardziści Stannisa, gdy podczas pierwszego ataku Halabardników wybronili pancerzami (z flanki, z przebiciem pancerza, ale po biegu napastników przez las i mur) wszystkie sześć trafień!

U Przemka trzy szarże zakończyły się jakże okrągłym „1” na kostkach. Godne odnotowania były dwa testy paniki Halabardników, wymuszane przez Czempionów z flanki. Oba zdane na styk, jeden po drugim, na 7+. Dodatkowo rywal całkiem nieźle poradził sobie z moimi Gwardzistami na prawej stronie. Dwukrotnie nie zdałem testu paniki o jedno oczko i tylko to kosztowało mnie kilka ludzików poza bitwą mimo posiadania aktywnej karty taktyki, redukującej straty na skutek strachu o jedną ranę.

Lannisterowie, a był to mój pierwszy pojedynek z nimi, są interesującą armią z punktu widzenia mechaniki i talii kart. Modele także są ciekawe (miałem te ze startera i oglądałem wówczas czysty plastik, ale rywal przyniósł fajnie pomalowane). Liniowe oddziały Gwardii wymuszające panikę, atak halabard przed rywalem (z przebiciem pancerza), „doładowani” bonusami Ludzie Góry plus wytrwałe Bractwo stanowiły tego dnia niezłe wyzwanie. Nie próżnowała także trójka NCU, choć chyba najbardziej we znaki dawał się Wróbel.

Tam gdzie mogłem, sam wzbudzałem panikę pomiędzy Lannisterami, choć oczywiście możliwości Baratheonów są tu ograniczone. Mimo to dwa podejścia z korony, ataki na flanki oraz Vicious na Andrew Estermoncie plus obu oddziałach R’hllora okazały się dobrą metodą. Z kolei talia kart, które wyłączają umiejętności, anulują zagrania rywala i generują kolejne testy paniki, to z pewnością atuty armii spod czerwonego sztandaru i Przemek zręcznie z nich korzystał (zresztą dzięki Tyrionowi nieustannie miał z czego wybierać).

Na pewno zaskoczeniem był dla mnie fakt, że poza oddziałami ze startera nie ujrzałem Rycerzy z Casterly Rock, Kuszników lub Piromantów. A tu nagle Bracia Ubodzy, którzy nawet bez pancerzy przeżyli nad wyraz wiele ataków. Przemek rozważał wystawienie konnicy, ale chciał potestować nowe rzeczy i padło na religijnych fanatyków. Czyli coś na rzeczy było 😉 Mierzyłem się z 5 oddziałami i 3 NCU, zatem na torze politycznym zarysowała się przewaga aktywacji Lannisterów.

Wielkie dzięki za partyjkę! Podszkoliliśmy się w zasadach i rozegraliśmy naprawdę widowiskowe starcie, które nawet dla obserwatorów byłoby przyjemne do oglądania, gdyż obfitowało w sporo walki i kilka zwrotów akcji. Tak, to mogłoby wydarzyć się w Westeros! Tego dnia Baratheonowie byli górą. Za Króla Stannisa!

Źródło/source: https://gifer.com

Gospodarzem rozgrywek był gdański sklep Krolm 🙂 Grałem tam drugi raz i jest elegancko.

Do zobaczenia na rewanżu 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.