Kto przywdzieje czarny płaszcz? Baratheon vs Night’s Watch (1.7) – relacja z gry A Song Of Ice And Fire!

Uwaga, raport fabularyzowany. Niektóre postaci i wątki zostały przemieszane lub przeniesione w czasie, inne mogą zawierać spoilery 😉

Po pokonaniu armii Greyjoy’ów Stannis wciąż pozostawał na północy i wracał na Mur, by usłyszeć decyzję Jona Snowa. Podbudowany zwycięstwem, które pozwoliło odeprzeć siły grabieżców bez nadwerężania sił Nocnej Straży, zmierzał prosto na Czarny Zamek z kolejnym już atutem, mogącym nakłonić syna Eddarda do przyłączenia się do niego w tej długiej i krwawej kampanii.

Gorące płomienie, zaniesione tu przez sługi R’hllora, wesoło migotały na szczytach pochodni ulokowanych wzdłuż długich, zimnych korytarzy twierdzy. Jeszcze nigdy nie było tu tak ciepło i jasno jak tego dnia, kiedy dwie armie z zapartym tchem czekały na to, co powie Jon Snow. Główna sala, stanowiąca miejsce przyjmowania wielmożów, w zamku Stannisa mogłaby być co najwyżej lochem dla pospólstwa. Niewiele dały wiszące tu i ówdzie ciemne jak smoła sztandary Nocnej Straży, kilka podniszczonych dywanów oraz tomy poezji, przyniesione tu dla niepoznaki przez Sama. W długich, drewnianych ławach zasiedli osobno stronnicy Jona Snowa i Stannisa Baratheona, upchani do ostatniego miejsca. Hardy król ze Smoczej Skały nie zważał jednak na takie niuanse w obliczu dalszej wojny i możliwego pozyskania sojusznika, za którym mogłyby pójść setki, jeśli nie tysiące ludzi z Północy.

Jon Snow nie uklęknął. Złożona przysięga była dlań ważniejsza od tytułu namiestnika północy oraz rodowego nazwiska, którego jako bękart nie miał prawa nosić. Oświadczył zebranym tu wojownikom, że prędzej zginie, niż wystawi na szwank własny honor. Wielu przeczuwało, że decyzja Snow’a była pochopna i przyjdzie mu za nią zapłacić. Stannis przełknął zniewagę jak gorzką pigułkę, jednak wojna czekała na niego, a on nie mógł dłużej zwlekać. Kilka godzin później wymaszerował w stronę Winterfell, przekazując potajemne instrukcje dla Andrew Estermonta, jednego z najbardziej zaufanych dowódców.

Nocna Straż była zdumiona, gdy pędzący na zdyszanym rumaku jeździec raportował, iż kontyngent Baratheonów zmierza z południa na Mur. Jon Snow bez chwili namysłu naprędce zorganizował obronę złożoną z Zaprzysiężonych Braci, Weteranów oraz Zwiadowców. A jeśli już o lochach była mowa, to właśnie z nich wypuszczono Poborowych, najgorszy sort zwieziony prosto z rynsztoków i melin Królewskiej Przystani. Zbitka rozbójników, zabójców, sutenerów i złodziei miała zebrać pierwsze szlify, nim ktokolwiek pozwoliłby im złożyć śluby. Wsparcie organizacyjne zapewniał Jeor Mormont i maester Aemon. Dowodził nie kto inny jak Snow.

Baratheonów prowadził Andrew Estermont, wiodąc pod komendą dwa oddziały Gwardzistów, słynących z furii Rogatych Rycerzy, Ludzi Króla dzierżących potężne miecze oraz Wyznawców R’hllora. Dwie ostatnie formacje niechętnie stawały obok siebie do walki, gdyż między nimi wręcz iskrzyło i roiło się od wzajemnych oskarżeń. Zakulisowo działała Shyra Errol oraz Alester Florent.

Dowódcy po rozpoznaniu swoich sił wytypowali 5 punktów na polu bitwy, których zajęcie da taktyczną przewagę i w konsekwencji zwycięstwo. Baratheonowie wystawili na flankach Gwardzistów, natomiast pozostałe oddziały były gotowe do wspierania skrzydeł zależnie od sytuacji. Inaczej postąpiła Nocna Straż, skupiając kluczowe siły bardziej na lewej stronie (z punktu widzenia Baratheonów) i środku.

Początkowo strony nie czyniły znacznych ruchów, skupiając się na zajęciu dwóch punktów w pobliżu swoich stref. Aemon posłał pierwsze kruki do zamków Nocnej Straży, a Alester znalazł ścieżkę obok bagien, którą podążyli Gwardziści.

Pierwsza krew polała się jednak szybciej niż ktokolwiek przypuszczał. Zaprzysiężeni błyskawicznie przemierzyli pole bitwy i uderzyli w lewą flankę Baratheonów. Ich motywacja była wielka, jednak pancerze rywali jeszcze grubsze. Po ścięciu ledwie dwóch i wytraceniu impetu strażnicy ugrzęźli w zmaganiach.

Widząc w tarapatach oddział ciężko opancerzonej piechoty z odsieczą ruszył sam Estermont. Dzięki fortelowi udało mu się przedostać w pobliże starcia, a następnie runąć na związanych walką Zaprzysiężonych. Pomimo dużych strat Nocna Straż, balansując jak na ostrzu noża, zachowała kluczową pozycję, a z tyłu dosyłano im Poborowych, którzy przechodzili przyspieszoną szkołę życia i zajmowali miejsce poległych braci. Co więcej, wcale nie folgowali Ludziom Króla.

W środku pola Baratheonowie poważnie odczuli brak łuczników. Wrodzy zwiadowcy bezlitośnie punktowali Rogatych Rycerzy, atakując ich partyzanckimi metodami. Po szybkim uderzeniu odskakiwali poza zasięg młotów, a potem posyłali przeciwko nim salwy z łuków. Taktyka ta, w połączeniu z intensywną pracą Aemona i Joera, przyniosła okrutne żniwo.

Na prawej flance paradoksalnie nie działo się nic nadzwyczajnego. Druga formacja Gwardzistów blokowała taktyczny punkt, nie dając wciągnąć się w podchody ze strony wilkora i Zwiadowców. Próba unieszkodliwienia Ducha i powrót na pozycję nie udały się, a ranne zwierzę umknęło z podkulonym ogonem w stronę Nocnej Straży.

Można by rzec, że Jon Snow skrzyknął całą załogę Czarnego Zamku. Pomimo iż Gwardziści wespół z Ludźmi Króla energicznie szlachtowali Zaprzysiężonych zdawało się, że tych jest z każdą chwilą więcej i więcej. Poborowi nieustannie przerzucali ludzi na front, a maester wraz z Joerem jeszcze to wzmacniali.

Andrew Estermont szybko i niespodziewanie znalazł się w potrzasku. Ze względu na wydłużającą się niemoc złamania szeregów oddziału Nocnej Straży został zaszarżowany na bok przez Weteranów. To starcie było tak brutalne, iż na polu bitwy w mgnieniu oka zaroiło się od kruków. Chmara dopadła 4 martwych Ludzi Króla, a Weterani nie przestawali napierać, aż na polu walki pozostał tylko dowódca Baratheonów, stojący sam wokół dogorywających kompanów.

Andrew Estermont nie miał czasu uronić łzy, gdy sztychy mieczy co rusz mijały jego gardło o centymetry. Jon Snow, wyszedłszy mu na spotkanie, postawił ultimatum – przywdzieje on płaszcz lub umrze. Zausznik Stannisa, choć pochodził z drugiego końca świata, słyszał o zwyczajach Nocnej Straży. Jego haniebne czyny zostałyby zmazane, jednak za cenę nieposiadania rodziny i majątku. O wiele większą kwestią był jego honor – dopuścił do śmierci podkomendnych. Czuł, że nie jest to moment warty umierania, a przywdziana czerń pozwoli mu jeszcze czegoś dokonać. Skinął głową i odrzucił broń, pozwalając się rozbroić i narzucić nowy płaszcz. Jon nakazał mu jednak walczyć przeciwko swym niedawnym sojusznikom!

Gwardziści króla widzieli w polu niejedno i nie zrobiło to na nich wrażenia. Młoty biły nieprzyjaciół jak popadło, nie wyłączając samego Estermonta. Starcie to zdawało się nie mieć końca.

 

Tymczasem w furię wpadła czerwona kapłanka R’hllora, siostra w wierze Melisandre. Na widok tak bezwstydnej zdrady króla rozpaliła serca Wyznawców płomiennym kazaniem, wzywając ich do zmycia tej paskudnej hańby krwią, ich lub wrogów. Wyśmiewała słabość Siedmiu, którym hołdował Andrew Estermont. Jeden ze śmiałków zgodził się oddać w ofierze własny żywot, by kapłanka wskazała światło jego towarzyszom, a wrogów osłabiła. Prości słudzy R’hllora wznieśli w górę miecze, które dzięki czarom kobiety w czerwonych szatach rozbłysły żywym ogniem. Motywowani wiarą i ślepą nienawiścią ruszyli biegiem, by wymierzyć sprawiedliwość byłemu dowódcy. Ognisty orszak ominął bagna i sięgnął swego celu.

Nikt nie wie, jakie były ostatnie myśli Andrew Estermonta, gdy znikąd, w miejscu śmierci Ludzi Króla, nagle pojawili się pełni furii Wyznawcy R’hllora. Płonące miecze zadawały straszliwe ciosy, pod którymi heretycy padali jak muchy. Czarne płaszcze zajmowały się ogniem, którego nie sposób było ugasić. Wola Zaprzysiężonych została złamana. Krzyki bólu i beznadziei mieszały się z przerażeniem. Bezładnie leżące, poparzone ciała strażników były oznaką tryumfu najwierniejszych z wiernych. Smak zwycięstwa jeszcze bardziej popędzał ich do kolejnych sukcesów.

Kapłance również było mało. Za nic miała fakt, że naprzeciw niej stali Weterani pod przywództwem Jona Snowa. Słudzy R’hllora, osłabieni forsownym biegiem, ponownie zostali wezwani do złożenia ofiary i szarży. Taka była wola Pana Światła – wołała kapłanka.

Dowódca Nocnej Straży był jednak przygotowany na tę ewentualność. Wykorzystując zmęczenie wroga Weterani odparowali niemal wszystkie ciosy, odbijając miecze w kierunku ich właścicieli. Wojownicy Pana Światła konali w męczarniach, których sami jeszcze chwilę temu byli sprawcami. Wyznawcy fanatycznie wierzyli, iż podążą prosto do R’hllora, oświecającego ich drogę własnym ogniem. Ponowienie ataku oznaczało unicestwienie oddziału zelotów, próbujących przebić się przez ścianę mieczy Nocnej Straży.

Starcie zakończyło się w piątej turze wynikiem 13-8 dla Nocnej Straży. Baratheonowie stracili Rogatych Rycerzy, Ludzi Króla oraz Wyznawców R’hllora. Nocna Straż straciła Zaprzysiężonych.

Misja jaką graliśmy to okrągłe zero udziwnień, czyli Gra o Tron 🙂 Główne punkty zdobywaliśmy za trzymanie 5 znaczników. Armie wystawiliśmy na 40 punktów.

Przez większą część gry Baratheonowie punktowali na żetonach dających +K3 życia wybranej, sprzymierzonej jednostce oraz blokowali umiejętność jednego z NCU, w tym wypadku Aemona.

Nocna Straż blokowała mi dociąg o 1 kartę mniej i coś mało istotnego – już nie pamiętam co to było 🙂 Znacznik na środku zadawał K3 rany jednostce walczącej na nim i gwarantował bodaj sundering?

Wnioski na gorąco: w drugiej grze w życiu przekonałem się, że to co mówi się o Nocnej Straży nie jest specjalnie wyolbrzymione. Adam wspominał, że zrobił spokojniejszą listę (a więc nie taką, którą rozjeżdża się jak walec – Othell i kusznicy), lecz mimo to jak na dłoni widać było siłę kart oraz jak te jednostki dobrze walczą. 6 ruchu plus ilość bonusów zagrywanych na oddziały (a czasami z opcją przerzucania ich z jednego na drugi) daje bardzo dużo możliwości na polu bitwy:

Poborowi transferowani do kluczowych formacji to mocna rzecz. Można tak stać i stać, a szeregi Nocnej Straży przez dłuższą chwilę ani drgną, atakowane nawet z dwóch stron… Nie wspominam o wcieleniu Andrew do Nocnej Straży (motyw z kategorii śmiesznych, czekam na Khala Drogo na Murze – Kędzior, nie daj się :D) plus Zwiadowcach przerzucających sobie rzuty na ucieczkę i śmigających nawet po 12 cali w te i wewte plus ślących salwy strzał.

Szarża moich wyznawców R’hllora na flankę Zaprzysiężonych była iście hollywódzka. Umiem to sobie wyobrazić 😉 Skumulowało się tam Precision, Critical Blow, Vicious, Panicked i Vulnerable (ich umiejętność, wsparcie kapłanki i rozkaz Estermonta z automatycznym 6 na szarżę – a takie długie szarże zrobili oni dwie :)). Mimo to rywal zagrał jeszcze jakąś kartę i usiekł kilku Gwardzistów, szok.

Sądzę, że gdyby udało mi się przełamać Zaprzysiężonych szybciej (a jak widać po zdjęciach zabrakło dosłownie dwóch ludzików więcej), bez narażania oddziału Ludzi Króla, to bitwa z pewnością przybrałaby inny charakter 🙂 Ostatniej szarży Wyznawcami nie musiałem robić, ale chcieliśmy pograć do końca. Strażnicy Muru nie zawiedli 😉

Starcie miało luźny charakter, wolny od turniejowych klimatów 🙂 Mogłem poznać kilka sztuczek, przypomnieć sobie zasady i przede wszystkim zagrać z tą owianą złą sławą Nocną Strażą, ale w naprawdę dżentelmeńskiej atmosferze, za co dziękuję Adamowi 🙂

Partyjkę zorganizowaliśmy w gdańskim Krolmie, gdzie byłem pierwszy raz w życiu. Spoko sklepik, nieźle zaopatrzony w zestawy i chemię modelarską. Choć jego powierzchnia nie jest duża, to jednak wszystko jest fajnie rozplanowane i na kilku stołach można spokojnie pograć. Jeśli wśród czytelników jest ktoś z Trójmiasta i okolic chcący poznać grę, to niech się odezwie 🙂 Jest nas tutaj kilku i coś sobie pogrywamy, zatem rywale (dysponujący różnymi armiami) z pewnością się znajdą! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.