Gdyby zatrzymać wojnę w połowie – Bolt Action 4-5 września 2021 – „Momentum” 1941-1943 w Rumi

Witajcie! Za nami Momentum, jedno z największych tegorocznych wydarzeń Bolt Action w naszym pięknym kraju. Rokrocznie, mniej więcej o tej porze, fani tego fajnego i lekkiego systemu mają okazje wyjść naprzeciw siebie ze swoimi modelami i raz jeszcze, w Rumi, odgrywać wydarzenia z czasów II wojny światowej, wspominając miejsca, bitwy, momenty i armie, które brały udział w tych zmaganiach. Po późnowojennych, perfekcyjnie zorganizowanych Rajdach na Berlin, mieliśmy po drodze zeszłoroczny Blitzkrieg oraz właśnie Momentum, przypadające na środkowy okres wojny.

Główne założenia wyglądały w ten sposób – gracze przygotowali swoje armie z selektorów 1941 – 1943. Listy armii były progresywne, zaczynając od progu 700 punktów. Kolejny gry odbywały się na 800, 900, 1000 i finalnie 1100 punktów. Listy zawierały w sobie wszystko to, co było w poprzednich (z wyjątkiem pojazdów/czołgów – tu możliwe były roszady). Spotkaliśmy się, a jakże, w Stacji Kultura, miejscu od lat przyjaznym graczom bitewnym nie tylko z Pomorza, ale i całej Polski (czego dowodem wiele bitewniakowych imprez w ramach różnych systemów).

Każde zwycięstwo było na wagę złota dla obozu Aliantów lub Osi. Tak więc zwycięski gracz odnosił nie tylko sukces stricte militarny, ale też na przykład zdobywał zasoby lub wzmacniał struktury wywiadu swojego stronnictwa, dzięki czemu sojusznicy otrzymywali drobne bonusy. Re-we-la-cja! Ten pomysł mocno przypadł mi do gustu i choć początkowo lekko obawiałem się, czy w razie dominacji jednej ze stron nie nastąpi efekt kuli śnieżnej, to finalnie tak się nie stało. Zdobywane żetony okazały się być bardzo wyważone i przede wszystkim umiarkowane w formie.

Każdy ze stołów miał 2-3 zasady specjalne, choć był minimum 1 taki, który był wyjątkiem od reguły. W ramach kolejnych rund gracze, bez względu na stół, grali te same misje. Miało to swoje zalety, ale i wady, o czym wspomnę jeszcze w relacji 🙂 Opisy stron (lewo/prawo) z mojej perspektywy.

Do gry wyszykowałem armię ZSRR, a towarzyszył mi Piotr, który dotarł na Pomorze z Krakowa. Modele przygotowałem w oparciu o selektor 3 bitwy o Charków z lutego-marca 1943, co też znalazło pokrycie w postaci oddziału oraz dowódcy z adiutantem w zimowych płaszczach. Z punktami dobiłem na styk, a przygotowania do wydarzenia poprzedziło malowanie zwiadowców, sekcji snajperskiej i komisarza (ten został w domu). T-34 z malowaniem LWP, ale to tylko 3 miesiące różnicy… 😉 Piotr z kolei celował w oblężenie Sewastopola z 1941, stąd u niego w armii bardzo charakterystyczne oddziały marynarzy.

Pierwszą bitwę stoczyłem z Fallschirmjagerami Michała. Zasady specjalne – cały stół to „droga”, a żołnierze z tury na turę są coraz bardziej zmęczeni. Podczas rozkazu run rzuca się K6. Wynik równy lub wyższy od granej tury oznacza, że jednostka bez problemu pobiegła. Niższy oznacza, że zagrano rozkaz run, ale jednostka biegnie z połową ruchu (co równa się odległości advance). Walczyliśmy o 4 znaczniki w centrum, ustawione na planszy w kwadrat.

Gra była bardzo sympatyczna, choć, co ciekawe, jak na 700 punktów mocno pozycyjna. Nasi żołnierze niespecjalnie palili się do mocnego skracania dystansu, przez co mogliśmy zaznać wielu pojedynków strzeleckich między oddziałami.

W samym centrum niemal całą grę walczyły ze sobą moje T-34-76 i Stug III Michała. Oba pojazdy doczekały końca starcia w całości, choć rywal miał lekkiego pietra, gdy zdobyczny pancerfaust wypalił z bliska – na jego szczęście nie trafiłem.

W bitwie zwrot nastąpił w momencie, kiedy pojawiły się na moich oddziałach pierwsze piny. Po kolei oblewałem wszystkie poza jednym (!!) rzuty na morale, począwszy od przydzielania rozkazów po unicestwienie oddziału (nie pomagała nawet zasada specjalna „Wielka wojna ojczyźniana”). Niemal wszystko było u mnie regularne, ale nawet to nie robiło różnicy na plus. W końcu Michał (nawet on łapał się za głowę na widok moich rzutów) przerzedził moje szeregi na tyle, że nie byłem w stanie nadgonić strat.

Najbardziej charakterystyczną postacią był sierżant oddziału z SMG (na zdjęciu po prawej), który jako jedyny przeżył ostrzał z niemieckiego LMG. Przez kilka rund nieustannie punktował spadochroniarzy Michała na dachu, mszcząc się za swoich druhów. Spośród 6-7 z własnej pepeszki zastrzelił 3. A drugą jakże rozpoznawalną postacią stał się bohaterski podporucznik, któremu w 6 turze rzuciłem szczęśliwą „6” na rozkaz run i który to przejął u mnie drugi znacznik. Michał huknął do niego z moździerza i na nie mniej szczęśliwej „6” położył go z przyłożenia celnym trafieniem. Taka to była gra 😉

Po pierwszej turze obóz Osi zdobył przewagę na wszystkich płaszczyznach poza wywiadem, który Alianci mieli lepszy. Zatem na start 1-4 dla rywali.

Gra numer dwa to zajmowanie 3 znaczników, z czego były one ustawione po skosie. Przy najdalszym każdy z nas ustawiał 2 oddziały, a reszta wchodziła z pierwszej fali.

Czarek wystawił hordę niedoświadczonych Francuzów z wielkim czołgiem, dwiema haubicami i dwoma motocyklami na 13 kostkach.

Tu zasada specjalna była moim utrapieniem. Każdy z leśnych terenów całkowicie blokował pole widzenia, w związku z czym praktycznie nie miałem sposobności punktowania z odległości francuskiej masy uderzeniowej, co przy grze mniej liczebną armią dałoby mi szansę ostrzelania rywala, nim ten dopędzi mnie taką ilością modeli.

Mój wysunięty T-34 chyba przy ósmej szarży (dwóch naprzemiennie atakujących francuskich oddziałów) w końcu został spalony, sąsiadujący oddział rozstrzelany, a pozostałe siły, skupione głównie na drugiej flance napotkały na swojej drodze czołg strzelający trzema karabinami i haubicą.

Dwie ciekawsze akcje to spalenie motocykla koktajlami Mołotowa po szarży niedoświadczonego oddziału (awansował na regularny) oraz rozbicie w walce wręcz francuskiej formacji moim bazowym składem z karabinami. Krasnoarmiejcom w długich płaszczach musiało być w tej dżungli gorąco 😉

Po drugiej rundzie między Aliantami i Osią ci pierwsi nadganiają straty. Udaje się storpedować niemieckie magazyny i uzyskać przewagę w zakresie zaopatrzenia!

Gra numer trzy to klasyka gatunku, a więc Zimmer i jego Niemcy. Podczas zeszłorocznego Blitzkriegu spotkaliśmy się na mapie Stalingradu i remis uratował dla niego w ostatniej turze miotacz ognia, który zwęglił mój czołg. Nadarzyła się nam doskonała okazja do rewanżu. Tym bardziej, że i wybrany przez nas stół był mocno zabudowany, spokojnie pasujący na przedmieścia tego obleganego miasta.

Byłem stroną broniącą się i wystawiałem oddziały w półokręgu (24 cale). Boki oraz środek strefy zostały oznaczone żetonami. Zimmer musiał na koniec starcia zdobyć 1 z nich dla remisu, a 2 dla zwycięstwa.

Rywal, ze względu na ciasną strefę rozstawienia (dwa przeciwległe narożniki w formie małego trójkąta), zapakował swoich weteranów z miotaczami (skąd ja to znam!) w dwa Hanomagi i pomknął w moją stronę. SdKfz 222 nieustannie ostrzeliwał dwa budynki, w których trzymałem piechotę i w zamian za to dostał zwrotny pocisk z T-34, który przy pierwszym podejściu (na sześciu oczkach) rozwalił jego silnik.

Niemiecki moździerz błyskawicznie trafił na 6 mój oddział na poddaszu (namierzył go dzięki obserwatorowi widocznemu powyżej) i pociski lądowały tam przez kilka tur, aż ostał się tylko strzelec z LMG. W pobliżu nieregularna formacja poczęła ostrzeliwać z daleka drugi niemiecki transporter opancerzony, nabijając mu piny.

Główne natarcie szło w centrum oraz na prawej. W środku pola Zimmer wypakował swoich pionierów. Zdążyłem zająć przed nim ruiny Gwardzistami, którzy turę później (na pierwszej kostce) huknęli z Ppsh i karabinu do Niemców bez osłony. Weterani ponieśli duże straty, ale odpalili miotacz ognia, który… nie trafił. Pomimo tego byliśmy z Zimmerem w szoku, gdy Miften wyjaśnił nam, iż na 4+ dochodzi do podpalenia obiektu. Rywal zdał test, budynek stanął w ogniu, a moi żołnierze ewakuowali się przed płomieniami. Wtedy też po raz pierwszy dała o sobie znać radziecka snajper, która zastrzeliła operatora miotacza.

Zimmer doskoczył tam drugim, bliźniaczym oddziałem. Udało mi się jednak utrzymać tę groźną formację z dala od nieco przetrzebionych przez moździerz Gwardzistów, wysuniętych do środka pola i wspieranych przez sanitariuszkę.

Pionierzy wskoczyli do Hanomaga (wyposażonego w Panzerbuchse), ale na skutek wcześniejszego wystrzału T-34 oraz zebranych pin-ów rywal rzucił Fubar i pojazd wycofał się gwałtownie blisko pozycji wyjściowej. A niedoświadczeni żołnierze dalej do niego strzelali, gdyż tylko tyle mogli (zasięg nie pozwalał na szarżę z granatami).

Oddział z pepeszkami musiałem ściągać ze środka na lewo, gdyż Zimmer posłał tam niemały skład z nadzieją na łup w postaci znacznika. Nie obyło się bez małych strat i pinów po mojej stronie. Pilnujący lewej flanki radzieccy żołnierze ponosili coraz większe straty głównie przez SdKfz 222, który tłukł po oknach budynku, będącego czymś w rodzaju mojej strażnicy.

T-34, cierpliwie wyczekujący okazji, w końcu wyjechał zza muru i huknął w niemiecki transporter opancerzony w centrum. Strzał z miejsca obrócił niemiecki pojazd w perzynę, a pobliski oddział został przyszpilony do ziemi przez karabin maszynowy.

Tymczasem Zimmer uruchomił także prawą flankę. Hanomag z Panzerbuchse, popędzany przez porucznika, skoczył do przodu jak ogar, po drodze próbując trafić moich żołnierzy z działa, jednak tych osłoniły pusty wagon. Transporter opancerzony zebrał trzeciego już pina, tym razem od samotnego strzelca z DP-28 ukrytego na poddaszu. Pionierzy odpalili miotacz, żeby wykurzyć go stamtąd, jednak niemieckie urządzenie zawiodło rywala. Nie dość, że nie trafiło, to jeszcze skończyło się całe paliwo!! Mój strzelec z LMG mimo to zginął na skutek gęstego ognia karabinów szturmowych.

Niedoświadczeni strzelcy wystrzelili do niemieckich napastników na kilka cali. Zwykłe karabiny zmiotły aż trzech z sześciu weteranów! Zimmer poderwał ich pierwszym rozkazem kolejnej tury do szarży. Żołnierze obu stron kotłowali się przy wagonach, zadając kolbami mordercze ciosy. Dwóch krasnoarmiejców z późnego zaciągu zostało zabitych, ale towarzysze szybko pomścili tę stratę i zmasakrowali wrogą trójkę w postaci wbicia w dwójnasób ran! Oddział niestety nie zdołał awansować (byłby klimat), a już musiał szykować się na kolejny atak. Czerwonoarmistom rozkazy wydawał osobiście podoficer stojący obok.

Tym razem niemiecki porucznik z adiutantem chcieli dać srogą lekcję żółtodziobom, lecz i oni zostali zapędzeni pod wagony i padli na torowisku! Osamotniony niemiecki transporter wpadł w ręce zwycięskich Rosjan. To się nazywa trwanie na posterunku do końca!

Na lewej flance i niedaleko centrum Zimmer trzymał po jednym oddziale, jednak szachowali go kolejno: oddział z karabinami i drugi z smg oraz w środku ciężki moździerz, czołg oraz dowódca z adiutantem (plus Gwardia, jednak ta była zapinowana i nie wiadomo, czy by się podniosła).

ZSRR odparło zatem atak niemiecki i wygrałem tę grę! 🙂 Cichym bohaterem była radziecka snajper, która zainkasowała 2 operatorów LMG i miotacz w kluczowym oddziale pionierów.

Okej, koniec sobotnich walk, sprawdzamy wyniki i to, kto jak sobie radzi. Na razie jest historycznie – Alianci stopniowo, ale konsekwentnie zdobywają przewagę. Na front dociera nowa fala zaopatrzenia (to już drugi poziom przewagi, więc Aliantom przysługują oba warianty bonusu), a Niemcy tracą na rzecz rywali strategiczne pozycje!

Kolejnego dnia, ze względu na zmiany frekwencyjne, wziąłem pauzę na czas czwartej gry. Przypatrywałem się zatem zmaganiom pozostałych graczy, robiąc wówczas gro zdjęć, które możecie obejrzeć na samym dole tej relacji 🙂

Wielką ciekawość budziło starcie pancerne Aliantów i Osi po 4000 punktów na stronę (tu już późna wojna), które odbywało się nieco na uboczu głównych zdarzeń, ale angażowało graczy zapisanych na wydarzenie. Jego wynik miał wliczać się do ogólnej klasyfikacji stron.

Tak się potoczyły losy tej bitwy, że i ja wziąłem w niej udział, wspierając Kamila i operując jakąś chwilę modelami ZSRR. Pochwalę się, że ze swojej krótkiej misji wywiązałem się wzorowo. Najpierw skoczyłem do przodu Teciakiem 85 i zamarkowałem piękny strzał w przód Tygrysa. 6 na trafienie, 6 na penetrację i ogłuszenie. Załoganci jeszcze nie zdążyli otrząsnąć się z szoku, gdy przycelowałem w niemiecki czołg działem 122 IS-a (obie maszyny ZSRR na poniższym zdjęciu).

Pocisk poleciał bezbłędnie i wprost zmasakrował niemiecką bestię (ponownie 6 na penetrację i tym razem 6 w tabeli). Ależ sprawiliśmy z Kamilem zawód niemieckim graczom – Zimmerowi i Szymonowi. Z tego co słyszałem finalnie to właśnie oni wysunęli się później na lekkie prowadzenie i zwyciężyli nad Aliantami, ale po wyrównanej grze.

W ostatniej grze Jakub, wiodący do boju armię Finlandii, wybrał rolę obrońcy. Moim celem było przebicie się za środkowy pas pola walki celem zdobycia remisu lub jeszcze dalej – zwycięstwa. Graliśmy od krótkich krawędzi. Był jednak pewien problem, a mianowicie…

Wspaniała makieta posiadłości, rozciągająca się na ponad ¾ szerokości stołu, stojąca idealnie na wysokości pierwszej linii obrony Finów. Dodatkowo w samym sercu budynku była ulokowana radiostacja, pozwalająca kontrolującemu ją graczowi wyciągać swój rozkaz jako pierwszy na początku każdej tury. Przebijanie się przez pole bitwy przeciwko upchanym w oknach Finom (z bonusem +1 do trafienia w powszechnie wydawanym rozkazie ambush) zwiastowało hekatombę moich oddziałów i właśnie tu w pełnej krasie ujawniła się wada tych samych scenariuszy na wszystkich stołach.

Swoje wojska skupiłem głównie na lewej flance, gdyż chociaż tam początkowo mogłem liczyć na rozsądne osłony. Na prawej walczył dla mnie tylko Teciak i oddział Gwardii.

Snajpera straciłem w pierwszej minucie gry, a skosił go fiński odpowiednik. Potem nie było lepiej. Na prawej flance starcie potoczyło się błyskawicznie. Podjechałem T-34, coś tam sobie strzeliłem w czołg rywala, po czym Jakub ustawił go bokiem, dał go sobie zniszczyć i zablokował mi całkiem jedno z dwóch przejść dla mojej armii. A z tyłu wyskoczył sobie na koniec tury miotacz ognia i za pierwszy rozkaz, a jakże, z radiostacji, spalił mi czołg. Sąsiadujący Gwardziści byli tak okładani z okien, że jeden po drugim trafiali do pudła.

Na lewej flance próbowałem, mając jedyną szansę, iść na przebój, ale w kluczowej trzeciej turze, gdy wystawiłem swoje najważniejsze oddziały bez osłon, Jakub dostał dociąg chyba 5-6 kości, niniejszym masakrując moich zwiadowców (weteranów) plus oddział z pepeszkami.

Wybiegli niedoświadczeni krasnoarmiejcy, coś tam spalił miotacz, a Gwardzista skasował pancerfaustem BA-10, pięknie trafiając go w bok. Udało mi się na krótko wyrąbać wyrwę, w którą weszli chłopcy z późnego zaciągu, Gwardia oraz oficer.

A potem była rzeź moich oddziałów i modele zbierałem garściami, grałem jednak do końca. Oficer z adiutantem jakimś cudem ominęli pierwszy pas fińskich umocnień. Po chwili na otwartym polu zostali ostrzelani przez oddział, a finalny cios zadał wrogi dowódca.

Podsumowując: słuchajcie, kto nie zagrał z nami podczas Momentum, ten naprawdę ma czego żałować. Stoły, co staje się już niepisanym standardem, są pieczołowicie wyszykowane w super makiety najróżniejszego rodzaju. Kto chciał, mógł zagrać na pustyni, w dżungli, mieście, pośród traw lub w zaśnieżonych ruinach a’la Stalingrad. Dodatkowo czuć było, że gracze z tych samych obozów dopingują się i cieszą z sukcesów kolegów. Kto wygrał bonus do zwiadu? Kto zabrał Niemcom ekwipunek i dlaczego nadal propaganda pokazuje Oś jako zwycięzców, choć przegrywają? Ten pomysł stał się fajnym, dodatkowym spoiwem. Gracze Aliantów i Osi czuli, że grają do jednej bramki.

Choć było nas mniej więcej czternastu (ktoś grał tylko pierwszego dnia, ktoś inny przyszedł na jedną czy dwie bitwy), to wydarzenie w mojej ocenie było zdecydowanie udane. Gro stanowili gracze przyjezdni (mocny skład z Warszawy – dodatkowo z makietami – i Piotr z Krakowa). Tym razem nagród nie było, ale i wpisowego też nie (lockdown mógł pokrzyżować plany – to z FB wydarzenia). Format wydarzenia na plus – model progresywny pozwolił graczom na fajną rozbudowę rdzenia armii i graliśmy na jakieś niekoniecznie oczywiste formaty jak 700 czy 1100.

Misje jak i zasady specjalne bardzo spoko, choć jak wspominałem w opisie ostatniej gry tu według mnie warto byłoby przemyśleć koncepcję takiej misji z tym konkretnym budynkiem 🙂 Tu można by rozwiązać sprawę w miarę prosto, a mianowicie zakazać obrońcy wystawiania się w każdym module budynku z wyłączeniem dwóch balkonów, a może i dołożyć atakującemu jakieś znaczniki z granatami dymnymi. Wiem, że chłopaki mają do tego głowę i z pewnością znajdą jakiś dobry sposób na przywrócenie balansu 🙂

Spędziłem czas w pierwszorzędnej atmosferze. Cieszę się, że Trójmiasto wciąż „mocno stoi Boltem”, a impreza rokrocznie organizowana przez Maćka, Szymona i Jakuba wpisuje się na stałe w krajobraz krajowych, klimatycznych rozgrywek, utrzymanych w fabule drugiej wojny, ze spoko podejściem i dbałością o rozsądek w doborze selektorów. Oraz najważniejszą zasadą, a więc: „event NIE JEST turniejem”. To bliskie mi podejście i to regularnie pochwalam 🙂

Podziękowania dla organizatorów, Stacji Kultura, wszystkich uczestników, a zwłaszcza przyjezdnych. Osobne pozdrowienia dla Kamila z Battlemanii! Nasze „kollabo” przejdzie do historii (chętnie bym powtórzył), a moment spalenia tego Tygrysa dwoma strzałami na front, jeden po drugim, był epicki 😉

A ktoś spyta o wynik? 17-15 dla Aliantów!! A poniżej pozostałe zdjęcia z Bolt Action Momentum w Rumi, życzę miłego oglądania! 🙂

4 myśli w temacie “Gdyby zatrzymać wojnę w połowie – Bolt Action 4-5 września 2021 – „Momentum” 1941-1943 w Rumi

  1. Uncle Kyoshi 06/09/2021 / 21:48

    To był bardzo zacny event! Już czekam na następny.

    • Ranger 07/09/2021 / 14:01

      To prawda, było zacnie 🙂 Głód grania jest!

  2. Bananovitch 10/09/2021 / 14:01

    Ech, jedyny wolny weekend w miesiącu, fajny event i wszystko się rozłożyło o brak armii na MID 😦 może za rok…

    • Ranger 10/09/2021 / 14:21

      No to ominął Cię kawał grania. Było chociaż wpaść i pooglądać 🙂 A jakąś inną armię nabyłeś? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.