Relacja z gdańskiego turnieju A Song Of Ice And Fire – 10.04.2022 (1.7/2021-S01)

Cześć wszystkim! 10 kwietnia minął nam w Gdańsku na kolejnym turnieju Pieśni Lodu i Ognia. Gospodarzem rozgrywek był lokalny sklep Krolm. 10 śmiałków stawiło się, by kruszyć kopie o dominację w Westeros i po prostu spędzić fajnie czas.

Na rozgrywki zabrałem ze sobą Stannisa (w odsłonie sługi Pana Światła, w Wardenach), kawalerię Baratheonów, Ludzi Królowej i Łuczników dowodzonych przez najemnego Bronna. Na torze politycznym jakże zachwalana Melisandre, Axell Florent i Alester Florent (ahh, jak rodzinnie :D). Po raz pierwszy na trzech NCU na turnieju 🙂

Pierwszą grę stoczyłem z Lannisterami Łukasza, któremu Pieśń bardzo przypadła do gustu 🙂 Ucieszyłem się na ten pojedynek, ponieważ nie dane nam było poturlać kostkami od czasu pamiętnych Rajdów na Berlin w Bolt Action w Rumi. Scenariusz Here We Stand, tak więc zajmujemy ćwiartki stołu i lecimy.

Moi łucznicy szybko oberwali od kawalerii, ale udało się skontrować oddziałem Stannisa i wycofać podkomendnych Bronna. Przesunąłem ich w prawo i szyłem do Gwardzistów z Jaimim. Ludzie Królowej oblali rzut na szarżę na bok konnicy i ogółem szachowaliśmy się przede wszystkim w centrum. Melisandre paliła wszystko żywym ogniem, w końcu także udało się wyeliminować Rycerzy z Casterly Rock.

Na lewej flance konnica trzymała na bezpieczną odległość drugi oddział Gwardzistów, ale podchody robili Halabardnicy Tywina.

Gdy na prawym skrzydle w końcu pojawiły się kusze (pomińmy temat nieszczęsnej palisady ;)), one także oberwały od moich łuczników. W końcu sprowokowałem szarżę Halabard i zaatakowali Czempionów, ale nie miało to większego wpływu na wynik.

Jako że rywal mocno przesunął swoje kusze i zostawił za plecami nieobsadzony kwadrat, a moim łupem padli kawalerzyści, udało się wypracować przewagę, która finalnie zaowocowała wynikiem 7-4.

Chciałem drugi raz Lannisterów, a więc oto i byli 😉 Tym razem Kamil i brodzenie po kolana w stosach ciał nieszczęśników, którzy nie przetrwali swoich bitew – A Feast For Crowns. Rywal miał w armii bohaterów Boltonów i ich koniki, dwa razy Gwardię, Konia na Górze oraz Braci Ubogich.

Tutaj pierwsze dwie rundy w mojej ocenie były wyrównane. Oskórowani dopędzili moich łuczników (znowu :D), ale po chwili moi strzelcy stali w komplecie. Nasze oddziały były leczone, a z wymiany ciosów jeszcze nie wynikała nawałnica, jaka miała dorwać wojska Baratheonów. Wszystko zaczęło się sypać od momentu pojedynku oddziału Gwardzistów Stannisa z Koniem na Górze. Melisandre żądała ofiary, tylko nie sprecyzowała z kogo 😉 Byłoby OK, gdyby nie Intimigating Presence i ten brakujący punkt uruchomił lawinę zdarzeń. Gdy moi Gwardziści poszli w rozsypkę, potem nie było już lepiej, a przy okazji kostki zupełnie przestały współpracować.

Oskórowani uciekli z walki z kawalerią i skończyli ludzi Stannisa, a na prawej osamotnieni Ludzie Królowej najbardziej oberwali przez supremację Lannisterów. Do samego końca bronił się Bronn (wiadomo, kiedyś trzeba wydać zawartość sakiewki od Stannisa ;)) oraz moja kawaleria, ale Kamilowi udało się rozbić wszystko. 1-11 i rywal katapultą do finału z Andrzejem. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, albowiem w ostatniej grze…

Napotkałem Elvisa, który przybył do nas z Bydgoszczy! To kolejne, bardzo miłe dla mnie spotkanie po latach. Z rywalem znamy się jeszcze z czasów aktywnego grania w Infinity i znakomicie się stało, że skrzyżowaliśmy skamieniałe topory ze stalowymi młotami.

foto - Elvis
foto – Elvis

Elvis wystawił Wolnych Ludzi na 9 aktywacjach. Jak to zobaczyłem, to złapałem się za głowę. Ile tego było 🙂 Dark Wings, Dark Words. Grałem w to pierwszy raz i wydawało się trochę zakręcone, ale sprawnie uporaliśmy się z założeniami scenariusza i przystąpiliśmy do wiekopomnego pojedynku (ale jednak przydałoby się zagrać nieco szybciej, niż za kolejnych kilka lat ;)).

Na początku moi łucznicy uszczuplili nieco szeregi Dzikich w centrum, a na daleką przejażdżkę wybrał się rydwan. Łukaszowi zabrakło 2 cali do szarży i po chwili jego improwizowany wóz przypominał płonącą stodołę na kołach za sprawą Bronna i jego kompanii. Gdy było tu nieco luźniej, do przodu poderwałem Ludzi Królowej i w zasadzie doczekali końca gry na środkowej linii, kasując punkty dla Baratheonów.

Na prawej zrobiło się za to tak gorąco, że zaczął topnieć Mur. Poniekąd zmuszony okolicznościami zaszarżowałem Czempionami Mamuta, potem on mi oddał, a z boku dołożył rydwan. Pozornie niezniszczalni kawalerzyści stanowili już tylko duet. Za sprawą kart i sakiewki udało się ich nieco podkurować, co miało niebagatelne znaczenie w końcówce gry. Pomimo walki na dwa fronty udało się wyprowadzić piękny atak, który ostatecznie pogonił Mamuta daleko poza pole bitwy.

Oddział Stannisa ruszył z opóźnieniem ze względu na wcześniejsze odrzucenie misji i utratę aktywacji. Zmiękczeni ostrzałem i wpływem Melisandre Thennowie ulegli Wardenom. Ostatni dwaj zginęli od kontrataku. Stannis wszedł na środkowy znacznik. Mój ostatni konny obronił wynik pomimo faktu, że dostał z tyłu potężny cios od rydwanu. Dzięki karcie Azor Ahai przetrwał na ostatnim punkcie żywotności, a następnie odparł od frontu kolejnych kilka ciosów Najeźdźców, wszystko zbijając na tarczę.

Elvis jedną nogą był już w pociągu, ale udało nam się ładnie domknąć grę i finalnie wyszło 8-8, przy czym remis był „ze wskazaniem” na mnie z racji zniszczenia 3 oddziałów Łukasza przy zerowych stratach własnych (w rozumieniu utraconych formacji). Gra bardzo fajna i zaskakująco otwarta z obu stron. Na bieżąco dzieliliśmy się swoimi przemyśleniami i pomysłami, sprawnie odczytując swoje intencje. Jakbyśmy się znali jak łyse konie, które grały ze sobą kilkadziesiąt partii 😀

foto – Elvis

Ostatecznie na dziesięciu graczy zająłem piątą lokatę. Bardzo fajnie spędziłem ten dzień, a był to przede wszystkim czas wesołych spotkań z ludźmi, których lata nie widziałem 🙂 Prawie zdobyłem złotego Stannisa! Może następnym razem, bo braciszek Renly już na niego czeka w kolekcji 😉

Co do wniosków z grania, to uważajcie na Melisandre! Jej wsparcie bywa przewrotne, zwłaszcza jeśli nagle złapiecie passę słabszych rzutów. Stannis we właściwym miejscu i czasie generalnie radził sobie z tymi ognistymi pocałunkami, ale jeden z nich zdmuchnął mi połowę Gwardii, a potem jeszcze łuczników R’hllora i to wszystko w jednej i tej samej grze 😉 Wariant 4/3 na stole mi podpasował, choć gra z Kamilem uzmysłowiła mi, że jeśli rywal też wystawia 3 NCU, to na torze rozpoczynają się wyścigi 🙂

Łukasz, Kamil, Łukasz – dziękuję za gry, to były pojedynki z klasą. Sklepowi Krolm podziękowania za ugoszczenie nas i to, że możemy czuć się jak u siebie. Warfactory – pamiętacie o północy, jesteście w porządku! Nadal czekamy na wizytę Marka Laskowskiego, bo Północ Pamięta niedojazd 😉 Baratheonowie ze złota nadal są u nas towarem deficytowym, tak więc zapraszamy do dalszego wspierania 🙂 Przy okazji wrzucam namiar na wyniki dla wszystkich kronikarzy i rozpiskowych zapaleńców.

Do zobaczenia przy stole!

2 myśli w temacie “Relacja z gdańskiego turnieju A Song Of Ice And Fire – 10.04.2022 (1.7/2021-S01)

  1. Hansolo 11/04/2022 / 16:20

    „Koń na Górze” to tak specjalnie? 😉

    • Ranger 11/04/2022 / 20:15

      Tak. Widziałem ten model na żywo i zastanawiam się co jest większe – jeździec czy wierzchowiec 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.