Pierwsze szlify tej ekipy – za nami I Trójmiejski turniej w A Song Of Ice And Fire!

Cześć wszystkim! Za nami pierwszy trójmiejski turniej w Pieśń Lodu i Ognia zorganizowany w Gdańsku! Takie dni przechodzą do historii lokalnych rozgrywek i tym razem nie będzie inaczej. Super atmosfera towarzyszyła nam do samego końca, ale zacznijmy od początku… 😉

To nie jest tak, że w Trójmieście nas nie ma. Wprost przeciwnie. Jest nas coraz więcej, ale środowisko rośnie bardzo powoli i miarowo 🙂 Dotychczas pogrywaliśmy sobie pojedyncze gry (i generalnie tak najczęściej się w to bawię), ale gdzieś między nami zrodziła się potrzeba spotkania się oficjalnie, zrobienia tego „jak trzeba”. Wielu z nas posiada stosunkowo niewielkie doświadczenie w tym systemie i pogrywa sobie na lajcie, ale turniej stał się fajną okazją, by poznać się i świetnie bawić. Wspomniana iskra doprowadziła do swoistego „wybuchu”, do pierwszego dużego pojedynku w Gdańsku 🙂

Jako że tego dnia grałem z dużym zaangażowaniem, nie śledziłem zbyt wnikliwie losów wszystkich innych starć poza moimi 😉 Z zasłyszanych plotek (pewnie to Lannisterowie rozpowiadali) – głowa Clegane’a spadła dwa razy (jak wiemy, to nie pomaga…), Kędzior musi przyciąć warkocz (ale nie za dużo), Irek z synem myśleli, że są sami w Trójmieście, Adam naprawił tethering w smartfonie, a Greyjoy’owie wystawili w skali turnieju jednoosobową armię pod wodzą Ramsay’a Boltona i to na dodatek w szeregach Lannisterów #kmwtw 😉

Na pierwszym turnieju do walki posłałem Starków, dla których był to chrzest bojowy. Wziąłem tylko jedną listę i byli na niej:

Niedźwiedzice pod wodzą Blackfisha

Włócznicy Karstarków

Łucznicy Starków

Berserkerzy Umberów

Lekka jazda Starków

NCU:

Ned i Catelyn Stark

Najpierw scenariusz numer 1, a więc Gra o Tron i Adam (Nocna Straż). Gra układa mi się całkiem spoko gdzieś tak do połowy. Prawą flankę trzymali dla mnie łucznicy i kawaleria, stąd i najwięcej działo się w centrum i na lewej.

Dość szybko Niedźwiedzice padły w zwarciu, ale Umberzy dali się we znaki strażnikom i nie oddali tanio skóry, wyprowadzając wagon ataków. Nie byłem w stanie się nimi przebić przez nieustannie leczonych Weteranów i Zaprzysiężonych.

W kulminacyjnym momencie zszedłem ze znacznika Karstarkami, próbując ratować towarzyszy Berserkerów, ale w ciągu dwóch zwrotnych ciosów Braci z Nocnej Straży (obładowanych furą kart) moje włócznie odparowały (pomimo ataku na flankę!). Próbowałem wynieść z pożaru prawy segment pola bitwy, ale Adam niestety dopędził łuczników, a ja po sąsiedzku zarzuciłem pozycję kawalerią, posyłając ich do szarży i licząc na jakąś niespodziankę.

Pomimo dwóch uderzeń oddział z Jonem ustał, ale warto było zawalczyć. 8-13.

Granie przeciwko Nocnej Straży, która jest nieustannie „pompowana” przez Konskryptów z tyłu męczy – tak po ludzku 🙂 Granie przeciwko takiej Nocnej Straży, ale nie przeciw Adamowi, z którym to zdecydowanie zbijam pionę i fruniemy dalej!

Scenariusz 2 to Starcie Królów i Irek z Baratheonami Stannisa. Ale się ucieszyłem, mogąc zagrać przeciwko tym zuchom. Jak pewnie zdążyliście zauważyć jestem fanem rogatej armii, stąd było mi przyjemnie zmienić perspektywę i zobaczyć, jak to wygląda od drugiej strony.

Irek wystawił w środku zwarty blok Rogatych Rycerzy (ze Stannisem jako dowódcą), kontrujących Strażników (Sentinel) i Światłonośców. Wiedząc co potrafią łucznicy chciałem się do nich w miarę szybko dostać. Misja ta spadła na barki Lekkiej Kawalerii, z którą długo czekałem na lewym skrzydle. Dzięki wsparciu NCU i zajęciu koników udało mi się ładnie pomknąć naprzód i w samej końcówce pierwszej rundy zaszarżować strzelców.

Pomimo, że załatwiłem połowę oddziału, na początku kolejnej rundy nie udało mi się ich przepchnąć (pancerze na 4+ na łucznikach to generalnie dobra rzecz). Po chwili na jeden bok wpadł Stannis, a na drugi Gwardziści. W pewnym sensie dopuszczałem i taki rozwój wypadków, gdyż czyhałem na oddział z dowódcą rywala na widelcu. Mogłem oderwać ze starcia konnicę darmowym rozkazem, ale zdecydowałem się tego nie robić, by wiązać nimi Światłonośców. W międzyczasie Karstarkowie pomaszerowali po znacznik.

Na Stannisa pierwsi ruszyli Berserkerzy i zadali straty, ale Rogaci Rycerze to nie jest łatwy cel na jedną szarżę. Po chwili na flankę Umberów natarła Gwardia, pojawiły się ubytki w szeregach i chłopcy zaczęli się rozkręcać. Sprawa rozwiązała się dzięki… łucznikom Starków!

Z prawej flanki posłałem Strażnikom pozdrowienia i co się okazało? Ano okazało się, że nie zdali oni paniki i do końca rundy utracili rozkaz kontrowania. W związku z tym droga na tyły oddziału z dowódcą rywala otworzyła się, bowiem nie musiałem obawiać się konsekwencji ewentualnego niepowodzenia oddziału z Blackfish’em. Zresztą finalnie tak udało mi się go dostawić, że i tak byłem poza zasięgiem Sentineli.

Brynden Tully z Niedźwiedzicami, wspierany jeszcze bonusem z karty celów (precyzja), dosłownie pociachał ludzi Stannisa w środku pola. Choć Strażnicy finalnie znaleźli sposób, by dopaść plecy Tully’ego, to jednak ich atak wyszedł marnie (byli osłabieni) i po kilku chwilach zostali wycięci do nogi (swoje zrobiła tu także panika i strzał na ich tył od łuczników).

Oddział ze Stannisem jako dowódcą wprawdzie wrócił, ale wespół z Gwardią, biorąc w kleszcze moich strzelców, nie dał im rady i przetrwało trzech. To też było zaskoczeniem. Straciłem jednak Umberów – Irek wywalił do nich serią z łuków, gdy szarpali się z Gwardzistami. Karstarkowie podczas tej partii punktowali na lewej flance.

Zwycięstwo 10-3. Po partyjce wymieniliśmy się z Irkiem doświadczeniami grą Baratheonami, wskazując na subiektywnie mocne i słabe strony armii 🙂

Ostatnia, trzecia gra, to Przemek i jego Lannisterowie! W co turlamy? Ano w Taniec ze Smokami 🙂 Super sprawa, bo mieliśmy zaległy rewanż i rozegraliśmy niedawno epickie starcie. Co ciekawe nawet scenariusz się zgadzał 😉

Rywal wystawił dwie kawalerie (tych ze stolicy i Wędrownych), dwa oddziały pod sztandarem Siedmiu (w tym Synów Wojownika) plus Gwardię. Na torze politycznym pięknotka i maester. Uznałem, że pójdę do bitki drugi i tak też się stało.

Początkowa tura była dość mocno zachowawcza i raczej badaliśmy teren. Lannisterowie siali z dala panikę i czekali na efekty. Na lewej flance łucznicy stali wręcz sparaliżowani strachem, a stos poległych nie ułatwiał zdawania morale.

W centrum skróciłem dystans, a po prawej zgarnąłem Lekką Kawalerią pierwsze jajko. Przemek odważnie i daleko wymaszerował swoimi konnymi towarzyszami do środka pola i dla tych w czerwonych płaszczach wyprawa mogła zakończyć się przed czasem.

Dzięki taktyce (trzymając zajęte koniki) najpierw podsunąłem się o Berserkerami 3 cale i chciałem szarżować. Spaliłem ten manewr tylko dlatego, że minimalnie źle oszacowałem miejsce na dostawienie się – nie miałbym jak tam wejść, gdyż obok częściowo blokowali teren Wędrowni Rycerze, a i Karstarkowie też ruszyli jak z kopyta. Szczęśliwie otwierałem kolejną rundę i na skutek ataku Umberów na flankę kawaleria z Casterly straciła jeźdźca. Szybkim manewrem z koników umknęła z jatki, sposobiąc się do swojej szarży. Berserkerzy przejęli zawiniątko z małym smokiem i czekali na jeźdźców ze stolicy Lannisterów 🙂

Z kolei po prawej to ja straciłem konnego i jakże cenny dar od khaleesi. Nie pomogło oderwanie się i następne, nagłe uderzenie. Kilku wyznawców Siedmiu padło.

Na lewej flance zblokowałem najemną kawalerię Karstarkami, uniemożliwiając im przebicie się do łuczników. Bracia Ubodzy stanęli przed dylematem – atak na bok włóczników czy jajko?

Wzięli żeton, który po chwili upuścili na skutek ostrzału męczonych dziś paniką łuczników. Tym razem to oni, choć raz, nie zdali morale, a jednego oczka do sukcesu zabrakło na skutek pobliskiego stosu ciał. Nasz wynik to 1:1, zero straconych oddziałów i kolejny już dobry powód do rewanżu 😉

Finalnie uplasowałem się na czwartym miejscu 🙂 Udało mi się upolować jakże wspaniałe trofeum do Baratheonów. Oto złoty Renly, ta-dam! 😀

Okej, zatem czas podsumowań 🙂 Za organizację imprezy, a więc wszystkie te formalności typu ASOIAF Stats, zapisy, sędziowanie, czytanie zasad (haha) plus bycie łącznikiem między nami graczami a sklepem odpowiadał Adam i za to podziękowania chłopie. Każdy kto bywał kiedykolwiek na turniejach wie, ile z tym dodatkowej pracy, gdy prawie wszyscy czegoś od Ciebie chcą, jest głośno, a Ty jeszcze w dodatku grasz. Sędziowanie poszło sprawnie, a decyzje były podejmowane błyskawicznie.

Jak jest w Krolmie? Jest spoko 🙂 Było nas finalnie ośmiu, zmieściliśmy się bez problemu, a jeszcze w sali obok trwały jakieś gry. Miejsca w sam raz, tak na styk.

Z zapisami było śmiesznie, bo gracze: zgłaszali się na FB, w ASOIAF Stats i jeszcze osobno w sklepie (celem opłacenia wejściówki). Pracownik sklepu dysponował swoją listą, a my swoją. Ktoś wypadł ze Słupska, lokalny gracz także, ale nagle pojawił się Irek z synem (których nie znaliśmy) i finalnie frekwencja uratowana! 🙂

Podziękowania dla każdego z osobna, komu zechciało się tego dnia przyjechać i zagrać w świecie Westeros. Ten tytuł ma świetny potencjał i kto jeszcze nie spróbował, ten niech nie zwleka! 🙂

Szacuneczek dla polskiego dystrybutora gry Warfactory Polska, iż nie zapomniał o dalekiej północy i przysłał do nas miły pakiet z gadżetami, który z nieskrywaną radością rozdysponowaliśmy między sobą niczym lannisterskie złoto (w postaci trzech ludków Stannisa, Renly’ego i kilku innych fantów do grania) 🙂 Podium dodatkowo zgarnęło kupony do Krolma z wpisowego, także elegancko. Dla sklepu oczywiście podziękowania nie tylko za nagrody, ale też za ugoszczenie i pokazanie się światu, że jesteśmy i jak widać mamy się z tą trójmiejską Pieśnią całkiem dobrze 😉

Jestem zadowolony z czwartego miejsca. Pierwszy raz grałem Starkami, ale widzę, że armia ma fajne perspektywy. Zupełnie inny dek od Baratheonów, który daje większe możliwości w szarżowaniu i atakach to naprawdę miła odmiana 🙂 Berserkerzy, co to jest za jednostka! Irek się za głowę łapał, jak topory chlastały pancerze jego Baratheonów. Kawaleria Przemka też już wołała „dosyć” i zbiegła, a i Nocnej Straży deptali po piętach. Ale jestem zadowolony z całej listy, bo każdy miał swoją robotę i wykonywał ją dobrze. Trzy gry w super atmosferze, zdecydowanie warto było przyjechać! Kto nie był, wiadomo, pozostaje mu pooglądać, poczytać i zmobilizować się na kolejne granko!

foto – Kędzior

Tymczasem pozdrowienia z Trójmiasta 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.