Wojna za grubym murem – o Bolt Action na niepołomickich Polach Chwały w 2019 roku!

Cześć. W ostatni wrześniowy weekend przyszło mi ruszyć do Niepołomic. Krakowskie środowisko Bolt Action uznało, że Pola Chwały to znakomita okazja, by spotkać się i coś pograć, a do tego zaprezentować rzeszom mieszkańców oraz licznie przybyłym gościom z całej Polski to, co najlepsze w naszym hobby: dobrą atmosferę, pięknie wymalowane modele i wystylizowane stoły, przenoszące uczestników i widzów kilkadziesiąt lat wstecz, do okresu II wojny światowej. Wszystko to na kanwie historycznych wydarzeń.

Podróż zaplanowałem z pewnym wyprzedzeniem, tak by zminimalizować ryzyko niestawienia się w Niepołomicach. Generalnie nie było jakichś mocnych wytycznych co do list armii i znakomita większość selektorów mogła normalnie zagrać. Przewidziano starcia na formaty 600, 800, 1000 i 1200 punktów. To ostatnie było jedyną grą w niedzielę 🙂

Byłem zaskoczony różnorodnością armii. Jeszcze na poziomie zapisów widziałem ZSRR, LWP, Japończyków, Niemców, Węgrów, Brytyjczyków czy Amerykanów. Rzutem na taśmę moją kolekcję zasilili brytyjscy spadochroniarze, a udział w niepołomickim wydarzeniu był idealnym czasem dla podniebnych Tommies, by przeszli swój chrzest bojowy. Tak też się stało 🙂

W sobotę w Niepołomicach stawiliśmy się z Piotrem z lekkim wyprzedzeniem. Wolny czas pochłonęły sprawy takie jak akredytacja na zamku czy zameldowanie się u organizatorów. Oczywiście oglądanie stołów jak i poznawanie graczy odbywały się także już na tym etapie 🙂

Opiszę moje cztery gry, ale podaruję sobie wrzucanie list armii, bo było ich kilka. Zresztą po zdjęciach czy między słowami odczytacie, jakie siły wystawiałem w kolejnych odsłonach 🙂

Grę pierwszą rozegrałem z Bartoszem. Misja w sam raz na rozgrzewkę. Obaj musieliśmy zadbać o uszczuplenie formacji rywala, z kolei ja dodatkowo punktowałem za zabezpieczone (wolne od jednostek niemieckich) trzy odcinki dróg, a Bartosz dostawał dodatkowy punkt za likwidację moich trzech oddziałów.

Zaczynaliśmy w przeciwległych narożnikach, stąd dwie pierwsze tury były raczej rozpoznaniem i dobieganiem do wyjściowych pozycji. Ostrzał artyleryjski huknął między Hitler Jugend, Volkssturm i porucznikiem, ale Niemcom napędził wyłącznie stracha.

foto M. Hajdasz / facebook.com

Spadochroniarze ruszyli moją prawą flanką i ten plan całkiem się sprawdzał do momentu, aż Bartosz wpuścił swoje rezerwy po drugiej stronie stołu, które znajdowały się blisko moich słabo obsadzonych pozycji wyjściowych.

By uniknąć okrążenia zgrupowałem żołnierzy w centrum, próbując przeciąć drogę esesmanom. Tommies pruli przez gęste żywopłoty do oddziału grenadierów, ale lada moment do walki weszli pionierzy, którzy umknęli spod Brenów i nieniepokojeni ruszyli flanką. Grenadierzy stawili hardy opór niszcząc mi niemal cały oddział.

Na prawej flance Brytyjczycy dzielnie ostrzeliwali niemiecki późny zaciąg. W walce brał udział Vickers, który zasypywał okolicę pociskami. W gniazdo karabinu spadł pocisk moździerza, ale szczęśliwie dla mnie Bartosz wyturlał 1, 2 i 2, stąd zabrałem żołnierzy ze spalonej pozycji. Spadochroniarze na prawej flance zdołali wyłączyć przynajmniej kilku żołnierzy rywala.

Najintensywniejsze walki trwały w centrum. Gdy grenadierzy porzucili krzaki i ruszyli przez pole, wpadli pod ostrzał dwóch drużyn oraz jeepa, który dopiero teraz wjechał z rezerwy. Trzymałem go do końca czekając na rozwinięcie sytuacji. Priorytetem było powstrzymanie doświadczonego oddziału, ponieważ punktowało dla mnie tylko dwóch żołnierzy ze zniszczonej formacji, a wpadli w pułapkę. Niemcy, choć zwolnili, szli dalej, a do środka miasteczka podciągali coraz większe siły.

Ostatecznie utraciłem środkowy fragment drogi za sprawą Kubelwagena, który z piskiem opon wypadł zza zakrętu i serią MG-42 ciężko ranił oficera motywującego spadochroniarzy do wysiłku. Na tyłach mojej strefy znalazła się rezerwowa piątka Tommies, która wyszła na spotkanie pionierom skradającym się blisko moich linii, jednak do wymiany ognia nie doszło. Wynik starcia? Zaskakujący, bo tylko 0-1 dla Niemców (utrata brytyjskiego oficera). Dzięki Bartosz za mega spokojną gierę. Trochę jedynek udało nam się kulnąć 😀

foto M. Hajdasz / facebook.com

Grę numer dwa rozegrałem z Piwkiem. Wyszło dość egzotycznie, ponieważ w dżungli spotkali się brytyjscy spadochroniarze z Węgrami. Andrut obstawiał Birmę, ale równie dobrze mogły to być Bieszczady czy Iwo Jima 😉 Oś wystawiała się połową sił na środku stołu, pomiędzy czterema domkami. W trzech z nich przebywali oficerowie, których należało zabezpieczyć. Do momentu wejścia do budynku/szarży nie wolno było strzelać do tych budynków z broni używającej wzorników, a nadto chatki dawały twardą osłonę, ale bez dodatkowej ochrony dla żołnierzy w środku. Z założeń scenariusza wynikało, że Alianci muszą atakować, tak więc ponownie to ja nacierałem.

Sprawa nie była jednak prosta. Piwek okopał w dwóch domkach solidne formacje Węgrów, a trzecią ulokował koło nich. Po mojej strefie rozstawienia szalała tankietka z dwoma karabinami której nie mogłem za wiele zrobić, bo w tej liście armii jeszcze nie miałem PIAT’a, oddział łowców czołgów zostałby rozstrzelany przy próbie ataku, a wtoczone później działo zupełnie go nie widziało.

foto M. Hajdasz / facebook.com

Zaszalałem i do walki poszedł lekki moździerz. Wstrzeliłem się w tankietkę stojącą w zasadzce, ale dwukrotnie nie udało się jej przebić z góry. Za drugim razem nie pojechała przez pina 😀

Stosunkowo szybko przeszukałem najbliższe dwie chatki (jedną z nich zajęli żołnierze z granatami, o których powyżej), ale potem starcie mocno się wyrównało. Trudno było wykurzyć z dwóch kolejnych lokali zdeterminowanych Węgrów, którzy choć tylko regularni bronili się jak fanatycy. Moje oba oddziały w chatkach z rzadka odgryzały się ogniem stenów i karabinów, ponieważ ich rolą było przede wszystkim trzymanie pozycji. Skupiłem się zatem na oddziale Madziarów poza budynkiem, ale męczyłem go tak naprawdę do końca gry. Wpuściłem do dżungli jeepa, który wyjechał na flance Węgrów i strzelał do nich z najmniej oczekiwanej strony.

foto M. Hajdasz / facebook.com

W odpowiedzi na mój atak z flanki Piwek dorzucił do starcia Panzer III, który przez trzy tury próbował upolować moich dziarskich Tommies, strzelając do nich zawsze po moim ataku. Upojony herbatą kierowca nic sobie z tego nie robił 😀

Ja z kolei wpuściłem sześciofuntówkę, która jednak dość szybko oberwała z odłamkowego. Mój snajper popisał się kilkoma ładnymi trafieniami, likwidując dwa ręczne karabiny maszynowe i dwóch sierżantów w centrum wioski, co Tomkowi pozmieniało plany.

Rywal nie próżnował i kiedy w końcu wtoczył haubicę, udało mu się raz centralnie przysadzić w moich spadochroniarzy.

Oficer odgania komary pistoletem 😉

W toku walk straciłem oddział oraz działo, ale Węgrom udało się utrzymać obie chatki. 4-8 (u mnie za jedną chatkę i kostkę za oddział, u Piwka za dwie chatki oraz dwie kostki).

O jedną turę za blisko – spadochroniarze w jeepie wjeżdżają z impetem do centrum wioski

Gra była elektryzująca do samego końca. Bardzo ciekawa mogłaby okazać się kolejna tura, jednak takowej nie było już w planach 😉 Mimo to solidna piona po zaciętej, ale kulturalnej partyjce 🙂

Kolejne starcie to zajmowanie trzech mostów przeciwko Niemcom Michała. Tutaj było niemal szablonowo – rywal w mig przejechał sobie przez most Hetzerem wiozącym desant, po czym zastawił wjazd od mojej strony i miłej gry, bo od początku 0-3.

Pocisk mojej sześciofuntówki dość szybko przebił bok niemieckiego niszczyciela czołgów, więc zbiłem tę przewagę o 1 punkt. Przymknąłem przyłbicę i ruszyłem do ataku. Gra nabrała innego wymiaru. Błyskawicznie doszło do starcia o kolejną przeprawę, tym razem na prawej flance. Kubelwagen poczuł się zbyt pewnie, bo ruszył ubitą drogą, jakby miało nie być jutra. Fakt, dla niego już nie było, bo skontrował go mój jeep. Dwa karabiny maszynowe przetrzepały niemiecką blachę na sito. Nie byłoby nawet czego klepać u blacharza 😉

Michał rzucił na lewą flankę dwa wyekwipowane po uszy, doświadczone oddziały grenadierów. Każdy z dziesiątką żołnierzy i dwoma LMG. Te akurat nie były problemem, bo choć rywal miał tych kostek sporo, to jednak nie wyrządzały wielkich szkód. Moi Tommies byli schowani w ruinach świątyni, skąd razili nieprzyjaciół na otwartej przestrzeni. Wspomagał ich przez chwilę mój jeep, któremu wkrótce popsuła się skrzynia biegów i cztery razy z rzędu nie zdał testu na morale na 9 lub 8 (z pinami).

Za wrakiem Kubelwagena stała w pewnej oddali niemiecka haubica 105 mm. Czego nie zrobią Tommies na piechotę, to zrobi średni moździerz. Trafiając na 6 wbiłem się z przyłożenia w niemieckich artylerzystów i nic z nich nie zostało po pierwszym pocisku. Problematyczne było gniazdo karabinu maszynowego w prawym narożniku, którego do końca starcia nie udało się zlikwidować. Ostatni Niemiec siedział w zagajniku i uniknął tylu pocisków, że zaprzeczył rachunkowi prawdopodobieństwa.

Ostrzał artyleryjski się nie odbył, bo snajper szybko ustrzelił mojego obserwatora. Patrząc jednak na rozstawienie wojsk rywala i zakaz strzelania w pobliżu mostu wątpię, by mógł cokolwiek zmienić. W środku Michał atakował zza wraku Hetzera dziesiątką desantu, który dowiozła na most niemiecka maszyna. Moi żołnierze na podejściu nieustannie się kryją, tamci strzelają bez efektu nabijając po pinie. Tak to wyglądało przez kolejne tury.

Spadochroniarze na lewej flance byli w dwóch oddziałach. Podczas przeprawiania się grenadierów przez bród do okien świątyni doskoczyło pięciu moich żołnierzy ze stenami, ale ponownie wynik był mizerny jak na to, że złapali weteranów po kostki w wodzie. Drugi niemiecki oddział raził do jeepa z mostu po lewej, ale do końca gry nie dał mu rady 🙂

Walki przybrały na sile jeszcze w końcówce. Grenadierzy dobiegli do ruin gotyckiego sanktuarium, po czym zdmuchnęli jedną serią piątkę Tommies z pistoletami maszynowymi. Szczęśliwie drugi oddział był bardzo dobrze ustawiony i odgryzł się ogniem zza bocznej nawy, kładąc u progu świątyni dwóch-trzech napastników. Łącznie z tej drużyny niemieckiej zginęło sześciu żołnierzy, a tej z mostu czterech (po strzałach jeepa, gdy jeszcze szło w nim zmieniać biegi).

Michał postawił sobie za rzeką na otwartym polu snajpera, więc uznałem, że to robota dla średniego moździerza. Rywal przeczekał w miejscu trzy tury, aż pocisk odłamkowy ciężko ranił niemiecką sekcję snajperską. Tuż przed tym straciłem pechowo sekcję z PIAT. Po przypadkowym ostrzale z mostu zginął pomocnik, a strzelec wyturlał 12 na morale i po nim.

Koniec bitwy zastał nas planowo około godziny 20, ale „1” na kostce plus deficyt czasu przekreśliły plany na siódmą turę. Ostateczny wynik to 5-7 (zdobyte przeze mnie 4 kostki plus boczny most vs zdobyty przez rywala główny i boczny most oraz 3 moje kostki).

foto M. Hajdasz / facebook.com

Ostatnia gra na 1200 punktów przypadła mi w udziale z Piotrem. Niedzielny poranek, ustalone parowanie i… trafiłem na Brytyjczyków. Jak mówił mi Piwek jeden z graczy Osi nie dotarł, więc taka gra musiała się trafić. Niespecjalnie przepadam za turlaniem w systemie Aliant-Aliant lub Oś-Oś, ale na takim wydarzeniu oczywiście nie stanowiło to większego kłopotu, zwłaszcza że rywal, podobnie jak i ja, podszedł zadaniowo do roboty. Ustaliliśmy także koniec starcia na 13:00 (musiałem wracać do Krakowa, ale to i tak było około trzech godzin na partyjkę). Graliśmy scenariusz na terenie miejskim, gdzie trzeba zablokować nie tylko przeprawy, ale i całą drogę, od krańca do krańca planszy. Niespodzianka? Wiadomo, musi być. To wszechobecne błoto zalegające na zalanych polach i drogach, które w każdej turze utrudnia lub uniemożliwia ruch pojazdom lub artylerii. Pojazdy gąsienicowe +1 do rzutu, kołowe -1. Gdy pojazd się zakopał, była szansa wykopania go wydając rozkaz down, a potem w następnej turze rzut na -1. To tak skrótowo.

Nie byłem ucieszony, gdy zobaczyłem naprzeciw siebie pancerny zaciąg, składający się ze Staghounda, Shermana i duetu Bren Carrierów. Mogłem i musiałem radzić sobie sekcją PIAT, sześciofuntówką i oddziałem łowców czołgów. Teren był jednak moim sprzymierzeńcem i podczas tej bitwy nie raz i nie dwa krzyżował plany rywala. Główne siły skoncentrowałem na lewej flance oraz na środku, natomiast rywal na środku i mojej prawej flance, gdzie wystawił aż dwa pełne oddziały piechoty, w tym jeden składający się z weteranów.

foto M. Hajdasz / facebook.com

Na początku gry oba groźniejsze pojazdy rywala utknęły. Wskazaliśmy punkty ostrzału artyleryjskiego, przy czym ja korzystałem z tradycyjnego wariantu, a rywal ze wzmocnionej opcji NAVY (z ostatniego dodatku z Normandii, za dopłatą punktową). Straty u mnie to trzech żołnierzy, reszta znalazła bezpieczny kąt. Po chwili spostrzegłem, że snajper może wziąć na muszkę załogę moździerza, a był to celny strzał. Obsługa uciekła po śmierci podoficera.

Spadochroniarze po mojej lewej, nie widząc żadnego oporu, błyskawicznie skoczyli do przodu celem zajęcia drogi. Na środku przy wałach rzeki Piotr trzymał oddział, ale gdy snajper położył strzelca RKM, żołnierze wycofali się pod las. Naprzeciw tutejszego Staghounda czekała 6-funtówka.

foto M. Hajdasz / facebook.com

Gdy utknął unieruchomiony, działo huknęło i przebiło pancerz. Niestety pojazdu nie udało się zniszczyć (rzut w tabelce to 1 i 3), ale de facto wóz nie brał udziału w walce do samego końca przez piny oraz błoto. Pewnym zagrożeniem był stojący nieopodal Carrier, który mógł przebić się na zajmowaną lewą drogę. Średni moździerz wziął sobie na cel drugi z nich i ponownie podczas Pól Chwały spektakularnym strzałem na 6+ trafił go centralnie z góry. Pojazd został pogruchotany i stanął w ogniu, a z życiem ledwie uszedł strzelec PIAT.

foto M. Hajdasz / facebook.com

Gdy Shermanowi udało się przejechać przez moje linie po prawej, rozpoczęła się ganianka na tyłach. Większość żołnierzy przypadła do ziemi, czekając na jakieś rozwiązanie tej sytuacji. To wprawdzie nie nadeszło, ale i szarża czołgu nie była spektakularna, ponieważ straciłem tylko jedną sekcję (już nie pamiętam, chyba moździerz). Żołnierze Piotra ruszyli gwałtownie prawą flanką, a dwa oddziały mijając zniszczone miasto skracały dystans. Jeden z nich, doświadczony, obsadził parter kamienicy, skąd raził dwoma karabinami. Drugi usiłował przedrzeć się śmiałym atakiem przez bronioną przez jeepa przeprawę, ale pojazd był po ruchu i stanowił barierę nie do przejścia. Wspomniany oddział miał jednak sporo szczęścia, bo tkwiąc wystawiony na przeprawie dostał ledwie kilka trafień, w tym od snajpera. Był to kluczowy moment dla tej bitwy, ponieważ cały impet ofensywy rywala wyhamował.

foto M. Hajdasz / facebook.com

Żołnierze po lewej szybko dobiegli do drugiej przeprawy, skąd zaczęli razić do Carriera w centrum. Jak wspominałem, był on realnym, choć nieoczywistym zagrożeniem. Mogłem sobie z nim poradzić tylko nabijając piny i finalnie sześć żetonów znalazło się w jego sąsiedztwie. Ostateczny wynik to 4-1 (jedna przeprawa w moich rękach plus dwie kostki vs utracona jedna kostka) 🙂

Podsumowanie, wnioski: na początku chciałem podziękować organizatorom jak i krakowskiemu środowisku za wydarzenie w takiej formie, w takim czasie i miejscu. Dzięki super makietom i wymogowi grania tylko malowanymi modelami mogliśmy pokazać wszystkie najlepsze aspekty naszego hobby. Grając pierwszą grę z Bartoszem na stole najbliżej wejścia do sali odpowiedzieliśmy na niejedno pytanie o grę, o co w tym wszystkim chodzi, kto z kim i dlaczego walczy, a także gdzie można nabyć jakieś modele. Uczestnicy Pól Chwały przychodzili tłumnie i byli ciekawi tego wszystkiego. Robili zdjęcia, przyglądali się modelom i makietom, nie bali się zagadywać. To zwyczajnie miłe, gdy widzi się tylu ludzi, którzy na co dzień może nawet nie mają pojęcia że istnieją gry bitewne, a środowisko Bolt Action jest przyjaźnie nastawione i chętnie opowie o swojej pasji.

Osobne podziękowania należą się moim rywalom, a także organizatorom Pól Chwały za opcję zagrania w Bolt Action podczas tego znanego wydarzenia.

W kwestiach pozostałych – sala była bardzo przestronna i duża. Naprawdę nie brakowało miejsca, by rozłożyć się z modelami, osprzętem czy książkami. Może samo echo i potęgujący się przez to gwar był momentami męczący, ale przecież to właśnie urok tego zamku sprawił, że niejeden z nas – graczy – tu przyjechał 🙂 Stoły eleganckie, zróżnicowane. Każdy z nich miał swój unikalny charakter i różniły się na tyle, że gracze szybko byli w stanie wytłumaczyć innym w co konkretnie grali. Scenariusze jak najbardziej w porządku, choć osobiście optuję za takim układaniem misji o mosty, by obie strony mogły o nie skutecznie zawalczyć przez całą grę, a nie tylko przez 5 minut 😉 Może warto lekko zastawić dojazdy z obu stron jakimiś skrzyniami czy beczkami tudzież tylko na środku tak, by operowała piechota? Tutaj chcę jednak zaznaczyć, że organizatorzy podjęli jakąś próbę rozwikłania tej sprawy, gdyż zawarli warunki wjazdu na trzy mosty (na główny pancerz maksymalnie 9+, na mniejszy 8+) plus dwa brody (przydałyby się bliżej mostu) 🙂

Słyszałem (choć nie korzystałem), że zainteresowani mogli przenocować na terenie zamku. Do tego jeszcze wydawano graczom posiłki. Sam zjadłem michę bigosu z bułką, a wiadomo – głodnemu to się grać nie chce 😉

Forma scenariuszy z podziałem na Aliantów i Oś ciekawa, efektowna i jednoznacznie kojarząca się z historią. Komunikat kierowany bezpośrednio do dowodzącego od razu przypomina mi grę Commandos: Behind Enemy Lines, ale ta sugestia powstała jeszcze podczas turnieju, gdy któryś z widzów/graczy (?) wspomniał, że walki o drogi z przeprawami i widniejące na tym właśnie stole makiety to kwintesencja tego komputerowego tytułu.

Plus jak tu nie napisać o ekipie z Ostrowa Wielkopolskiego? Przyjechała naprawdę liczna reprezentacja, a do tego przywieźli także dwa własne stoły. Doszły mnie słuchy, że chcą odwiedzić Rumię na jakimś większym wydarzeniu. Znając trójmiejskich graczy Bolt Action sądzę, że będą przygotowani na walkę z każdym rywalem 😉

foto M. Hajdasz / facebook.com

To jeszcze kilka słów o armii, którą debiutowałem. Spadochroniarzami brytyjskimi grało mi się naprawdę przyjemnie. Może także dlatego, że ograniczenia tej armii nie są dla mnie nowością i wiedziałem, na których polach może być trudniej. Kilka osób namawiało mnie na wzięcie jakiegoś czołgu, ale uznałem, że wystawię ich w miarę historycznie plus zagram jednostkami, którymi do tej pory nie miałem okazji powalczyć lub zdarzyło się raz czy dwa razy. Klimat był!

Lekki moździerz jest świetny! Niepozorny, ignorowany, a potrafi sprawić niespodziankę. Sześciofuntówka – w końcu przełamałem złą passę, bo zniszczyła Hetzera i podpaliła Staghounda rywala. A jeepy to jakaś szalona jazda przez wertepy z dziesięcioma kostkami w dłoni 🙂 Ani razu nie korzystałem z recce, mimo że na moje Willysy polował Panzer III, grenadierzy z karabinami maszynowymi, piechota w walce wręcz czy Kubelwagen. Mimo to nie straciłem żadnego z nich 😀 W jednym skrzynia się ponoć popsuła, ale myślę, że to tylko drobna usterka 🙂

foto M. Hajdasz / facebook.com

Wrażenia z gier są pozytywne. Pierwsza pokazała, że nawet na 600 punktów warto pomyśleć o obstawie dla oficera. Te kilkanaście punktów widziałem gdzieś w oddziale, ale jednak pomocnik oficera był mile widziany 😉 Różnica jednego oczka przy grze bliskiej remisu. W drugiej odsłonie trochę zbyt długo zwlekałem z oddziałem wchodzącym z flanki, a zauważył to nawet Piwek. Jedna tura szybciej mogłaby mi pomóc. Poza tym węgierska tankietka z dwoma kaemami była trudna do ugryzienia, choć taką próbę podjął lekki moździerz. Kwadrans gry więcej mógł wiele zmienić, bo jedna z chatek była już na wyciągnięcie ręki (na fotce, na której jeep wjeżdża do wioski w budynku broniło się już tylko dwóch Węgrów) 🙂 O trzeciej odsłonie już pisałem – akurat tu moi spadochroniarze walczyli dzielnie i naprawdę nie tak wiele brakowało do chociaż remisu. W ostatniej grze mogłem nieco bardziej zaangażować w walki lewą flankę i wsadzić gdzie indziej sekcję PIAT, bo przydałaby się przeciwko cwałującemu Shermanowi.

To były moje pierwsze Pola Chwały z Bolt Action, stąd brak mi odniesienia do poprzednich edycji, kiedy to miały dominować tylko pokazy. Kraków pokazał, że daje radę i nie odstawia amatorki. Z przyjemnością przyjadę na kolejne wydarzenia. Dzięki wszystkim i do zobaczenia! 🙂

Foto: własne lub Mateusz Hajdasz
- publikacja za zgodą autora, oznaczono źródło
Reklamy

2 thoughts on “Wojna za grubym murem – o Bolt Action na niepołomickich Polach Chwały w 2019 roku!

  1. Tego Kubła to pewnie już na giełdzie gdzieś w Polsce można dostać, a Niemiec płakał jak sprzedawał 😉 Fajnie, fajnie, widzę że spadaki jednak dają radę i bez czołgów (mnie też jakoś odrzuca pomysł Shermana czy Churchilla dowożonego na pole bitwy szybowcem).

    • Tak, spadochroniarze brytyjscy umieją walczyć bez czołgu, choć momentami nie jest to proste. PIAT i 6-funtówka nie są rozwiązaniem na wszystkie bolączki, ale już 17-funtówek nawet Tygrysy nie chciałyby spotkać 😉 Może kiedyś dobiorę czołg dla podniebnych Tommies, ale na dziś o tym nie myślę 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.