IV Mistrzostwa Pomorza (27/28 lipca 2019, Rumia) – relacja z turnieju

Witajcie! Za nami czwarte Mistrzostwa Pomorza w Infinity. Nie wiadomo kiedy minął mi ten weekend, ale jest po wszystkim. Zwycięzcy wyłonieni, nagrody rozdane, emocje opadły z poziomu zenitu. Czas na małe podsumowanie tego, co działo się podczas największej dorocznej imprezy Infinity w województwie pomorskim 🙂

Zagrałem USAriadną. Pierwsza lista bardziej uniwersalna – link Gruntów ze snajperką, HMG, granatnikiem i spec opsem uzbrojonym w lekką rakietnicę plus dyplom doktora 😉 Do tego duży pies z mniejszą antypodą, dwóch Foxtrotów, Blackjack ze snajperką T2 plus spadochroniarz obserwator. Druga lista była na scenariusze siłowe/zajmowanie terenu: link Gruntów tak jak powyżej, ale zamiast granatnika karabin, Haris Marauderów z molotokiem, Unknown Ranger z karabinem T2 plus Foxtrot na przedpolu.

Moim skrzydłowym był Zielarz, który bardzo często grał nie tylko na stole obok, ale i po tej samej stronie 😉

foto własne
foto własne
foto własne

Pierwszą grę, Frontline, rozegrałem z Wróblem z Koszalina. Rywal w Infinity stosunkowo krótko, ale z bitewniakami obeznany. Do ważniejszych akcji mogę zaliczyć całkiem dobry rajd Devil Doga, który w walce wręcz powalił pancernego Ratnika, a potem zajął się Dozerem. Położenie Plushenki na prawym skrzydle też nie było bez znaczenia, a tu perfekcyjnym strzałem popisał się BlackJack. Gra bywała momentami zacięta, obaj mieliśmy swoje sytuacje. Dzięki temu, że udało mi się wyeliminować groźniejsze jednostki Ariadny, w ostatnich rozkazach próbowałem linkiem Gruntów przebić się do najdalszej strefy, ale zabrakło mi 3-4 cali. Nie zrzuciłem też anteny, co kosztowało mnie duży punkt do tyłu. Ostatecznie zwycięstwo 3-2 dla mnie.

foto własne
foto własne
foto własne

Druga gra (Unmasking) to Mercbrush z Lublina, najnowszy sektor Alephu i.. ten sam stół na skutek roszad w pierwszej rundzie (zdecydowalismy się pozostać i grać) 🙂 Rywal chciał zaczynać. Asura w centrum próbowała przebić się przez snajpera z linku i rywal stracił kilka rozkazów, nim mu się to udało. Poświęcenie nie poszło na marne, ponieważ oberwała krytyka, a po kilku minutach musiała zejść ze stołu. Mój prawdziwy HVT, podobnie jak Mercbrush’a, stał na tej samej – prawej flance (patrząc ode mnie). Nieopodal był Blackjack, którego stopował wrogi haker w termooptyce. Odkryłem pierwszego HVT na lewym skrzydle, ale to fejk, więc pies szybko zrobił swoje. Wkrótce odkryłem drugiego, prawdziwego. Foxtrot wszedł agresywnie w środek i pruł do HVT, ale on schował się za okrągły silos po zdaniu pancerza. Wystawił się na snajpera, ale tu dla odmiany zdał unik i schował się tak, że obaj żołnierze go nie widzieli. W międzyczasie Mercbrush znalazł mojego prowokacyjnie wystawionego HVT i ten zginął z ręki hakera. Trwały dalsze próby złapania jego HVT. Przy końcówce rozkazów w środku wszedłem zwiadowcą do walki wręcz z Devą, blokując jej widok na antenę. W trzeciej turze postawiłem wszystko na jedną kartę: Foxtrotowi udało się wymknąć z walki wręcz i przeżyć atak nanopulsera Devy. Weszły kolejne dwa trafienia w wiadomy cel, ale rywal ponownie rzucił kosmiczne liczby na osłonę. W ostatnich dwóch rozkazach strzelałem przez cały stół z granatnika. Pierwsze trafienie to pudło. Patrzę w lewo na Zielarza, mojego skrzydłowego i mówię tak: wchodzi na „2”, wejdzie? Zielarz skinął głową i mówi: „pewnie, musi”. Kostka pokazuje logo Ariadny, wpada 1, trafienie. Merc nie zdaje testu na unik. Ostatni rzut gry i co? Znowu jakiś wysoki rzut na pancerz i przegrywam 3-4.

foto własne
foto własne
foto własne

Trzecią partyjkę (Firefight) przyszło stoczyć z Pepe z Warszawy. Tutaj gra jednostronna za sprawą rajdu McMurrougha, który po pierwszej turze zdjął mi prawie cały link i Nieznanego Rangera. Zrobiłem misję Foxtrotem (zabezpieczenie budynku w strefie Corregidoru), żeby sklikać honorowy punkt. Nie poddałem całkowicie pola i próbowałem nawiązać walkę. Ze starcia wyeliminowałem poza psim najemnikiem Alguacila z HMG i Bandytę, ale losy gry były przesądzone. 1-10

foto własne

Czwartą grę (Frostbyte) rozegrałem z Critterem z Poznania. Rywal wystawił Shasvastii. W pierwszej turze konkretnie rozpędził swoją Sheskiin, która wsiadła do windy, wyjechała na szczyt miasta i z góry zdjęła mi kilka kluczowych jednostek, w tym Data Trackera. Na szczycie miasta doszło do epickiego pojedynku pomiędzy agentką Shasvastii a Devil Dogiem z Antypodą. Sheskiin w walce wręcz powaliła dużego psa. Pozostała garstka żołnierzy, ale to przecież USAriadna – gramy do końca! Foxtrot łutem szczęścia wybronił się przed atakiem Sheskiin na prawej flance, a następnie śmiało zaatakował i wbił jej trafienie krytyczne. Critter lekko przystopował. Po chwili jego drona z fleszem także oberwała. Zwiadowca wykonał misję na obserwację. Rywal miał dużą pulę rozkazów, więc włączył sobie ogrzewanie w obu strefach, wsadził Data Trackera na balkon na środku, położył go na podłodze za balustradą, natomiast jego mechanicznego pomocnika podesłał pod mojego HVT i czekał. Czekał, czekał i się doczekał. Strzału z lekkiego granatnika, który spadł na Kombinat tak niespodziewanie, jak utrata kilku dużych punktów. Paraboliczny pocisk wystrzelony przez Grunta odnalazł się centralnie pod nogami żołnierza Shasvastii, który nie uskoczył w porę i trafiły go odłamki. Z 1-10 zrobiło się nagle 3-6 i choć przegrałem, to jednak po satysfakcjonującej kontrze 😉

foto własne
foto własne

Następnego dnia czekały nas tylko dwie gry. Piątą (Looting and Sabotaging) przyszło mi stoczyć z moim dotychczasowym skrzydłowym Zielarzem. Generalnie ze względu na ograniczoną możliwość zwycięstwa planowałem utorować sobie drogę do strefy Yu Jing przez długi balkon wzdłuż pola walki, który rywal obstawił różnymi niespodziankami typu miny, Miranda Ashcroft, Wu-Ming czy Libertos. Wyglądało to trochę jak teleturniej – nigdy nie wiesz, co kryje kolejny żeton kamuflażu 😉 Haris utknął bez molotoka, a Grunci zmagali się z jakimś koksem-infiltratorem, który ustał ileś ataków, wspinał się po ścianach i zainkasował trzy trafienia bez osłony od Nieznanego Rangera, a wciąż walczył dzięki N:WI. Foxtrotem zaszedłem z wolnej prawej flanki po jakieś zabawki ze skrzynki, ale szczęśliwie wylosowało mi combi rifle. Przecież każdy wie, że ta broń na zwiadowcy mogła mi przynieść zwycięstwo! 😀 Jako że Sun-Tze pozazdrościł wspaniałej zdobyczy, postanowił pogonić Foxtrota ze stołu 😉 Zielarz w końcu rozbił główny link, ale Zhencha (tak, to ta jednostka) uległa zwęgleniu na skutek działań osamotnionego Grunta z palnikiem. Skrzydłowy ostatnim rozkazem rozklekotał moją skrzynkę swoim złośliwym Ninją i tak oto Zielarz ruszył dalej w nieznane na kolejne stoły 😉

foto własne

Ostatnia gra to Uzumaki w Quadrant Control. Rywal koniecznie chciał być drugi, więc wziąłem połówkę i zaczynałem, bacząc na przyczajonego blisko strefy Grunta. Z początku jedyną ważniejszą akcją był mały rajd psa, który zakończył się utratą Antypody, ale i rozbrojeniem miny wraz z jej francuskim właścicielem 😉 Uxia gwałtownie zaatakowała BlackJack’a z pistoletów szturmowych i szybko wbiła mu ranę, przez co ten wycofał się i… utracił kontrolę nad kwadratem po mojej prawej. Miranda Ashcroft przeceniła swoje zdolności i oberwała krytycznie w ARO od mojego ciężkiego piechura ze snajperki T2. Po krótkiej chwili Spetsnaz z HMG zwęszył szansę na pozbycie się mojego Grunta snajpera w linku, ale jedna z kostek pokazała w ARO 11, a amunicja szokowa zwieńczyła dzieło. W kwadratach Uzumaki zdobył jednak przewagę. W kolejnej rundzie postawiłem na samotnego Devil Doga, którego puściłem rajdem przez lewą flankę. Wojownik wpadł na tyły rywala i w walce wręcz najpierw powalił spec opsa, by zaszarżować w dymie jawnego porucznika – Voronina. Co ciekawe, ten w pierwszej wymianie boleśnie ranił wilka. Zostały mi trzy rozkazy – podciągnąłem nieco wojsko pod nadchodzącą turę. Ostatni regularny rozkaz – jeśli potyczka poszłaby po mojej myśli, to rywal zacznie rundę bez dowódcy. Pieseł skoczył do ataku i wyturlał trafienie krytyczne. Uzumaki ratował zatem co się dało. Strelok zginął od kul snajpera, choć dwa razy zdążył uskoczyć i przez moment zniknął z pola widzenia. Uxia podejmowała śmiałe próby wyjścia ze środka pola, ale miała za mało rozkazów. Grunt w mojej strefie zdradziecko zaatakował BlackJack’a palnikiem, ale ten wykonał unik, a ubezpieczający strefę snajper szybko rozstrzygnął walkę. Druga tura była remisowa, ale trzecią wyciągnąłem na swoją korzyść, trzymając gdzie trzeba Data Trackera. Ostatecznie zwycięstwo 6-3.

Galeria graczy:

 

Tyle z gier, a jak wrażenia? Muszę przyznać, że pierwszy raz od dawien dawna nie byłem zmęczony po pierwszym dniu starć, choć były aż cztery. Naprawdę, czułem się wręcz komfortowo na koniec soboty, ale już następnego dnia po zakończeniu imprezy rozpoczęło się zmęczenie materiału 😉

foto własne (rybka „niewyraźna”, bo jeszcze z naklejką z tyłu)
foto własne

Pomysł z miarką-rybą to niezłe trolololo, ale trzeba uważać z tymi krawędziami. Tylko w sobotę rozmawiałem z dwiema osobami, które dorobiły się jakichś drobnych nacięć. Było chociaż zorganizować jakiś kurs z obsługi 😉 Żeton z nyndżą też spoko (to są przydatne gadżety), no ale gdzie są koszulki dla VIP-ów?! Według zapewnień Kreola będą jakoś niedługo. Byle jeszcze w sezonie letnim 😀

Galeria miniaturek:

Zająłem szalone, okrągłe 33 miejsce na 38 graczy 😉 Trzy – dokładnie tyle zabrakło mi do trzeciego miejsca. O jedna trójka za dużo 😀

foto: Marta

Kończąc podsumowanie, chciałem podziękować:

-Tres Warcores za przygotowanie tego wydarzenia. Wasz wysiłek widać na wielu płaszczyznach i super, że upływ czasu nie zmęczył waszej determinacji. Marta tradycyjnie wspierała organizatorów od strony paringów i wyników – dzięki! 🙂

-Ekipie „blatującej”, która zadbała o komfortowe warunki stołowej zabudowy i takie nie za duże przestrzenie między obiektami na polach walki.

-Wszystkim rywalom za ciekawe i wymagające gry, które wzbogacają repertuar nieszablonowych zagrań. Co ciekawe, aż pięć z sześciu partyjek rozegrałem z ludźmi, z którym nigdy wcześniej nie turlałem w Infinity, super 🙂

-Stacji Kultura za to, że jest i udostępnia nam, graczom, połacie przestrzeni na hobby z dachem nad głową 🙂

-Sponsorom, dzięki których hojności było więcej dobroci do rozdania 😉

-Wam, graczom, zwłaszcza tym z daleka, który wykrzesali w sobie chęć przyjazdu do Rumi. Dzięki wam padł rekord frekwencji w cyklu Mistrzostw Pomorza i wyniósł on aż 38 osób! Nie z każdym mogłem pogadać tyle ile bym chciał, ale co podkreślam od dawna – dużą wartością dodaną w Infinity są właśnie ludzie i atmosfera przy stołach. Cieszę się, że mogłem się z wami spotkać.

Gratulacje dla Bartka, dzięki któremu tytuł zwycięzcy nie wyjechał poza Pomorze. Propsy także dla Perzana, który z godnością czempiona sprawiał przyjezdnym lanie (no, Suchego też po prawdzie nie oszczędził) i ocalił od bankructwa organizatorów (te wszystkie niedoszłe upominki) 😀 Pełne wyniki znajdziecie tutaj 🙂

Przy okazji pozdrawiam Konu (krótka i serdeczna rozmowa na temat podejścia do życia i hobby #kmwtw), a ekipie z zachodniopomorskiego dziękuję za sobotni obiad w wesołej atmosferze w barze mlecznym (przypominam sobie Rieeka, który zagryzając mięcho z pewnym oburzeniem stwierdza: no ale kto przetwarza moje dane osobowe? Beka :D). Mam nadzieję, że wszyscy wróciliście szczęśliwie do domów, a udział w imprezie będziecie mile wspominać jeszcze długi czas. Tymczasem życzmy sobie wszyscy… do zobaczenia!

foto: Marta
Foto: własne lub Kędziora lub Marty 
(oznaczony autor - z albumu FB)

2 myśli w temacie “IV Mistrzostwa Pomorza (27/28 lipca 2019, Rumia) – relacja z turnieju

  1. Chaserabinov 06/08/2019 / 20:41

    Fajny raport. Też tam byłem, szkoda że na siebie nie trafiliśmy ;). Mogę dodać, że Critter bardzo przeżywał ten krytyk z granatnika na koniec Waszej bitwy 😛

    • Ranger 06/08/2019 / 21:21

      Cześć! Dzięki za komentarz 🙂 Tym razem nie było nam dane zagrać, ale może na jakimś innym wydarzeniu tak się stanie? 🙂 Co do partyjki z Critterem, to przebiegała w dobrej atmosferze, choć szybko straciłem trzon swojej armii. Tak tylko doprecyzuję, że trafienie nie było krytyczne, a rywal nie zdał obu dalszych rzutów (uniki na FtF/pancerz). Critter wspominał, że podczas poprzedniej gry jego Shasvastii też oberwali trafieniem parabolicznym, więc trafiła się kumulacja. Mimo to odchodziłem od stołu z wrażeniem, że nie ma między nami jakichś niezałatwionych spraw czy coś 😉 Pozdrawiam! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.