Droga do Berlina wiedzie przez Rumię – relacja z imprezy Bolt Action (8-9 września 2018)

fot. M. Zwara / Facebook

Czołem! W miniony weekend w Rumi odbyła się duża impreza związana z Bolt Action, czyli grą dotyczącą II wojny światowej. Dzięki miniaturom modeli piechoty, artylerii czy pojazdów gracze prowadzą do walki swoje armie, by rozegrać partyjki w kulturalnej i serdecznej atmosferze. Jako nowicjusz doświadczyłem poziomu wyrozumiałości względem niepełnej znajomości zasad jak chyba w żadnej innej grze bitewnej! Moim pierwszym i najważniejszym założeniem było zgłębić zasady gry 🙂 Tematyka imprezy była ściśle powiązana ze wspomnianą w tytule drogą do Berlina. Stoły były podzielone na pięć sekcji po trzy blaty. Każda trójka graczy w ramach drużyn (mających w założeniu ułatwić parowanie) mogła zmierzyć się z rywalami drugiego obozu na różnych frontach, torując sobie własną drogę do zdobycia Reichstagu (wielka makieta widoczna powyżej!). Ramię w ramię walczyliśmy w składzie:

Ranger – 1 Dywizja Pancerna gen. Maczka (selektor Normandia 1944)

Piotr – Ludowe Wojsko Polskie (1944)

Michał – 1 Dywizja Pancerna gen. Maczka (selektor 1945)

Główny organizator tego przedsięwzięcia (Miften) poinformował środowisko polskich graczy z dużym wyprzedzeniem, tak by każdy chętny mógł przynajmniej spróbować zorganizować sobie wolne od pracy czy innych obowiązków. Rumia jako miejsce do organizacji takich gier ma ten solidny atut, że znajduje się w sąsiedztwie Trójmiasta, które przecież gwarantuje przyjezdnym graczom świetne opcje nie tylko na grę, ale i wypoczynek (także z rodziną, choćby i na weekend).

Co ważne (a może nawet i bardzo ważne) NIE BYŁ to turniej. Nie było tu szczegółowego liczenia punktów, tak charakterystycznej dla wielu innych gier rywalizacji, drabinek, etapów czy ataków z kanapy. Było za to żywe obcowanie z historią II wojny światowej w ramach scenariuszy mocno inspirowanych prawdziwymi wydarzeniami, w dodatku na przepięknych, pieczołowicie zbudowanych polach bitew. Gracze (oraz rzecz jasna widzowie, a tych nie brakowało) byli świadkami swoistego pokazu sił kluczowych stron tego konfliktu oraz mogli zapoznać się z pełnym przekrojem formacji poszczególnych armii z końca wojny. Amerykanie, Brytyjczycy, Niemcy, Polacy (walczący na zachodzie i wschodzie), ZSRR.

Jestem pewien, że nie napotkalibyście dokładnie dwóch takich samych list. Dobrym przykładem byli chociażby Brytyjczycy. Widziałem spadochroniarzy, komandosów, ale też liniową piechotę. Gracze Osi także nie próżnowali, często wystawiając do walki formacje tak charakterystyczne dla starć z okresu schyłku wojny, jak chociażby Volksturm czy bardzo doświadczone drużyny Fallschirmjager/SS. Nie zabrakło Wehrmachtu, dział wszelakiego kalibru oraz ciężkich pojazdów, nie raz i nie dwa stanowiących duże wyzwanie dla Aliantów. Z łatwością można było natknąć się na Tygrysy, Pantery (także i te zakopane w ziemi!), Pz IV czy Hanomagi.

Zabrałem ze sobą następujący skład, stworzony w oparciu o selektor brytyjski Normandia 1944 (z zasadą Vengeance):

-porucznik z adiutantem (regularni)

-obserwator artyleryjski (regularny, „darmowy”)

-4 drużyny piechoty po 8 żołnierzy (regularni)

-pięcioosobowa drużyna piechoty (weterani)

-sekcja PIAT (niedoświadczona)

-sekcja snajperska (regularna)

-sekcja MMG (regularna)

-sekcja moździerza (niedoświadczona)

-transporter Halftrack (regularny)

-Bren Carrier (regularny)

-czołg Cromwell (regularny)

A jak poradzili sobie w walce dowodzeni przeze mnie chłopcy generała Maczka?

fot. J. Czołczyński / Facebook

Nasza drużyna rozpoczęła zmagania na froncie zachodnim. W pierwszej grze zmierzyłem się z Jankiem w okolicach mostu w Nijmegen (wschodnia Holandia, 1944). Trzon sił niemieckich stanowił Volkssturm, regularni grenadierzy Wehrmachtu, moździerz z obserwatorem, MMG, drużyna Hitler Jugend oraz czołg Pantera.

W scenariuszu tym nietrudno wskazać jego kluczowe założenie. Z niemieckiego punktu widzenia przeprawa nie mogła pozostać w rękach Aliantów, zatem most należało wysadzić w powietrze poprzez ulokowanie, a następnie zdetonowanie ładunków wybuchowych na wysokości dwóch przęseł. Ładunki pobierało się w dwóch wyznaczonych miejscach na moście. Oczywiście moi podkomendni otrzymali ze sztabu rozkaz zablokowania niemieckiej akcji i utrzymanie jedynej drogi do Nijmegen do czasu przybycia wsparcia. Rolą 1 Dywizji Pancernej było rozbrojenie ładunków wybuchowych.

Warunki zwycięstwa: w ostatniej turze dokonuje się detonacji na każdym przęśle tyle razy, ile jest podłożonych ładunków. Przęsło uznaje się za zniszczone w sytuacji, w której wybuchną minimum dwa ładunki. Rzuty wykonuje się na 4+. Jeżeli przynajmniej jedno z przęseł zostaje zniszczone, wtedy wygrywa strona niemiecka. W przeciwnym razie most w stanie nieuszkodzonym zostaje zabezpieczony przez Aliantów. Na początku gry na każdym z fragmentów przeprawy znajdował się już jeden założony ładunek wybuchowy!

fot. własna

Gra była pełna emocji od samego początku. Niemcy rozpoczęli ostrzał budynku sąsiadującego z mostem. Pocisk z moździerza wpadł na 6+ (!) i wbił pierwsze piny na sekcji MMG, ulokowanej na poddaszu przy oknie. Po chwili posypały się kolejne strzały i średni karabin maszynowy został wręcz przygwożdżony ogniem (1 pin od rozbicia). Pantera wypatrzyła bok Carriera. Niemieccy czołgiści zapisali pojazd na swoje konto, gdyż ten stanął w płomieniach. Szczęśliwie jechał on bez załogi. Hanomag dotarł do połowy mostu, skąd wysadził dwie drużyny. Niedoświadczeni żołnierze rozpoczęli zakładanie ładunków na przęśle bliżej Aliantów, podczas gdy zaprawiona w bojach drużyna Pionierów uzbrojona w pistolety maszynowe niemal rozstrzelała pełen oddział żołnierzy 1 Pancernej! Śmiały szturm związał siły polskie na podejściu.

fot. P. Orłowski / Facebook

Polacy kontratakowali. Piątka weteranów przejęła łódź desantową na prawej flance i rozpoczęła marynarskie manewry pod czujnym okiem Pantery, co chwilę strzelając z karabinu maszynowego do piechoty.

fot. własna

Moździerz uderzył w budynek na przeciwległym brzegu. Początkowo pocisk minął się z celem, jednakże kolejny z pełnym impetem przebił dach, a następnie podłogę pierwszej kondygnacji, by położyć pokotem aż pięciu grenadierów.

fot. własna

Jedna z drużyn opuściła budynek, w który moździerz rywala był już wstrzelony, rzucając się do ataku przeciwko Pionierom. Zmasowany ogień nie przestraszył weteranów niemieckich, choć trójka z nich została wyłączona z akcji. Porucznik wsparł wysiłek podkomendnych i strącił kolejnego. Sekcja PIAT, z racji braku innych celów, wystrzeliła granat, który sięgnął przedostatniego weterana. Sierżant bronił się do ostatka w okrążeniu i zdążył uniknąć chociażby serii z HMG Halftracka. W końcu nadszedł jego kres, jednakże Niemcy „kupili” w ten sposób sporo czasu.

Po chwili zagrzmiały działa artylerii. Brytyjczycy pomylili się jednak w rachubach (ach to słodkie 1 na kostce…) i huknęli 12 cali za daleko. Szczęśliwie rozrzut był na tyle duży, że sięgnął dwóch niedoświadczonych drużyn niemieckich przy domkach, które otrzymały garść pinów. Widząc iż natarcie właśnie utknęło, Janek rzucił do pierwszej skrzyni z ładunkami swojego porucznika. Nie umknęło to uwadze dotychczas mało aktywnego, choć czujnego snajpera, schowanego na parterze niczym niewyróżniającego się domu. Ten błyskawicznie wypatrzył oficjela w charakterystycznym mundurze SD, którego sięgnął pocisk. Oficer upadł nieopodal Hanomaga.

fot. własna

Maczkowcy po rozbiciu Pionierów wyszli na skraj mostu. Pantera pociskiem odłamkowym załatwiła pierwszą drużynę, a przeprawa aż zatrzęsła się w posadach! Wchodzący za nimi kolejni Polacy skutecznie osłabili wolę walki pozostałych przy życiu Niemców, którzy bez wsparcia weteranów i porucznika rzucili się na drogę, próbując ratować życie. Po dwóch seriach nie ostał się żaden z nich. Polacy w końcu odrzucili od siebie Niemców, a kierowca Hanomaga w pośpiechu wycofał się na „niemiecką” połowę mostu, chcąc uniknąć okrążenia, a następnie trafienia do niewoli.

fot. własna

Polski obserwator artyleryjski, będąc pod ogniem wroga, w pocie czoła sukcesywnie usuwał niemieckie ładunki usadowione po stronie Aliantów. Dzięki jego poświęceniu Maczkowcy zneutralizowali kolejne partie dynamitu, przywracając sytuację z początku rozgrywki. Warto odnotować, iż oficer przeżył potężne trafienie odłamkami na skutek ostrzału Pantery z flanki, jednakże nie ugiął się i do końca pozostał na stanowisku. Za męstwo okazane w boju został przedstawiony do awansu.

Cromwell usiłował wesprzeć starania piechoty, ale kostki dały mi łupnia i bodaj raz czy dwa wbił pina na oddziałach niedoświadczonej piechoty. Ponownie popisał się moździerz, trafiając centralnie gniazdo MMG na poddaszu po drugiej stronie rzeki. Przeżył wyłącznie operator, jednak nie zdążył nawet przeładować taśmy, a już skończyła się dla niego gra. To polski snajper czuwał nad towarzyszami broni niczym mąż opatrznościowy.

fot. własna

Finalnie Niemcy rzucili na most całą piechotę, przez co zrobiło się tam tłoczno. Moździerz nie miał już czasu na wstrzelenie się, a polscy czołgiści bujali w obłokach, raz po raz pudłując. Gdy Volkssturm instalował kolejne ładunki, do mostu od strony wschodniej zbliżała się piątka weteranów, chcąc wejść po drabinie na górę i spróbować rozgonić niemieckie towarzystwo.

fot. własna

Finalnie musieli uchylać głowy przed salwami z każdej strony i nie zdecydowali się na opuszczenie łodzi desantowej. W toku walk zginął polski MMG. Choć dwaj załoganci zdołali przeczekać najgorsze, to pomimo obecności dowódcy załamali się (9 pinów) i odpuścili dalsze zmagania.

fot. własna

Przyszedł koniec gry. Janek rzucał za detonację po swojej stronie, gdyż wciąż miał szansę na zwycięstwo przy trzech ładunkach. Pierwsza kostka pokazała „1”, druga… „1”. To koniec marzeń Niemców, most w Nijmegen pozostał w polskich rękach! Rywal rzucił pro forma za kolejne dwa ładunki. Doszło do detonacji wyłącznie jednego z nich, po stronie niemieckiej.

fot. J. Czołczyński / Facebook

W scenariuszu numer celem Aliantów było powstrzymanie Niemców przed wysłaniem w powietrze nieobliczalnej Wunderwaffe. Alianci nacierali z krótszego boku na zachodzie. Tajny obóz niemiecki był ulokowany po stronie wschodniej. Część sił 1 Pancernej wchodziła w ramach pierwszej fali, a część mogła zająć pozycje wyjściowe. Moim rywalem był Jacek.

fot. własna

Jego główne siły składały się z Flaka, drużyny Waffen SS, dwóch niedoświadczonych MMG, dwóch Hanomagów (MMG oraz Panzerbuchse), niedoświadczonego Panzerschrecka oraz Stuga. Niemcy co turę mogli przepychać na wózku rakietę V-1 o 6 cali. Zwycięstwo należało do nich w sytuacji, gdy dopchali rakietę i wysłali ją w świat, względnie położyli na rampie i kontrolowali pobliską sterownię. W przeciwnym razie to Alianci wychodzili z potyczki z tarczą.

fot. własna

1 Dywizja Pancerna przybliżała swoje główne siły w kierunku obozu, dokonując rozpoznania sił niemieckich. Główny atak szedł z dwóch kierunków – centralnego (Halftrack z drużyną piechoty, Cromwell) oraz południowego (Carrier z piątką weteranów, PIAT, kolejne drużyny piechoty). Niemal w jednej chwili wypaliły moździerze obu stron, ale bez strat osobowych. Snajper strącił załoganta Flaka. Niedługo po tym moździerz wykończył drugiego, a finalna pestka należała do polskiego strzelca wyborowego.

Jacek do pchania wózka z rakietą wytypował niedoświadczony oddział MMG (awaryjnie obok maszyny podążał drugi taki sam). Waffen SS zajęło domek na północy. Ogólnie Niemcy pochowali się, na widoku pozostawiając same maszyny i „wózkowych”. Było to dobre posunięcie, zważywszy na moje ograniczone możliwości przeciwpancerne.

fot. własna

Halftrack podjechał bliżej bram obozu i wyładował sekcję piechoty obok czegoś w rodzaju umocnień z bali. Ta rozpoczęła ostrzał Waffen SS, ale ten był nieskuteczny. Z ukrycia wyjechał Stug i przyfasolił transporterowi półgąsienicowemu. Pocisk nie wyrządził większej krzywdy, ale poprawka z Panzerbuchse spowodowała zniszczenie maszyny, którą nadpaliły jęzory ognia. Cromwell kontrował. Trafił niemiecki transporter, a nawet przebił jego pancerz! Spodziewałem się fajerwerków, a wyszło… unieruchomienie z ustawionym w kierunku polskiego czołgu działkiem. Ekhm, pytania? 😉

fot. własna

Od południa piątce weteranów udało się dokonać wyłomu w ogrodzeniu, a następnie złapać osłonę za workami przy uszkodzonym, niemieckim czołgu (element terenu, choć Jacek przez moment „upierał się”, że chętnie włączy go do swoich sił, bo stoi i się marnuje :D). Szybka seria ze stenów i thompsonów wyłączyła z gry sekcję Panzerschreck’a, ale lada chwila w to miejsce przybył drugi Hanomag i zabójczo celną serią zdjął aż trzech z pięciu polskich żołnierzy. Pozostali dwaj przetrwali próbę sił, nie wychylając się zza osłony.

fot. własna

Ciężkie chwile przeżywała też druga ekipa, która na pole walki wjechała Halftrackiem. Esesmani odgryzali się ciężkim ogniem ze sturmgewehrów, a polski szereg topniał w oczach.

fot. własna

Żołnierze Jacka pchali wózek z rakietą i w cudowny sposób omijali ostrzał z polskich LMG. Nawet snajper nie był w stanie unieszkodliwić niemieckich tragarzy, ciągle pudłując. Pozostali żołnierze z Wehrmachtu zostali skierowani w rejon sterowni i nie brali czynnego udziału w walce.

fot. własna

Grę zakończyliśmy po czasie, już w trakcie dłuższej przerwy na posiłek. Niemcy ostatecznie nie zdążyli dostarczyć rakiety na rampę. To była bardzo „szkoleniowa” bitwa dla mnie i Jacka, gdyż obaj jesteśmy początkujący i często musieliśmy sięgać do zasad lub radzić się graczy wokół 😉 Mimo tego grało się elegancko, najszybciej jak potrafiliśmy!

fot. M. Zwara / Facebook

Trzecia gra to flanka Reichstagu! Naradziliśmy się w drużynie i stanęło na tym, że Piotr będzie zdobywał go od frontu, ja spróbuję wesprzeć go z flanki, a Michał zagra za naszymi plecami, próbując zdobyć większy kawałek terenu gdzieś w Berlinie na czas ewentualnego przegrupowania.

Naprzeciw mnie stanął Majki, który do akcji wokół Reichstagu zaangażował między innymi Pz IV, Pumę, Maultiera, dwie drużyny piechoty Wehrmachtu, grupkę Volksturmu, ciężki moździerz czy lekką haubicę. Celem było zajęcie trzech punktów na koniec gry. Kto miał ich więcej, ten wygrywał.

fot. własna

Co mogę powiedzieć o samej grze? Z pewnością była statyczna, strąciliśmy sobie po jednej kostce? Po stronie niemieckiej pierwsze skrzypce zdecydowanie zagrał ciężki moździerz, który jednym trafieniem położył siedmiu z ośmiu żołnierzy polskiej drużyny. W ogóle moja początkowa tura wyglądała tak, że Niemcy mieli poza stołem gro swoich sił, na horyzoncie żadnych celów, a Majki wylosował mi 7 oliwkowozielonych kostek pod rząd 🙂

Niestety nie uniknąłem pomyłek, które wynikały z nieogrania w Bolt Action i solidnego już zmęczenia materiału. Szczęśliwie skutki dwóch najpoważniejszych błędów udało się załagodzić, ale trzeciego niestety nie. Carrier oraz PIAT znaleźli się za blisko niemieckiej krawędzi (umknęło to zarówno mnie, jak i rywalowi), ale pozostaje pocieszać się tym, że jakkolwiek to nie zabrzmi, gra dzięki temu ożywiła się.

fot. własna

Skromna sekcja przeciwpancerna zdołała delikatnie uszkodzić niemiecką Pz IV strzałem z boku, a wieża czołgu ustawiona o 90 stopni zblokowała się. PIAT jak szybko się pojawił, tak szybko odparował, gdyż czołg uratowali Volkssturmiści. Nieopodal, na skrzydle Bren Carriera, wyłoniła się niemiecka drużyna. Bez pancerfaustów nie mieli zbyt dużego pola manewru. Najpierw zagrały dwa lekkie karabiny maszynowe, a potem weterani przy użyciu pistoletów maszynowych wyprosili niespodziewanych gości z flanki Reichstagu 😉

fot. własna

Załoga czołgu z dwoma pinami już do końca gry nie była w stanie ruszyć się z miejsca, oblewając kolejne testy na „rally”! Polskim weteranom nie udało się z kolei w ciągu dwóch tur przegonić z pola walki Volkssturmistów stojących obok Panzer IV bez jakiejkolwiek osłony, a nadto w „point blank”!

fot. własna

W tle Puma pojedynkowała się z Cromwellem, Niemcy wycofywali się z najbliższej okolicy Reichstagu w obawie przed zbliżającym się brytyjskim ostrzałem artyleryjskim, a polska piechota kolejnymi skokami przybliżała się do środkowego celu, gotowa zająć go w niedługim czasie. Gra zakończyła się wraz z upływem czasu. Wyjechałem Halftrackiem i wyglądało na to, że 1 Dywizja Pancerna zwyciężyła. Ponowne zapoznanie się z zasadami scenariusza w dniu kolejnym zaowocowało zmianą wyniku na remis, gdyż puste transportery nie mogły wykonać zadania 🙂

fot. własna

Majki bardzo się ucieszył z takiego obrotu sprawy, a jego tata (serdecznie pozdrawiam!) z radością przyjął remis 🙂 Wtedy też okazało się, że niemiecki snajper strzelający z Reichstagu każdorazowo powinien był zdawać test morale, gdyż posiadał na stałe pina. Taka to była partyjka, a wynik najsprawiedliwszy z możliwych 🙂

Wraz z Piotrem zajrzeliśmy do pobliskiego lokalu na wypad integracyjny. Tutaj liczebnie dominowali gracze „Czterdziestki”, ale i kilku „Boltowców” zdołało przybyć 🙂

Na drugi dzień doszło do kolejnych przetasowań w ramach Aliantów (12) i Osi (8). Ostatecznie mieliśmy wylądować ponownie przy Reichstagu. Ze względu na fakt, że czekałby mnie pojedynek z rywalem, z którym zdążyłem już zagrać, uznaliśmy z organizatorem i dwoma innymi dowódcami, że dokonamy roszady.

fot. M. Zwara / Facebook

Zagrałem jako gracz Osi w scenariuszu polegającym na ewakuacji naukowca posiadającego wiedzę na temat najnowszych niemieckich technologii. Jego jedyną deską ratunku był bilet na U-Boota, a moi żołnierze musieli mu w tym pomóc. Po drugiej stronie stołu stanęli jednak… inni Alianci 😉 Po raz pierwszy mogłem wystawić się przeciwko Amerykanom, a dowodził nimi Piotr.

fot. J. Czołczyński / Facebook

Przyznam, że nie przepadam za pojedynkami w obrębie Aliantów lub Osi. Bolt Action jest dla mnie grą mocno powiązaną z historią. Niemniej z przyjemnością rozegrałem tę partię, traktując ją jako coś nowego. Z punktu widzenia historii była ona wręcz niemożliwa. A z punktu widzenia zasad istotne były trzy ustalenia/klaryfikacje sprzed gry lub w jej trakcie, a mianowicie:

-naukowca należy dostarczyć do dolnej drabinki U-Boota

-naukowca nie można ruszyć z miejsca w pierwszej turze, lecz od drugiej (należało zakończyć na nim ruch)

-naukowca można było przekazywać między oddziałami

Na początku Polacy okopali się za wszelkimi, możliwymi osłonami.

fot. własna

Koło spalonego Hanomaga stał jegomość czekający na transport. Karabin Vickers, strzegący pierwszego z dwóch kluczowych przesmyków, czujnie kontrolował ruch na drodze (ambush).

fot. M. Zwara / Facebook

Amerykanie wchodzący do gry nieopatrznie nacięli się na polski ogień i jeden z nich nie zdążył dobiec za osłonę.

fot. własna

Wkrótce do miasta wjechały Greyhound oraz Hellcat. Ten pierwszy rozpoczął ostrzał karabinami maszynowymi, biorąc na muszkę polską piechotę. Nie musiał długo czekać na odpowiedź – Cromwell wjechał z kopyta i huknął z armaty. Nie trafił.

fot. własna

W końcówce tury piechota rzuciła się w kierunku U-Boota eskortując naukowca. Jeden z oddziałów ochraniał centrum, podczas gdy kolejny podjął się osłony i konwojowania.

Do wygrodzonej części strefy Osi zawitał Halftrack, który atakował na wprost amerykańską drużynę piechoty. Wtórowali żołnierze, którzy zeskoczyli z paki pojazdu, ale bezskutecznie. Obserwator rywala namierzył dla nalotu lotniczego oddział z naukowcem. Odtąd samoloty nieustannie podążały za coraz bardziej kurczącą się eskortą. Cromwell przyjął trafienie w bok, ale wyszedł z tego cało. Piotr wyturlał niewiele i skończyło się na pinach. Amerykanie już uderzali z przestworzy, ale ścianki kostki po kilkukrotnym odbiciu wskazały „3”, czyli piloci przespali dogodny moment i spróbują ponownie.

fot. M. Zwara / Facebook

Greyhound poprawił „Oli”, ale pocisk wyłącznie ogłuszył załogę Cromwella, która ponownie mogła mówić o wielkim szczęściu! Boczny pancerz pięknie rykoszetował! Wtoczone na stół amerykańskie działo zostało zastawione przez obie sojusznicze maszyny. Uff 😉

fot. własna

Obserwator snajpera-weterana USA padł ofiarą ostrzału polskiej wysuniętej drużyny, a po chwili polski strzelec wyborowy musiał uznać wyższość amerykańskiego odpowiednika. Nim do tego doszło, snajper 1 Dywizji Pancernej zdążył ściąć z nóg innego weterana piechoty. Podczas tej bitwy zdarzy się jeszcze podobna historia z małym składem, czytajcie dalej 🙂

fot. własna

Smaczkiem wymagającym osobnego akapitu jest przedostanie się sekcji PIAT na pokład łodzi podwodnej i przejęcie Flaka! Żołnierze polscy (zgodnie z zasadami traktowani jako niedoświadczeni artylerzyści) dostrzegli bok Greyhounda i wypalili, jednakże pocisk zdruzgotał sąsiedni budynek. Gdybyście widzieli minę Piotra spoglądającego na kręcącą się kostkę 😉

fot. własna

Amerykanie z północnego wschodu rozpoczęli ucieczkę przed brytyjską artylerią. Kostka pokazała „4”, zatem ratuj się kto może. 12 cali zasięgu, jak w walkach o Nijmegen, wystarczyło, by objąć dwa oddziały piechoty, porucznika i Bazookę. Piny sypały się hojnie. Jakby tego było mało, polski moździerz huknął w piechotę w centrum i wstrzelił się na 5+. Piotr zmuszony był zdjąć kilka modeli, a pozostałe z trudem utrzymały pozycję. Wtem jednak nadeszło kolejne przetasowanie – Amerykanie pomylili naziemne cele i omyłkowo zbombardowali swoje pozycje! Rywal w jednej sekundzie stracił porucznika oraz resztkę piechoty, która przetrwała atak polskiej sekcji moździerzowej.

fot. własna

Drugi oddział, z miotaczem ognia, zdążył złapać pozycję blisko drugiego podejścia. Wiedziałem co się wydarzy, jeśli Maczkowcy nieskutecznie zareagują. Oddział dowieziony przez transporter wysypał się na drogę, po czym wystrzelił z wszystkiego, co było na stanie. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Gdy LMG skosiło jednego uznałem, że jest nieźle, bo wpadł chociaż pin. Opad szczęki przyszedł minutę później – trzech żołnierzy z karabinami trafiało na „5” weteranów. Kostki pokazały: „5”, „6”, „6”, a przy następnym rzucie podobnie! Oddział został rozbity i porzucił pole bitwy!

fot. własna

Wykrwawiona drużyna zdążyła przekazać naukowca niesionemu na fali sukcesu oddziałowi z rezerw. Ten ruszył w kierunku dolnej drabinki i zatrzymał się nieopodal.

fot. własna

Widok do niego zastawił Halftrack, uprzednio kosząc z HMG pomocnika Bazooki. Strzelcowi ręka nie zadrżała, gdy osamotniony trafiał na „6” polski pojazd. Trafił! A potem kolejne „6” na penetrację pancerza! Piotr rzucił dwiema kostkami. Uff ponownie! 1 i 3, ale ogień zaczął ogarniać maszynę. Załoga po chwili ugasiła płomienie wewnątrz wozu (zdając test na morale), osłaniając ciężkim pancerzem niemieckiego naukowca.

fot. własna

Rywal uznał, że nie było już szansy na jakąkolwiek skuteczną próbę powstrzymania Polaków. W konsekwencji naukowiec dotarł do dolnej drabiny na nabrzeżu i gra się zakończyła. Piotr był na tyle ograny, że zasady recytował jak wiersze, a nawet jeśli umknęła mu jakaś tabelka, to od razu był w stanie określić, w której części podręcznika tego szukać! Fajna, owocna gra, z której sporo wyniosłem. Dzięki! 🙂

fot. własna

Pomiędzy czwartą a piątą grą nastąpiło rozdanie nagród. Półki pełne były dóbr wszelakich. Od zestawów Italeri z pojazdami poprzez modele od Stoessis, Heer 46 czy upominki od innych podmiotów. Każdy z uczestników mógł liczyć na nagrodę, dyplom oraz rabat do sklepu zza granicy, oferującego makiety oraz inne akcesoria związane z figurkowym hobby 🙂

fot. M. Zwara / Facebook

Gracze w losowej kolejności mogli podchodzić do półek i wybierać dla siebie dowolną pozycję, a nad prawidłowym przebiegiem losowania czuwał majster-organizator Miften 😉 Mnie w udziale przypadła mata Micro Art Studio do Bolt Action. Piotr wybrał Churchilla. Michał chyba coś do spadochroniarzy. Dyplom wyszedł epicko, a te słowa generała Pattona… Bardzo dziękuję za nagrody! 🙂

fot. własna

Piąta gra była w zasadzie dla chętnych. Część graczy opuszczała już Rumię po dwóch dniach pełnych wrażeń, pozostali poszukiwali na własną rękę graczy do ostatniego już pojedynku w drodze do Berlina. Fajnie się złożyło, że przyszło mi zagrać na koniec z Marcinem na zimowym stole. W lesie Hurtgen Niemcy wybudowali już jakiś czas wcześniej jeden główny bunkier oraz dwa poboczne. Celem gry było zajęcie przez Aliantów tego kluczowego obiektu lub utrzymanie dwóch przejezdnych skrzyżowań dla swoich sił.

fot. J. Czołczyński / Facebook

Czasu było niewiele, gdyż Piotra czekała dłuższa podróż. Minuty do odjazdu nieubłaganie mijały. On sam znalazł gracza Osi, by zawalczyć pod Studziankami. Znakomita sprawa grając Ludowym Wojskiem Polskim, gdyż Polacy historycznie walczyli tam z Niemcami.

Z Marcinem szybko odnaleźliśmy wspólny język i balans pomiędzy sprawną, a jednocześnie satysfakcjonującą grą. Na skutek zasad specjalnych ostrzał powyżej 12 cali wiązał się z ujemnym modyfikatorem. Co więcej, wchodzące do walki jednostki mogły zamarznąć! Pojazdy i artyleria były unieruchomione, a żołnierzy ginęło w oddziałach dokładnie tyle, ile wynosiła różnica na kostkach pomiędzy bazowym morale a wynikiem na kostkach! Ogólnie jako Aliant musiałem nacierać, choć czas był tylko do 15. Za moimi plecami Piotr walczył pod Studziankami 🙂

Na skutek odmrożeń straciłem niewielu żołnierzy. Niestety adiutantowi nie udało się pomóc i przepadł tuż przed rozpoczęciem starcia. Bunkier znajdował się po mojej lewej. W środku zagościła drużyna Volkssturmu, uzbrojona po zęby w pancerfausty. Na dachu stała „rycząca krowa”, wyrzutnia rakiet. Dwóch snajperów okupowało dwa mniejsze schrony. Potężny Pak43 chronił całą prawą flankę wraz ze skrzyżowaniem.

fot. własna

Z południa wpuściłem wszystkie moje pojazdy. Cromwell natknął się na okopaną w ziemi Panterę, która szczęśliwie dla mnie przestrzeliła. Mój snajper zdjął odpowiednika rywala. „Rycząca krowa” nieco blokowała lewą flankę Maczkowców i zmusiła Halftracka do lekkiego wycofania, ale moździerz, choć niedoświadczony, skutecznie rozwiązał tę kwestię już za drugim podejściem. Z prawej strony 1 Dywizja Pancerna wypuściła symboliczne siły.

fot. własna

Drużyna piechoty nie weszła tu na czas z rezerw, co niestety wiązało się z utratą szansy na przejęcie tego skrzyżowania. PIAT nie zdążył tam dobiec, gdyż strzelec padł na kolana raniony pociskiem strzelca wyborowego. Vickers otrzymał trafienie z Paka, ale jakimś cudem osamotniony załogant, choć przysypany grubą warstwą śniegu i ziemi, przetrwał za osłoną.

fot. własna

Cromwell wraz z Panterą starli się w bojowym tańcu, jednakże pancerniakom obu stron totalnie nie szło. Gdy sprawdziłem czym jeszcze dysponuję i skonfrontowałem to z ilością pozostałego do wyjazdu czasu było pewne, że dwóch skrzyżowań nie zajmę. Marcin także był tego świadom, wobec czego zagrał śmielej, licząc na ostatnie wymiany ognia na tej przepięknej, zimowej makiecie, która z pewnością nie mogła się za mocno różnić od prawdziwego lasu Hurtgen.

fot. własna

Oddział z dwoma Panzerschreckami (!) zaatakował Bren Carriera, jednakże żaden z granatów nie wstrzelił się w cel. Karabiny uderzyły jednocześnie, a weterani przesadzili burty transportera i przyłożyli na dokładkę. Z Halftrack’a wysypali się kolejni żołnierze. Ci byli najbliżej skrzyżowania, ale wciąż o krok za daleko. Zdołali jednak wyeliminować zagrożenie na zachodniej flance. Snajper rzucił się do skrzyżowania na wschodzie, a w ślad za nim polski porucznik.

Niemcy wygrali to starcie, jednak z Marcinem byliśmy ciekawi, jak potoczyłyby się dalsze losy naszych żołnierzy:)

Tak oto wyglądała moja własna droga do Berlina. Nie pociągiem, nie samolotem i nie samochodem, a przy użyciu „wehikułu czasu” w postaci gry bitewnej Bolt Action. Widziałem, jak żołnierze idą po chwałę i sławę na kilku frontach. Obserwowałem momenty upadku, gdy wszystkie plany były obracane w perzynę. Doświadczyłem także spektakularnych rzutów, zwykłego farta w kostkach i nagłych pomysłów dających smak zwycięstwa. Byli tam Amerykanie, świetnie wyposażeni i przesuwający się do przodu bez wahania. Byli i Brytyjczycy, którzy dzięki przeszkolonym spadochroniarzom i komandosom zdobywali kolejne przyczółki na wrogim terenie. Byli i żołnierze z ZSRR, którzy atakowali ze wschodu. Ludowe Wojsko Polskie zdobywało Reichstag ramię w ramię z 1 Dywizją Pancerną gen. Maczka, osłaniającą natarcie od zachodniej strony. Francuzi, gdzie tylko mogli, podgryzali swoich oponentów, coraz dumniej podnosząc głowy.

Po drugiej stronie Niemcy. Większość formacji, jaka brała udział w II wojnie światowej. Zdeterminowani, rozgoryczeni zbliżającą się klęską, ale korzystający z każdej okazji, by Aliantom dać jak najmniej powodów do świętowania.

Właśnie o tym była ta impreza. Jak przy użyciu małych „ludzików” rozgrywać wielkie bitwy. Wiele ze starć kończyło się tak jak w rzeczywistości, ale niejedno z nich znalazło inny finał.

Moja 1 Dywizja Pancerna odnotowała trzy wygrane, remis i porażkę, ale sądzę, że w ciągu tych dwóch dni zwycięzcą był każdy, komu udało się dotrzeć i zagrać choćby jedną grę. Znaleźć czas i motywację, by się spotkać. Stanąć przy jednym stole i po prostu pogadać. Ludzie, których poznałem w ciągu tych dwóch dni wiedzieli, po co dotarli do Rumi. Przyjechali z różnych zakątków Polski. Przywieźli ze sobą najrozmaitsze modele, pomysły i strategie, ale jedno ich łączyło – chęć spokojnego spędzenia czasu pośród podobnych sobie pasjonatów, którzy interesują się historią II wojny światowej, a być może (choć niekoniecznie) są chwilowo lub permanentnie zmęczeni atmosferą twardej, turniejowej rywalizacji w innych grach. Byłem tam i chcę być znowu za rok! Może w ciągu najbliższych 365 dni gracze kolekcjonujący siły Osi, a nieobecni podczas imprezy w Rumi, wychyną ze swoich skrytek i stawią się tłumniej niż tym razem 😉

LWP zdobywa Reichstag. Fot. własna

Gdyby ktoś pytał, to tak, zdobyliśmy Reichstag! Piotr wjechał tam nawet czołgiem przy asyście piechoty. Dzielna sanitariuszka zginęła tuż przed wygraną LWP. Publikuję oryginalne zdjęcie T-34, które skruszyło schody i wbiło się przez główne wejście. Mnie udało się wywalczyć remis na lewej flance, a Michał pomimo porażki wykroił nam kawałek jednej z berlińskich dzielnic, gdzie polscy żołnierze z zachodu i wschodu mogliby dotrzeć po walce i wspólnie świętować…

1 Dywizja Pancerna osłania lewą flankę nacierającego LWP. Fot. M. Zwara / Facebook

Tymczasem w konkursie na najlepiej pomalowaną armię zwyciężyli komandosi Kuby. Było na co popatrzeć 🙂

fot. M. Zwara / Facebook

Podziękowania kieruję do:

Miftena, który zorganizował tę dużą imprezę i to z takim rozmachem! Niejeden gracz „40k” przychodził do nas i z lekką zazdrością patrzył na te piękne stoły. Gratuluję!

drużynowych Piotra i Michała za dobrą atmosferę. Myślę, że jako reprezentanci polskich sił nie przynieśliśmy wstydu, walcząc do końca tam gdzie się dało (czyli wszędzie) 🙂

sponsorów za hojne wsparcie. Półki uginały się od tych wszystkich dóbr, jakie czekały na uczestników „Drogi do Berlina” 🙂

graczy, a zwłaszcza rywali, dzięki którym mogłem solidnie podźwignąć się w znajomości zasad i poturlać kostkami w sympatycznym gronie

Stacji Kultura w Rumi za udostępnianie graczom tak fajnego miejsca do grania 🙂

drugiej linii, czyli każdego, kto przyłożył rękę do organizacji. Układanie blatów, rozkładanie makiet i przygotowanie scenariuszy – bez tych elementów moglibyśmy od razu pójść coś zjeść i wracać do domu 🙂

BattlemaniaTV przeprowadziła wywiad z Miftenem oraz Rilianem, w trakcie którego opowiadają m.in. o Stacji Kultura, formule walk o Berlin czy kulisach tworzenia imponującej makiety Reichstagu 🙂

Reklamy

2 thoughts on “Droga do Berlina wiedzie przez Rumię – relacja z imprezy Bolt Action (8-9 września 2018)

  1. Czwartą grę można „fabularnie” wytłumaczyć. Ot, po klęsce III Rzeszy niedawni sojusznicy biją się między sobą o to, kto przejmie więcej nazistowskich sekretów. Trochę karkołomne wytłumaczenie, ale jest 😉

    Z jednej strony szacunek za tak pięknie wyglądający event. Wszystko pomalowane, makiety dopieszczone, a Reichstag po prostu wbija w ziemię. Z drugiej strony jednak trochę to może ” świeżaków” przytłaczać – ot mi byłoby ciężko w rozsądnym czasie pomalować dość figurek do rozsądnego grania.

    No i genialny pomysł aby zrobić dwudniową imprezę, która nie jest turniejem. Naprawdę. Genialne. Już się zastanawiam jakby ten pomysł przenieść na inne systemy.

    Czapki z głów, gratulacje i moooże za rok sam przybędę bronić Rzeszy (ale z góry mówię że w tym „może” jest bardzo dużo „o” :P)

    • Jak Ci się uda przenieść ten pomysł na Infinity, to w razie okienka w kalendarzu zagram na takiej imprezie 😀

      Od strony modelarskiej w Rumi był wręcz zawrót głowy, zresztą widać to po wielu ujęciach stołów i armii 🙂

      Przyglądaj się Boltowi, czytaj i rozkminiaj! Jakby co, to możemy się ruszyć na jakiś mały format typu patrol 🙂 Jak zaczniesz malować teraz, to pewnie zdążysz na przyszły rok 😉 Pytanie, czy wtedy będzie gra o Reichstag czy też organizator postawi na inne rozwiązanie.

      Pzdr 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.