Alianci kontra Niemcy – starcie w Holandii (kwiecień 2018)

Cześć! Z przyjemnością prezentuję wam relację z gry w Bolt Action, która odbyła się w krakowskim klubie Strych 27 kwietnia 2018 roku. Po ostatniej potyczce, gdzie na stronę przypadało dwóch graczy, uznaliśmy, że powtórka z rozrywki zdecydowanie będzie wskazana. Jako że łącznie dysponujemy kilkoma armiami i zechcieliśmy przerzucić się na inny front, postawiliśmy tym razem na Europę Zachodnią, a ściślej Holandię. Zmiany zaszły także w obrębie drużyn: wraz z Mariuszem (Eltem) prowadziliśmy do walki Aliantów (1 Dywizja Pancerna generała Maczka oraz 82 Dywizja Powietrznodesantowa USA). Naprzeciw nas stanął Sevi z Piotrem, operujący siłami Wehrmachtu. Format to 2000 punktów na stronę, podzielony na 1000 punktów na gracza. Inaczej niż poprzednio przyjęliśmy także, iż każdy gracz wrzuca do worka własny zestaw kostek w unikatowym kolorze, tak by po ich wyciągnięciu rozkaz trafiał do oddziałów właściciela (poprzednio dotyczyło to wyłącznie jednej strony). Dla ułatwienia: moje kostki były niebieskie, Mariusza oliwkowe, Piotra brązowe, a Seviego czarne.

Holenderska kraina… miasteczko, które już za moment stanie się teatrem działań wojsk sprzymierzonych przeciwko Wehrmachtowi. Widok od strony południowo-wschodniej

Widok od strony południowo-zachodniej

Celem gry było zajęcie na koniec gry trzech kluczowych dla stron przepraw na kanale. Pod tym pojęciem rozumie się obecność własnej jednostki piechoty w bezpośrednim kontakcie z żetonem przy jednoczesnym braku jednostki rywala (czyli na wyłączność). Żeton niezajęty lub trzymany przez dwie strony rozpatruje się jako niepunktujący. To chyba tyle na ten moment, zapraszam zatem na odprawę, a następnie raport z komentarzem każdego z graczy.

Taka odprawa to ja rozumiem! Kawa, telefon, żyć nie umierać… 😉

ODPRAWA:

Ranger (1 Dywizja Pancerna gen. Maczka – PSZ na Zachodzie): to się będzie działo! Tym razem w zmienionym składzie ponownie zasiadamy do bitewnego stołu, delektując się pięknymi makietami i modelami (oczywiście wymalowanymi), gdzie wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Dograliśmy front zachodni, ale w sumie nieco z przypadku wypadło konkretnie na Holandię. Podczas układania makiet i dobierania ich na stół okazało się, że mamy młyn, duży kanał, pola, czerwony most. Wypisz wymaluj holenderski krajobraz 🙂 W zgodzie z tym zamysłem powstało pole bitwy.

Gramy z Mariuszem w jednej drużynie. Nie zdążyliśmy się dobrze poznać, ale obaj wiemy jedno – idziemy po zwycięstwo dla Aliantów! Z grubsza zgadzamy się co do ogólnych założeń planu – pierwsze tury gramy spokojnie, bez naporu. Dajemy się wyszaleć niemieckiej stronie, po czym atakujemy z zaskoczenia i wpuszczamy wypoczęte rezerwy (tak na serio to było trochę ciasno na stole i taktyka z opóźnionym wystawieniem wynikła z potrzeby chwili ;)). Naszymi rywalami są Sevi i Piotrek. Moi koledzy z czasów szkolnej ławy, gracze z wieloletnim doświadczeniem w bitewniakach. Nie będzie to łatwe starcie, ale poradzimy sobie!

Pojazdy 1 Dywizji Pancernej: Cromwell, Humber Scout Car oraz Bren Carrier, a także średni moździerz oraz Vickers MMG

Zagram fanowską, nieoficjalną listą 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka! Postaram się wykorzystać atuty, jakie ona zapewnia. Postawię na mobilnego Humbera i wybiorę Cromwella, by próbować zgarniać bonusy do trafienia. Nimi nie miałem jeszcze okazji zagrać 🙂 Oczywiście liczę na celny ostrzał artyleryjski, jakim uraczymy pewnych siebie Niemców. Asem z rękawa będzie maszyna, którą bardzo lubię, a mianowicie Bren Carrier!

Strona niemiecka z podziwem i zazdrością patrzy na zdobycze amerykańskiej techniki

Zgoła inne nastroje panują po stronie wojsk sprzymierzonych. Determinacja i radość naszą siłą!

Mariusz – 82 Dywizja Powietrznodesantowa USA: Rdzeń moich sił stanowi piechota, która ma zabezpieczać kluczowe miejsca i blokować przeciwnika przed nagłym ruchem. Bazookę i miotacz ognia postaram się ustawić tak, by przeciwnik nie mógł się zbytnio wychylić. Wsparcie zapewni snajper, moździerz i lekka artyleria. W rezerwie zatrzymam lekki transporter z kolejną drużyną, a jako postrach pancernych sił rywala wezmę jeepa z dwiema bazookami, tak żeby ewentualny Tygrys poczuł odrobinę atencji 😉 Z warsztatu wyprowadzę Shermana M4A3, który obłożony workami z piachem na styl normandzki powstrzyma niejedno trafienie. Przy wsparciu piechoty będzie atakował rywali.

82 Dywizja Powietrznodesantowa USA

Moim zamysłem jest trzymać Niemców na bezpieczny dystans i nie podchodzić zbyt mocno. Spodziewam się napotkać w nieprzyjacielskich szeregach jednostkę, która będzie budzić strach. Na tę okoliczność rozważę granaty dymne, by złapać chwilę na ogarnięcie pola bitwy.

Sevi (Wehrmacht): Wcześniej mówili im, że prawdziwa wojna to tylko na froncie wschodnim. Że na zachodzie jest spokojniej i są cywilizowani Amerykanie i Brytyjczycy, którzy za jakiś czas przejrzą na oczy i wspólnie z niezwyciężoną armią niemiecką ruszą by walczyć z bolszewikami.

Wszystko to okazało się kłamstwem.

Rany zadawane przez amerykańskie kule były takie same jak zadawane przez sowieckie. Ale że na swej drodze napotkają Wojsko Polskie – na to nie byli przygotowani zupełnie.

Naprzeciw wojsk alianckich staną regularne jednostki Werhmachtu o różnym poziomie wyszkolenia. Od weteranów, którzy sporo już przeszli, po nowo zwerbowanych rekrutów, o których jakości nic nie było wiadomo. Piechota otrzyma solidne wsparcie w postaci ciężkiej artylerii, Tygrysa i Mardera III. Cel, jaki został postawiony przed niemieckimi oficerami, to zatrzymanie marszu Aliantów na linii rzeki i obsadzenie kluczowych przepraw.

Piotr (Wehrmacht): Zwykle gram Sowietami, ale tym razem przypadło mi dowodzenie armią niemiecką. Dzięki temu nie musiałem taszczyć figurek z domu, bo te zapewniał Sevi (dzięki!). Poza tym mogłem przetestować zupełnie nowe rozwiązania! Transportery opancerzone, szybkostrzelne karabiny maszynowe i szturmowe oraz pojazdy na każdą możliwą okazję. Niemcy mają w czym wybierać!

Podporucznik Wasilewski udawał się właśnie na odprawę. Sztab tymczasowo ulokowano w piwnicy zabytkowej, holenderskiej kamienicy. Zgodnie z wytycznymi samochody oficerskie zaparkowane zostały w bezpiecznej odległości od sztabu, by nie sugerować Niemcom potencjalnych celów. Piękna pogoda oznaczała, że alianckie samoloty zapewnią ewentualne wsparcie z powietrza. Luftwaffe ostatnio przycichła, ale może to być zwiastun burzy. Podporucznik miał informację, iż ciężkie haubice, ulokowane obok miasteczka, pozostawały w pogotowiu na wypadek ataku Niemców. Oddelegowany oficer z armii brytyjskiej był w ciągłym kontakcie z Wasilewskim.

Prawa strona mieściny była względnie bezpieczna. Jej granice wytyczał kanał rzeki. Jeszcze poprzedniego dnia Wehrmacht został stąd wyparty przez połączone siły polsko-kanadyjskie. Kanadyjczyków zluzowano i w ich miejsce przybyć miała 82 Dywizja Powietrznodesantowa. 1 Dywizja Pancerna gen. Maczka patrolowała prawy brzeg, do wysokości kilku przepraw. Po tej stronie kanału wciąż znajdowały się  zachowane przed bombardowaniem holenderskie kamieniczki, do których prowadziła utwardzana droga. Tutaj skoszarowana była część sił polskiej dywizji, a także znajdował się tymczasowy sztab. Przy małym skrzyżowaniu stała kapliczka, jednakże bez figury na ołtarzyku. Pozostały tylko kwiaty zatknięte w butelce wody. Tylko Bóg wie, kto zabrał ją z tego miejsca. Czy to szabrownicy poszukujący zarobku, czy też może pobożni mieszkańcy w trosce o jej los?

Patrolujący Humber ujawnia porzuconego Kubelwagena oraz niemiecką broń przeciwpancerną. Na wałach wciąż pusto…

Miasteczko nosiło liczne, choć nie tak duże ślady walk. Pojedyncze leje po pociskach czy dziury odciśnięte na budynkach stanowiły jedynie część z nich. Pod bramą wyjazdową koło alianckiego sztabu zalegał amerykański jeep, który dzień wcześniej ledwo zdążył wyjechać na drogę, a już otrzymał trafienie z pancerfausta. Tuż obok kanału patrolujący teren Humber natknął się na porzucony Kubelwagen oraz niemiecką broń, którą Luftwaffe omyłkowo zrzuciło na prawy brzeg. To jeszcze nie było wszystko. Koło młyna stał uszkodzony ciągnik artyleryjski RSO, a tuż po drugiej stronie przeprawy dopalała się niemiecka Pantera, która w nocy padła łupem PIAT’a. Rywale wiedzieli, że podczas kolejnej potyczki pobojowisko tylko się powiększy.

Skrzyżowanie dawało początek dwóm drogom. Pierwsza, z prawej, prowadziła do stalowego, czerwonego mostu. Pozostawała pod obserwacją Aliantów, gdyż Niemcy z pewnością chcieliby nią przerzucić większe siły. Na tę chwilę rozgościła się tu cisza. Druga droga, z lewej, wiodła do młyna, a także sąsiadującej z nim przeprawy i mniejszego, murowanego mostku, który zapewniał połączenie z lewym brzegiem. Tą trasą dostarczano mieszkańcom zza kanału wypieki miejscowego piekarza, stąd młyn musiał być dobrze skomunikowany. Ostatnia kluczowa dla żołnierzy przeprawa służyła na codzień rolnikom, obsiewającym pola w zachodniej części miejscowości. Można było do niej dotrzeć wyłącznie wydeptanymi ścieżkami. Nieopodal znajdowały się dwa domki, aktualnie niezamieszkałe. Właściciele wyjechali stąd miesiąc wcześniej, chroniąc się u bliskich w okolicy.

Niemców wyparto za kanał, zatem panował tu chwilowy spokój, co jakiś czas zakłócany przez pojedyncze salwy czy niemieckie pokrzykiwania. Niemniej sytuacja była napięta i spodziewano się, że nieprzyjaciel będzie rychło kontratakował.

Ostatnie konsultacje sztabowe w obozie Aliantów 🙂

Do sztabu było niedaleko, więc kadra oficerska udawała się pieszo. Na zewnątrz, przed kamienicą, pozostał adiutant oficera, niejaki Musiał. Skrył się w cieniu budynku od strony podwórka, oparł plecami o drzwi, po czym sięgnął do kieszeni po pozłacaną papierośnicę kryjącą kilka sztuk Lucky Strike, podarowanych przez kompana z dywizji spadochronowej. Amerykański tytoń nie smakował wybitnie, ale wciąż był o wiele lepszy niż machorka, którą palili Rosjanie. Ogień delikatnie wystrzelił z zapalniczki, a Musiał przytknął do niego koniec papierosa, wciągając dym w płuca i delektując się chwilą. Zamyślony spacerował po niewielkim dziedzińcu i wspominał swoją rodzinę, pozostawioną daleko na Podkarpaciu. Ostatni list pochodził sprzed roku i był utrzymany w pogodnym tonie. Może udało im się zbiec przed okupacją do Francji? A może Wielkiej Brytanii? W głowie mnożyły się pytania bez odpowiedzi. Adiutant oglądał w zadumie zaparkowanego tu Humbera, który należał do 24 pułku Ułanów. Jego bok zdobiła nazwa własna „Jastrząb”. Papieros dopalał się równomiernie, w tle śpiewały ptaki.

Nagła eksplozja wyrwała z zadumy polskiego żołnierza, który odruchowo zaczął szukać schronienia. Pocisk artyleryjski trafił w górną kondygnację kamienicy, ale budynek się trzymał. Musiał otworzył na oścież prowadzące od podwórka drzwi, czym ułatwił wydostanie się z opresji znajdującym się wewnątrz oficerom. Po chwili rozbrzmiały pierwsze strzały zza kanału. Kontrnatarcie właśnie ruszyło.

1 drużyna polskiej piechoty oraz Humber bezzwłocznie ruszają na pozycje

Nie tracąc czasu, adiutant błyskawicznie odnalazł podporucznika, który zaczął wydawać kluczowe rozkazy, kryjąc się za wysoką ścianą. Ogłoszono alarm bojowy. Z koszar natychmiast wybiega pierwsza drużyna, która tymczasowo lokuje się na południowo-wschodnim skraju miasteczka, za kamienicą. Kierowca Humbera dopada maszyny i otrzymuje polecenie patrolowania rejonu kanału, informując przez radio o ruchach po stronie nieprzyjaciela.

Rejon koszar oraz tymczasowego sztabu polskiej dywizji. Amerykański moździerz przesyła Niemcom pozdrowienia, w tle snajper oraz jego pomocnik przy uszkodzonym jeepie. Po prawej od nich podporucznik Wasilewski z adiutantem Musiałem. Obserwator polskiego moździerza „przykleja się” do kamienicy

Strzelec wyborowy skrywa się przy wraku amerykańskiego jeepa. Obserwator dostrzega na poddaszu gniazdo karabinu maszynowego po niemieckiej stronie. Snajper przystępuje do dzieła i załoganci jeden po drugim padają bezwładnie na podłogę. Druga drużyna wraz z medykiem obsadza środek pola oraz osłania oficera artylerii, który rozpoczyna doprecyzowywać koordynaty dla baterii haubic, stacjonujących poza miejscowością. Ramię w ramię znajduje się załoga karabinu Vickers wraz z Cromwellem „Ola”. Średni moździerz udaje się na dalszą pozycję, bliżej Amerykanów, koło sztabu zostawiając jedynie swojego obserwatora. W odwodzie czeka na razie drużyna weteranów oraz Bren Carrier z 10 pułku Dragonów, dysponujący dwoma lekkimi karabinami maszynowymi.

Zachodnia flanka Aliantów, którą trzymają głównie siły amerykańskie

Alianci rozbiegają się wzdłuż miasteczka. 82 Dywizja Powietrznodesantowa ma swój pluton, który właśnie przybywa na miejsce i zajmuje pozycje przed walką, silnie obsadzając południowy zachód. W polu pszenicy kryje się haubica oraz drużyny snajpera i bazooki. Spadochroniarze przyczaili się między nimi gotowi do skoku naprzód. Moździerz stoi za płotami, bliżej kapliczki. Oficer Jankesów energicznie gestykuluje i kieruje na miejsca żołnierzy. Na pole bitwy zmierza ciężarówka wioząca kolejnych Amerykanów oraz jeep z dwiema bazookami.

Niemieckie natarcie na całej szerokości pola

Niemcy ruszają ławą, wystawiając na front wszystko co mają. Nie dbają przesadnie o swoje bezpieczeństwo. Za tę brawurę głową płacą dwaj żołnierze taszczący panzerschrecka. Amerykański snajper błyskawicznie ich likwiduje. Kryjówka za snopem siana nie była w tym wypadku najlepszym pomysłem.

Niemieccy żandarmi forpocztą Wehrmachtu

Niemcy także odnotowują pierwszy, drobny sukces. Przyczółek po stronie Aliantów zdobywa żandarmeria na motorze, która niewidoczna dla oczu rywala kryje się za młynem i osłania środkowe przeprawy. Niemiecki snajper wspina się pod górę drogi przed czerwonym mostem. Dysponuje karabinem K 98k z celownikiem ZF 41, co daje mu duże możliwości kontroli pola walki. Któryś z pobliskich Grenadierów dojrzał płomień wylotowy lufy polskiego strzelca wyborowego, zatem Niemiec zna już jego przybliżoną pozycję. Nie mija minuta, a snajper 1 Dywizji Pancernej woła medyka.

Kubełek już na letnich oponach

Ku małemu, murowanemu mostkowi żwawo rusza Kubelwagen. Załogant przy pomocy obrotowego karabinu maszynowego usiłuje osłabić polską piechotę okupującą płoty, jednakże nie trafia ani razu. Polscy czołgiści cierpliwie czekają na dogodny moment, po czym odpowiadają jakże skutecznym ogniem własnego karabinu, przeszywając niemiecki pojazd czterema kulami. Ten staje w płomieniach, a jego załoganci w geście rozpaczy skaczą do wody, próbując ratować życie.

Z Olą nie ma żartów 😉

Tygrys pojawia się na prawej flance Aliantów za kanałem.

Jest II wojna światowa, są Niemcy, jest i Tygrys

Niespodziewająca się niczego załoga amerykańskiego Shermana M4A3 z działem 76 mm, która dojeżdża właśnie na pole walki, może mówić o sporym szczęściu. Niemiecki pocisk rozmija się z czołgiem Aliantów o grubość włosa.

Sherman M4A3 76mm, obok drużyna spadochroniarzy

Tuż obok Shermana pojawia się druga amerykańska drużyna spadochroniarzy. Humber spostrzega za wodą oddział Grenadierów Ludowych i kieruje w ich stronę swój lekki karabin maszynowy. Dopóki nie przybędzie tu piechota, jest zmuszony samotnie osłaniać teren. Niemcy nie odnotowują dalszych strat i rozwijają swoje natarcie głównie na zachodzie i w centrum.

Niemiecka haubica 150 mm w natarciu

Wehrmacht wytacza kolejne argumenty. Haubica 150 mm obiera sobie za cel oddział spadochroniarzy, ulokowanych koło kamienicy (tam, gdzie stał polski snajper). Z kolei Marder celuje swoją lufą w kierunku Cromwella. Piotr odnotowuje trafienie i nawet zniszczenie czołgu, jednakże okazało się, że strzelał z dalekiego zasięgu i pocisk nie miał prawa wejść. Ola wraca na pole bitwy po 30 sekundach 😉 Polski moździerz kontruje haubicę, jednakże pierwszy pocisk delikatnie rozmija się z ich pozycją.

Nie tak prędko przez ten most!

Amerykański snajper okazuje się bezkonkurencyjny i jako jedyny przetrwał początek walk. Z pewnością dzięki wydatnej pomocy załogantów moździerza USA, którzy pewnym strzałem pozbyli się niemieckiego strzelca z pola walki. Wehrmacht rozpoczyna natarcie na kierunku centralnym, próbując umocnić zdobyty przyczółek za młynem. Grenadierzy niemieccy wypakowują się z Hanomaga, po czym przebiegają przez przeprawę na środku. Podporucznik Wasilewski reaguje natychmiast, posyłając drugą drużynę piechoty do zagajnika, skąd może razić ogniem Niemców na otwartej przestrzeni. Z dużej chmury mały deszcz – ledwie jeden Fryc nie zdążył zbiec za uszkodzony ciągnik artyleryjski.

W sukurs rusza motocykl niemieckich żandarmów, który wykazuje się nieprawdopodobną wręcz skutecznością i kładzie z miejsca aż trzech żołnierzy Maczka. Po chwili zza kanału Polaków dosięgają kolejne pociski. Polski żołnierz pada ciężko ranny. Było pewne, że bez wsparcia oddział nie utrzyma się dłużej niż do następnej tury. Nie było mnie krótką chwilę przy stole, a Mariusz krzyczy: stary, uratowałem Ci tyłek! Amerykański oficer nakazał moździerzowi skierować ogień bezpośredni na Niemców koło RSO. Piękny strzał położył kilku z nich, a ci przy życiu panicznie skryli się za unieruchomionym pojazdem. Gdyby nie wsparcie drużynowego, prawdopodobnie druga drużyna piechoty trafiłaby już do pudełka.

Do tej chwili sytuacja w obozie Aliantów jest stabilna – są blisko przeprawy na zachodzie, kierują dość skuteczny ogień na środkową i…zupełnie nie troszczą się o wschodnią (podobnie jak rywale). Niemcy stracili pierwsze kostki, ale śmiało atakują, choć pozostają o krok za połączonymi siłami polsko-amerykańskimi. Ich główne oddziały mają się dobrze poza jednym – tym na środku, przygwożdżonym ogniem.

Przyszedł jednak moment, który gwałtownie zachwiał sytuacją na polu bitwy. Rozpoczyna się kolejna tura i nasi rywale wylosowali swoje kostki. Pocisk z haubicy 150 mm Seviego trafia centralnie (na 5+) oddział spadochroniarzy koło amerykańskiego Shermana, kładąc na miejscu wszystkich żołnierzy.

Spadochroniarze nie wiedzą, że oddają właśnie ostatnie strzały w kierunku Wehrmachtu

Po tym spektakularnym wystrzale Piotr podrywa Hanomaga przewożącego siły niemieckie i wyładowuje z niego drużynę z miotaczem ognia, która co sił w płucach biegnie w kierunku zachodniego przyczółka, po czym atakuje kolejnych spadochroniarzy. Ponownie zginął cały oddział! Co za pech, co za pech… to wszystko nie trwało nawet dwie minuty! Niemiecki operator miotacza wraz z kompanem zostaje rozstrzelany przez spadochroniarzy z sąsiednich jednostek, jednakże to strona niemiecka ma teraz powody do radości. Jakby tego było mało, Cromwell otrzymuje potężne trafienie z Mardera, załoga ewakuuje się w trybie pilnym. W jednej chwili przewaga Aliantów stopniała niczym śnieg na wiosnę.

Niemieckie siły na północnym zachodzie ruszają do ataku na otwartą flankę

Na zachodnim skraju miasteczka powstała wyrwa, którą Niemcy chcą skutecznie „zagospodarować”. Dwa oddziały Grenadierów ruszają w tym kierunku, kując żelazo póki gorące. Jedna z drużyn jest z tyłu, więc musi nadkładać drogi. Druga, bliższa celu, jakby nie dowierzając szczęściu, przyczaiła się na skraju lasu, węsząc w tym wszystkim jakiś podstęp.

Polska piechota ledwo się trzyma, potrzebne wsparcie!

Z transportera wyskakuje piątka weteranów, która mknie przez mały, murowany mostek, by odciążyć przyciśniętych do ziemi Grenadierów w samym centrum miasteczka. Ich sytuacja kształtuje się podobnie jak polskich strzelców w lasku naprzeciwko – kolejna salwa może zmieść ich z powierzchni ziemi. Niemiecki oficer podnosi na duchu wymizerowanych kompanów, stojąc o krok od nich. Przy Polakach trwa tylko medyk, jednakże dotychczasowe obrażenia zadawane niemieckimi piłami do kości daleko przewyższają jego umiejętności. Może on tylko bezczynnie patrzeć, jak umierają mu na rękach żołnierze tak bardzo doświadczeni przez los.

Cała nadzieja w Carrierze oraz ostrzale artyleryjskiem, który jak na złość nie przychodzi z pomocą właśnie wtedy, kiedy jest ku temu potrzeba. Oficer przekazuje uaktualnione koordynaty do sztabu macierzystego pułku. Należało cofnąć punkt koncentracji ognia na wypadek, gdyby Niemcy przypuścili atak na zachodniej flance. Dzięki temu Alianci szachują rywali, którzy zastygli w leśnych ostępach bądź obok kanału. Ich gwałtowna szarża może wiązać się z trafieniem pod ostrzał alianckich haubic. Wciąż jednak to Niemcy są o krok od zdobycia tej przeprawy, której strzeże pod wodzą oficera z adiutantem jedynie lekka artyleria, bazooka, snajper oraz polski średni moździerz. Skoro na tę chwilę nie zadziałał ostrzał, to pozostaje Bren Carrier. Tylko on może próbować powstrzymać niemiecką ofensywę na zachodzie, jednakże wchodzi z rezerwy. Przede mną test. Rozpoczyna się desperacka obrona zachodniej części pola walki.

Jest odsiecz! Bren Carrier z 10 pułku Dragonów uderza w niemiecki bok! Komentarz drużynowego sprzed gry – „ej, a co oni tacy wyluzowani siedzą?”

Rzucam na morale – JEST! Rzut wchodzi na styk, Dragoni pojawiają się na lewej flance i nie tracąc czasu ruszają wzdłuż kanału, chroniąc się za wysokim wałem. Pierwsza seria z karabinów 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka zbiera krwawe żniwo – w oddziale leśnym ginie pierwszy Niemiec, a pozostali inkasują pina. Drużyna niemiecka z tyłu, na ten moment niestanowiąca dużego zagrożenia, zostaje pokarana przez amerykańskiego snajpera, który robi co może, by trzymać ich na dystans. Ten pin także jest cenny. Wstrzelony w ciężką haubicę polski moździerz trafia w cel! Dwóch załogantów pada ranionych odłamkami, jednakże pozostali ani myślą zmienić pozycję. Załodze Hanomaga serca podchodzą do gardeł – to pocisk z bazooki zahaczył właśnie o przedni pancerz, na razie nie czyniąc szkód. Niemcy znają powiedzenie nic dwa razy. Wydaje się adekwatne do sytuacji. Kierowca cofa pojazd w głąb lasu.

Mariusz podkręca temperaturę

Na zachodzie walka jest zażarta, ale i w centrum sytuacja zaognia się! Amerykanie posyłają do boju swój miotacz, jednakże motor wybiera ucieczkę.

Drużyna PIATa czeka na dogodny moment

W tym samym czasie drużyna PIATa dobiega do jednego z domków, szukając pozycji dla szybkiego ataku granatnikiem. Hanomag ze środkowej przeprawy rozprawia się z polską piechotą, niniejszym otwierając środek pola Niemcom! Załoga Shermana ma pietra, gdy kolejny raz spostrzega fontannę ziemi wystrzeliwującą obok maszyny po ataku Tygrysa. Obecność polskiego podporucznika wpływa mobilizująco na morale załogi, która natychmiast kieruje swój pojazd w kierunku środka miasteczka, by nie pozwolić przerzucić Niemcom większych sił za kanał. Dowódca stojący w wieży słyszy na koniec od Wasilewskiego:

Zablokujcie środek pola. Nie dopuśćcie do tego, by się przebili!

Sherman kieruje się z odsieczą w stronę młyna

Amerykański czołg nie zdołał uratować polskiej drużyny, ale jego przyjazd nie jest tym, czego Wehrmacht się spodziewał. Słychać rykoszetujące pociski, dźwięcznie odbijające się od pancerza Shermana, który dzielnie atakuje wrogą piechotę. PIAT wybiega z domku i wchodzi do akcji w miejsce rozbitej polskiej piechoty niedaleko młyna. Strzela. Słyszę Seviego: hehe, ciekawie kiedy zobaczę, jak PIAT w tej grze cokolwiek niszczy? No niestety, pocisk wymierzony w Hanomaga stojącego na środkowej przeprawie nie trafia. Koledzy poczuli się bardzo pewnie. Zbyt pewnie.

Grenadierzy sposobią się do ataku na polski duet

Piotr próbuje zaszarżować zdziesiątkowanymi Grenadierami. Ci w obecności porucznika zdają morale! Ostatnia czwórka wybiega zza RSO z zamiarem rozbicia drużyny PIAT’a. Chłopcy odrzucają granatnik i nakładają bagnety na broń, ustawieni defensywnie za płotem nie poddadzą się bez walki. Piotr liczy kostki, dokłada kolejną za pistolet maszynowy. Cała garść, kiepsko. Kostki zderzają się z blatem. Wypadają dwa trafienia, zero zranień! Teraz słyszę jego wypowiedź, tylko już w nieco innym tonie: pewnie teraz Ty wyturlasz jedno zranienie i rozbiłeś dwoma Polakami czterech żołnierzy Wehrmachtu! Zgadza się, tak się dzieje, jedna z dwóch kostek pokazuje „5”. Załoga PIATa w walce wręcz rozbija niemiecki oddział piechoty! Patrzę na Seviego i składam gratulacje – w końcu zobaczył jak PIAT niszczy 😛

Gdy tylko Grenadierzy na zachodzie ruszyli do natarcia, nareszcie doczekaliśmy się wsparcia artyleryjskiego! Pociski spadają dokładnie w wyznaczone miejsce. Niemcy zostają zalani deszczem odłamków na szerokim obszarze.

Niemcy uciekają przed odłamkami z brytyjskich haubic

Choć ostrzał nie zadaje im strat, to jednak łamie morale w pół jak zapałkę. Oddział leśny inkasuje trzy piny, podobnie jak weterani zmierzający przez mostek. Grenadierzy Ludowi, stojący z tyłu przy kanale i dotychczas nieaktywni, kasują za przysłowiowe darmo dwa żetony. Obrywa się także Hanomagowi, ale słabiej niż poprzednikom. Do tego ponownie atakuje ze skrzydła Carrier, kładąc dwóch Niemców i wbijając kolejne piny. Kontrnatarcie 1 Dywizji Pancernej uratowało zachodnią przeprawę. Grenadierzy zalegają przed Amerykanami, nie ruszą dalej. Marder wypala w kierunku Dragonów i obraca Carriera w metalowe wióry. Zaraz spadnie kolejny pocisk z moździerza na haubicę i położy w poprzek trzeciego załoganta z Wehrmachtu.

Polacy z prawej flanki spieszą do wałów, by osłonić się przed niemieckim ostrzałem. U góry Humber, który zabunkrował się za niemieckim samochodem

Podczas gdy amerykański Sherman atakuje Grenadierów Ludowych oraz niemieckich weteranów w centrum, Polacy gromadzą siły na prawej flance, gdyż to tutaj strony rzuciły teraz największe siły. Humber dostaje rozkaz odwrotu, jednakże odwleka jego wykonanie w obawie przed atakiem niemieckich pancerniaków. Kierowca widzi tylko, jak Tygrys obraca swoją wieże i bierze Jastrzębia na cel. Huk osiemdziesiątki ósemki obwieszcza stronom kolejny wystrzał tej niemieckiej bestii, jednakże polski pojazd zwiadowczy ratuje się spod katowskiego topora. Coś ten niemiecki kot miał tego dnia tępe pazury, na nasze szczęście. Rywale nie zwracają większej uwagi na fakt, że na polu bitwy pojawia się amerykańska ciężarówka, która stoi za kamienicą w pobliżu skrzyżowania. Na jej pace jedzie ostatnia drużyna amerykańskich spadochroniarzy. Ma ważną misję do spełnienia, a dowódcy Aliantów staną na głowie, by się udało. Przynajmniej w połowie.

Grenadierzy Ludowi kontra piechota generała Maczka. Jest naprawdę ostro

Gdy na wschodnią przeprawę wbiegają pierwsi Niemcy, nie pozostajemy im dłużni. Wraz z Mariuszem postanawiamy, że choćby nie wiem co, to nie oddamy rywalom czerwonego mostu. Pierwsza drużyna polskiej piechoty znalazła się w fatalnym położeniu – od północy za kanałem stoi Tygrys oraz Grenadierzy. Z mostu sypią się pociski. To Grenadierzy Ludowi zdobywają pierwsze doświadczenie w walce. Mimo to Polacy nie dają się złamać i wyprowadzają pierwszy cios. Nie jest on spektakularny, ale trafia w cel – jeden z Niemców pada w obronie przeprawy. Z tyłu krzyczy do nowicjuszy oficer Wehrmachtu. Obiecuje przepustki, czekoladę, w ostateczności grozi trybunałem. Jest skuteczny, Grenadierzy na razie się trzymają.

Z rezerwy, z flanki, wchodzą weterani, nasza przedostatnia deska ratunku. Podporucznik Wasilewski także chce być obecny między polskimi oddziałami, wraz z adiutantem biegiem puszczają się w kierunku wałów. W samą porę! Polskie zakapiory dostają się pod zmasowany ogień z północy – strzela do nich każdy uzbrojony żołnierz Wehrmachtu stojący na wałach, nie folguje też załoga Tygrysa, która właśnie w końcówce ma swoje pięć minut i pruje z karabinów aż łuski lecą. Trzy piny oraz obecność wrogiego czołgu oznaczają, że oswobodzenie przeprawy może być zadaniem trudnym, choć wciąż wykonalnym. Zwłaszcza, że obecność podporucznika jest tu nieoceniona. To dzięki niemu żołnierze Polskich Sił Zbrojnych są w stanie atakować, nawet jeśli sami są pod ciężkim ostrzałem.

Odbijcie ten most z niemieckich rąk, za wszelką cenę!

Rozkaz trafia do pierwszej drużyny. Morale zdaję na styk, Tygrys im niestraszny, zatem oddział przebija się w kierunku mostu i strzela. Pada ledwie jeden Fryc, come on! Amerykanie poprawiają im strzałami z bazook! Nie, to nie Tygrys stał się celem broni przeciwpancernej, choć stoi tak blisko. Sojusznicy wchodzący z rezerwy znają priorytety. Najważniejsze są przeprawy. Alianci muszą zrobić wszystko, by rozbić obronę mostu, a przy odrobinie szczęścia samemu go zająć.

Przetrzebieni Niemcy rozpaczliwie walczą o przetrwanie, resztkami sił trzymają się na nogach. Widząc załamującą się obronę do Grenadierów Ludowych dobiega sam oficer Wehrmachtu i wspiera podkomendnych walcząc w pierwszej linii. Nie no, świetnie! Teraz nie wystarczy pozbyć się tylko oddziału, ale i dowódcy niemieckiego plutonu!

Amerykanie obronili przeprawę na zachodzie. Niemcy byli blisko, ale ilość pinów mówi sama za siebie

Zachód miasteczka zostaje zabezpieczony przez Aliantów. Załoga bazooki obsadza przeprawę. Grenadierzy próbują ostatniej szarży, jednakże ich zapał do walki przekroczył już punkt krytyczny i ani drgną z ziemi. W podjęciu takiej decyzji pomaga im rozgrzana do czerwoności lufa Vickersa, która rychło zmienia kierunek i ostrzeliwuje niemiecką obsadę czerwonego mostu. Bezskutecznie.

Zdjęcie środka pola, jeszcze sprzed walki drużyny PIAT’a z Grenadierami. Za Hanomagiem pojawi się oddział. Z tyłu wrak Pantery

Na środku Sherman nie może poradzić sobie z piechotą, nie trafia ani jedną kostką! Mimo to Mariusz trzyma w szachu ten rejon i uniemożliwia Niemcom przedarcie się na prawy brzeg. Dotychczas nieaktywni Grenadierzy Ludowi wspierają wysiłek oficera i także kładą swoje łapska na przeprawie, jednakże nie przekraczają jej.

Rozkaz otrzymują moi weterani na wschodzie. Są przytłoczeni ciężarem odpowiedzialności, a niełatwo podjąć decyzję pod zmasowanym ostrzałem. Wtem przydarza się rzecz straszna – oblewam test, wyturlałem dwie szóstki, czyli fubar. Wynik z tabelki najgorszy z możliwych – załamani żołnierze gubią się na polu walki i atakują pobliską, sprzymierzoną jednostkę! W wyniku bratobójczego ognia ginie podporucznik Wasilewski z adiutantem Musiałem. KATASTROFA! Po naszej stronie nietęgie miny i niemal grobowa cisza, która ma w sobie coś z symbolicznego pożegnania modeli polskich dowódców. Ci odwalili dziś kawał dobrej roboty i muszą w tej chwili zejść ze stołu (będzie o tym w komentarzu do bitwy).

Zegar bezlitośnie odmierza czas i zbliża się godzina zamknięcia klubu. Przychodzi szybkie otrzeźwienie. Pozostają nam w worku trzy kostki, rywalom bodaj ostatnia. Dostrzegam coś, o czym nie chcę mówić na głos. Piotr zwęszył, że za kamienicą stoi gotowy do walki transporter wraz z grupą spadochroniarzy. Widzę, że Sevi także już wie, ale obaj gracze wpadają w lekką konsternację. Jak to możliwe, że tak długo fakt ten bagatelizowali? Czy ich zmotoryzowana żandarmeria uderzy jako pierwsza?

Załoga Humbera omija czerwony most i ubezpiecza amerykański przejazd

Szczęśliwie, moja niebieska kostka! Atakować załogę mostu? Mimo najlepszych chęci muszę porzucić ten plan! Gdy motor wyjedzie zza młyna i ostrzela amerykańską ciężarówkę, istnieje pewne ryzyko, że nie dojedzie ona w jednym kawałku i Niemcy utrzymają przeprawę, zdobywając za to punkty. Załoga Humbera spisuje się na medal. W ogólnym zamieszkaniu, będąc pod ciągłym ostrzałem i na widoku Tygrysa, odrywa się od Kubelwagena i kieruje na młyn, gdzie dopada niemieckich żandarmów, zastawiając im pole widzenia do ciężarówki swoim metalowym kadłubem. Motocykliści zostają zmuszeni do ucieczki, zatem transporter bezpiecznie podjedzie i wypakuje spadochroniarzy! Ci wchodzą do walki pełni wigoru. Ach, co za pechowy rzut za trafienie z karabinu z paki, znowu?! Nie udaje się już nikogo wyeliminować. Spadochroniarze biegiem dopadają przeprawy, wyrywając ją Niemcom z garści dosłownie w ostatniej chwili.

Podsumowując założenia scenariusza. Alianci zdobyli przeprawę na zachodzie miasteczka. Niemcy zdobyli przeprawę w centrum miasteczka. Przeprawę na wschodzie z racji obecności wojsk obu stron traktuje się jako neutralną, bez punktów.

Alianci zdobyli 6 niemieckich kostek. 3 kostki zdobyli żołnierze 1 Dywizji Pancernej na MMG (snajper), Kubelwagenie (Cromwell) oraz oddziale Grenadierów (załoga PIATa!!!). Spadochroniarze z 82 Dywizji Powietrznodesantowej zdobyli kolejne 3 kostki na: Panzerschreck’u (snajper), snajperze (średni moździerz) oraz na drużynie z miotaczem ognia.

Niemcy zdobyli 9 alianckich kostek i tutaj nie zapamiętałem precyzyjnie wszystkiego 😉 Na pewno na rzecz Piotra należy zaliczyć Cromwella oraz Brena (Marder), PIAT’a (Hanomag), oddział piechoty 1 Pancernej (Hanomag) oraz oddział amerykańskich spadochroniarzy (miotacz ognia). Sevi zdobył kostki na polskim snajperze (własny snajper) i oddziale spadochroniarzy amerykańskich (ciężka haubica). Nie pamiętam, który z rywali zapunktował za amerykański miotacz ognia. Ostatnia kostka za polskie dowództwo.

Gra kończy się wynikiem 12:9 na rzecz Niemców.

Komentarze po bitwie:

Ranger (1 Dywizja Pancerna gen. Maczka – PSZ na Zachodzie) – co za soczysta gra! Momentami jakby ktoś kręcił kołem fortuny. Aaa, nie, zaraz, to kostki! Starcie było naprawdę emocjonujące i doprawdy wyrównane. Sami widzicie, że było bogate w zwroty akcji i mogliście wraz z nami raz jeszcze przeprowadzać szalone rajdy, ujrzeć bezradnego Tygrysa, gonić zręcznych motocyklistów czy podziwiać trafienia artylerzystów obu stron, nawet bez wstrzeliwania się!

Nim przejdę do rzeczy, muszę to napisać – urzekł mnie holenderski stół, jakby żywcem wyjęty z pocztówek lub katalogów turystycznych. Naprawdę, w takich warunkach chce się grać i szanuję zaangażowanie ludzi z Krakowa, którzy tworzą takie super makiety 🙂

A co do gry – które momenty uważam za kluczowe i jak opisałbym tę bitwę? Początek z pewnością był nasz. Trzy kostki zdobyliśmy błyskawicznie – zapunktowali nasi snajperzy oraz amerykański moździerz, utrącając…niemieckiego strzelca wyborowego.

Przez większość czasu stronom spędzała z sen z powiek walka o zdominowanie zachodniej oraz środkowej przeprawy. O czerwony most walki rozgorzały na koniec, gdy sytuacja na pozostałych przeprawach kształtowała się remisowo. Przez nasze niedopatrzenie niemiecki motor uchwycił przyczółek w centrum, który rywale usiłowali powiększyć. Choć ostatecznie to oficer Wehrmachtu musiał wyręczać swoich żołnierzy i punktować w tym rejonie, to cenne okazało się dla strony niemieckiej trzymanie świeżych Grenadierów Ludowych z tyłu (którzy dostali się pod ogień artyleryjski, czego efektem były dwa piny). To oni podciągnięci na drewniany most wsparli swojego dowódcę, który mógłby zginąć choćby i z broni pokładowej Shermana. Paradoksalnie, na czerwonym moście gra ułożyła się bardzo podobnie (te same jednostki, ale w innej kolejności)! Walki w środku miasteczka były naprawdę zażarte. Obie strony nieustannie ściągały posiłki w miejsce zniszczonych lub zdziesiątkowanych oddziałów. Uważam, że zabrakło nam tutaj jako stronie alianckiej naprawdę niewiele. Jeden oddział lub pojazd więcej i Niemcy przestaliby podjadać chleb z holenderskiej mąki 😉

Kulminacja nadeszła, gdy dwa potężne ciosy wymierzone w Aliantów (a ściślej: w spadochroniarzy Mariusza) dosięgły celu. Utrata dwóch pełnych oddziałów w dwie minuty była dla nas swego rodzaju szokiem. Mieliśmy świadomość, że żołnierzy tych zabraknie w walkach o zachodnią i wschodnią przeprawę, a były to naprawdę pokaźne siły. Niebezpiecznie zrobiło się dla nas zwłaszcza na południowym zachodzie, gdzie wśród pól trzymaliśmy symboliczne siły pod wodzą amerykańskiego oficera. To właśnie tam Niemcy ruszyli, ale według mnie chłopaki nieco przespali ten moment i zagrali zbyt asekuracyjnie. Mieli doskonałą okazję całkowicie zdominować tę flankę, tymczasem oddział z tyłu ociągał się, a drugi stanął w lesie zamiast skracać dystans. Trzeba im jednak oddać, że musieliby biec po otwartym terenie, bez osłon, sporo ryzykując. Poza tym w mojej opinii chyba ta piątka weteranów przydałaby się bardziej rozbitym Grenadierom na tej lewej flance niż na murowanym mostku. Ostatecznie, po trafieniu z brytyjskich haubic, nie byli w stanie się pozbierać.

Rozpoczęliśmy ostrzał lewej flanki, by spowolnić pochód Wehrmachtu w nadziei, że brytyjskie haubice nie zostawią nas w potrzebie. Tutaj takim cichym bohaterem był stojący obok dopalającego się Cromwella Vickers MMG, który swoim tempem dokładał piny na zachodniej flance. Kąsał Niemców, wzmacniając siłę ognia pozostałej tu garstki żołnierzy. W ostatniej chwili wsparcie artyleryjskie przywróciło naszą dominację na zachodzie, a w przekonaniu tym utwierdził rywali Bren Carrier. Przed ewakuacją załogi oddał 16 strzałów i nabił dodatkowe piny nacierającym wojskom Wehrmachtu. Główny oddział z 6 pinami, już bez karabinu maszynowego (robota snajpera Mariusza), nie dotarł nawet do krawędzi mostu.

Walki na prawym skrzydle były bardzo ciężkie. Ciężar spoczął na barkach 1 Dywizji Pancernej. Załoga Humbera w obliczu Tygrysa spanikowała, co mogło oznaczać jej rychły koniec. Na szczęście stalowy kot chybił. Gdy na polu bitwy zameldowali się weterani, rywale skupili swój ogień głównie na nich, byle tylko ich zapinować. Ostatecznie Humberowi udało się wyrwać z miejsca i osłaniać amerykańską ciężarówkę. Piechota strzelała raczej niecelnie, ale odnotowała pojedyncze trafienia/zranienia. Rzucenie dwóch szóstek na takim etapie gry nie jest czymś przyjemnym, zwłaszcza kiedy musisz zdjąć ze stołu własnego oficera. Bolesne prawidła tej gry.

A co do kadry dowódczej. Spisali się należycie i zawsze byli obecni tam, gdzie działo się coś ważnego. Ten dodatkowy punkcik na morale często przeważał i decydował o zdaniu testu. Tak było w przypadku przejazdu Shermana w inne miejsce (zrzucenie pina), następnie ataku pierwszej drużyny piechoty przy czerwonym moście (morale na granicy) czy wyjazdu Humbera z miejsca zagrożenia (o ile zapamiętałem rzuciłem dokładnie tyle, ile wychodziło z bonusem podporucznika). To były ważne rzuty, a oficer był wtedy przy swoich żołnierzach.

Mariusz (82 Dywizja Powietrznodesantowa USA): problematyczne było wydostanie się z krawędzi. Mnogość jednostek powodowała tłok, przez co część z nich wchodziła z rezerwy. W konsekwencji tego stanu rzeczy mój obserwator był niefortunnie wystawiony, a to przykład pierwszy z brzegu. Może to na tyle „narzekania” 😉 Świetnie spisał się snajper, który strącił drużynę panzerschreck’a i stopował zapędy rywali. Udało mu się także zdjąć operatora lekkiego karabinu maszynowego z nacierającego oddziału na lewej flance. Załoganci Shermana wytrwali pojedynek z Tygrysem, choć po prawdzie to nie moi czołgiści do niego strzelali, tylko tamci do Shermana 😉 Z planu zasłony dymnej wyszły nici, gdyż zwyciężyła chęć ostrzeliwania innych jednostek. Jeep wjechał w ostatniej turze i jak na ironię atakował piechotę, a scenariusz uratował transporter ze spadochroniarzami na pokładzie, którzy rzutem na taśmę wbiegli na most. Dziękuję za wspaniałą grę mojemu sojusznikowi, którzy walczył bardzo dzielnie, a także oponentom za dążenie do zwycięstwa z uporem fanatyka.

Sevi (Wehrmacht): po początkowej fazie bitwy wydawało mi się, że będzie nam z Pietią dużo trudniej. Moje jednostki piechoty (same niewyszkolone) wydawały się łatwym łupem dla przeciwnika. Ostatecznie pokazały się z dobrej strony. Niestety nasze wojska pancerne, a przynajmniej Tygrys, zawiodły. Marder zniszczył Cromwella, ale załoga ciężkiego czołgu miała źle wyregulowane celowniki. Wsparcie artylerii było dla nas kluczowe – ostrzał z ciężkiej haubicy skutecznie wyłączył z walki kluczowy oddział wroga. Dzięki temu nasze oddziały piechoty mogły zająć się alianckimi żołnierzami. Niestety mocno we znaki dały się nam moździerze Aliantów oraz ich ostrzał artyleryjski, który choć nie poczynił wielu strat, to ostatecznie przyskrzynił nasze oddziały. Koniec końców udało się nam zająć jeden most i jeden most zablokować. Zminimalizowanie strat własnych pozwoliło nam zwyciężyć.

Odprawa w sztabie generalnym trwała już długo. Generał Rommel był zadowolony z postawy swoich dwóch oficerów, którzy dowodzili wojskami na ważnym odcinku usłanym mostami nad rzeką. Wydawało się, że uda się ustabilizować ten odcinek frontu. Zatrzymano pochód zdeterminowanych Polaków, którzy jeszcze niedawno święcili tryumfy pod Maczugą. Tak, to był dobry dzień dla niemieckiej armii na froncie zachodnim. Jeden z ostatnich dobrych dni.

Piotr (Wehrmacht): początek bitwy nie napawał optymistycznie – wrodzy snajperzy zabili kilku kluczowych żołnierzy, zaś główne oddziały przeciwnika sprawie kryły się przed naszym ogniem. Do czasu, aż jedną drużynę Jankesów spalił mój miotacz ognia, a druga oberwała z ciężkiej haubicy Seviego. Ten moment zaważył o zwycięstwie, choć Alianci zaciekle atakowali do samego końca. Dodatkowo, wybór Mardera okazał się strzałem w dziesiątkę – ciężkie działo przeciwpancerne wyeliminowało dwa wrogie pojazdy, a brak pancerza? Cóż, pancerz jest zdecydowanie przereklamowany.

Po grze okazało się, że tak skonfigurowany Bren Carrier (ze slotu transportowego) nie mógł strzelać z dwóch LMG bez przewożonych ludków (tych nie było). Niezamierzony błąd. Biję się w pierś i nadrabiam braki w wiedzy. Mam już nawet własny podręcznik z zasadami 😀

Podziękowania dla wszystkich uczestników tej inicjatywy: Seviego, Piotra, Mariusza (za granie w jednej drużynie oraz za wskazówki w toku gry), a także dla klubu Strych za udostępnianie nam, graczom, miejsca do realizowania swojego hobby 🙂

Mam nadzieję, że już wkrótce ponownie spotkamy się przy bitewnym stole 🙂

PS: po opublikowaniu tego raportu pojawiło się powiadomienie, że to dwusetny wpis na blogu! 🙂

Reklamy

16 thoughts on “Alianci kontra Niemcy – starcie w Holandii (kwiecień 2018)

    • Super, że przypadło do gustu 🙂 Tak, to właśnie nasze kostki. Tym razem traktowały graczy względnie sprawiedliwie, choć pod koniec gry mój drużynowy chciał mi zabrać mój niebieski komplet 😀

  1. Przejrzałem raport, a potem przeczytam szczegółowo. Podobają mi się zdjęcia – szkoda, że nie miałem czasu podziwiać na żywo starcia oraz jak sobie radzi „Ola”.

    • A dziękuję 🙂 To skoro już myślisz o armii, to w promocji da się znaleźć starter z jakimś czołgiem za 300 pln (czasem nawet mniej). Da się też znaleźć ludziki od innych producentów w tej skali. Jakbyś miał pytania, to dawaj znać! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s