Relacja z turnieju w Gdańsku – 25.03.2018

Cześć wszystkim 🙂 Dziś na łamach bloga krótka relacja z lokalnego turnieju w Gdańsku. Pod pewnymi względami wyróżniał się on na tle innych. Po pierwsze – rozegraliśmy scenariusze własne (Kędzior przeniósł na bitewny stół śmigus-dyngus :D), a po drugie – był to dla mnie pierwszy od roku trójmiejski turniej lokalny, w którym wziąłem udział. Tempo, w jakim czas upływa jest zwyczajnie szalone 😉 Format 200 punktów, dwie listy armii i gotowa do boju USAriadna 🙂

Grunts na pozycjach

Na początku los postawił na drodze Amerykanów ogólną listę Ariadny i człeka kryjącego się pod pseudonimem Wicher. A tak się sympatycznie złożyło, że zacząłem partyjkę. Na stole leżało 10 rozrzuconych jajek, które skrywały tajemniczą zawartość. Jaką? Okazywało się, gdy żołnierz zdał test na WIP. Bojowe kalosze, zbroje płytowe, okulary przeciwsłoneczne… słowem wszystko to, co zawiera w sobie tabelka z Booty 1, a przy krytycznym zdaniu testu Booty 2 🙂 Wyturlanie 20 oznaczało, że żołnierz doznał chwilowego paraliżu i do końca tury postoi przy znalezisku.

Okej, pierwszy do roboty przystąpił Foxtrot obserwator. Na środku wylosował jakże ważną broń, a więc E/M CCW! Kolejne podejścia były mocno ograniczone przez leżące znaczniki (miny), a to za sprawą dwóch Chasseur’ów. Wicher w swojej pierwszej turze zgarnął motocyklistą bodaj 2 jajka (wylosował wyrzutnię ADHL i coś jeszcze, niespecjalnie istotnego), a następnie ruszył w kierunku mojego Desperado i drugiego Foxtrota. Wymiana argumentów wyszła na korzyść Ariadny, gdyż utraciłem obie jednostki, a zuchwałego śmiałka z siodła wytrącił szokowy pocisk Grunta snajpera.

Na lewej flance temperatura skoczyła w górę, gdy Specnaz HMG otworzył ogień do Marudera z wyrzutnią rakiet. Mój żołnierz przetrwał aż dwie serie! Przy okazji żeton kamuflażu stojący przy wiacie przystankowej nie chciał się pokazać, a blokował on kolejne znaleziska do przejrzenia. Wobec tego przy strefie rozstawienia po tej samej stronie wpuściłem agresywnie Van Zanta, który był wystawiony na darmowe ARO. Uxia (po początkowym, niezdanym teście na infiltrację) skwapliwie skorzystała z okazji i nawet go zraniła, ale na dogged zrobił dobrą robotę. Najpierw się jej odpłacił, by następnie ruszyć do znacznika jajka (zdał test), a potem w kierunku żetonu kamuflażu. Proszę bardzo – Foxtrot z dubeltówką! Maruder popchnął 4 ogniste pestki w dwóch rozkazach, a Wicher położył dwie miny 🙂 Pierwsza zdążyła się spalić (razem z infiltratorem), a drugą zawadiacki spadochroniarz przyjął na klatę, gdy biegł do kolejnego znacznika. To co znalazł nie miało znaczenia, gdyż nie doczekał pomocy medycznej. Na pewno w którymś z jajek był zdeponowany… lekki granatnik 😉

Daleko na prawej flance do znacznika był przyklejony mój kowboj, ale dwukrotnie się nie popisał i zakończył grę z pustymi rękoma. Nieopodal Chasseur rywala intensywnie próbował znaleźć coś ciekawego, ale plany popsuło mu 20 na kostce. Pod koniec gry musiałem się zdecydować, czy próbuję zgarnąć ostatni znacznik z lewej Maruderem, czy ruszam do środka linkiem. Wariant drugi wziął górę. Grunt HMG skosił pierwszego, a następnie drugiego Specnaza, ale frontalna szarża kosztowała mnie Grunta snajpera, który otrzymał trafienie na czysto. Moja grupa uderzeniowa zajęła środek stołu. Obserwator z linku zgarnął czwarte jajko i tym razem dobrze polosowało – dodatkowe 4 punkty pancerza! Rywal został z garstką rozkazów i na początku wystawił się na atak linku Chasseurem. Ten wprawdzie zginął, ale zdobył jajko. Wichrowi pozostał na koniec wariant „yolo”, czyli liniowy Kazak skacze wprost na ostatni żeton i liczy na to, że przestrzelę 4 kostki w ARO. Co ciekawe, wypadły tylko dwa trafienia, ale jedno z nich okazało się rozstrzygające. Finito, wygrałem 7-4 🙂

Desperado oraz dzika parka

Gra numer dwa to Miłosz i nowi Japończycy. Scenariusz polegający na „malowaniu” ścian i dachu środkowego budynku. Tutaj w zasadzie nie ma o czym pisać, bo moje kostki uparły się, że podważą prawdopodobieństwo i tak też się stało. 17 na trafienie, 2 na pancerz – mniej więcej 😉 1-9.

Gotowi do walki

Ostatnia gra przypadła mi z Jezusem, który zamiast Corregidoru przytachał ogólną listę Nomadów 🙂 Partia była naprawdę interesująca i na pełnym luzie. W skrócie – chodziło o wbicie jak największej ilości znaczników zranienia jak największą ilością jednostek (za to są duże punkty). Każdy żołnierz po pierwszym, celnym trafieniu dalej nie punktuje – do „roboty” powinien iść kto inny.

Rywal wziął inicjatywę i w pierwszej turze przestawiał głównie Morlocka z Krakotem, którzy byli wystawieni dość agresywnie na moje ARO. Spektr snajper dwukrotnie odbił się od mojego obserwatora z linku, który postanowił finalnie schować się za fragmentem budynku. Na dachu wysokiej budowli (po prawej) Zero podrzucił minę naprzeciw mojego żetonu nie wiedząc, że to starannie przygotowana zasadzka Hardcase’a. Van Zant po chwili wskoczył na tę samą flankę i objął opieką dwóch harcowników rywala 😉 Po akcji wycofałem go za budynek z rozkazem przejścia w tryb ognia zaporowego.

Wtedy przyjechał Lunokhod i najpierw odstrzelił z daleka Desperadosa, by w ostatnim rozkazie uporać się z Van Zantem. Nie minęła chwila, a nomadzki REM stał w płomieniach, gdyż z kolei Maruder z wyrzutnią rakiet przeszedł do ofensywy, turlając krytycznie i jeszcze raz zwyczajnie. Mój Grunt snajper postanowił uporać się z nomadzkim odpowiednikiem, jednakże dobre chęci to nie wszystko. Dostał trafienie krytyczne w ARO na 12 i zakończyła się jego epopeja.

W międzyczasie na mojej lewej flance pojawił się Tomcat, który upolował króliczka („maskotka” dająca armii +1 WIP, były za niego punkty w każdym scenariuszu), ale zabrakło mu werwy na siłowanie się z linkiem stojącym kawałek dalej.

Moran chwilę przed zapunktowaniem

Jezus zabarykadował swoje jednostki, do tego już bez spadochroniarza miałem zawężone możliwości działania. Foxtrot zszedł na lewą flankę i śmiałym atakiem wyeliminował Tomcata. Zdjął go jednak leżący na schodach Masaj.

Końcówka gry to rajd mojego kolejnego Foxtrota, polegający na… „oblewaniu wodą” nieprzytomnych jednostek rywala (tak, za to też były punkty, śmigus-dyngus :D). Jemu udało się to raz. Amerykański zwiadowca przeczołgał się za balkonem, po czym wyskoczył za wysokim budynkiem z prawej i oblał Morlocka, a następnie dopalającego się Lunokhoda. Podczas ucieczki nie zdołał jednak wymknąć się z celownika Spektra, który zdjął go celnym strzałem. Grunt z HMG próbował wziąć sprawy w swoje ręce, ale rywal ponownie wyturlał krytyka na jednej kostce i nie było czego zbierać. Serio? 😉 W zasadzie tu można postawić kropkę. 4-7 dla Nomadów za większą skuteczność w ilości i za królika.

Dzięki za organizację turnieju oraz za emocjonujące gry. Widzimy się w nowym Shocklandzie. Sklep przenosi się do większego lokalu (w obrębie tego samego rejonu), zatem zmieści się tam jeszcze więcej graczy Infinity. 25 marca stawiło się aż 15 osób i to aktualny limit. Teraz poprzeczka idzie w górę. Czy Armia Pomorze jest gotowa na kolejne rekordy frekwencji? 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.