ZSRR kontra Niemcy – kierunek Pomorze (luty 2018)

Witam serdecznie! 🙂 Na tapecie dalej Bolt Action, a skoro kostki się kręcą, to i powstają raporty 🙂 Dzisiaj będziecie mogli zapoznać się z przebiegiem planowanej od dłuższego czasu większej bitwy na 2000 punktów pomiędzy ZSRR a Niemcami, rozegranej w krakowskim klubie Strych 23 lutego tego roku. Gdy zaczęliśmy się we trójkę zastanawiać nad tym, jak można połączyć nasze armie, by stworzyć coś historycznego, wynik był jeden – front wschodni. Skreślałem kolejne dni w kalendarzu, aż nastał dzień wyjazdu do Krakowa 😀 Sevi zaprosił do gry Mariusza, ale zmuszony był, przynajmniej na początku walki, samotnie prowadzić Niemców do natarcia, gdyż drużynowego zatrzymała praca i stawił się nieco później. Jaki był przebieg i ostateczny wynik „niekończącej się” wojny w Bolt Action? Tego dowiecie się z relacji!

Widok od strony Rosjan

Widok od strony Niemców

Celem pierwszorzędnym starcia było zajęcie, a następnie utrzymanie 4 znaczników, odzwierciedlających kluczowe stanowiska z punktu widzenia dowódców. Każda ze stron rozmieściła po dwa w okolicy środka stołu. Znacznik był traktowany jako przejęty w sytuacji, gdy na koniec bitwy w promieniu 3 cali znajdowała się tam jakakolwiek jednostka jednej z armii przy jednoczesnym braku jednostki rywala. W innym razie znacznik był traktowany jako neutralny, a więc niepunktujący. Za każdy z nich można było zgarnąć 3 punkty. Celem drugorzędnym było natomiast… kolekcjonowanie kostek rywala 😉 Za każdy zdobyty kawałek plastiku strona inkasowała 1 punkt. Ważna uwaga – opis flanek zachód/wschód tudzież lewa/prawa jest z punktu widzenia ZSRR, chyba że zaznaczono inaczej!

Znaczniki z lewej…

…oraz z prawej

ODPRAWA

Ranger (ZSRR): wyprawę do Krakowa zaplanowałem z większym wyprzedzeniem. Granie przypaść miało na dzień, kiedy krakowskie środowisko Bolta spotka się na Strychu. Zakupiłem bilety na kolej żelazną, przygotowałem też listę armii (po ustaleniach z Piotrem co do tego, jak rozłożą się nasze siły), wszystko gotowe do drogi! Do Małopolski przybyłem w dniu potyczki (w piątek), bagatela, ze 100-minutowym opóźnieniem. Na wysokości Tczewa mój pociąg długo oczekiwał na inny, skomunikowany z nim kurs, gdyż za Laskowicami Pomorskimi zerwała się trakcja i tamci stanęli. „Znakomite” wieści. Dobrze, że miałem kilkugodzinną rezerwę, bo zima i PKP to niestety nie jest tandem marzeń 😉 Specjalnego planu na bitwę nie było. Zakładaliśmy, że spotkamy Tygrysa, pewnie weteranów z SS, reszta była niewiadomą. Do rozpiski celowo wsadziłem ISU-152, chcąc posiadać jakiś mocniejszy argument przeciwko stronie niemieckiej. Byle „zapinować” legendarny czołg, a potem jakoś będzie. Ogólnie postawiłem na piechotę, by w tym aspekcie uzyskać przewagę ilościową. Jedynym niedoświadczonym oddziałem był ten darmowy 🙂 Snajpera zabrał Piotr, ja z kolei wystawiłem średni moździerz z obserwatorem i MMG, by móc rozpocząć ostrzał z większej odległości. Każdy z nas miał swoje 1000 punktów, zatem obok siebie grały dwa przemieszane ze sobą plutony (oficerowie oddziaływali na oba plutony). Kostki niebieskie są moje, brązowe kompana z drużyny (kolor ściśle przypisany do gracza podczas losowania) 🙂 Grałem modelami pożyczonymi od Seviego. Tym razem 1 Pancerna gen. Maczka pozostała w domu 🙂

Pietia (ZSRR): moja „taktyka”, wywiedziona z czasów gry Bretonnią w Warhammerze, nieszczególnie zmieniła się przez ostatnie lata. Założenie było proste: zadeptać przeciwnika frontalną szarżą. Masy piechoty, uzbrojone w dużą ilość broni automatycznej, miały błyskawicznie przedrzeć się na pozycje w centralnej części stołu, zająć cele i przygwoździć wroga huraganowym ogniem. Awans, ordery i pochwała od marszałka Rokossowskiego były w zasięgu ręki!

Sevi (Niemcy): wiosna 1945 roku była okresem trudnym dla wszystkich mieszkańców Pommern. Większość z nich już nigdy nie wróciła do swoich domów. Gdy fale uciekinierów zniknęły za horyzontem, na pomorskiej ziemi pozostali tylko oni – ostatni obrońcy przed zalewem bolszewizmu. W skład naszej wydzielonej Grupy III Korpusu Pancernego SS weszły oddziały o bardzo dużej różnorodności: walczący z poświęceniem Flamandowie i Walończycy z 27 i 28 dywizji ochotniczych SS, spieszeni marynarze Kriegsmarine z okrętów zatopionych w porcie Stettin, Volksgrenadierzy z 280 Dywizji oraz młodzi chłopcy i starsi panowie z Volksturmu z Deutsch Krone, dowiezieni jednym z ostatnich pociągów. Jako wsparcie mieliśmy ostatni sprawny czołg z Schwere Panzer-Abteilung 503, do tego Puma oraz przerobiony w stoczni ciągnik artyleryjski. Później do grupy przyłączył się motocykl Feldgendarmerie. Nasze oddziały charakteryzowały się zróżnicowanym doświadczeniem, ale determinacja była u wszystkich jednakowo wysoka. Chłopcy z 280 Dywizji pochodzili w większości z Pommern, paru pochodziło z Deutsch Krone i w oddziale Volksturmu odnaleźli swoich młodszych braci lub dziadków. Oni walczyli za swoją ziemię, za ojcowiznę.

Do starcia przystępujemy mając bardzo zróżnicowane oddziały – od niedoświadczonych po weteranów. Część oddziałów ma zasadę Green, a część Mixed Quality. Może postąpiłem trochę ryzykownie tak składając rozpiskę, ale postawiłem na klimat. Jako główny straszak wystąpi Tygrys II. Co prawda jadący „na oparach”, ale szachujący przeciwnika zasadą Tiger Fear. Poza morale własnych oddziałów obawiam się, iż horda Sowietów dosłownie nas zaleje.

Mariusz (Niemcy)ludność niemiecka wykazała się nie lada odwagą, próbując bronić swoich domów przed sowiecką masą. Można było się spodziewać, że Rosjanie będą chcieli zająć nasze pozycje szturmem. Z myślą o uniemożliwieniu frontalnego ataku Rosjanom w armii posiadaliśmy karabin maszynowy, który ulokowaliśmy na parterze budynku. Na piętrze ustawiono snajpera, który czekał, aż wyłoni się jakiś „poważniejszy” komunista. W lasach na naszym prawym skrzydle przebywała elitarna jednostka piechoty SS, która miała zabezpieczać ten rejon. Na środku znajdowało się „serce” obrony, czyli Tygrys Królewski, Puma oraz Wanze z panzerschreckiem (wspomniany przez Seviego ciągnik artyleryjski – przyp. red.). Brak wystarczających środków wymusił decyzję, by na lewą flankę posłać obywateli Rzeszy, którzy zostali wcieleni w ostatniej chwili. Poza tym do armii włączono także marynarzy ze zniszczonych jednostek – skoro nie mogą pływać, to niech chociaż pobiegają. O ten odcinek zadbać miał doświadczony oficjel partyjny. W zanadrzu czaiła się potężna broń – Nebelwerfer.

Lejtnant Rybakow kończył właśnie odprawę w sztabie. Wydawałoby się, że rychły koniec wojny jest formalnością, jednakże Niemcy wcale nie mieli zamiaru składać broni. Oficerom udzieliła się nerwowa atmosfera. I Front Białoruski nadciągał już w rejon Pomorza, jednakże wróg śledził z uwagą sowieckie natarcie i należało być gotowym na wszystko. Co rusz Rosjanie notowali straty na różnych odcinkach frontu. Czujność przede wszystkim!

Obserwator rosyjskiego średniego moździerza lustruje okolicę

Zasłyszane wieści nie napawały go optymizmem. Na drodze jego podkomendnych stały liczne siły niemieckie. Ich trzon stanowiły zahartowane w boju oddziały SS, wspierane przez pospiesznie zebrany Volkssturm, drużynę Volksgrenadierów oraz Kriegsmarine. Wyglądało na to, że weterani po wymknięciu się z kotła połączyli się z niedoświadczoną częścią armii i chcą ruszyć z kontrofensywą. Zwiadowcy wspominali także o czołgu, motocyklu, artylerii czy wozie pancernym. Bardzo prawdopodobne, że to nie wszystko co przygotowali Niemcy. Przed Rybakowem była najtrudniejsza bitwa tej wojny. Wiedział, że walczy z bardzo zdeterminowanym przeciwnikiem, na jego terenie.

Pluton Piotra

Wojska Rybakowa składały się w przeważającej mierze z regularnej piechoty oraz oddziału weteranów. U ich boku walczyły dopiero co przysłane na front trzy drużyny rekrutów. Porucznik mógł liczyć na wsparcie m.in. dwóch moździerzy, MMG, snajpera, dwóch rusznic przeciwpancernych czy w końcu czegoś twardszego – wozu BA-64, ciężkiego czołgu IS-2 oraz samobieżnego działa ISU-152, które zostało przesunięte z LWP na potrzeby operacyjne.

Wsparcie od LWP (zdjęcie sprzed rozstawienia)

Oddziały naprzemiennie pojawiały się na polu bitwy i oddawanymi salwami zaznaczały swoją obecność. Kule przecięły powietrze. Weterani na wschodzie skosili pierwszego żołnierza Volkssturmu. Można powiedzieć, że na tym etapie nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Bez znaczących strat Niemcy i Rosjanie zajęli pozycje naprzeciw siebie.

Pierwszą ofiarą walki był członek Volkssturmu z lewej strony. Zdjęcie ukazuje rozkład sił niemieckich na prawej flance Rosjan

Wtem któryś z podoficerów ryknął co sił w płucach: Tygrys! Może nie zrobiło to większego wrażenia na doświadczonych w boju jednostkach, jednakże dopiero co wypuszczeni ze szkolenia kadeci zamarli na widok maszyny. Tym bardziej, że po drugiej stronie drogi stał dostojny Tygrys Królewski!

Siły niemieckie na centralnym odcinku. Po leżących pinach widać, które oddziały zdążyły już nawiązać pierwszy kontakt z rywalem

Dla wielu krasnoarmiejców była to pierwsza i zarazem ostatnia okazja napotkania tego czołgu, gdyż ze względu na intensywne bombardowanie fabryk przez aliantów oraz szczególnie dotkliwe braki materiałowe coraz trudniej było napotkać te maszyny sprawne i gotowe do walki. Sowieci nie wiedzieli, że załoga maszyny borykała się z problemem kończącego się paliwa, a pojazd mógł utknąć w losowym momencie.

Bobik i jego większy kolega

Niemiecki drapieżnik wystrzelił ze swojego działa w „Bobika”, co… było zaskoczeniem dla strony rosyjskiej. Opancerzony samochód z trudem uniknął pocisku, jednakże eksplozja oszołomiła załogantów. W odpowiedzi błyskawicznie ruszył IS-2. Solidna armata 122 mm okazała się tym razem niewystarczająca, a pocisk zrykoszetował od pochylonej przedniej płyty kadłuba Tygrysa. Do samego końca tury wyczekiwało nieprzewidywalne, rosyjskie działo samobieżne ISU-152, którego ładowniczy uwijali się w ukropie. Wystrzał z haubicy odbił się potężnym echem w okolicy. Tygrys trafiony! Niestety, stal ponownie zamortyzowała uderzenie, jednakże siedzący w środku pojazdu Niemcy odczuli na własnej skórze ciężar gatunkowy pocisku, co poskutkowało ich chwilowym zamroczeniem.

U nas ludu mnogo – lewa flanka rosyjska

Stłoczeni na lewej flance Sowieci błyskawicznie doskoczyli do domku i muru, chcąc schować się za jakąkolwiek osłoną. Z prawej ruszyli w kierunku pól uprawnych niedoświadczeni żołnierze, jednakże na widok legendarnego niemieckiego czołgu zalegli na ziemi i przez długi czas nie mogli opanować strachu. Kompletnie dezorganizowało to walkę w tym rejonie, gdyż sąsiadująca z nimi piechota nie mogła przystąpić do ataku sama.

Młodszy lejtnant próbuje zmobilizować upadłych na duchu kadetów. Moździerz śle kolejne niespodzianki w kierunku niemieckich linii

Wtem dało się usłyszeć charakterystyczny gwizd. Nebelwerfer rozpoczął kanonadę. Pociski wybuchały pomiędzy Rosjanami na zachodzie, którzy panicznie rozbiegali się na wszystkie strony. Jeden z nich sięgnął pepeszników Rybakowa, zabijając na miejscu niemal cały oddział. Sierżant, który jako jedyny ustał bombardowanie, załamał się psychicznie i w te pędy pognał w kierunku linii zaopatrzenia, niepomny obecności enkawudzistów na zapleczu frontu. Nikt nie wie, jaki był jego dalszy los.

Waffen SS skrada się przez las. Na zdjęciu widoczny także Tygrys, Borgward, motocykl, Puma i Nebelwerfer (co ciekawe, z doświadczoną załogą)

Gwardziści ze środka pola skupili ogień na oddziale Waffen SS stojącym na wprost od nich. Niemieccy weterani uchylali głowy, jednak znaleźli się w potrzasku. Wtedy to ich dowódca włączył do walki kolejne formacje, próbując odciążyć ten odcinek. Kryjąc się za niewielkim zagajnikiem na zachodzie na rozpoznanie ruszyła druga weterańska drużyna SS, która napotkała tu rosyjską piechotę. Niemcy zaczęli zajmować pozycje w centrum, by znaleźć się jak najbliżej znaczników dających punkty, jednakże ich przeciwnicy opóźniali ten marsz intensywnym ostrzałem.

Ktoś wzywał ludowych nowicjuszy-weteranów?

Jeden z pocisków trafił rykoszetem żołnierza Volksgrenadierów. Był to tak silny impuls dla oddziału, że błyskawicznie wysunął się on na czoło starcia, usiłując zmobilizować do walki sąsiednie formacje. Grenadierzy od teraz jawili się jako weterański skład (powiedz Seviemu, żeby rzucił pod rząd 6 i 6, a on to robi :D). Ludowi żołnierze z odwagą zajęli środek pola bitwy, niniejszym podtrzymując ducha w nieustannie ostrzeliwanym Volkssturmie oraz Kriegsmarine. Ich szeregi powoli topniały, jednak nadal byli w stanie walczyć.

Do gry wjeżdża Puma. W tle Tygrys Królewski oraz kolekcjonerzy pinów Seviego 😉

Tygrys Królewski nie chciał ryzykować manewrowania przed sowieckim arsenałem, gdyż działo samobieżne było przeciwnikiem, którego nie należało ignorować. Strzał oddany w kierunku ISa-2 nie sięgnął celu, jednakże na polu bitwy znikąd pojawiła się rozpędzona Puma, która przy pierwszym trafieniu dokończyła dzieła na BA-64.

IS-2 trzyma pozycję pomimo ostrzału

ISU ponownie wyczekiwał sposobności i huknął z całą mocą w kierunku Tygrysa.

ISU-152 w akcji, koło lufy przebiegają właśnie żołnierze z plutonu Piotra

Nie sposób odmówić celowniczemu LWP sokolego oka, jednakże po raz kolejny pocisk wyłącznie ogłuszył załogę. Osiągnięto połowiczny sukces: czołg-legenda został zmuszony do chwilowego wycofania się, co z ulgą przyjęły najbliższe oddziały piechoty.

Zacięte walki na lewym skrzydle – na zdjęciu oddział Waffen SS, który zmaga się z Gwardzistami (zdjęcie ich nie objęło, stali po prawej). Za budynek podjeżdża motor z MMG

Sytuacja na lewej flance zaogniła się. Rosjanie dokonali wręcz bezczelnego ataku, utrącając z marszu dwóch czy trzech esesmanów. Wraz z upływem czasu zaczęli jednak tracić zapał w zetknięciu z równie pewną siebie niemiecką drużyną SS, która ani myślała ustąpić pola, nawet po utracie kompanów. Szalę przeważyło pojawienie się niemieckiego motoru z MMG, który dwiema seriami uszczuplił skład sowieckiego oddziału. Tego było dla Rosjan za wiele – żołnierze rzucili się do panicznej ucieczki i słuch po nich zaginął.

Żołnierze przy murku jeno zdążyli salwę oddać w kierunku Nebelwerfera i już po chwili zdmuchnął ich ogień niemieckiej artylerii…

Na domiar złego ostrzał z Nebelwerfera znowu zebrał krwawe żniwo. Zaprawieni w bojach artylerzyści byli tego dnia cennym wsparciem w arsenale Seviego. Zginął mój oddział Gwardii, który dopiero co ostrzelał załogę niemieckiej machiny, wbijając ledwie jednego pina. Odłamki sięgnęły także pobliską rusznicę. W związku z powyższym Rosjanie notowali coraz większe straty na zachodzie, jednakże wciąż nie można było mówić o przełamaniu sił na tej flance.

Uraaaaa!!

Na nic zdały się nawoływania sowieckich weteranów na wschodzie. Świeżo upieczeni ochotnicy zalegli na ziemi, chcąc jak najszybciej zapomnieć o piekle wojny. Załoga Maxima oraz wspomniana, doświadczona drużyna piechoty, wyszły bez osłony na drogę, usiłując powstrzymać napierające siły niemieckie i wesprzeć wojaków Pietii, którzy składając w ofierze swoje życie frontalnie zaatakowali esesmanów. Atak na tyle zaskoczył rywali, że ci przypadli do ziemi, chcąc przeczekać huraganowy ogień pepesz. Dwóch Niemców już się z niej nie podniosło na skutek ran. Potem jednak brawurowi Rosjanie zginęli po zdradzieckim ataku oficjela NSDAP i jego pomocnika, który uratował drużynę Waffen SS od rychłej zagłady.

Strona niemiecka knuje intrygi!

Seviemu pospieszył z pomocą przybyły na miejsce gracz Mariusz (Elt), który czynnie włączył się w przebieg zdarzeń. W zasadzie to jego dziełem jest ostrzał z Nebelwerfera i turlanie szóstek 😉

Schowany za dopalającym się Bobikiem IS-2 odbija grad pocisków

IS-2 ustawił się za płonącym BA-64, czyniąc z niego solidną osłonę. Załoga radzieckiego czołgu była jednak na tyle rozbita po kolejnych odpieranych atakach, że w zasadzie nie dokonała w późniejszej grze niczego spektakularnego. Sama jednak obecność tego stalowego giganta była istotna, gdyż ściągał on ogień na swój pancerz, niniejszym odciążając inne zagrożone jednostki.

Wanna na gąsienicach. Czegóż to Niemcy nie wymyślą 😉

Byłem zaskoczony, gdy do akcji weszła kolejna jeżdżąca niespodzianka, a mianowicie Borgward Wanze ausf C, uzbrojony w wyrzutnię rakiet (na zasadach panzerschrecka). Rozpędzony niemiecki wozik podjechał bardzo blisko rosyjskich pozycji, po czym wystrzelił pocisk w kierunku ISU. Była to jedyna w ciągu całej gry próba unieruchomienia mojej maszyny! Szczęśliwie dla mnie Mariusz tym razem nie wyturlał niczego konkretnego.

Drużyny Pietii walczą wzdłuż drogi, z lasu wystaje długa lufa haubicy

Załoganci z Ludowego Wojska Polskiego byli zmuszeni błyskawicznie zareagować na nowe zagrożenie, na tę chwilę odpuszczając Tygrysowi. Niestety pocisk wystrzelony w stronę Borgwarda nie wyrządził mu żadnej krzywdy poza dawką pinów, ale swoje dołożył też ciężki kaem, który złowrogo zahuczał. To wystarczyło, by przystopować zapędy niemieckich pancerniaków.

Intensywnie ostrzeliwany oddział Waffen SS za wrakiem

Ciężkie chwile przeżywała ta sama drużyna SS z centrum, która od początku starcia stała się priorytetowym celem połowy rosyjskiej armii. Żołnierzy w krytycznym momencie starcia zdołał zmotywować do wymarszu niemiecki kapitan, po czym skierowali się oni w stronę wraku alianckiego dżipa. Manewr ten rozzłościł desperacko broniących się na barykadach Sowietów (najwidoczniej trudno było im przeboleć wcześniejszą stratę tego lend-leasowego wozu), którzy drastycznie uszczuplili potencjał bojowy tej drużyny. Skupiła się na nich cała furia tego odcinka walk. Ledwie trójka Niemców przetrwała zmasowany ostrzał, chowając się gdzie popadnie.

Tu jesteś draniu! Czekaj no na prezent

Ślepy los nie zapomniał jednakże o niemieckim snajperze schowanym na tyłach. Zbyt długo usiłował punktować on bezkarnie sowieckich oficerów z jednej pozycji, co nie umknęło uwadze obserwatora średniego moździerza. Artylerzyści w ostatniej chwili zdążyli wstrzelić się w ten rejon. Pocisk huknął tuż nad poddaszem rudery, zabijając na miejscu pomocnika strzelca wyborowego. On sam momentalnie zeskoczył na parter i skrył się za ścianą; na rozkaz kapitana nie uczestniczył w dalszych zmaganiach. Na tym etapie wojny wytrenowany snajper był dla niemieckiego dowództwa na wagę złota.

Epicki moment bitwy, czyli to co lubimy najbardziej. Dwaj Gwardziści zakradają się na przedpole między doświadczonych esesemanów. Co z tego wyniknie?

Walka o środek pola przybrała dramatyczny przebieg dla strony rosyjskiej. Niemcy zdecydowanie zdominowali lewą flankę i mieli zakusy na środek pola bitwy. Sierżant krasnoarmiejców, uzbrojony w zdobyczny pancerfaust i pistolet maszynowy, a wraz z nim bezimienny żołnierz (no niech będzie, że Saszka) byli jedynymi Gwardzistami, którzy ustali drugą falę uderzeniową Nebelwerfera i zdołali pozbierać się do kupy, słysząc energiczne pokrzykiwania lejtnanta Rybakowa, przebijającego się właśnie przez leśną gęstwinę w kierunku ISa-2. Jako resztka forpoczty zakradli się we dwóch pod ruiny domu koło znacznika i postanowili rozdzielić siły. Pierwszy wychynął zza węgła i zasadził się przy użyciu jednorazowego granatnika na niemiecką „Wannę” atakującą ISU, ale Gwardzista nie wytrzymał presji sytuacji i chybił. Być może wystraszył się, że zaraz wpadnie pod wrogie gąsienice! Drugi z kolei w akcie desperacji wypalił w kierunku nadciągającego z zachodu oddziału SS czując, że to już chyba koniec… Ołów wypluty z jego karabinu sięgnął jednak rosłego esesmana, który wyłonił się zza zagajnika. Na moment zmroziło to czyhających w lesie jego pobratymców. Chwilę potem przetrzebiona niemiecka drużyna weteranów z centrum ominęła Borgwarda i z gniewem wpadła do walki wręcz, chcąc zdemolować zuchwałych napastników i odbić sobie dotychczasowe niepowodzenia. Szok, Rosjanie pod moimi rozkazami przeżyli pierwsze starcie z SS na bagnety! Sierżant w chaotycznej walce przetrącił napierającego weterana, po czym wraz z Saszą zostali ciężko ranni i zaginęli w odmętach wojny.

Na granicy rozbicia, ale wciąż punktujący esesmani

Esesmani połączyli się z pobratymcami wchodzącymi z zachodu, po czym błyskawicznie wdrapali się na poddasze i już do końca gry strzegli we dwóch swojej punktowej zdobyczy. Jedynym zagrożeniem mógł być dla nich pocisk z moździerza, jednak ten przeleciał w bezpiecznej odległości. Na Borgwarda rzucili się żołnierze Piotra, jednak nie byli w stanie sięgnąć załogantów w kabinie.

Z wanną to myśmy jeszcze nie walczyli!

W tej części pola pozostali głównie żołnierze Pietii, którzy mieli aż za dużo celów do powstrzymywania 😉 Mój drugi oddział Gwardii znalazł się w miejscu, z którego nie dało się już pomóc reszcie armii. Tym razem Piotr przetestował umiejętności świeżo upieczonych Volkgrenadierów weteranów i zdołał solidnie obniżyć ich loty, raniąc aż trzech z nich! Jednego w ostatniej chwili zdołał uratować niemiecki medyk, aplikując mu końską dawkę medykamentów.

Medyk (u góry zdjęcia) zmierza w kierunku oddziału Volksgrenadierów, by uratować życie jednemu z nich

Sowiecki odział będący w budynku dzielnie bronił się przed niemiecką nawałą, ale długo by mówić o jego późniejszej skuteczności… Niemców zwyczajnie było tu za dużo. Skoro tak, to kto pozostał w Berlinie?! Prawa flanka zebrała się do działań, gdy było już za późno na odwrócenie wyniku. Niedoświadczeni bojownicy na widok cofającego się Tygrysa raptownie skoczyli w kierunku kluczowego punktu na wschodzie.

Teraz my!

Uwierzcie, do żetonu zabrakło tyle co nic! Maxim nie był w stanie samotnie przepędzić oddziału Volksturmu z okolicy znacznika, gdyż na ucieczkę nie pozwoliłby im czający się tutaj partyjniak z NSDAP. Obsługa rusznicy wybiegła w akcie desperacji zza domu, chowając się za solidnym murem. Kulom się nie kłaniali, wprost przeciwnie – jedna z serii ścięła z nóg któregoś z napierających żołnierzy Kriegsmarine, a druga postraszyła Pumę, która chwilę wcześniej zmieniła kierunek działań i wsparła wschodnią flankę przejeżdżając przez centrum.

Żadna ze stron nie odpuszcza. Po prawej rusznica dzielnie atakuje niemieckie pozycje

Jeden z dwóch załogantów lekkiego moździerza w ostatniej chwili zwinął swój sprzęt i czmychnął przed niemieckimi kulami. Ciekawostką jest fakt, że nie został uwieczniony na żadnym ze zdjęć z bliska 😉

Darmo pola nie oddamy… Sowieccy weterani i załoga średniego kaemu zmieniający pozycję, by osłaniać natarcie wzdłuż drogi

Weterani stojący na wschodzie wiedzieli, że sytuacja jest beznadziejna, jednak nie mieli zamiaru odejść z pola walki z niczym. Branie na cel Pumy byłoby teraz nierozważne, zważywszy na ledwie dwa zdobyczne panzerfausty na stanie. Uwagę rosyjskich zakapiorów przykuł chowający się za snopem siana niemiecki polityk z kompanem, którzy popędzali do bitki Volksturm. Odpowiadali za śmierć pepeszników i był to dobry czas na pomszczenie towarzyszy broni.

Apetyt na punkty. Volkssturm, partyjniak z pomagierem oraz przetrzebiona drużyna Waffen SS skracają dystans.

Sierżant przeczuwał, że oficjel wybiegnie kiedy walki będą dogasać, by pokazać swoją „odwagę” przed kapitanem, licząc na ordery i uściski dłoni. Sowieci przyczajeni w wysokiej trawie wystrzelili niczym pluton egzekucyjny, gdy niemiecki duet zrobił pierwszy ruch. Otyłego partyjniaka sięgnęły dwa pociski, a Rosjanie nie oszczędzili także asystenta, próbującego ratować własnym ciałem przełożonego. Obaj symbolicznie polegli na środku drogi prowadzącej do Berlina.

Kolejny akt poświęcenia strony rosyjskiej. Oficer nie zna strachu w obliczu przeważających sił. Jeszcze nie wie, że wykonuje właśnie ostatni rozkaz…

Rosjanie nie poddali jednak ostatniego celu bez walki. Do wraku pojazdu w centrum, przy którym leżał znacznik, dobiegł młodszy lejtnant Pietii ze swoim przybocznym. Chwilę potem dołączyła do nich drużyna snajperska. Puma miała jedno podejście i zabiła dwóch z czterech żołnierzy. Padło na podporucznika z asystentem, którzy nie doczekali „gratulacji” od dowódcy frontu. Snajper utrzymał jednak pozycję, dzięki czemu Niemcy tutaj nie zapunktowali. Inna sprawa, że Rosjanie też nie.

Ostatnie chwile młodszego lejtnanta. Zginął na pierwszej linii walk u boku drużyny snajperskiej

Idąc od naszej lewej do prawej: pierwszy znacznik przypadł w udziale Niemcom (trzymało go SS), drugi Rosjanom (Gwardziści), trzeci pozostał „neutralny” (obie strony miały tu swoich żołnierzy – Volkgrenadierzy i Kriegsmarine kontra sowiecki snajper z pomocnikiem), a czwarty to ponownie Niemcy (Volkssturm – do zablokowania zabrało bardzo niewiele). Ponadto Sevi z kompanem skasowali nas na łącznie 7 kostek. Ja straciłem Gwardzistów, pepeszników oraz rusznicę. Piotr na straty spisał Bobika, rusznicę, niedoświadczonych pepeszników i także Gwardzistów. Myśmy zdołali skasować jedną kostkę – moi weterani dorwali niemieckiego oficjela. Łącznie Niemcy pokonali Rosjan różnicą 9 punktów!

Rybakow jechał pociągiem na wschód i drzemał. Ze względu na braki w taborze siedział skulony na podłodze blisko jednej ze ścian wagonu i okrywał się płaszczem. Mróz przenikał zmysły, musieli być już daleko za linią Wisły. Rybakow minimalnie otworzył oczy i poczuł chłód sowieckiej stali. Coś podłużnego, na kształt lufy, było silnie dociśnięte do jego pleców i  oznaczało nie najlepsze wieści. Czy to rewolwer komisarza? Po twarzy oficera zaczął obficie spływać pot. Wszyscy wokół twardo spali, świat o nim zapomniał. Na wszelki wypadek wolał się nie odzywać i nie ruszać, bo nie wiedział z kim ma do czynienia. NKWD go dopadło, na nic papiery podebrane jakiemuś podoficerowi i zgolenie wąsa, mają go w garści. Nagle pociąg gwałtownie zahamował, a Rybakow jadąc tyłem jeszcze mocniej odczuł prawo grawitacji – lufa niemal przebiła jego ciało. On z krzykiem zerwał się, ale koszmar był jak żywy i nie dało się go odgonić. Odwraca się i patrzy – wystający pręt od rozwalonego łóżka…

KOMENTARZE PO BITWIE

Ranger (ZSRR): ahh, nie udało się! Połączone siły rosyjskie tym razem musiały uznać wyższość strony niemieckiej. Pomimo wyniku było naprawdę super! Gdzie popełniłem błędy? Przede wszystkim źle rozplanowałem własny czas licząc, że rozegramy pełne starcie, gdy tymczasem były to tylko (a de facto aż) cztery tury.

Zagrałem nieco zbyt asekuracyjnie, nie do końca wiedząc czego się spodziewać. Lewą flankę przetrzebił mi Nebelwerfer. Właśnie to kosztowało nas znacznik. Moi żołnierze na zachodzie ponosili duże straty, ale finalnie to właśnie tam (zachód/centrum) zdobyliśmy nasz jedyny żeton 🙂

Na wschodzie trapiły mnie inne problemy. Źle wystawiony kaem (ze względu na brak rozsądnego miejsca) oraz spanikowani podwładni przesądzili o „opóźnieniu” w działaniach. Muszę jednak pochwalić weteranów rosyjskich, których Sevi starał się omijać z daleka, znając ich siłę bojową. Nękali oni z powodzeniem Volksturm, następnie stopowali esesmanów, by finalnie zdobyć kostkę za partyjnego oficjela. To i tak sporo jak na ich ustawienie i okoliczności w jakich walczyli! Generalnie zadaliśmy Niemcom spore straty, ale nie przełożyło się to na kostki. W zasadzie nie było niemieckiego oddziału, który nie został uszczuplony. Jeden z oddziałów SS ledwie uszedł z życiem, „leśny” także miał ubytki, a „polny” został społowiony. Żołnierzy „pogubiły” formacje takie jak Volkssturm, Volksgrenadierzy czy Kriegsmarine. Snajper stracił kolegę do rozmów. Upiekło się załodze Nebelwerfera. Gdyby nie ich strzał ratunkowy w kierunku Gwardii, to w kolejnym rozdaniu z artylerzystów nic by nie zostało. Z przebiegu potyczki wynika, że oddział piechoty, który zginął po nadchodzącym ostrzale, najprawdopodobniej powstrzymałby lub w najgorszym razie spowolnił stroną niemiecką przed zajęciem znacznika.

Ahh ta walka pancerna, to nie tak miało być… Na początek duży plus dla Seviego za to, że postawił na niekoniecznie oczywiste wybory, takie jak Tygrys Królewski (w opcji ekologicznej, czyli prawie bez paliwa ;)) czy Borgward. Uświetniło to partyjkę i dodało uczestnikom kolejnej porcji wrażeń, jeszcze konkretniej mocując ją w końcowym okresie wojny, który staraliśmy się zrekonstruować. Z tego co słyszałem, w wielu miejscach królują na stołach Panzer IV, Pumy i Stugi, zatem tym fajniej napotkać coś, co niekoniecznie pojawia się przy każdej okazji 🙂 Na tak duży format można było pozwolić sobie na większe zabawki. IS-2 był to dla Piotra wybór wręcz oczywisty, ale mnie korciło postawić na ISU-152 z potężną haubicą (w sferze rozważań był jeszcze klasyk, czyli T-34-85). Liczyłem, że uda mi się „zapinować” Tygrysa (K6 po trafieniu), ale dwukrotnie wyturlałem ledwie po dwa oczka, zatem niemiecki drapieżnik zjechał na tyły, dał się poklepać po gąsienicach przez kapitana, po czym wrócił i straszył…stojąc za drzewem (choć w baku jeszcze nie było puściutko!). Wcześniej jednak wydatnie pomógł on w zezłomowaniu Bobika, a gwałtowny wyjazd Pumy połączony z wypadem „Wanny” w teorii miał napędzić nam stracha, ale w praktyce nie zmienił za wiele w układzie sił (oczywiście poza utratą BA-64). W każdym razie ISU ma potencjał, w przeciwieństwie do kostek którymi rzucałem 😀

Pietia (ZSRR): niestety rywalizacja sowieckich poruczników o awanse i wpływy u marszałka Rokossowskiego zakończyła się katastrofą. Masy sowieckiej piechoty miały problemy z przemieszczaniem się w dość ciasnym terenie, żołnierze wchodzili sobie w drogę oraz blokowali przejazd i pole do ostrzału pojazdów. Na dodatek ostrzał Nebelwerfera błyskawicznie przerzedził nasze szeregi. W efekcie, choć Niemcy ponosili spore straty w ludziach, bez większych problemów obronili większość kluczowych punktów na polu bitwy.

Sevi (Niemcy):  moje obawy okazały się niepotrzebne! Oddziały Volksturmu i Kriegsmarine poradziły sobie bez zarzutu, a oddział Volksgranadierów po utracie pierwszego zabitego stał się najpierw regularny, a następnie weterański. Widać Grenadierzy byli bardzo zmotywowani do obrony Vaterlandu. Rozczarował trochę Tygrys. O dziwo, nie skończyło się w nim paliwo. Skutecznie straszył wrogie oddziały, ale liczyłem na większe emocje przy starciach pancernych z radzieckimi pojazdami. Nic to, będzie okazja następnym razem, tylko bak trzeba jakoś napełnić 🙂 Tygrys w połączeniu z Nebelwerferem szachował sowiecką piechotę, której faktycznie pojawiły się na stole hordy.

Niemniej zadanie zostało wykonane – marsz Sowietów w kierunku Odry został spowolniony przy minimalizacji strat własnych. Czas, który udało się zyskać, pozwoli przegrupować się na tyłach i poczekać na uderzenie długo oczekiwanej Wunderwaffe 😉 Przeciwnikom Rangerowi i Pietii dziękuję za fajną rozgrywkę, a Eltowi za dobre pomysły taktyczne i znakomite rzuty przy strzelaniu z Nebla 🙂

Mariusz (Niemcy): sama bitwa toczyła się po naszej myśli. Rosjanie chyba zwęszyli, że nie będzie łatwo i nie próbowali szturmować centrum, nastawiając się na flankowanie. Nasze oddziały cierpliwie czekały. Gdy artyleria zagrała, to nie było czego zbierać – rozbiła aż trzy jednostki. Załoganci Tygrysa zostali ogłuszeni i wycofali pojazd na bezpieczniejszą pozycję, jednak przeciwnik bał się konfrontacji. Prawdziwym męstwem wykazali się Kriegsmarine oraz mieszkańcy rejonu walk, którzy zostali przyjęci w szeregi armii. Widać było, że chcieli się zemścić.

Podziękowania dla każdego z uczestników tej fachowej rekonstrukcji, a także dla pań z klubu Strych za miłą gościnę 🙂 Widzimy się na kolejnych grach w Krakowie!

Reklamy

4 thoughts on “ZSRR kontra Niemcy – kierunek Pomorze (luty 2018)

    • Dzięki! 🙂 Co do zdjęć, to ich rozmiar jest ograniczony przez szablon bloga. Sam także wolałbym, by pokazywały się nieco większe, ale nie mam pomysłu, czy da się to zmienić i gdzie 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.