1 Dywizja Pancerna kontra Niemcy [koniec 2017 roku] – raport bitewny

Cześć 🙂 Debiut mojej Pierwszej Pancernej miał miejsce w Krakowie, kiedy to będąc u Seviego przed Świętami Bożego Narodzenia natknęła się na niemiecki patrol. Co z tego wyszło? Raport nigdy wcześniej niepublikowany 😉 Życzę miłej lektury!

Wspomina kapral Mazurkiewicz-Onyszko, 8 Batalion Strzelców Brabanckich, 1 Dywizja Pancerna gen. Maczka:

31 lipca 1944 roku, okolice miejscowości Urville, Francja

5 rano. Przewracam się na swojej pryczy z boku na bok, zasnąć nie mogę. Ból głowy doskwiera okrutnie, a na suchotę w ustach żadnego lekarstwa poza wodą. O parszywy losie, ale nas ta Francja gości. Jeszcze ten niewygodny materac, jakby kto kamieni napchał. Spuściliśmy Kanadyjczykom z 15 Pułku Artylerii Polowej tęgie lanie w przechylaniu butelek do dna. Powinni poprzestać na syropie klonowym. Mimo to solidne z nich chłopy i próbowali dotrzymać tempa. Skoro już równać, to w górę.

Wtem ze śpiewem na ustach wparowuje nam do kwatery sierżant Kulczycki. Cały w skowronkach, ranny ptaszek się w nim obudził, psia mać. Małopolanin, który służył pod Maczkiem jeszcze w 10 Brygadzie Kawalerii podczas Wojny Obronnej 1939. Zasłużył się w walkach pod Kasiną, samodzielnie obrzucając kilkunastu Niemców granatami i ratując z opresji nasze TKS-y, które ugrzęzły w natarciu. Potem przez Węgry do Francji, z Francji do Brytanii, czepiając się byle zajęcia i żyjąc tylko jedną nadzieją, a na imię było jej Polska. Po drodze jeszcze romans przeżył z Rumunką, taki jak z filmowych kadrów. Na koniec on do niej machał z rufy statku na francuskim wybrzeżu, a ona mu białą chusteczką odmachiwała. Chłop się załamał, bo zadurzył się w niej poważnie, ale wołanie Ojczyzny było silniejsze od wszystkiego. Kawał życiorysu, jakich to wiele w 1 Dywizji Pancernej można spotkać. Tyle było do opowiadania historii, że gdybyśmy zaczęli wszyscy po kolei się spowiadać, to wojna potrwałaby tylko z tego tytułu rok dłużej.

Skoro Kulczycki był z okolic Nowego Targu, to rzecz jasna zaciągał po swojemu i czasami trudno było zrozumieć mnie co on wygaduje, bo ja z Kujaw pochodzę. Najchętniej wołał do nas z osobna: -chodźże na pole! Ty żeś tych Szkopów widzioł!

Nie pomyliłem się wiele widząc jego smukłą gębę, a kur jeszcze nie zapiał. Coś się dzieje pomyślałem, bo jest to rzeczą nienormalną, by szanowny Mieczysław wstał szybciej od swojej drużyny. A dziś darł się przeraźliwie, aż uszy puchły. Wody, więcej wody, łeb mi pęka.

-POBUDKA! Kwadrans i widzę was na placu. Nasz patrol doniósł, że Niemiaszki pomylili drogę i wyszli od strony lasu. Pokażcie im lufami którędy wiedzie droga do Rzeszy. Jazda!

Kwadrans przeciągnął się o kilka minut. Potrafimy zepsuć humor naszemu sierżantowi, oj potrafimy. Łajając nas za wczorajsze popisy i grożąc brakiem przepustek na niedzielę stanęliśmy na odprawie. Tylko kaprala Kalewskiego musieliśmy trzymać we dwóch pod ramiona, bo chłopina gotów był fiknąć za siebie, tak mu się nogi trzęsły po gorączce tej nocy. Młodość nie wieczność powiadają.

1 drużyna niemiecka…

…lekka haubica, porucznik z adiutantem, 2 drużyna niemiecka…

MMG, Stug, 3 drużyna niemiecka.

Niemców wcale mało nie było. Trzy regularne drużyny, lekka artyleria, kaem. Na tyłach działo samobieżne, oficer z obstawą, może ktoś jeszcze, nie widziałem. Od nas szli do boju podkomendni Władysa, Karpackiego i rzecz jasna my od Kulczyckiego. Dragoni zawsze chętni bić Niemca, zatem spakowali się żwawo do Bren Carriera i ruszyli na rozpoznanie. Do tego średni moździerz i ku wielkiej uciesze nas wszystkich Sherman o wdzięcznej nazwie własnej – Kraków. 2 Pułk Pancerny nie zostawia kompanów w potrzebie, ci od Koszutskiego to zuch chłopaki. Poza nimi jeden raz PIAT i strzelec wyborowy z pomocnikiem. Całością dowodził porucznik Kowalkiewicz z adiutantem Dwernickim. Młody jegomość, który wówczas zbierał pierwsze poważniejsze szlify jako oficer liniowy.

-tutaj kółko, tam krzyżyk… no gdzieś tam stoją sir, w pół drogi! (na szczycie ruin obserwator moździerza, w terenie obserwator artyleryjski 1 Dywizji Pancernej)

Nasz obserwator siedział cicho jak mysz pod miotłą, gdzieś na styku pola i zwalonych drzew.  Wychylił się na moment zza pniaków i przekazał koordynaty do sztabu. Niemiaszki nieźle się zdziwili, gdy zagrały lufy naszej artylerii. Efekty kanonady zarysowały się w rejonie ich pozycji, masakrując resztki budynku, w którym się przed nami chowali. Obyło się bez ofiar, ale chociaż napędziliśmy im stracha. Drużyna wraz z oficerem i kaemem przylgnęła do ziemi. A myśmy ruszyli do akcji.

Lewą flanką pomknęli Władysiacy. Z marszu położyli połowę Niemców okupujących płoty. Brawurowy rajd się opłacił, a sierżant rozkazał pójść za ciosem, na żywioł. Krótka reorganizacja, biegną dalej. Słyszę nawoływania ich podoficera aż tutaj. Czy oni muszą się tak wszyscy drzeć? Wody, o choroba, wody dajcie, bo usycham jak kwiat zerwany.

-nie stoimy, jedziemy! Po chwili już nieaktualne…

Do drużyny w centrum dojeżdża Carrier i ogniem karabinów maszynowych załatwia aż trzech Niemców nadbiegających z prawej, tam skąd właśnie daje nogę wykryty obserwator. Załoga wrogiego kaemu umila mu ten krótki maraton. Radość ze skutecznego ataku 10 pułku Dragonów nie trwa za długo – w oddali rozlega się huk i pocisk odłamkowy trafia w transporter! Katastrofa! Chyba wszyscy martwi, do tego pojazd jedzie wprost na ścianę… czekaj, nie, jednak nie! Zza kłębów dymu widzę facjaty naszych. Carrier smutno zaskrzypiał i stanął jak wryty. Załoga otrzepuje się z kurzu. Kierowca już przesadził burtę z zestawem naprawczym. Jest przy gąsienicach i dłubie, strzelec osłania go trzymając palec na spuście kaemu.

Snajper usadowił się za kołem traktora na lewej flance. Widząc mocny ogień z gniazda karabinu maszynowego postanowił uciszyć załoganta, strzelając w poprzek pola bitwy. A zaraz potem drugiego pożegnał. Trzeciemu nie odpuściła drużyna moździerza.

Pantera? Na te punkty? Aaa, to pomnik taki, performance!

Niemców z prawej nie ugaszczamy po staropolsku. Z ruin idzie salwa na lepsze zapoznanie się. Widać, że jeden fryc się zachwiał i traci grunt pod nogami. Sprytnie, kryją się za drzewami i uciekają z celowników Carriera. Naprawa przeciąga się niebezpiecznie długo, jak tamci się wychylą zza tych bali z pancerfaustami, to już po zawodach. Do tego w stronę Dragonów rusza Stug, a oni go nie widzą. Czyżby chciał zamarkować poprawkę?

-Ognia! (za budynkiem porucznik z adiutantem, moździerz oraz obserwator artyleryjski – już bezpieczny ;))

Silnik zawył i zacharczał, gąsienice z mlaskiem wgryzają się w błoto. Sherman V na rozkaz Kowalkiewicza stojącego za naszymi pozycjami podjeżdża i jak nie huknie ppancem w Stuga! Źle wyliczone, pudło. Szczęśliwie kierowca bardziej przytomny, wykręca za ruiny, szuka kryjówki. Stug oddaje, pocisk trafia w osłonę czołgu, czyli nasz budynek. Pokiereszowane poddasze ugina się pod własnym ciężarem i trzyma już tylko na słowo honoru. Mimo to uderzenie w mur zwala z nóg naszego obserwatora moździerza, który z hukiem spada na cztery litery piętro niżej. Kule z karabinu niszczyciela świszczą między cegłami. Niemiaszki nabierają odwagi. Wychylają się zza węgła i dokładają nam dodatkowej roboty. Kulczycki macha do oddziału rękami i niezrozumiale się na nas drze, znowu coś o tym polu. Aaa, teraz słyszę, co? Żeby nie oddać pola. Jasna sprawa panie sierżant, od tego tu jesteśmy.

snajper za ciągnikiem, ekipa PIAT tuż przy uszkodzonym Carrierze – pobiegną do kolejnych ruin

Ci od Karpackiego na widok uziemionego Carriera ocknęli się i ruszają środkiem do ruin, o mały włos nie nadziewając się na strzał niemieckiej haubicy. Osłaniają Dragonów, którzy grzebią przy swojej bryce. Stugowi nie dadzą rady, nie mają na stanie broni przeciwpancernej. Widzę jednak dwójkę naszych chłopców, którzy obiegają sierżanta i dalej przed niego w ruiny, uchylając się przed kulami z naprzeciwka. Przylgnęli do ściany i czekają na działo samobieżne. Jak wyjedzie, to zbierze z boku od PIATa!

-złapać mi tę fioletową krowę, zobaczymy jakie mleko daje!

Przełamanie z lewej flanki. Drużyna Władysa maszeruje jak po złoto na olimpiadzie. Szeregowy Jachimczyk strzela z przyłożenia i trafia w pierś ostatniego Niemca, który dokonuje żywota na francuskiej zagrodzie dla krów. Biegną, ach jak oni biegną.

Chłopcy z PIATem atakują, ale o trzy kroki za szybko! Granat opuszcza krótką rurę. Sypią się iskry, Stug gwałtownie zastopował. Ogłuszoną niemiecką załogę zbiera podoficer, a strzały z karabinu pokładowego kładą PIATowców!

hyc go i nic ni ma!

Na prawej za drzewami zostaje już tylko sierżant. Drań nie chce sprzedać tanio skóry, próbuje się odstrzeliwać. Kowalkiewicz, widząc brak reakcji sierżanta, niespodziewanie pojawia się w wyłomie muru i woła: -na bagnet dziada! Ruszamy, nie zważając na Stuga. Wpadamy w pole uprawne i zachodzimy z boku wrogiego piechura. Chwila moment i po wszystkim, chowamy się znowu za tymi drzewami.

Załoga „Krakowa” w szrankach z niemieckim Stugiem. Dzielą ich tylko zapory przeciwczołgowe. Pociski rykoszetują od pancerzy, a zebrani wokół żołnierze obserwują pojedynek stalowych gigantów. Artylerzysta Dowbor ratuje resztki przyzwoitości, mamy trafienie proszę Państwa! Niech to cholera, tylko rozzłościli niemiecką załogę, która znowu przywaliła deklami o konstrukcję pojazdu. Stug obraca się, obraca i kręci w lewo goniąc Shermana, ale zabrakło cierpliwości i pocisk wyrywa kawał ziemi miast pokładów blachy. Na nasze szczęście!

twarzą w twarz

Drużyna Karpackiego wali do szkopów od frontu. Łapią ich w pół kroku, gdy przebiegają koło zakopanej Pantery. Może liczyli, że cudem zacznie strzelać? Uszkodzony czołg wygląda jak skansen, tkwi tu chyba od 1943.

Czegoś takiego moje niebieskie oczy nie widziały – dwie salwy od Karpackiego i nie ma kogo zbierać! Niestety dwójka z naszych oberwała na amen, trzeci ma ranę postrzałową, chyba w bark dostał. Wyliże się. Szkopska artyleria jeszcze coś próbuje, ale znowu chybia, jej los przypieczętowany. Snajper z drużyną piechoty biorą załogę w ogień krzyżowy. Na polu walki tylko oficer z przybocznym i działo samobieżne.

Kowalkiewicz nie wytrzymuje. Dwernicki łapie go za fraki, ale ten wije się jak piskorz, wyrywa z wydawałoby się zapaśniczego chwytu i dobiega do Shermana, wskakuje na niego i wali pięścią we właz wieży jak oszalały. Najwidoczniej zadziałało to otrzeźwiająco na Dowbora, który czując każącą rękę sprawiedliwości, brak żołdu w kieszeni i smród niedomytych, pułkowych szalet, które przez następny kwartał staną się jego prywatnym królestwem przypomniał sobie, czego go uczono podczas kursów. Jak pomyślał tak zrobił i Stug w efektowny sposób zostaje podpalony po trafieniu, a spanikowana załoga wpada wprost pod lufy chłopców Karpackiego. Marsz do niewoli, wujek Kulczycki weźmie was na spytki! Oficer niemiecki daje nogę. Patrząc na wynik tej walki prawdopodobnie czeka go sąd polowy i stryczek. U nas wielkie zwycięstwo, dzieje się! Chyba odpuszczą nam dziś wieczorne manewry?!

Kraków przesyła pozdrowienia!

Zbieżność nazwisk i miejsc przypadkowa! Postaci i ich historie wymyślone. Mogę być jedynie pewny płk Koszutskiego jako dowódcy 2 Pułku Pancernego 1 Dywizji Pancernej w tym czasie.

Krótki komentarz: byłem ukontentowany znakomitym debiutem mojej 1 Dywizji Pancernej w Bolt Action 🙂 Wcześniejsze kilka gier pozwoliło mi przyswoić zasady na tyle, by już samodzielnie pokierować swoim wojskiem. Niemcy mieli w tej potyczce niezłego pecha. Już na etapie rozstawienia zarysowała się przewaga Polaków, którzy w najbliższym otoczeniu mieli więcej osłon do prowadzenia ostrzału, z kolei Niemcy musieli bardziej kombinować i nic nie przyszło im za darmo. Błyskawiczny atak Polaków z flanki był niczym lewy prosty – połowa Niemców zginęła na miejscu, a pozostali nic nie wskórali, zatem dość szybko 1 Pancerna przejęła tę stronę, mogąc rozwijać atak, w czym pomógł także punktujący snajper.

Lewy prosty? To jeszcze nic. Po chwili Bren Carrier wjechał z kopyta i skosił trójkę następnych! Kontra ze strony Stuga była uciążliwa, choć mogło być gorzej. Zerwane gąsienice w takim miejscu (naprzeciw muru, przed budynkami) oznaczały faktyczne wyłączenie transportera z gry. Czyhał on na niemiecką drużynę, która pędem pomknęła wzdłuż pola za zwalone drzewa. Niemcy jednak niechętnie się wychylali, gdyż mieli wystarczające problemy z drużyną Kulczyckiego, okopaną po uszy w ruinach. Ich atak załamał się, nie było drogi ucieczki – wszyscy co do jednego zakończyli grę przed czasem.

PIATem zagrałem zbyt pochopnie. Sherman nie mógł poradzić sobie ze Stugiem, zresztą z wzajemnością. PIAT miał przeważyć szalę, ale znalazł się w niewłaściwym czasie i miejscu. Jedyną szansą był wówczas atak od frontu, gdzie działo samobieżne ma grubszy pancerz. Pocisk nie wyrządził krzywdy Stugowi, a żołnierze nie zdążyli zbiec przed kulami.

Środkowa drużyna początkowo osłaniała Carriera, ale widząc topniejące siły Niemców po prawej, rzuciła się w wir walki. Żołnierze Seviego stali na otwartym polu, moi mieli osłonę. Pomimo wygranej Polacy zdołali ucierpieć na tym odcinku, dwóch zginęło. Według mnie największym rozczarowaniem Niemców była artyleria oraz kaem. Ta pierwsza nie trafiła ani razu w ciągu gry, z kolei karabin czyhał w zasadzce, ale został boleśnie wypunktowany przez snajpera i moździerz już na początku, co uszczupliło niemiecki potencjał bojowy.

Oczywiście przed nami niejeden rewanż, zatem jeśli lubicie czytać relacje z bitew takiej formie, to zapraszam do śledzenia bloga! W niedługim czasie będziemy grali historyczny scenariusz, z którego także chciałbym przygotować co nieco do poczytania 🙂

Reklamy

4 thoughts on “1 Dywizja Pancerna kontra Niemcy [koniec 2017 roku] – raport bitewny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s