Krakonalia (30.09-01.10.2017 – Kraków) – relacja z wyprawy

Witam czytelników! 🙂 Tym razem krótka relacja z wyprawy do Krakowa, gdzie na przełomie września i października 2017 roku odbyły się Krakonalia. Organizowany przez sklep Veto dwudniowy turniej Infinity (oraz Warzone, na jednej sali) spotkał się z zainteresowaniem naszego środowiska, gdyż łącznie zagrało 20 osób. Nie jest to może liczba spektakularna, ale pokazuje, że w krakowskim ośrodku drzemie potencjał 🙂 Małopolanie wystawili 11 zawodników, pozostałe osoby przyjechały z innych województw (z pewnością obecna delegacja z Mazowsza, Śląska i jeden człowiek z Armii Pomorze – ja! :D).

Impreza była zorganizowana w MDK na ul. Grunwaldzkiej w Krakowie. Miejsce rozpoznawalne na krakowskiej mapie bitewniaków, zwłaszcza że w swoich skromnych progach gościło graczy wielu innych systemów, między innymi Warhammerów wszelakich, Bolt Action czy Warmachine & Hordes. Przestrzeni nie brakowało, ale to zdanie jest nieco przewrotne. Luźno było zarówno na sali (za to wiadomo plus), jak i niestety na części blatów, które miały sporo przestrzałów i mało przestrzeni do krycia się przed ogniem rywala nawet jak na „stoły otwarte”. Słynny pustynny stół z dwoma krążownikami Ariadny (i mostkiem na środku, nr 2) był tym niechlubnym przykładem i z kim nie rozmawiałem, to nie chciał tam trafić 😉

Zagraliśmy pięć scenariuszy, z czego trzy w sobotę, a dwa w niedzielę. 300 punktów, spec ops, drugiego dnia limited insertion. Nowatorski format 🙂 Zdjęć nie robiłem prawie wcale. Te kilka, które ujrzycie przy okazji kolejnych mini relacji, traktujcie jako ozdobniki (wszystkie z tego turnieju, tyle że jednej gry) 🙂

Devil Dog Team, 2nd Assault Bat. of the USAMC / foto własne

We Frontline przyszło mi się zmierzyć z Wolosem (Kraków) dowodzącym Japanese Sectorial Army. To było nasze drugie spotkanie. Poprzednie, w sklepie Veto, rozstrzygnąłem na swoją korzyść. Tym razem rywal także nie odstawiał nogi (jak to się mawia w piłkarskim slangu) i odpłacał pięknym za nadobne. Najbardziej spektakularne zagranie z tej potyczki to zasadzka na Foxtrota na dachu przez Ninję. Drugi kompan z tego samego regimentu cierpliwie wyczekiwał na błąd japońskiego mistrza fechtunku, którego zgubiła pewność siebie. Piękny, wysoki lot zakończył się brutalnie dla samuraja – padł od ciosu krytycznego zadanego w walce wręcz przez zadziornego Foxtrota, który pomścił swojego pobratymca. Umiejętnościami popisał się także Maverick z lekką rakietnicą, który jednym celnym strzałem w reakcji wykończył napierającego Aragoto ze spitfire. W drugą stronę moją bolączką stała się Karakuri, która w bezpardonowy sposób uszczupliła moje siły o bodaj trzech albo i czterech żołnierzy, prując do nich zza rogu w mojej strefie. Oczywiście w końcówce gry czekało nas podsuwanie modeli na zasadzie „kto dalej, kto więcej”. Tak oto zgarnąłem swoją najbliższą strefę, a najdalszą zdobył Ranger obserwator wspomagany kartą za 40 punktów. Środek padł łupem JSA (Oyama wzmocniony kartą), ale wygrała USAriadna – 5:4.

Desperado ostrzeliwujący rywali / foto własne

Druga gra to Supremacy i Damian (Kraków), grający ogólną Ariadną. Przyszło mi zgarnąć połowę stołu oraz zacząć, z czego skwapliwie skorzystałem. Perfekcyjna współpraca Antypody z Desperadosem, dozbrojonym w dwa pistolety szturmowe, oznaczała koniec gry dla Foxtrota oraz Scouta, którzy blokowali lewą stronę stołu. Zdolność sensor pomogła odkryć czyhające niespodzianki, zaś motocyklista korzystnie przehandlował ołów na punkty dla Amerykanów. Dodam, że pod koniec starcia zdołał także odstrzelić Dog Warriora, w którego wbił się na pełnym gazie stojąc… cal od niego. Soczyście było także daleko na prawej flance, gdzie pomknęły głodne wrażeń pieski. Stając się przynętą wywabiały wszystkich berserkerów z bezpiecznych pozycji. Czekał na nich komitet powitalny, składający się z Grunta snajpera i Marudera z ciężką wyrzutnią rakiet. W wymianie ognia błyskawicznie zaginął w akcji Kazak Specnaz, natomiast duży pies po stracie Antypody zapałał żądzą zemsty i samodzielnie zajął się Dozerem (chain), Chasseurem (walka wręcz), Galwegianem (walka wręcz) oraz zwykłym Kazakiem (walka wręcz, żołdak dwukrotnie zdał test na pancerz po ciosach psa, po czym uciekł z walki, ale błyskawicznie został schwytany ;)), by jeszcze w końcówce niepokoić rywala w jego strefie. Przewagę w sektorach zdobyłem tuż przed zwieńczeniem starcia, a ostatnie minuty graliśmy jak błyskawica. Wymagająca partyjka!

USAriadna Grunts, Minuteman oraz Intel / foto własne

Trzecia gra to Shingen (Kraków) i ogólna lista Yu Jing w scenariuszu Transmission Matrix. To mi się świetnie trafiło, gdyż z tym człekiem lubię rzucać kostkami. Bitwa obfitująca w potężną dawkę śmiechu, chociaż wcale nie szła po mojej myśli 😉 Shinobu sporo zamieszała, szybko likwidując HTV i pomagając zdobyć przewagę w antenach. Co ciekawe, w konwencjonalnej walce szło mi całkiem nie najgorzej. W pierwszej turze gorące pozdrowienia przesłał Major Lunie Grunt HMG, ale by Raiden z rakietnicą nie był zazdrosny, to i dla niego coś się znalazło 😉 Moi motocykliści szybko się wyłożyli, ale link pruł do wszystkiego co zobaczył. Długo męczyłem się z Hac Tao hakerem, który trzymał u Shingena antenę. W dużej mierze to on przystopował mojego Data Trackera, którego zdjęła później bojowa drona. W kierunku potężnego piechura pomknęła cała taśma z HMG i tak oto pierwsza rana wpadła zwyczajnie, druga była trafieniem krytycznym. Po uleczeniu chińskiemu żołnierzowi zaaplikowano podwójną dawkę „krytyki” – dwie piąteczki na trafienie wyjaśniły nieco sytuację. Shinobu przetrwała chytry atak skoczka, ale kula pomknęła z najmniej spodziewanej strony – Maruder paramedyk wycelował i poszło 😉 Sun Tze, widząc kolejne, nieudane prób ataku, podniósł się z dachu i został momentalnie przywitany przez HMG mojego porucznika. Od razu wrócił na swoje miejsce 😛 Gdzieś po drodze snajperem odstrzeliłem dronę.

W samej końcówce dzięki skoczkowi zdobyłem po raz pierwszy przewagę w antenach, ale było za późno na odwrócenie wyniku. Spadochroniarz (zdobycie lewej anteny w strefie Shingena i pozbycie się HVT) wespół z Gruntem HMG (Hac Tao padł przy prawej antenie rywala) spisali się na awans, ale starcie kończy się wynikiem 3-8 dla Shingena.

Na imprezie integracyjnej nie byłem toteż nie powiem co się działo 😉

Na pierwszym planie (od lewej): motocyklista z 9th Motorized Reconnaissance Battalion oraz żołnierz z 7th Foxtrot Rangers Reg. / foto własne

Dnia następnego Acquisition z Pietią (Kraków) i jego Corregidorem. My to już latami ze sobą gramy, także niewielkie zaskoczenie 😀 Po rozpoczęciu partyjki straciłem Marudera z molotokiem, ale by wyjść na zero skosiłem Blackjack’iem snajperem Mobilną Brygadę z HMG. Psy pomknęły szaleńczo do przodu, mając alergię na wyraz „Intruder”. Choć padły, to permanentnie pozbawiły Corregidoru wsparcia tego mocnego strzelca.

Szybko przyszedł moment kulminacyjny – Bandytka z pomocą strzelby rozkręciła mój link. Van Zant wrzucony w dobrym miejscu padł od krytyka w pierwszej wymianie ognia (kto grywa z Piotrem, ten wie, że trafienia krytyczne wchodzą mu na kostkach na zawołanie). Unknown Ranger, Foxtrot obserwator i Blackjack byli ostatnią linią obrony. Snajper reagował na każdy ruch linku Brygad, ale przy rzutach Piotra na pancerz nie wskórał zbyt wiele. Unknown Ranger w ogniu zaporowym raził do maszerującego oddziału wbijając ranę czy dwie. Gdy Corregidor zajął środek i lewą, połasił się na prawą stronę, gdzie przyczajony za winklem Foxtrot czekał na rozkaz i pociągnął serię stojąc w ogniu zaporowym, która złączyła się z wystrzałem molotoka. Mobilna Brygada padła w drodze do ostatniego nadajnika, łapiąc minę i trafienie. 2-7 po grze do ostatniego rozkazu.

Finałowe starcie to Firefight z FreeAgent’em (Warszawa) grającym ogólnym Kombinatem. Lista na Avatarze, także tego 😀 Rywal okazał się człowiekiem tak wesołym i rzeczowym, że nim się obejrzeliśmy, a już było po fajnej grze. Obaj dość konkretnie zabarykadowaliśmy się w swoich strefach. Pierwsza napaść na Avatara nieomal skończyłaby się tragedią Czarnego Jacka, który nie dość że przestrzelił, to sam jeszcze przyjął na pancerz trafienie. Padło mu zasilanie i od teraz walczył w prawdziwie prehistorycznej zbroi 😉 Na swoje szczęście wypatrzył Ikadrona i strącił go celnym strzałem, także wybaczone! Para psiaków pomknęła, by narozrabiać po drugiej stronie stołu z prawej. Nim ucięła sobie drzemkę, zdołała przetrzepać dwie skrzynki i teraz największy hit – zarówno Wilk jak i Antypoda wyciągnęli po nanopulserze. Auuuu! :D:D To tylko zwiększyło poziom radochy, gdy pierwszy raz w historii mojej armii mogli jednocześnie wypłacić atak obszarowy i skosić obu Kurgatów czających się w budynku (tutaj skończyła się ich szarża). Avatar nie był chętny do wymiany ognia, ale za to Daturazi wraz ze Spekulo ruszyli na łowy. Zawodniczka Shasvastii miała pecha, kiedy strzelając do mojego snajpera ze strzelby rzuciła 2 i 3 na trafienie. Ciężki pistolet rozwiązał ten spór. Daturazi w akcie rozpaczy rzucił się w wir walki, ale starczyło na ledwie jeden strzał z chaina, który mógł spowodować małe zamieszanie w moich szeregach. Szczęśliwie Maruderzy wyszli bez szwanku, a jeden z nich zaszedł Morata z tyłu i z bezpiecznej odległości zrobił użytek z pistoletu szturmowego.

Potem wszedł Van Zant, który podobnie jak poprzednio prawie zupełnie się nie spisał. Po zdjęciu bazowej drony (nie bez problemów…) wpadł do pomieszczenia, gdzie obok dwóch rannych Kurgatów stał moracki specjalista. Podczas trzeciej (!) wymiany ognia koczek oberwał, ale na dogged przeciągnął rundę i wyeliminował wrażego specjalistę. W końcówce gry postawiłem wszystko na jedną kartę i rzuciłem główne siły na Avatara. Trafienie krytyczne z rakietnicy w teorii ułatwiło mi dalszą robotę – punkt żywotności mniej, a tag kosmitów jest lżejszy o ODD. Nic bardziej mylnego – kolejne salwy rozbijały się na potężnym pancerzu molocha, wzbijając jedynie kurz z jego szczelin. W ostatnim rozkazie miałem do wyboru – brać w ciemno 1 OP za zajęcie HVT (sądzę, że utrzymałbym go do końca) czy spróbować strącić porucznika i Data Trackera w jednym. Strzał pomknął piękny – trafienie krytyczne i kolejne dwa zwykłe. Kostki były jednak po stronie Kombinatu i stwór przeżył. Ostatecznie 5-2 dla mnie po wesołej grze z Warszawiakiem 🙂

Bawiłem się elegancko. Spotkałem wielu graczy, znanych i nowo poznanych, z którymi turlać kostkami było przyjemnością. To największy plus tej imprezy. MDK to dobra miejscówka w Krakowie do robienia większych turniejów. Tutaj kolejny plus. Dwudaniowy, smaczny obiad w cenie wejściówki także był trafionym pomysłem. Format – nieco eksperymentalny, ale mi się podobał. Sędziowanie, przynajmniej z mojej perspektywy, poszło sprawnie, aczkolwiek słyszałem jeden czy dwa głosy niezadowolenia związane z brakiem asertywności sędziego w spornej sytuacji.

Co można w przyszłości zorganizować lepiej? W mojej ocenie temat nagród. O ile gracze z podium zostali nieźle obdarowani, o tyle między nimi a resztą uczestników nastąpiła duża przepaść, co na imprezie o tak dużej randze jak Mistrzostwa Krakowa nieco mnie zdziwiło. Sądzę, że nawet jeśli nie było żadnych blistrów dla kolejnych miejsc (choć pojawiły się jakieś bony), to można by zorganizować przynajmniej dodatkowe nagrody od sponsorów, którzy produkują wszelakie akcesoria do Infinity (a ich lista jest dość długa, patrząc chociażby po wątkach imprezowych w innych ośrodkach). Z grona podmiotów produkujących dodatkowe gadżety do naszej ulubionej gry do Krakowa swoje błyskotki podesłał niezawodny Micro Art Studio i zdaje się, że na tym koniec. Szkoda.

Podsumowując – wpadły trzy zwycięstwa i dwie porażki. Największą radochę, jak to na turniejach Infinity w Krakowie, dała mi możliwość spotkania starej ekipy, z którą stawiałem pierwsze kroki w tej grze (Piotrek, Maciek) oraz graczy, z którymi w późniejszym czasie spotykałem się na jakieś luźne partyjki (Shingen). Pomimo pewnych niedociągnięć imprezę traktuję jako udaną, a USAriadna dalej przynosi satysfakcję z gry 🙂

Sklep Veto opublikował na Facebooku galerię z Krakonaliów, którą możecie przejrzeć pod tym adresem: klik!

Wszystko wskazuje na to, że sezon turniejowy 2017 został zamknięty 🙂 Dwukrotnie byłem w Krakowie (turniej lokalny oraz Krakonalia), raz w Koszalinie (The Second Contact) oraz w Chełmży (Drużynowe Mistrzostwa Polski). Ponadto zdołałem wziąć udział w czterech turniejach na Pomorzu, z czego trzech lokalnych oraz w Mistrzostwach Pomorza 🙂 Jeśli nie zabraknie czasu, zdrowia i zapału, to w przyszłym roku także trochę poturlam. Gdzie, kiedy? Zobaczymy co przyniesie 2018 rok 🙂 Trzymajcie się i do przeczytania!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s