Drużynowe Mistrzostwa Polski (21-22.10.2017 – Chełmża) – relacja z wyprawy

Chełmża. Jedno z najbardziej rozpoznawalnych miast w polskim środowisku Infinity. Dzięki fachowej organizacji kilku udanych imprez zyskała uznanie graczy za profesjonalne podejście do tematu. Chłopaki stawiali poprzeczkę wyżej i wyżej. Tym razem postawili tak wysoko, że przez dłuższy czas trudno będzie ją komukolwiek przeskoczyć 😉 Przed wami kilka akapitów na temat Drużynowych Mistrzostw Polski 2017!

Turniej w Chełmży w 2013 roku / foto: Garran lub Rafał  – http://2k6wielebnyrafael.blogspot.com/2013/11/pierwszy-chemza-9112013.html [dostęp: 26.10.2017]

Pierwszy raz byłem w Chełmży na turnieju w listopadzie 2013 roku. Imprezę zapamiętałem jako udaną. Wygrałem wtedy blister z Senior Massacre, to pamiętam. O kolejnych odsłonach słyszałem z ust pomorskich graczy, którzy w mniejszym lub większym składzie odwiedzali to miejsce przy okazji turniejów. Mnie prześladował pech – ilekroć chciałem się wybrać do Chełmży na ogólnopolskie granie, tylekroć wypadało mi coś, co kompletnie krzyżowało plany i uniemożliwiało podróż. Teraz miało być inaczej. Wszystkie plany ustawione pod wyjazd. Nie było siły, która mogłaby mnie zatrzymać 😉

Pomorze wystawiło trzy składy i tak oto poza naszą ekipą (Krzysiek jako kapitan, ja i Daniel) w Chełmży walczyła jeszcze Armia Pomorze – Drużyna A (Kędzior, Narrander, Ghost) oraz BWT Klika (Kreol, Suchy i Pająk – aktualnie w WLKP ;)). Ponadto Krzysiek z ZenTerrain dołączył do najemniczej ekipy i w tej oto sile stawiliśmy się w CHOK.

Pobudka po 5 rano w sobotę. Po jako takim poskładaniu się w całość ruszam w umówione miejsce, gdzie dołączam do Hana i Narrandera w autobusie. Docelowo startujemy z punktu zbiorczego przy trójmiejskiej obwodnicy i kierunek na Toruń! Pogoda mało nastrajająca – ciemno, zimno i deszczowo. Brzmi jak wyprawa w nieznane 😉 Szczęśliwie do Torunia wiedzie z Trójmiasta autostrada. Tuż przed tym pięknym miastem zjeżdżamy na boczne drogi, by nimi dotrzeć do Chełmży.

Ławki ustawione, za chwilę powstaną tu pola bitew / foto: Łysy

Na miejscu w CHOK byliśmy jako jedni z pierwszych. Śmigamy przed 9 zameldować się do Przystani z nadzieją, że jest już po sezonie i szansa na to, że pokój nie będzie rano gotowy jest niewielka. Skoro niewielka to wiadomo, że w naszym przypadku musi się ziścić 😀 Doba hotelowa zaczyna się za 5 godzin, a w zarezerwowanym pokoju ktoś jeszcze śpi 😉 Zostawiamy bagaż i wracamy do CHOK’u. Od progu napotykamy znajomych i nieznajomych, a wszyscy zmierzają w jedno miejsce – do głównej sali, w której odbędzie się wielka impreza Infinity.

Tak prezentowały się wybrane stoły (kliknij, aby powiększyć):

Odnośnie moich gier – taktycznie przemilczę 😉 Rok temu na DMP poszło mi wyraźnie lepiej, a tym razem to kompletnie nie był mój weekend 🙂 Nie chciałem brać USAriadny wiedząc, że Han zagra listą ogólną. Tak oto postawiłem na Corregidor i o ile pomysł był dobry, o tyle wykonanie słabsze 😉 W toku turnieju zmierzyliśmy się z Dworem Xięcia V, ekipą z Bielska (Bielsko II / DropBear), Team 3CityMercs, Crazy Koala Armoured Team oraz ZWC. Tak długo atakowaliśmy z kanapy, że…przespaliśmy moment, w którym należało się odbić 😀

Najbardziej szkoda mi dwóch ostatnich gier, kiedy byłem bliski zwycięstwa (4) i odwrócenia losów starcia (5). W czwartym pojedynku (mirror z Corregidorem) w wyniku pechowego trafienia z rakietnicy straciłem Mobilną Brygadę porucznika. Nie pomógł pancerz, osłona ani dwa punkty żywotności. Przez to moja drona hakerska miała w ostatniej turze tylko jedną kostkę zamiast trzech na kliknięcie kluczowej anteny (stała się nieregularna) i wiadomo, że w takich momentach najczęściej rzuca się o 1 za dużo 😉 Z kolei w finałowym pojedynku (z Bakuninem) ta sama Mobilna Brygada pędziła w trzeciej turze i za ostatni rozkaz próbowała trafić Zero z cennym ładunkiem, który wprawdzie leżał za jakimś murkiem, ale z flanki było go widać. No, prawie… gdy podciągnąłem porucznika okazało się, że zabrakło może jednego cala w lewo, a linię wzroku do bakunińskiego zwiadowcy przesłaniała… donica z kwiatami. Darek skwitował to lakonicznie: no nie widać. Brawo ja! 😀

Corregidor w akcji (kliknij, aby powiększyć):

To tak w skrócie o moich grach 🙂 Po zakończeniu pierwszego dnia byłem mile zaskoczony frekwencją integrującego się środowiska. Gdy wychodziliśmy w kierunku miejsca noclegowego, to w CHOK-u debatowało około 25-30 osób! W rozmowach nie mogło zabraknąć tematu wspominkowych zagrań z WFB, WH40k (były nawet hity z Warmaszyny!), a Sathuli opowiadał ciekawostki z zagranicznych wojaży (ta o Francuzie, który mając 8 modeli wydał 9 rozkazów i pytał „co z tym zrobimy” jeszcze długo będzie krążyć między ludźmi ;)). Z Ecikiem gadaliśmy o tym, jak to się żyje w Chełmży na codzień, z Łysym wymieniliśmy spostrzeżenia odnośnie komunikacji organizator-gracz przez internet, z kolei w jednym z pobliskich sklepów spotkałem Szychę (poznaliśmy się w 2013 na turnieju, po którym mnie i towarzyszy podrzucił do Torunia w rejon dworca). Nie mogło oczywiście zabraknąć Garrana, który dołączył do nas popołudniu. Ogólnie w miejscu integracji środowiska było tłoczno, głośno i gwarno 🙂

Gdy wróciliśmy do bazy było nawet cicho, choć co jakąś chwilę wybuchające za ścianą debaty przypominały o tym, że jest nas tutaj trochę 😉 Noc minęła spokojnie i bez ekscesów. Nie słyszałem nikogo dobijającego się do drzwi ani turlającego się w korytarzu, to sukces 😀 Następnego dnia o poranku zjedliśmy śniadanie mistrzów. Potężna ilość jajecznicy (w okresie, kiedy jajka stają się towarem deficytowym, powaga!), chleb, wędliny, sery, a na życzenie nawet zielona herbata. Budująca była także ilość graczy, którzy bezwzględnie zdominowali tego poranka jadalnię. To mi się podobało 🙂 Zasileni kaloriami tłumnie ruszyliśmy na kolejne dwie potyczki.

Tak prezentowały się rozgrywki (kliknij, aby powiększyć):

W CHOK niedzielę otworzył Darek, który przemówił do tłumu na temat kosztów organizacji całej imprezy i zdradził kulisy logistyczne przedsięwzięcia. Pierwsze kroki zostały wykonane jeszcze w kwietniu! Dowiedzieliśmy się także, że wartość nagród to coś około sumy zebranej kwoty pomnożonej przez 3! Darek wspominał też, że w praktyce łatwiej zorganizować więcej nagród od sponsorów na mniejsze imprezy, podając za przykład październikową imprezę w Płocku, gdzie ponoć było o co powalczyć 🙂

Stół pełen obfitości, a to wyłącznie część nagród / foto własne

Stoły przy sędziówce były zastawione dosłownie wszystkim, co tylko można było sobie wyobrazić w taki dzień! 2 nagrody losowe, nagroda dla najlepszego gracza w rankingu indywidualnym, ponadto morze blistrów, nieco pudełek i makiet, mata, puchary, a także mnóstwo dodatków w postaci naszywek, wpinek, podstawek czy sylwetek. Mistrzostwa Polski w pełnej krasie, dla każdego coś dobrego 🙂 Pomysłem godnym pochwały były duże „nieśmiertelniki” z wybitą ksywą, numerem ITS oraz logiem armii odzwierciedlającym wybór każdego z graczy. Ponadto uczestnicy przed turniejem dostawali przygotowaną uprzednio książeczkę z wykazem misji oraz miejscem na notatki (plus wyniki). Usprawniło to zarówno prowadzenie rozgrywek (wydrukowane scenariusze zawsze spoko!), jak i późniejsze liczenie punktów przez ekipę sędziowską. Pierwszego dnia widziałem stolik z wodą i chyba drobnymi przekąskami, które kosztowały „co łaska”. Opłatę uiszczało się do małej skarbonki, która miała zasilić klubową kasę chełmżyńskiej ekipy. Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o wsparciu lokalnej piekarni, która ufundowała słodki poczęstunek dla graczy w sobotni poranek!

Galeria miniatur (kliknij, aby powiększyć):

Sala była przestronna. Łysy mówił mi, że osiągnięto jednak szczyt możliwości logistycznych i przy większej ilości ludzi mogłoby być nieco mniej komfortowo. Sędziowie przypominali o pozostałym czasie, zresztą na rzutniku na środku sceny każdy mógł sprawdzić, czy można pozwolić sobie na chwilę swobody w planowaniu czy też wprost przeciwnie – trzeba będzie podkręcić tempo, by nie zostać z tyłu i by rywal także mógł pograć. Jeśli mowa o stołach i informacji zwrotnej – graliśmy na drugim, trzecim, chyba ósmym i dwukrotnie dziesiątym. Osobiście nie przychodzi mi do głowy nic, do czego można byłoby się przyczepić. Z pewnością mogę pochwalić stół drugi, ten najbliżej sędziówki. Grało mi się tam bardzo fajnie. Słyszałem o przedłużającym się parowaniu w trakcie rozgrywek, ale kompletnie tego nie odczułem. Nie jestem też pewny, czy trzymaliśmy się tak sztywno planu paringowego i godzin. Szczęśliwi czasu nie liczą, a ja nie patrzyłem na zegarek zbyt często 🙂 Do tego wszystkiego Garran roznosił cukierki (u mnie był chyba z pięć razy :D), oferował też opcję wyskoczenia po jakieś drobne zakupy. Na książeczce z tyłu były namiary na pobliskie jadłodajnie i jak to przy okazji większego turnieju królowała pizza w każdej możliwej odmianie. Nie tylko w trakcie imprezy, ale i po godzinach 🙂

60 osób to naprawdę powód do dumy! / foto: Łysy

Z tych wszystkich na pozór drobiazgów uzbierała się paleta rozwiązań, które windują pozytywne odczucia. W tym roku gracze tłumnie stawili się w Chełmży – 60 osób! To absolutny rekord frekwencji na ogólnopolskich turniejach i zarazem wynikowa powyższych, pozytywnych aspektów. Jak na dłoni widać, że organizatorzy wyciągają wnioski z wielu imprez i wdrażają ciekawe pomysły. Liczba jasno wskazuje, dokąd gracze z Polski chcą jeździć 🙂

Ze sceny / foto: Kędzior

Gdy zakończyła się ostatnia gra nastąpiło odprężenie. Wszyscy oczekiwali na wyniki. Największym zaskoczeniem turnieju była nasza ekipa, ponieważ… nie byliśmy ostatni! 😀 Nasza drużyna z Armii Pomorze zajęła okrągłe 19 miejsce, ale nawet będąc tak daleko od podium nie zabrakło dla nas nagród. Bielszczanie za nami także znaleźli coś dla siebie 🙂 To dobitnie pokazuje, że pomyślano tu o dosłownie każdym, kto przekroczył próg CHOK-u.

Podziękowania należą się:

Darkowi i Łysemu za przygotowanie imprezy, która na długo zapadnie w pamięci uczestników. Czapki z głów za kawał ciężkiej pracy, działania po godzinach, aktywność podczas turnieju i podzielność uwagi.

Środowisku Infinity z Chełmży i Torunia za kreowanie niemal domowej atmosfery, w której przyjezdni gracze mogli się dobrze czuć, a także za pomoc organizatorom. Garran chodzący po sali z cukierkami czy Ecik zasuwający z drożdżówkami od sponsora byli tego najlepszym przykładem 😀

Ekipie Armii Pomorze – w szczególności Krzyśkowi za dowodzenie plus wyciąganie swoich bitew oraz Danielowi, który rzucał Avatara na wszystkie najtrudniejsze odcinki walk 🙂 Choć miejsce zajęte od końca, to było grane do końca.

Sponsorom za wspieranie naszego hobby. Miejmy nadzieję, że gracze odpłacą się jakimiś zakupami u was! Jak nie dziś, to kiedyś 🙂

Chełmżyńskiemu Ośrodkowi Kultury za szeroko otwartą bramę dla gości z całego kraju, nie pierwszy już zresztą raz 🙂

Rywalom, a mianowicie: Vertorowi, Adamowi z Bielska, Plutonowi, Varredowi oraz Imrikko. Po tym turnieju jeszcze nadarzy się okazja, by pograć i się zrewanżować 😉

Uczestnikom z każdego zakątka Polski za poświęcony czas i motywację do grania, a także za wsparcie imprezy własnymi makietami 🙂

Drużynowe Mistrzostwa Polski za nami. Do zobaczenia w trasie!

Armia Pomorze pozdrawia! / foto: Marta

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.