II Mistrzostwa Pomorza (22/23 lipca 2017 – Rumia) – relacja

Pomorze, podejście drugie, Anno Domini 2017. Przyznam, że czas ucieka szybko, za szybko. Przecież dopiero co Draigar z Kędziorem brali na bary ciężar organizacji pierwszej odsłony pomorskich mistrzostw na terenie Politechniki, a tu dwa lata do przodu, wszyscy jesteśmy starsi. Może odczuwam to bardziej, gdyż kolejna edycja odbyła się po dłuższej przerwie? Jak było tym razem? Lepiej, gorzej, a może podobnie? Zapraszam do lektury raportu bitewnego mojego autorstwa 🙂

Przyznam, że do samego końca nie wiedziałem, czy na turnieju stawię się jako zawodnik czy bardziej w charakterze blogera dokumentującego przebieg imprezy. W planach była rozbudowana relacja plus więcej fotek. Z motywacją do grania było przeciętnie. Ostatnie półrocze to pogrywanie w kratkę – od intensywnego pierwszego kwartału, kiedy częściej zdejmowałem modele z półki i zdołałem nawet dotrzeć do Krakowa aż po kwartał drugi, kiedy to w moim hobby działo się niewiele. Nie czułem się przygotowany do tak dużej imprezy, choć listę armii którą grałem w ciągu całych Mistrzostw Pomorza zdążyłem wcześniej przetestować 🙂 Okres intensywnego turlania poprzedził okres pauzy. Postanowiłem jednak wcisnąć play, choćbym miał tylko pozbijać piątki z kilkoma ludźmi, których stanowczo za długo nie widziałem. Od pierwszego rzutu kostką wiedziałem, że podjąłem dobrą decyzję, a kolejne elementy złożyły się w bardzo zgrabną całość. Miałem dwa luźne założenia – znaleźć się w pierwszej połowie graczy i poprawić wynik sprzed dwóch lat. Pewnie niektórzy z was przejrzeli już wyniki lub mają przebłyski z rozdania nagród, zatem to pozostałym przyjdzie zgadywać, czy się udało czy nie 🙂

Na dobry początek możecie zobaczyć część stołów, na których przyszło nam grać (kliknij, by obejrzeć w większej rozdzielczości):

Pierwsza gra to Maniak (podmianka litery „c” na „k” dla dobra języka polskiego :D). To było świetne otwarcie tego dwudniowego święta Infinity na Pomorzu. Poprzednia nasza potyczka miała miejsce w Poznaniu podczas DMP 2016, kiedy to grając Corregidorem nie pozostawiłem złudzeń w kwestii wyniku. Wtedy to potężny strzał z ciężkiej rakietnicy diametralnie odmienił losy starcia. W sobotę to Poznaniak wyszedł z rewanżowego pojedynku zwycięsko.

W Poznaniu też graliśmy w rejonie tej platformy 😀

Jakoś zimno na tej pustyni 😉 Intel malowany był pod Merovingię, stąd ta anomalia.

Decapitation na dzień dobry i walka przeciwko Montesie, tłukącemu z wysokiej platformy granatnikiem (Pietia miał zwinąć Bandytą tę pukawkę trzy gry później i odwrócić ją przeciwko Maniakowi :P). Rycerz zginął od kul Minutemana i może nie zdziałał spektakularnie wiele, ale dostawiony do środka stołu link Sierżantów zdecydowanie pomógł rywalowi w utrzymaniu korzystnego wyniku.

Warto odnotować tu bojową postawę Grunta z ciężkim miotaczem, który stojąc na otwartym polu naprzeciw Sierżanta ze spitfire napierał pod gradem kul (dwukrotnie pod rząd osiągając krytyczny sukces na uniki), chcąc odkręcić kurek z gorejącą cieczą. Jak to w Infinity bywa, „krytyk” błyskawicznie do niego wrócił 😀 Ponadto dzielnie walczyła także pani porucznik (pancerz osobisty zatrzymał niejedno), ale i ona w końcu padła ofiarą atakującego linku. Maniak wziął komplet do moich 4 OP, ale taka atmosfera gry to jest coś, do czego powinno się dążyć. Jak już zdołaliśmy ustalić po analizie wybitnie małej próby, następne spotkanie oznacza moje zwycięstwo 😀 Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam!

Gra numer dwa z Konuhageruke (Frontline) toczyła się wokół jednego zdarzenia. Jeszcze w pierwszej turze szukając kolejnych celów Grunt z lekkim granatnikiem chciał strzelić obok dwóch stojących blisko siebie kamuflaży na środkowym budynku (speculative). Byłem przekonany, że manewr jest dopuszczalny, rywal twierdził inaczej. Obaj sędziowie początkowo potwierdzili legalność zagrania (zatem granatnik wypalił), ale w toku rozgrywki, pod wpływem dyskusji i analizy faktów uznali rację rywala. Konuhageruke puściły nerwy i kostki wylądowały nie tam, gdzie trzeba. Po moim błędnym zagraniu przywrócony do gry Prowler niemal odwrócił bieg wydarzeń i końcowy wynik, ale położona przez Foxtrota mina chwyciła go podczas próby wejścia do walki wręcz. Ostatecznie wygrałem 4-1. W niedzielny poranek w spokojniejszej już atmosferze pogadaliśmy o tej potyczce, trochę spekulowaliśmy w stylu „co by było gdyby”. Sądzę, że dzięki szczerej rozmowie i solidnemu uściskowi dłoni sprawę mamy za sobą.

Nastała pora obiadowa. Zamówione z większym wyprzedzeniem pizze wjechały na salę i teraz najlepsze – mogliśmy zejść piętro niżej i zjeść w zupełnie innej, przestronnej sali 🙂 Komfortowe rozwiązanie, gdyż grający mogli na spokojnie turlać kostkami, a jedzący opychać się kawałkami pizzy i nikt nikomu nie przeszkadzał ani smaka nie robił 😀 Dodam, że wszystko było gorące i wręcz dymiło, gdyż pizzeria była zlokalizowana po sąsiedzku! Wraz z Piotrem dokupiliśmy na pobliskiej stacji napoje, spotkaliśmy na powrocie Ecika i wróciliśmy na turniej.

Grę numer trzy (Supremacy) rozegrałem z Detrospekiem (podmianka „c” na „k” jak u Maniaka ;)). Reprezentant Torunia przyznał, że to jego pierwsza, większa impreza, acz w Infinity jakąś chwilę gra. Przyszło mi stawić czoła żołnierzom Cesarza. Snajper przycelował i zdjął dronę z total reaction. Lewą flanką pobiegł pies z psem i zabarykadował się przy wielkim hangarze, niemal w strefie Chińczyków. Foxtroci kliknęli obie antenki i trzymali punkty w rejonie środka. Jeden z nich zdążył jeszcze namierzyć uszkodzonego rema pod kątem misji 🙂

Torunianin w porę zareagował i rzucił w kierunku psiaka Kuang Shi. Po nieskutecznym okładaniu chainem wilczur wszedł do walki wręcz i jakie było moje zdziwienie, gdy Destrospec powiedział: „sprawdzam”! BOOM! Detonacja podczas zapasów. Pies otrzepał się z kurzu, a pancerz i wrodzona odporność pozwoliły działać dalej. Cóż to była jednak za nierówna walka, gdy zza rogu drona ze spitfire przy wstępnym podejściu pozbawiła go przytomności 😉

W pierwszej turze byłem na plusie, trzymając trzy sektory do jednego.

Druga tura to moment przewagi Imperial Service. Śmiały desant na tyły linku Celestial Guardów skoczkiem zakończył się niepowodzeniem przy pierwszej wymianie. A szkoda, bo pistolet szturmowy u spadochroniarza potrafi być skuteczny. Niewiele lepiej poszło Minutemanowi na tej samej (prawej) flance, który wyszedł na ubitą ziemię z Imperialnym Agentem uzbrojonym w multi karabin. Druga seria i jakieś kosmiczne rzuty na trafienie typu 18 czy 20 😀 Chińczyk po prostu huknął w reakcji i było po zawodach. Chwilę później dosunął się do prawego kwadratu bliżej moich pozycji, co kosztowało USAriadnę utratę remisu w posiadanych sektorach. Eksplozja miny przy budynku Agenta nie przestraszyła, podobnie jak czający się tu Foxtrot.

Grunt z HMG miał duży problem z trafianiem. Spod dymu drona zdjęła mi snajpera na lewej flance i zrobiło się nieciekawie. Destrospec zapunktował 3-1 w strefach, zrzucając jeszcze do swojego prawego kwadratu Garudę. Ze względu na niemożność optymalnego przyłożenia ze strzelby rywal zrezygnował z tego zamiaru, stawiając na trzymanie punktów.

Trzecia tura to mało rozkazów i wiele pomysłów. Na coś trzeba było się zdecydować! Do wyboru uleczenie snajpera i ostrzelanie drony lub… Intel doktor sam zaatakuje bez oglądania się na snajperskie wsparcie. Stanęło na drugim wariancie, co ostatecznie było opłacalne – dwa trafienia w cel to nie w kij dmuchał, zwłaszcza że rem punktował tu w sektorze i blokował dalsze działania. Podciągnąłem link do środka pola, nieco z lewej, a na czoło wysunął się Grunt z ciężkim miotaczem ognia. Z Garudy zostały wióry, podobnie jak i z bezbronnej drony stojącej z tyłu. Dzielny amerykański żołnierze przetrwał 🙂 Odblokowanie tej flanki i zajęcie jej zapewniło mi remis w sektorach na koniec. Gdy zaczęliśmy sumować punkty wychodził remis 5-5. A, moment, Foxtrot kliknął! Zatem 6-5 dla mnie 🙂 Gra w bardzo spokojnej atmosferze i w równym tempie.

Gra numer cztery (Anihilation) to Bahram Metalslave’a. Z Wojtkiem zdążyłem już kilka razy pograć, a widząc naprzeciw siebie tę armię, pewny jest niemal zawsze Fiday!

Z myślą o nim rozlokowałem najrozsądniej jak się dało link na lewej flance. Podejście zabezpieczała mina, Grunci wespół z Intelem oczekiwali na uśmiechniętego pana z dubeltówką. O dziwo jednak nie doczekali się. Zwyciężyłem o jedno oczko w rzucie poruczników. Wziąłem zaczynanie i znalazłem mojej dzikiej parce wspaniałe lokum po prawej – długi korytarz, którym pieski małe dwa mogły urządzić sobie rajd. Z jednej strony krawędź, z drugiej same wysokie budynki i tylko jedno skrzyżowanie, gdzie stał jakiś mężczyzna w amerykańskim mundurze z demobilu, który był wyczekiwany po drugiej stronie pola bitwy 😉

Psy ruszyły jak na sygnał. Pierwsze dwie rakiety pomknęły w ich stronę, ale zginęły w dymie wydobywającym się z granatu (trafienie krytyczne). Parka natychmiast dopadła skrzyżowania, a pies rzucił kolejną puszkę tak, by uśmiechnięty żołnierz zbyt wiele nie zobaczył.

Obszar walki jest zadymiony, Antypoda stoi na znaczniku

Rajd trwał aż do osiągnięcia pozycji pierwszych dwóch Muyibów, którzy w obliczu latających w nieładzie granatów dymnych próbowali cofać się w różnych kierunkach. Dzikusy najpierw wyjaśniły sprawę ze spec opsem, by po chwili wyperswadować jego kompanowi z rakietnicą, że takie zabawy są niewskazane… 😉

Dwa rozkazy do końca, a trzech Muyibów stoi ciasno za kontenerem. Myślę sobie – co zaszkodzi położyć chaina? Dwóch i tak pokazywało plecy. Wojtka doszczętnie zawiodły kostki. W przeciągu jednego strzału stracił całą trójkę. Po linku nie pozostało nawet wspomnienie.

Bahram podjął jeszcze wysiłek, by ugrać cokolwiek. Jeden z Ghazi dopadł mojego skoczka (z przekonaniem, że to… Van Zant), drugi obejrzał snajperskie kule, a trzeci… ten miał nawet pomysł na psa. Chain okazał się nieskuteczny, a gdy dzika parka wchodziła do walki wręcz, próbował dodatkowo użyć Jammera. Wilk był teraz MVP, więc oczywiście rzuciłem 17 na BTS i szybko rozstrzygnął te nieplanowane tańce 😀 Farzan na dachu błysnął pięknym, krytycznym trafieniem w kudłatego wielkoluda, ale po chwili czekał na pomoc lekarską. Obróconą plecami parkę usiłował wyłuskać impersonator, ale jego dwa trafienia odbiły się od pancerza. Wycelowany w niego pistolet Foxtrota zamknął ten rozdział. Nie zdążyłem zrobić dodatkowej misji i stanęło na 8-0 dla mnie 🙂 

Tak bawiliśmy się pierwszego dnia (kliknij, by obejrzeć w większej rozdzielczości):

Koniec dnia pierwszego! Po czterech grach można było pomylić sufit z podłogą 😀 Grupa integrująca się wyruszyła żwawo do lokalu, który znajdował się tuż obok Stacji Kultura, podobnie jak pizzeria. Słuchajcie, to są wygody niedostępne w wielu innych ośrodkach bitewnych w Polsce – wszystko pod nosem 😉 Ale tak na serio serio – niecałe 60 sekund od wyjścia 😉

Wraz z Piotrem pojawiliśmy się w zasadzie symbolicznie. Bardzo chętnie posiedziałbym z wami wszystkimi dłużej, ale jeszcze w czasie trwania turnieju zaszła sytuacja losowa i musiałem wyjść szybciej niż chciałem. Tak czy siak mogłem doświadczyć atmosfery integracji 🙂 Naprzeciw mnie siedzieli pomorscy bracia, za nami m.in. Kędzior z żoną i młody, pełnoletni solenizant. Po prawej łączony stół, który zdominowali delegaci z Poznania i Wrocławia 🙂 Co ciekawe, lokalne animozje nie przeniosły się na ten grunt, nie licząc pewnie podszczypywania się żartami przy każdej możliwej okazji 😀 Pod koniec zbite piątki z ludźmi i czas się na dziś żegnać. Zapomniałem wspomnieć wcześniej o trzecim założeniu – zobaczyć się z Kreolem! Pech sprawił, żeśmy się za długo nie widzieli i to miał być ten dzień, kiedy wreszcie chociaż chwilę pogadamy 🙂 Tak też się stało, więc widzicie, że 1/3 planu wyjściowego doczekała się realizacji 😀

Drugi dzień większych imprez stoi pod znakiem zapytania co do formy balangowiczów 😉 Kreol zagiął wszystkich i spóźnił się o 1 minutę. 60 sekund! Patrzyłem wtedy na zegarek i liczyłem „tyknięcia” 😀 Tuż po nim zjawił się dzisiejszy rywal, czyli Pająk 🙂 Pięć konsol i Matrix jak ta lala. Poprzedniej gry w Poznaniu nie wspominałem z wielkim rozrzewnieniem, kiedy to zawiódł mnie Masaj (chyba nie tylko on) 😉 Teraz kolejne rozdanie, sprawdźmy czy coś się zmieniło w ciągu tych miesięcy 🙂

Bahram i trzech impersonatorów. No nie wierzę, hahaha 😀 Dopiero co rozkminiałem jak wykiwać jednego, a teraz miałem dostać potrójne orzeźwienie, no z pewnością 😀 Mój porucznik spisał się na medal i wygrał rzut. W ciemno rozpoczynam, bo trzeba coś wykombinować 🙂

Fiday znajdował się obok Grunta z miotaczem – po prawej

Fiday na balkonie po lewej, przy całym linku, wydawał się być najbardziej uciążliwy. Pierwsze wykrywanie i gościowi lekko zrzedła mina. Przy drugim wyłączam snajpera z linku i strzelam z pistoletu – niespodzianka! Zwrotka z pompki leci w Grunta, ale i Intela plus minę. Osprzęt uszkodzony, ale spec ops przetrwał atak rykoszetem. Snajper poradził sobie przy użyciu krótkiej broni i teraz zawody czekały mnie na drugiej flance.

W budynku przy antenie krył się Minuteman z HMG plus dzika parka 🙂 Wilk z antypodą żwawo wbiegli pomiędzy dwa podejrzane markery. Próba wykrycia pierwszego spalona. Podejście na drugiego i jest poziom w dół! Mój piechur wyszedł zza rogu i mamy go na patelni!

Dzika parka weszła do walki wręcz i posprzątała 😉 Wkrótce potem nadeszła zemsta ze strony trzeciego nieproszonego gościa, który obrzucił wszystko dymem, wlazł przez okno niczym włamywacz, zlikwidował Minutemana i strzelił sobie za darmoszkę do psa (Antypoda padła od odłamków). Trzeci żołnierz Haqqislamu skończył walkę podczas ataku na wilka – wprawdzie zdążył zadać końcowy cios, jednak przyjął dawkę śrutu i padł bez ruchu.

Mimo to Pająk zyskał przewagę za anteny i pojechaliśmy dalej. Mój skoczek wyszedł z prawej flanki. Zranił Warcora (trochę za długo to trwało), uchylił się od miny, a następnie po przetrwaniu ataków z granatnika wszedł na balkon i załatwił spec opsa. Równolegle snajper zdeklarował wykrywanie i strzał w kierunku Farzana, który był widoczny przez okno środkowego budynku. Spec ops Bahramu przed śmiercią zdążył skasować Intela przez anteny i kliknąć misję (namierzanie). Ostatecznie wyciągnąłem dwie tury i misję, a Pająk jedną turę i dwie misje (HVT w samej końcówce). Remis 6-6! Ojj, ten Poznań chyba chce mnie gościć jak króla, bo podobnie jak w przypadku Maniaka wypada mi w kolejnej grze zwycięstwo! Bitwa bardzo soczysta i wymagająca myślenia na kilku frontach. Zabrakło dosłownie tyci tyci 😉

Ostatnia potyczka to Firefight z Darkiem 🙂 Kolejny już raz turlałem z przyjemnością ka-dwudziestkami, gdyż rywal był mi znany i spodziewałem się sprawnego przebiegu starcia. Darek miał to szczęście zgarnąć inicjatywę i jego Mobilna Brygada z wyrzutnią pocisków wzięła na cel Grunta z HMG. Jego 16 na moje 14.

Darek przestrzelił o pińcet metrów, a mój żołnierz wyturlał dwie czternastki! Usłyszałem tylko komentarz: „co tu się wydarzyło!” :D:D Rywal zdążył jednak tak przycisnąć moich Amerykanów, że po pierwszej turze byłem lżejszy o kilka kluczowych rozkazów i miałem na tyłach Hellcata z HMG w ogniu zaporowym 😉 Oczywiście rozrabiakę trzeba było przegonić. Wilk przypłacił to raną, ale stosunkowo małe zasoby pozwalały na niewiele.

Na środku stołu próbowałem Foxtrotką kropnąć Bandytkę, ale z tego wszystkiego wyszły damskie walki w parterze i ostatecznie moja zawodniczka klepała o matę 😉

Wiedząc gdzie jest porucznik próbowałem zaatakować skoczkiem Intrudera, ale kolejny raz pistolet szturmowy nie przebił się przez ARO. Darek w końcówce uleczył Brygadę i dorwał moją panią porucznik ostatnim rozkazem. Liczyłem, że przetrwa ten pojedynczy atak, lecz nie było jej to dane. 0-10 dla Corregidoru.

Tak wyglądały zmagania w niedzielę:

Rozdanie nagród odbyło się w jeszcze innej sali niż ta w której graliśmy i jedliśmy. Ilość fantów do zgarnięcia była naprawdę pokaźna. Pomorski skarbiec pękał w szwach, ale na szczęście mogliśmy liczyć na wsparcie „szabrowników” z całej Polski, którzy hojnie obdzieleni łupami wracali zadowoleni w swoje strony 🙂

foto: Marta

Część oficjalną poprzedziło wręczenie symbolicznego prezentu od pomorskiego środowiska dla Narrandera.

foto: Marta

foto: Marta

foto: Marta

Potem nastąpiło rozdawanie dyplomów i nagród 🙂 Pod koniec zdążyłem jeszcze ogłosić zwycięzcę konkursu na najlepszy opis armii, a Darek zaprosił wszystkich na turniej drużynowy do Chełmży w październiku. Więcej szczegółów ma się pojawić w sieci niebawem 🙂

Tutaj mamy wyniki:

Tutaj laureat konkursu na najlepszy opis armii 🙂

foto: Marta

A tutaj wybrane modele, które aż miło było oglądać na stołach (kliknij, by obejrzeć w większej rozdzielczości):

Tak oto Mistrzostwa Pomorza 2017 zapisały się na kartach historii. Jakie w mojej ocenie były najmocniejsze atuty? Stacja Kultura jest największym z nich. Miejsce bardzo komfortowe i przestronne. Dzięki dostępowi do kilku pomieszczeń można było zarówno zagrać jak i zjeść. Dobry dojazd obwodnicą oraz SKM’ką z pewnością wielu osobom ułatwił dotarcie do celu (wiadomo, mi też :D). To nie koniec świetnej lokalizacji – tuż obok pizzeria i pub! Nawet najbardziej leniwi turniejowcy nie mogli się tłumaczyć, że to za daleko 😀

Organizacja elegancka. Wiem, że Kreol miał w tym czasie urwanie głowy z tym wszystkim, bo ilekroć się z nim kontaktowałem, to dostawałem odpowiedź po kilku godzinach. Aha 😀 Licznik z rzutnikiem na duży plus, trzymanie się harmonogramu również. Sędziowie krążyli między stołami, a nie tylko siedzieli na loży jak vipy 😉 Miejsc bezpośrednio przy blatach nie było, ale na uwagę zasługiwały parapety, pojedyncze wolne stoliki i wszechobecne krzesła, które spokojnie mieściły akcesoria niezbędne do gry. W salach było dość ciepło, ale porównując to do Mordoru sprzed 2 lat, w ogóle nie ma o czym mówić 😉

Zamówione jedzenie wjechało na czas, w sąsiednim barze zimne napoje chłodziły gorące głowy, dyskusje trwały w najlepsze. Ludziska wiadomo ekstraklasa. Gdyby nie było was, to nie byłoby ogólnopolskiego środowiska, a gry byłyby nudnym rzucaniem kawałkami plastiku o drewniane blaty. Niczym więcej!

Stoły prezentowały się bogato. Choć na niektórych strony były bardzo wyrównane (nie jest to coś, co trudno poprawić), to jednak ilość wymalowanych makiet i powszechne maty sprawiły, że z przyjemnością toczyło się na nich potyczki. Nawiązując do słów Darka z forum – to cieszy, że jako środowisko wkraczamy na kolejny etap i poprzeczka się podnosi.

Format trafił w moje gusta. 200 punktów to bardzo dobry wybór, pozwalający na szybsze starcia przy poszanowaniu każdego ludzika jakiego mamy na stole. Spec ops z 8 xp zmieścił się tu perfekcyjnie.

Podejrzewam, że nie tylko moje obawy budziła kwestia wymogu pełnego malowania a potencjalnej frekwencji. Trudno byłoby oszacować, ile osób odpuściło przez to udział, a ile z kolei zmotywowało to do machania pędzlem 🙂 Wyrazy uszanowania dla Kreola za asertywność do samego końca. Powszechny widok pomalowanych miniatur jest budujący. Słyszałem, że teraz czas na makiety 😀

Dla mnie Mistrzostwa Pomorza w Infinity to 5+ 🙂 Turniej pozwolił mi na tyle doładować akumulatory i poziom zajawki, że już dziś planuję roboczo wyjazd na kolejne dwie imprezy poza Trójmiasto. To chyba jakiś ewenement 😀

foto: Marta

Na koniec tej relacji chciałem serdecznie podziękować:

Kreolowi – za cały wysiłek włożony w organizację Mistrzostw Pomorza, które były dużym wyzwaniem. Do tego za pozytywne podejście do ludzi! Mistrz ceremonii (na początku rozdawania nagród czułem się jak na rapowym koncercie :D), dobry towarzysz gier i najlepszy opóźniacz turniejowy (ale tylko gdy turla kostkami ze mną!). Wyszło super!

Kędziorowi – za wsparcie dla Kreola, aktywne fotografowanie, służenie pomocą i bycie w sumie wszędzie 😀 Fotek tyle, że można by nimi obdzielić kilka mniejszych turniejów 😉

Marcie, która wytrwale pielęgnuje przyjaźń z arkuszami kalkulacyjnymi, dzięki czemu prostą drogą zbliża się do osiągnięcia profesury w tej dziedzinie!

Maniakowi – takie partyjki to przyjemność w każdym calu. Serdecznie i bez drobiazgowości (choć tego snajpera to Ci nie daruję :D). Dzięki takim starciom rośnie chęć do gry. Klasa.

Moim pozostałym rywalom – za współzawodnictwo, wymagające gry i niesztampowe zagrania. Infinity jest takim systemem bitewnym, który zaskakuje nawet po wielu latach 🙂

Armii Pomorze! Jeszcze chwila i przeniesiemy góry nad… morze 🙂 Wzajemna motywacja plus rozmowy w przerwach między meczami. Trwa to wszystko kilka lat i oby trwało dalej 🙂

Sponsorom – stoły ledwo dźwigały to, co dostarczyliście na ten turniej. Niezmienna zasada – im więcej nagród, tym więcej osób zadowolonych. Niespodzianki od Micro Artu jeszcze długo będą widywane na stołach w całej Polsce, przypominając wszystkim uczestnikom o turnieju w Rumi 🙂

-Stacji Kultura za udostępnienie nam, graczom, tak fantastycznego miejsca do realizowania się w swoim hobby.

-Wszystkim uczestnikom, z każdego zakątka kraju. Liczymy, że Pomorze okazało się dla was gościnne i jeszcze nie raz do nas zajrzycie 🙂

foto: Marta

Autor: Ranger (z pozycji uczestnika turnieju)
Foto: Kędzior, Marta, Ranger 
Pełne galerie Kędziora & Marty i od Stacji Kultura dostępne pod linkami: klik! klik!
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s