10/11.09.2016 – Drużynowe Mistrzostwa Polski w Poznaniu [RELACJA]

Cześć! Jako że brałem udział w poznańskich DMP, postanowiłem podzielić się z wami moimi odczuciami i generalnie „historią”. Tekst będzie długi, uprzedzam 🙂

Tego typu impreza była dla mnie nowością. Do tej pory w rozgrywkach Infinity wszelakiego formatu grywałem w standardowej opcji 1 na 1. Musicie także wiedzieć czytelnicy, że od początku roku rozegrałem niewiele starć w ramach tego uniwersum. Dokładając do tego fakt, że nie darzę szczególną estymą systemu ITS w zasadzie od jego powstania, eskapada stanowiła wręcz wyzwanie 😀 Poza tym gdzieś tam w duchu czułem, że po prostu muszę przyjechać i kropka. Dwukrotnie wybierałem się do stolicy Wielkopolski celem poturlania kostkami w Infinity i dwukrotnie powstrzymywały mnie jakieś sprawy losowe.

Debiutowi w rozgrywkach drużynowych towarzyszyła drobna, zabawna historia. Jako uczestnicy występowaliśmy jednocześnie pod różnymi nazwami 😉 Pierwotnie nasza drużyna tuż przed DMP nazywała się po prostu „Ranger, Ghost, Krzysiek”. Historia jej sformowania nie jest szczególnie zawiła – ot mogłem zagrać ja i Ghost, szukaliśmy trzeciego gracza. Jako że jeszcze wtedy z Pomorza miały ruszyć trzy drużyny (ostatecznie wystartowały tylko dwie, my plus BWT Klika), nie tak łatwo było znaleźć kogoś, kto mógłby ruszyć do Wielkopolski i walczyć pod wspólną banderą. Szczęśliwie właściciel firmy ZenTerrain, Krzysiek, zdecydował się połączyć przyjemne z pożytecznym i wsparł nas swoją obecnością.

Ostatecznie jako team zagraliśmy w składzie:

Ranger (kapitan) – Jurisdictional Command of Corregidor (Nomadzi)

GhostMilitary Orders (PanOceania)

KrzysiekUSAriadna (Ariadna)

Jak widzicie, armie mocno zróżnicowane. Nadmienię, że grałem w oparciu o dwie listy, z których jedna była dedykowana scenariuszom „siłowym” (m.in. link Wildcats, Bandyta KHD, Intruder snajper), a druga „specjalistycznym” (m.in. link Alguacili z Lupe, Intruder HMG, Gecko Mk12).

Wystartowaliśmy w piątkowy wieczór, by być w Poznaniu jeszcze przed północą. Podróż minęła płynnie, nie licząc może dwójki szaleńców tuż po przejechaniu granicy województwa kujawsko-pomorskiego, wyprzedzających na styk pasem z naprzeciwka oraz… wąskiego pobocza od strony prawej (jednocześnie). Z kolei przed nami tir pewnej firmy kurierskiej wyprzedzał z gracją kolejne osobówki. W końcu szczęśliwie dojechaliśmy do celu 🙂

Wraz z Ghostem rozłożyliśmy bagaże w samiutkim centrum Poznania, dodajmy że bardzo blisko samego DMP. Pod naszą miejscówką kwitło życie nocne do godzin wczesnoporannych. Muzyka hulała tak głośno, że spotkany w niedzielę rano Masło z Szybkiego Szpilu (jak się okazało, nocowali w tym samym miejscu co my) zadał nam pytanie:

-Chłopaki, byliście wczoraj z nami na koncercie szantów?

-Nie, nie załapaliśmy się. Ale kojarzę, że wspólnie wybraliśmy się na koncert techno.

Chodzi oczywiście o odmiany muzyki, które można było usłyszeć zza okien o różnych porach wieczorowo-nocnych 😉 Dodajmy do tego dialogi podpitych mężczyzn i kobiet, okrzyki typu „PODSKOCZ, PODSKOCZ, PODSKOCZ” oraz pełne szczerości sentencje w stylu: ja tu nikogo nie znam, by dodać po chwili: ale moja koleżanka siedzi w środku. Poznań miasto doznań 😀

Nazajutrz skierowaliśmy się z Ghostem do Cube, Krzysiek nocował w innej części miasta. W drodze na turniej spotkaliśmy Garrana z Ecikiem. Jako że z organizatorem chełmżyńskich gier w Infinity nie widziałem się sporo, nadarzyła się idealna okazja, by wypić kawę / herbatę w plenerze. Przed godziną 10 było trudno znaleźć otwartą kawiarnię toteż daliśmy radę zdobyć napoje w… piekarni 😉

Na miejscu spotkaliśmy już wszystkich, organizator wyczytał kolejną nazwę drużyny, która brzmiała „ZenRangers”, po czym wystartowaliśmy z graniem 🙂 Dla porządku dodam, że pisząc o prawej bądź lewej flance zawsze mam na myśli swoje flanki. Ponadto z góry przepraszam współgraczy za jakieś przeinaczenia w relacji. Siadłem do niej od razu w poniedziałkowy poranek, by nie pozwolić umknąć jak największej ilości szczegółów 🙂 Zaznaczę też, że organizator dla każdej z par zagwarantował następujące warianty stołów:

-Stół amerykański, a więc gęsto zastawiony terenami

-Stół hiszpański, gdzie dominuje powierzchnia niezabudowana, a terenów jest stosunkowo niewiele

-Stół Boarding Action, czyli wnętrze budowli/statku kosmicznego

Pomysł bardzo fajny jak na drużynówkę! Z tego miejsca należy też podziękować za bardzo sympatyczne tacki do przenoszenia modeli z wyciętymi otworami odpowiadającymi wielkością podstawkom modeli, które otrzymali wszyscy gracze.

Gra numer 1 – PyroManiacs (ekipa z Poznania z Hiszpanem w składzie, to chyba wy ;)), scenariusz: Firefight

gra-1-3

Blizzard!

Wylosowani do gry zderzyliśmy się z wyjątkowym blatem „Blizzard”, na którym wszystkie jednostki strzelają ograniczoną serią oraz z karami do trafienia. Gratuluję pomysłodawcy – nietuzinkowy pomysł, dający odkręcone możliwości walki. Postanowiłem wziąć na siebie ten wariant (licząc na Intrudera w rozpisce), by chłopaki mieli większe szanse swoimi armiami. Na dzień dobry napotkałem Maniaka, również kapitana drużyny. Grał Stalową Falangą, a zatem stół w kontekście armii zdecydowanie mu służył. Aleph, no tak. Taaa… 😉 Ghost podjął walkę z Yu Jing Tubssona, natomiast Krzysiek z Military Orders Xaviera.

gra-1-1

Wildcats, w tle ciekawski Jaguar oraz Alguacil

gra-1-2

Z tego dachu Intruder polował na jednostki Alephu

Wygrałem rzut na WIP, wziąłem zaczynanie. Rywal uznał strefę przy której już stał za bardziej atrakcyjną, po czym ja się wystawiłem. Przy wydawaniu pierwszych rozkazów poczułem, że może zabraknąć kostek na Intruderze. Spod dymu zaatakowałem kolejno Thrasymedesa oraz Thorakitai’a z HMG pilnujących lewej strony, obu nie dając szans na nawiązanie równej walki z moim snajperem, który mając tylko jeden strzał udowodnił, że Intruderzy rzadko się mylą. Po tym pięknym preludium postanowiłem pójść krok dalej i na tej samej krawędzi pojawiłem się Tomcat’em. Niestety rozszerzone do 16 cali strefy rozstawienia utrudniły mi znacząco przebicie się na tyły z miotaczem ognia. Próba śmiałego ataku zakończyła się oberwaniem z chaina od Thorakitai bez strat Alephu. Na prawej flance, bliżej środka, Bandyta rozszabrował skrzynkę, z której wyciągnął Automedikit! Zainteresowany ciekawymi błyskotkami Jaguar dobiegł z mojej strefy, ale temu nie udało się niczego znaleźć, a Falanga wychodziła właśnie ze schronów…

Tak oto pierwszy w szeregach Corregidoru życie stracił ciekawski Jaguar. Pierwszy strzał udało mu się przetrwać, ale szukając osłony nieopatrznie zbliżył się do swojego kolegi zwiadowcy, a ciskający jęzorami ognia Phoenix sięgnął wzornikiem obu. Żałuję, że Bandyta dostał dwie rany, bo miał tę fajną apteczkę, ale… 😉 Duży link Alephu okopał się za niedawną kryjówką mojego infiltratora w połowie stołu.

Trudno było znaleźć jakiś cel, wszystko pochowane. Wszystko, poza wielką głową Ajaxa, która lśniła swoją łysiną. Na to zaproszenie przystał link Wildcatów z ciężką wyrzutnią rakiet w zestawie. Po krótkim spacerze Neva wystrzeliła trzy pestki do bohatera mitologii greckiej, ten niezdarnie próbował uniknąć. Ogień rozszalał się na dobre i pochłonął stojącego obok Ajaxa, Phoenixa oraz Myrmidona. Czwarty z tej drużyny szczęśliwie dla siebie asekurował tyły i nie podzielił losu kompanów. Mimo to uderzenie okazało się dotkliwie w skutkach dla Falangi.

Maniac rozpoczynał kolejną turę bez porucznika. Kolejne próby podjęcia walki były utrudnione z racji utraty najcenniejszych modeli w armii. Corregidor szedł za ciosem, ale ze skutecznością bywało różnie. Jeden z Moranów udał się w to samo miejsce, w którym lądował skoczek. On także nie przebił się atakiem i zginął od chaina. Intruder cierpliwie czekał na Drakiosa, któremu wygasło „Albedo” (nie mógł być celem ataków jednostek z MSV), niestety nie pamiętam, czy ostatecznie go odstrzelił. Do skrzynek ruszyli kolejni dwaj Jaguarzy oraz Moran. Falanga próbowała głównie z pomocą Scylli i jej sztuczek hakerskich wyciągnąć wynik, ale bezskutecznie. Ona sama padła raniona od kuli wystrzelonej przez Alguacila, stojącego w ogniu zaporowym. Ostatni Myrmidon padł łupem Intrudera, próbując po prostu przejść przez otwarty teren.

Gra zakończyła się moim zwycięstwem 9-1. Zrobiłem wszystko poza wyeliminowaniem większej ilości specjalistów (straciłem trzech). Krzysiek przegrał z Xavierem do 1 OP, natomiast Ghost wygrał z wysoką przewagą, kasując 10 OP. Jako drużyna mieliśmy 6 TP.

Blat nr 2, przed rozstawieniem

Blat nr 2, przed rozstawieniem

Teraz już tak lekko być nie mogło i grę numer dwa (scenariusz Comms Center) mieliśmy rozegrać ze zwycięzcami turnieju, Szybkim Szpilem. Parowanie wypadło tak: ja vs Heretyk, Krzysiek vs Masło (Neoterra), Ghost vs Narrator (Onyx). W swojej grze miałem pod górę już na starcie, gdyż trafiłem na hordę Szkotów (circa 30 rozkazów z przymusowymi włącznie) i stół Boarding Action. Robert powoli, acz konsekwentnie zdobywał kolejne punkty oporu.

Scena z walki przeciw Caledonii

Scena z walki przeciw Caledonii

Z moich jednostek mogę „pochwalić” (choć to tylko metalowe miniatury, wiadomo) Warcora za długie przytrzymywanie Scots Guarda z Mołotokiem (nim ostatecznie padł ranny, Robert musiał zużyć na niego co najmniej 5 rozkazów, w tym wiele kostek pokazało za dużo oczek, kolejnych kilka trafień Warcor zbił pancerzem!) oraz Tomcata, który dał Szkotom łupnia i wyskakując w najmniej spodziewanym miejscu błyskawicznymi seriami z combi załatwił Uxię oraz McMurrough’a, obróconych w inną stronę. Caledonia osiągnęła połowę stanu wyjściowego, ale zginęli wszyscy moi Nomadzi. Porucznik na samym końcu, zabierając ze sobą dwóch Galwegianów atakujących wręcz.

Niewiele lepiej było u chłopaków z drużyny. Jedynie Krzysiek zdołał uszczknąć 2 OP, ale w końcowym rozrachunku nasz stan wyjściowy sprzed gry pod względem punktów drużynowych ani drgnął.

Właśnie wtedy Mroczysław obwieścił po raz trzeci pary i co? A jakże, BWT Klika, drugi pomorski skład 😉 Pary rozłożyły się tak: ja vs Pająk (Neoterra), Ghost vs Suchy (Moraci), Krzysiek vs Kreol (Stalowa Falanga). Scenariusz: Supremacy.

Neoterra zajmie pozycje z lewej, Corregidor z prawej strony

Neoterra zajmie pozycje z lewej, Corregidor z prawej strony

Pająk opisał to starcie na forum w wielkim skrócie i mniej więcej taki przebieg miało. Początek był dla mnie szczęśliwy, gdyż atakując Wildcatem z wyrzutnią rakiet zabrakło bodaj pół cala do optymalnego zasięgu, a mimo to trafienie krytyczne rozstrzygnęło tę wymianę ognia. Potem było już tylko gorzej. Drugi snajper Bolt wypunktował lidera linku, następnie Intrudera snajpera. Swiss Guard z HMG zapuścił się do mojej strefy i narobił nieco zamieszania. Ostatecznie przykleił się plecami do jakiegoś słupa i wszedł w ogień zaporowy. Tak zginął mój kolejny as, Wildcat ze spitfire, ale jaką niespodziankę przyniósł szeregowiec z combi z tego samego oddziału, wbijając drugą serią dwa trafienia krytyczne i eliminując elitarnego piechura PanOceanii 🙂 Dzielny opór stawiał także Bandyta, ostrzeliwując się ze śrutówki z Boltem oraz Devą jednocześnie. W każdym razie przy takich stratach i ciągle żywym snajperze Bolcie, który przeżył potem kilka trafień z combi od blisko stojącego Masaja, o wynik było zwyczajnie trudno. Ratowanie jednej ćwiartki, by mieć przyczółek dla kolejnej nie powiodło się i Pająk zdobył 7 OP.

Na szczęście Ghostowi oraz Krzyśkowi poszło zdecydowanie lepiej. Rycerze nie dali żadnych szans Moratom, natomiast USAriadna po twardym boju na stole „Blizzard” (ten sam ze statkiem, który skojarzycie z mojej pierwszej gry) przeciwko Falandze ugrała zwycięstwo.

Tak oto zakończyły się rozgrywki pierwszego dnia. Przyszedł zatem czas na spotkanie integracyjne w plenerze. Wraz z Ghostem udaliśmy się nad Wartę, gdzie pojawiło się naprawdę wiele ekip z dzisiejszego grania, żeby wspomnieć chociażby delegacje z Bydgoszczy, Warszawy, Poznania, Wrocławia czy Chełmży (kolejność przypadkowa). W sielskiej atmosferze mijały minuty – rozmowy o hobby, podróżach zagranicznych, lokalnej polityce, historii oraz o wielu, wielu innych płaszczyznach życia 🙂 Takie spotkania dają okazję poznania ludzi, z którymi na co dzień możemy co najwyżej wymieniać się opiniami na forum. Byłem zaskoczony spotkaniem z kilkoma osobami (pozdrawiam), organizator zdołał powiedzieć parę słów o sobie (trzymam kciuki za silną wolę), BWT Klika opowiadała o historii WFB w Polsce (tak prężnego środowiska możemy sobie wzajemnie życzyć).

30 minut przed północą podjęliśmy decyzję, że czas się zbierać i dołączył do nas… Łysy. Muszę wam powiedzieć, że podzielił się ze mną pewnym sekretem, a mianowicie dlaczego ma taką ksywę, choć na głowie czupryna. Nie zawieraliśmy żadnych klauzul milczenia, ale może zachowam tę wiedzę na poczet jakiegoś testu wiedzy o graczach Infinity w Polsce 😉 W każdym razie Łysy stał się dowodem na to, jak blackout, nawet w skali mikro-mikro, bo chodziło tylko o jego rozładowany telefon, może utrudnić nawiązywanie międzyludzkich relacji 😉 Otóż towarzysz z Chełmży usiłował odnaleźć swoich kolegów z drużyny, których melanż porwał nie wiadomo jak i nie wiadomo gdzie. Łysy dzwonił zatem od Ghosta i próbował nawiązać kontakt to z jednym, to z drugim. Niestety tylko on wiedział gdzie jest, a koledzy mieli pewien problem z dookreśleniem pozycji 😉 Dnia następnego ujrzeliśmy ich w komplecie, zatem misja zakończona sukcesem! Poznań okazał się nie tak duży, jak Łysy zakładał.

Powrót w niedzielę przyniósł nam kolejną hardą ekipę, a mianowicie „Siusaki” z Wrocławia. Trudno powiedzieć, o czym myśleli chłopaki z tej drużyny przy tworzeniu nazwy (? ;)), ale fakt faktem zagraliśmy z nimi czwartą grę. Pary rozłożyły się tak: ja vs Kristoff (Qapu Khalqi), Ghost vs VanTroff (Combined Army), Krzysiek vs Snandalf (Military Orders). Scenariusz: Frontline

Wildcats przed wyruszeniem w bój

Wildcats przed wyruszeniem w bój

Trafiłem na wymagającego rywala. Kristoff wybrał połowę, ale oddałem mu inicjatywę. Spodziewając się Yuanów starałem się obstawić własną strefę i pobliską okolicę liniowymi piechurami, by link Wildcat’ów bezpiecznie ulokować na jednym z budynków. Pierwszy pirat uderzył z lewej flanki. Drobny błąd w wystawieniu linku słono mnie kosztował – jeden z Kotów padł raniony chainem. Napastnik nie zdołał jednak przebić się dalej, gdyż powstrzymał go jednoczesnym atakiem Jaguar, który przyjął na pancerz nawałę fruwających śrub 😉 Po tej walce lekko się wkurzył i już do końca gry szukał zwady z modelami rywala. Drugi Yuan miał zadziałać jak minesweeper, jednakże w ostatniej chwili (tuż po opuszczeniu swojej strefy rozstawienia) przypomniał sobie, że nie jest inżynierem. Zgarnął 4 koale i podziękował za obecność (nie robił uników, tylko pełny ruch).

Morani w plenerze

Morani w plenerze

Kristoff ruszył do walki Odaliską uzbrojoną w spitfire. W szarpanym boju wojowniczka raniła nanopulserem Masaja, ale ten na odchodne odgryzł się strzałem z combi. Ranna Odaliska zabunkrowała się blisko linku za barierką mniej więcej na środku stołu, licząc na opóźnienie marszu Wildcat’ów. Za niepowołanego gościa zabrał się żyjący jeszcze Moran, który najzwyczajniej w świecie przeszedł sobie przed frontem rywala z prawej flanki do środka, będąc świadomym dwóch strzałów z karabinu Ghulama FO. Kristoffowi marzyło się trafienie krytyczne, ale nie wpadło żadne. Seria z combi i puff, nie ma Odaliski. Intruder spod dymu zdołał jeszcze wyeliminować Ghulama snajpera, a Wildcats pod wodzą Nevy z wyrzutnią rakiet podgrzali atmosferę w okolicy drugiego doborowego strzelca z linku. Ten próbował dosłownie chwilę wcześniej ustrzelić szalonego Jaguara, ale puszka z dymem przesłoniła pole widzenia.

Kristoff nie odpuszczał do końca. Z mojej lewej flanki wyskoczył Bashi. Znowu mogłem się przekonać, jak potencjalnie łatwym celem jest Jaguar i jednocześnie z jakim zapałem walczy. Choć nie widział wrogiego skoczka i tylko czuł, że ktoś się bliża, bez problemu przetrwał serię z submachine gun (spod holo), po czym złapał osłonę i czekał na walkę w bardziej sprzyjających okolicznościach. Skoczek z zaproszenia nie skorzystał, skupiając się na trzymaniu punktów w środkowej strefie. Równolegle Qapu Khalqi zaatakowało swoim dronem uzbrojonym w shotguna. Niestety Moran poległ na środku stołu. REM strzelił w Wildcata na szpicy i w zamian za to przyjął dwa miotacze ognia w prezencie. Choć link przypłacił to śmiercią operatora spitfire (dostał odłamkami), to odegnał od siebie poważne zagrożenie. Chwilę wcześniej Kristoff przy pomocy drona usiłował pozbyć się niewygodnego Bandyty deklarując, że zaraz „zwęgli mu mózg” swoim Ghulamem hakerem. Praktyka pokazała zgoła inaczej – niepozorny infiltrator rozstrzygnął cyberwalkę rzutem krytycznym, wbijając się przez firewall programem Redrum.

W końcówce gry Corregidor, korzystając z gęstej zabudowy miasta, ruszył do przodu. Wildcat’s objęli najdalszą strefę, środek trzymali Tomcat, Bandyta oraz Jaguar. Najbliższą strefę chronił Intruder wraz z droną bagażową. Kristoff tymczasem zagrał kartę Intelcom i dołożył sobie 36 punktów do środkowego obszaru, gdzie miał już dwóch Al-Hawwa i skoczka. Gra kończy się zwycięstwem Corregidoru 6-3. Kompanom dla odmiany nie poszło tak dobrze, ale pomimo tego dalej punktujemy za 2 TP.

Przed ostatnią grą Krzysiek mówi, że jest szansa na „baja” (dla nieobeznanych z językiem turniejowym: chodzi o pauzę w grze w razie nieparzystej liczby drużyn/graczy, a tak było na turnieju). Ostatecznie jednak bardzo się ucieszyłem podczas wyczytywania par, bo mieliśmy zagrać (pod kolejną już nazwą drużyny: „GhostRangers”) z chłopakami z Chełmży. Pary rozłożyły się następująco: ja vs Eciq (Military Orders), Krzysiek vs Garran (Tohaa), Ghost vs Łysy (Stalowa Falanga). Misja: Highly Classified

Stół ZenTerrain

Stół ZenTerrain

Ecikowi obiecałem, że nie zdradzę jego imienia w relacji na blogu, niechaj tak będzie 😉 Wylosowaliśmy z 4 misji aż 3 dotyczące HVT, a już to wróżyło twardą bitkę.

Tyle HVT w całym mieście

Tyle HVT w całym mieście

Rozgrywka na stole ZenTerrain, a więc wysokich budynków z pewnością nie brakowało. Po dwóch stronach rozmieściłem swoich Masajów FO, licząc na szachowanie ciężkiej piechoty Wildcat’em hakerem.

Strefa prawa. Widoczny Wildcat

Strefa prawa. Widoczny Wildcat

Eciq z kolei rozstawił swoich Sierżantów w termooptyce…tuż obok Masajów. Najpierw jeden ze zwiadowców był szachowany miotaczem ognia od Peacemakera. Dronę z pomocą przekaźnika unieruchomiłem hakerem, a Masaj ją rozwalił. Problem w tym, że w reakcji odkrył Sierżanta, a pod nogi trafiła mina. Napastnika zdjął Intruder z HMG, ale problem nadal istniał. Masaj zginął, rozwalając z combi dronę.

gra-5-3

Ta mina – „bezcenna”

Potem o festiwalu farta mógł mówić drugi Sierżant na drugim dachu. Zaatakował Morana i nie dość, że zwiadowca zginął, to zawodnik Ecika z dwóch koali nic sobie nie zrobił i zwyczajnie odbił je od swojego pancerza!

Drugi z Moranów na moment przed walką z Sierżantem szczęściarzem

Drugi z Moranów na moment przed walką z Sierżantem szczęściarzem

Chwilę później z prawej flanki, zza budynku, usiłował zrobić misję na dwukrotnym FO mojego HVT. Raz trafił go Gecko z Blitzena, a Sierżant co? Odbił pancerzem dwa trafienia z BTS, zrobił misję, zostawił dwie miny i się schował. Problem polegał na tym, że naszych cywili rozdzielał ten wysoki budynek z windą, na dachu którego zginął drugi Moran (prawa flanka). Wąski przesmyk poszedł rozrobić Warcor… 😉 Potem ja podciągnąłem tam link, zdałem tylko jeden test FO z dwóch potrzebnych, wpadł link Magistrów ze Szpitalnikami i wszyscy walczyli z wszystkimi.

Zginęli wszyscy, ale walczyli godnie

To oni stawiali największy opór podczas tej bitwy

Zginęli wszyscy Alguacile, Jaguar, Geckon punktował z tyłu, któryś z Magistrów padł od combi, był uleczony, padł ponownie, jego towarzysz został wręcz rozerwany na kawałki z panzerfausta Lupe z kilku cali.

Gecko Cię obserwuje!

Gecko Cię obserwuje!

Ostatecznie Eciq zrobił trzy duże misje przy mojej jednej (rzutem na taśmę Tomcat wszedł z flanki i dobiegł do HVT zdając test), obaj mieliśmy też z głowy własne karty. Podliczając wszystko wyszło 3-9 dla rywala.

GhostRangers walczy do końca!

GhostRangers, a ściślej GhostZens (w tle) walczy do końca!

Z kolei ludzie z drużyny dowieźli dwa zwycięstwa. Ghost wygrał wysoko z Łysym, który nie mógł zrobić żadnego z zadań, a Krzysiek w ostatnich dwóch rozkazach przeważył szalę wyniku na swoją korzyść, gdy po utracie porucznika wszedł Van Zantem i dokończył dzieła na kosmitach.

W końcu rozdanie nagród. Na pudle Szybki Szpil, Dwór Xięcia V oraz Per Rectum. Okazało się, że miejsca od 3 do 6 miały tyle samo punktów! My ostatecznie zostaliśmy sklasyfikowani na szóstym z jedenastu drużyn, ale jak to powiedział Krzysiek: „moralnie trzecie miejsce” 😉

Wyniki:

CP – klasyfikacja główna

TP – suma ITSowych punktów zdobyta przez team

OP – suma punktów za objectivy zdobyta przez team

VP – ile punktów drużynie przeżyło

Team CP/TP/OP/VP

Szybki Szpil 30/37/121/3419

Dwór Xięcia V 25/24/88/2950

Per Rectum 22/22/67/2351

Eksplodujące Siusiaki 22/20/74/2553

BWT Klika 22/19/51/2347

Zen Rangers 22/18/70/2243

Księża i Kosmici 21/17/63/1717

PyroManiacs 20/17/63/2323

Kondominium 19/21/72/2643

Ludzie Warcora 18/16/48/2055

Bdg Outpust 18/12/47/2281

A jak odczucia po całej imprezie? Obiecałem się nimi podzielić jeszcze nad Wartą, kiedy to odrzekłem Mroczysławowi: Jak nas jutro sparujesz, taki będzie feedback 😀

Cube jest ulokowany bardzo blisko centrum miasta. Miejsca co do zasady było wystarczająco, a trzeba zauważyć, że funkcjonowała także strefa sklepowa, gdzie przychodzili także klienci (impreza nie była zamknięta na rzecz DMP). Na stanie lodówka pełna zimnych napojów, można było przekąsić hot-doga, asortyment na półkach także niczego sobie. Niestety Poznań dopadła w ten weekend fala upałów i było gorąco. Organizator dwoił się i troił, odpalając dwa wielkie wiatraki i otwierając okna, ale wszyscy i tak parowali. Całkiem spoko było na dole, przed budynkiem. Na pogodę wpływu nie ma, a Mroczysław robił co mógł. Mam wrażenie, że przy niektórych stołach przydałoby się więcej miejsca na akcesoria wszelakie, w tym kostki, miarki, znaczniki, ale w kontekście całości to raczej drobiazg 🙂

Od strony nagród Mroczysław spisał się na medal. Długa lista sponsorów nie pozostawiała wątpliwości, że organizator naprawdę się postarał. Nie wiem jak kolejne pozycje, ale my sklasyfikowani w połowie stawki mieliśmy do wybrania po jednym blisterku, naszywce oraz dodatkach (wśród nich konsolki i gadżety od Esgraf, podstawki i znaczniki MAS), zwycięzcy dostali pamiątkowe „statuetki”, bodaj duże pudło Onyxu i coś jeszcze.

Czasu na gry było wystarczająco, sędziowanie pewne, bez przedłużającego się czekania na decyzję.

Miejsce na sobotnią imprezę na każdą kieszeń (plener nad Wartą), a kto chciał, ten mógł pójść do jakiejś knajpy (kilka osób tak wybrało). Szkoda, że nie wszyscy dotarli do punktów integracji, ale z drugiej strony pojawiła się przecież znakomita większość uczestników. Myślę, że organizatorowi z pewnością było miło, że tyle osób odpowiedziało na jego zaproszenie.

Co najbardziej zapadło mi w pamięci po kolejnych grach? Przegląd z przymrużeniem oka, bez względu na wynik starcia:

W pierwszej przekonałem się do HRL na Wildcat’ach za horrendalne 2 SWC, w drugiej zrobiłem atak Tomcat’em z zaskoczenia, w trzeciej siłowałem się z Boltem snajperem (czyli Pająk a.k.a. tagi nie grają, Bolts też nie), w czwartej widziałem wszystkie możliwe ułożenia wzorników chain i shotgun (Kristoff i rozważania z geometrii stosowanej :)), w piątej potwierdzenie słów, że „luck is also skill” (Sierżant TO spacerujący wśród nomadzkich koali i gekonów bez żadnego uszczerbku).

A tak bawili się uczestnicy turnieju:

relacja2

Garran dzwoni po wsparcie, ale wykręca zły numer. Zamiast Tohaa na stół wchodzi Van Zant 😉

2/3 BWT, Kreol czai się w kamuflażu

2/3 BWT, Kreola nie stwierdzono

Ludzie, stoły, makiety

Ludzie, stoły, makiety

Xavier oraz plecy Venatora

W centralnej części zdjęcia Xavier rodem z Hiszpanii!

"Stary, nie martw się. Ta zima już jest martwa"!

Venator z entuzjazmem spogląda na stół.

relacja15

Nastroje dopisywały

To, co ujrzał w telefonie Warcor pozostanie jego tajemnicą

To, co ujrzał w telefonie Warcor, pozostanie jego tajemnicą. Jest i Kreol

Ekipa z BDG!

Ekipa z BDG!

Mandat 100 złotych i holowanie ;)

Mandat 100 złotych i holowanie 😉

Tuż przed rozdaniem nagród

Tuż przed rozdaniem nagród

Dla każdego coś dobrego, czyli wzmocnienia armii

Dla każdego coś dobrego, czyli wzmocnienia armii

Nagrody główne

Nagrody główne

Nastał czas podziękowań i pozdrowień (jedno drugiego nie wyklucza ;)), co też czynię.

Podziękowania dla:

Mroczysława, bo bez niego nie byłoby tej dobrej i potrzebnej inicjatywy. Za kawał ciężkiej pracy i poświęcony czas na zorganizowanie co by nie było Mistrzostw Polski.

Krzyśka i Ghosta za wspólne granie jako drużyna, za walkę do końca i towarzystwo w podróży.

Sklepu Cube i pracownika zza lady, który cierpliwie znosił z nami trudy i anomalie pogodowe plus chyba w sobotę wyszedł po czasie z pracy.

Sponsorów turnieju, bo im więcej nagród, tym więcej osób zadowolonych 🙂

Rywali za wymagające gry. W każdej mogłem się czegoś nauczyć.

Pozostałych uczestników turnieju.

Każdego, kto dołożył swoją cegiełkę do faktycznego zorganizowania DMP, czyli blatowania, układania makiet, porządkowania, transportu.

Osobne pozdrowienia dla:

Elvisa z Bydgoszczy za zwyczajne rozmowy o codzienności. Niech Ci się szczęści na nowej drodze życia!

Eciq’a za postawę fair play i wzorową walkę z zegarem wyznaczającym koniec czasu

Fajnie było się z wami wszystkimi zobaczyć. Czy powtórzyłbym wizytę w Poznaniu na DMP? Zdecydowanie tak 🙂 Do następnej okazji!

Relacjonował: Ranger
Fotografowali: żona Warcora, kolega Warcora, Ranger
Reklamy

5 thoughts on “10/11.09.2016 – Drużynowe Mistrzostwa Polski w Poznaniu [RELACJA]

  1. Ciekawy blog. Uwielbiam tu wracać ponieważ wszystkie wpisy czytam z ciekawością. Twoje wpisy czyta się z przyjemnością co sprawia że człowiek się nie męczy siedząc tutaj. Tak trzymaj.

  2. KreoL pisze:

    Mogłem jeszcze bardziej zdobyć fame i zagrać z Tobią w trzeciej bitwie 😉 Super relacja, mogę jedynie potwierdzić, że impreza super, after w sobotę pod Wartą, był warty przybycia 😉 A już niedługo Wojna światów 😀

    • Jesteś w miarę widoczny na jednym ze zdjęć plus pojawiło się info, że Krzysiek spuścił Twojej Falandze lanie, mało Ci sławy? 😉 No tak, gdybyśmy zagrali razem w Poznaniu, to turniej by się przesunął o godzinę 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s