I Mistrzostwa Pomorza (18/19 lipiec 2015) – relacja

Mistrzostwa Pomorza już za nami. Trochę szkoda, zważywszy na to, że dobrze się bawiłem 🙂

Turniej był zaplanowany dużo wcześniej i w stosunkowo krótkim czasie po dużych imprezach we Wrocławiu i Chełmży. Pomorze postanowiło zabalangować nieco później, w środku sezonu, przy „pięknej pogodzie”.

IMG_3192

Tu jeszcze na etapie rozpakowywania…

Sobotni poranek. Po odebraniu kolegi szybkie śniadanie i lecimy na Politechnikę. Wszyscy ulokowaliśmy się w dwóch pomieszczeniach na poddaszu. Ze względu na konstrukcję okien mogliśmy zapomnieć o przewiewie. Od czego jednak są pomysły graczy, na przykład wiatrak Wojtka, który zdążył nawet spotkać się z podłogą. Ghost machnął ręką i myślę, że to raczej przypadek aniżeli próba ataku na osprzęt Haqq 😉 Na miejscu stawiło się łącznie 31 graczy oraz trójka z komitetu sędziowskiego. A tu nagle zaczęli wyczytywać paringi…

IMG_3412

Ten człek miał wyraźne powody do radości 😉

Wystawiłem Merovingian Rapid Response Force w oparciu o link Metro i żołnierzy z przeróżnych, prawie wszystkich dostępnych regimentów. Taką właśnie miałem wizję i tak chciałem grać. Podobną listą ogrywałem się już dobrą chwilę przed turniejem, jednakże ostatnie rozważania doprowadziły mnie do wprowadzenia kilku zmian, m.in. rezygnacji z Żuawa HMG. Listę drugą zrobiłem, można by napisać, pro forma. Miała ona być odpowiedzią na armie mocno zakamuflowane, do tego widniała na liście Anaconda. Anaconda? Że jak? Tak to skwitował Venator po piątej grze, ale zdążymy jeszcze do niej dotrzeć 😉 Na koniec tego akapitu dodam, że obecność Merovingów na stole wprawiła w niemałe osłupienie pewnego gracza z Chełmży. Mówił on, że pierwszy raz widzi tę armię w jakiejkolwiek potyczce. A jak! Szaleć to szaleć 😉

IMG_3247

Oficer na rozpoznaniu, szeregowcy grają w karty. Takie cuda tylko w Stalowej Falandze!

Gra numer 1 – Transmission Matrix przeciwko Red’owi z Torunia i jego Tohaa.

Ha! Red, te Twoje żarty. Jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że masz poczucie humoru! 😉 A bardziej serio – rozegraliśmy naprawdę zaciętą partyjkę i kostki, gdyby tylko mogły, śmiałyby się z nas obu. Oczywiście należy podkreślić fakt, iż w scenariuszu dedykowanym jednostkom wyposażonym w deki hakerskie (za sprawą wszechobecnych anten) spotkała się dwójka największych potentatów w branży – Tohaa z dostępnym wariantem defensywnym oraz osamotniona Alguacilka na francuskim kontrakcie z wersją podstawową. Gwiezdne wojny!

Grę zacząłem ja od małego „pif-paf” z Nikoulem snajperem, który jak było trzeba, to zdawał i po cztery rzuty na pancerz przeciwko HMG, no bo kto zabroni? Gdy już udało się wyłączyć go z gry, pohasałem sobie Paracommando z ciężkim karabinem i trochę uszczupliłem siły karczochów z kosmosu 😉 Strzelałem nawet z Muła po uprzednim namierzeniu, a i solidnie uzbrojoną Chaksę udało się upolować!

W prawym narożniku Red’a odbywała się istna gra w berka. Paracommando obserwator był schowany za kontenerem. Uskok od miotacza ognia to wpadnięcie pod… miotacz Makaula 😉 Tym razem mój rywal chciał upiec jedną pieczeń dwoma palnikami, co w końcu mu wyszło, ale zmarnował na to nieco zasobów.

Generalnie ja mocno trzymałem się przy dwóch antenach, a Red też co do zasady przy dwóch, ale trzecią (na środku stołu) obstawił swoim termooptycznym Clipsosem. Chasseurka po zaciętym pojedynku nie pozbyła się wrogiego infiltratora, a to za sprawą Red’a, który turlał sobie na pancerz niewyobrażalne wartości. Poniżej 17 rzadko schodziło. A że był to mój ostatni rozkaz w tej turze…

MRRF4

Merovingowie bronią zdobyczy wojennych w pozycji wertykalnej

Z mojej prawej flanki zaatakował link Tohaa, który miał chętkę na jeszcze jedną antenę. Tutaj Merovingowie postawili godny opisania opór, strzelając ze wszystkiego, co było w ich rękach. Ciężka wyrzutnia rakiet, snajperka czy karabin stanowiły główny repertuar. Tohaańczycy nawet nie dotknęli przekaźnika, ale z gry wyszło 4-6 dla Red’a i po nieco ponad 100 małych punktów na stole. Tak duże straty wynikały z szalenie losowych rzutów w każdą stronę 🙂

Podczas przerwy obiadowej nastał relaks. Kotlet, ziemniaki i surówka plus zupka za 15 pln, a wszystko to 5 minut od Bratniaka. Petarda! Powiem szczerze, że warto. Na talerzu tyle jedzenia, że żeby dobrać się do słusznej wielkości kotleta, trzeba było przebić się przez zjednoczone armie ziemniaków i warzyw. Taki zastrzyk kalorii pozwolił na spokojne dogranie kolejnych dwóch partii 🙂

IMG_3223

Było na czym oko zawiesić – modele zgłoszone do konkursu malarskiego

Gra numer 2 – Beaconland przeciwko Kreolowi z Pomorza grającemu Stalową Falan.

Kreol, przecież było oczywiste, że zagramy jakąś partyjkę. Dzień wcześniej wymienialiśmy jeszcze wiadomości w tej kwestii, a tu taki uśmiech od losu! No to co, pędzimy do stołu i lecimy 🙂

Rozstawialiśmy się długo, ale Kreol rozegrał ten temat po mistrzowsku (w końcu czwarte miejsce nie wzięło się z powietrza, gratulacje!) i zaszachował moich Merovingów duetem Phoenix i Thrasymedes, którego… kupił ode mnie jakiś czas wcześniej 😉 Głowiłem się jak mogłem, ale w mig straciłem ciężki sprzęt i pozostało niełatwe kombinowanie przeciwko ODD i innym fajerwerkom. Zaatakowałem z lewej flanki i zdjąłem Thorakitai’a FO. Zawsze coś 😉 U mnie sukcesów nie było wiele więcej, za to Falanga zrobiła to, co umiała najlepiej, czyli poszła z ofensywą i dobijała to, co jeszcze mogło postawić opór. Ale ja miałem plan.

IMG_3257

Merovingowie bronią zdobyczy wojennych w pozycji horyzontalnej

A plan był taki: porozrzucam wszystkie, ale to wszystkie anteny specjalistami, gdzie się da. Najdalej dotarł skoczek obserwator, który zabunkrował się w narożniku Falangi i osłaniał się ogniem zaporowym. Nieco za nim stała Chasseur’ka, otoczona przez Scyllę i dwa boty, które nie mogły sobie poradzić z moim infiltratorem na 5 pięciu kolejnych rozkazach. Kolejną antenę zrzucił mój drugi infiltrator w środku pola, przy okazji atakując miotaczem ognia Thrasymedesa i jego kompana na wysokim dachu w samym środku stołu. Nie wyszło, jak i wiele innych rzutów podczas tej gry. Szczęśliwie Merovingowie dzielnie zdawali WIP! Ostatecznie miałem więc u siebie dwie anteny, w środku trzy i jedną w strefie Alephu.

Kreol zaczął kalkulować co rozegrać i w jakiej kolejności. Doklikał antenę na środku, zrobił swoją misję i podrzucił mi torbę swojego sprzętu w strefie zwanej „dead zone”. Wtedy to pojawił się szeryf zwany Kędziorem, który rozstrzygnął nasze starcie okrzykiem: koniec czasu!

Falanga biła się dzielnie, ale Merovingowie dokonali rzeczy niemal niemożliwej. Pomimo nawały ognia zdobyli aż 6 punktów do 5 punktów Alephu. Kreol, to kiedy jakiś rewanżyk? 🙂

IMG_3238

Corregidor w akcji. Trzy karabiny i rura od odkurzacza 😉

Gra numer 3 – Frontline przeciwko Draigarowi z Pomorza grającemu Nomadami.

Jak zobaczyłem stół, to chciałem złapać się za głowę. Rywal mówi z rozbrajającą szczerością: mam dwa TAG-i i nie zawaham się ich użyć! Szalamandra i Lizard, a zabudowa na blacie była tak sprzyjająca wielkim maszynom jak tylko się dało.

Draigar po prostu wziął zaczynanie i ruszył moją lewą flanką. Ach, cóż to były za rzuty! Szalamandra w sześciu rozkazach zdążyła zdać około kilkunaście testów pancerza (przy oblanym jednym i trafieniu krytycznym ze strony MRRF) i pochwalić się załatwieniem Metro HMG, który to z kolei bez litości punktował „mech’a” wespół z Briscardem snajperem. Obaj solidarnie popsuli maszynę, przy czym ostatni strzał należał do tego drugiego (TAG-owi nie pomogła nawet osłona). Radość zapanowała u Merovingów na krótko, bowiem z prawej atakował Lizard, ale nikogo ogniem nie przygwoździł. Gdy trafił on uprzykrzającą mu żywot Alguacilkę z dekiem hakerskim, stał już na ostatnim punkcie struktury. Kiepskie rzuty na pewno mu nie pomogły.

Tymczasem zabawa rozgorzała w strefie Draigara. Paracomanndo zebrał żniwo, po kolei rozwalając dronę FO, chyba ze dwóch Moderatorów i jeszcze Alguacila. Pani skoczek, która przyszła mu z pomocą, zasadziła się w ogniu zaporowym i czekała na swoje pięć minut. Niestety, po krótkiej chwili jej towarzysz z regimentu dostał śmiertelne trafienie od Interventora. Pani komandos wychynęła zza rogu, po czym strzelała ze swojego pistoletu. Miała potężny problem by przebić się z trafieniem, zdając po drodze trzy testy osłony pancerza. W końcu kostka zakręciła się i pokazała „krytyk”, ale i drugie trafienie. No, to Nomadzi będą bez dowódcy w ostatniej turze.

U Draigara symboliczne ruchy. TAG stał wystawiony jak na widelcu, ale jeszcze próbował siłować się z pojedynczymi żołnierzami, rozdzielając między nich pociski. W końcówce maszynę rozkręcił nie kto inny jak Moblot, który strzelając na 16 wyturlał trafienie krytyczne i kolejne dwa zwykłe, na wypadek gdyby to było za mało 😉 Po lewej moi żołnierze pomaszerowali do przodu, część zginęła z rąk Masaja. Ostatecznie po zsumowaniu punktów u mnie wyszło 6, a u Draigara… no właśnie, ile? 😉 W każdym razie Merovingowie wygrali, 6-1 lub 6-3.

IMG_3275

Kostki fruwają po stołach

Po godzinach” gracze ruszyli do Polufki, znanego w akademickim środowisku pubu, w którym można stracić kawał życia grając w przeróżne gry planszowe. Gdy dotarłem tam z kolegą, na miejscu trwały już balety. Oczywiście bez tańca na parkiecie, ale i bez tego brzuchy bolały ze śmiechu 😉 Daniel na przykład opowiadał, że w Szczecinie na stacji benzynowej stał sklep meblowy. Łooo 😀 Trzeba wspomnieć o czteroosobowej ekipie z Łotwy! Łotysze (tutaj we trzech) trzymali się zwartą grupą i wcale nie oszczędzali się podczas integracji. W miarę upływu kolejnych minut do sali przychodzili goście: ekipa z Warszawy, która weszła i dwie minuty później wyszła oraz Chełmża. Nikt za to nie potrafił zlokalizować reprezentantów Wrocławia, ale kolejnego dnia 2/3 ich załogi odnalazło się i wzięło udział w dalszych zmaganiach.

Gdy towarzystwo już się rozkręciło, padł pomysł rozegrania meczu Polska-Łotwa z użyciem stojących w rogu sali piłkarzyków. Przed szereg wystąpił Krzysiek, który zaczął się przechwalać, że podobny sprzęt ma w pracy i nie będzie brał jeńców, prowadząc Polskę do zwycięstwa. Naprzeciw niego stanęło dwóch przyjezdnych graczy i wtedy się zaczęło. Piłkarzyki kręciły się wokół swojej osi z wielką pasją, a Han w krótkim czasie (samotnie!) zdobył przewagę czterech bramek. Do meczu dołączył Garran. Wszyscy świetnie się bawili, ale na mnie i kompana przyszedł już czas. Błyskawicznie przedostaliśmy się nad morze, po czym złapaliśmy ostatni tramwaj.

IMG_3210

Tu coś zmierzę, tam czymś rzucę…

Drugiego dnia, w niedzielę, przybyliśmy sporo przed czasem. Schodzili się kolejni gracze, niektórzy wyraźnie niewyspani. W sferze domysłów pozostają przyczyny takiego stanu rzeczy 😉 Według relacji Krzyśka Łotysze trzymali się dzielnie, choć jeden z nich poprzedniej nocy odpalił „Valor: Dogged” i bawił się do upadłego. Niemałą niespodzianką była dla mnie obecność Kreola, którego dostrzegłem dopiero po rozegraniu pierwszej gry. Do domu wrócił o 3 rano! Jako że to weteran bitewniakowy, regenerował się w każdej wolnej chwili opierając głowę o blat. Ta przedziwna taktyka przyniosła mu w niedzielę 14 punktów, ale z pewnością jest opatentowana, więc po recepturę zapraszam do kontaktu z jej autorem 😉

IMG_3207

Stół numer 2… „Eeej, a kto gra na stole nr 1”? – dopytują się niektórzy gracze. Kędzior odpowiada: „nie jesteście godni” 😉 Na zdjęciu pokaz możliwości Zen Terrain

Gra numer 4 – Antenna Field przeciwko Zielasowi z Pomorza grającemu Merovingią w miejsce Asara z Wrocławia grającego Neoterrą.

Jako że Asar niestety nie stawił się do pary (jego kompani z Wrocławia potwierdzili niedyspozycję na ten dzień), zagrać miałem z Zielasem. Ojj, dość długo nie mieliśmy okazji porzucać kostkami i jak na złość musieliśmy się spotkać z tymi samymi armiami. Nie była to oczywiście walka o to, kto jest „pierwszym Merovingiem”, tylko kulturalne spotkanie graczy pomorskiego ośrodka 🙂

Od początku skupiłem się na próbach rozegrania misji, ponieważ Francuzi rywala byli mocno pochowani. Antenę w mojej strefie objął w posiadanie Dozer. Tę po lewej dostroiła Chasseur’ka. Miejsce było specyficzne – wysoki dach ze schodami od obu stron. Oba podejścia chroniły miny, natomiast infiltratorka dobezpieczyła teren ogniem zaporowym. Sprzęt po prawej trzymał 112 i szczęśliwie ominął go wir wydarzeń, które miały nastąpić w turze Zielasa.

Pierwszy atak spadł ze środka strefy. Żuaw HMG wykosił mojego Metro, a po chwili z lewego narożnika Zielasa zaatakował Briscard HRL przeciwko odpowiednikowi ze snajperką. Mój strzelec okazał się górą, ale tamtego uratował pancerz. Rywal przejął antenę przy swojej strefie paramedykiem Metro, po czym zaatakował linkiem Loup Garou, utrącając moich obu Briscardów. Moblot inżynier biegł co sił w nogach do środka pola, ale zabrakło mu bodaj jednego cala i padł na ziemię. Do anteny po mojej prawej dobiegł Chasseur Zielasa blokując ją, ale mimo wszystko pierwszą turę wygrałem „2:1” w ilości „klik-klik”.

Drugą turę rozpocząłem od brawurowego ataku Paracommando HMG. Pojawił się on na prawej flance „tych złych” Merovingów, po czym w mig uporał się z trzema Loup Garou rozbijając link. Za plecami Paracommando pojawiła się jego towarzyszka, która ruszyła w głąb wrogiej strefy i poświęcając się dla misji namierzyła wrogiego paramedyka dla artylerii Ariadny. Wystrzelona rakieta trafiła w cel, a nadto odłamki sięgnęły także Żuawa z HMG, który znalazł się w polu rażenia. Zabezpieczyłem jeszcze flanki i Alguacilką wyeliminowałem Chasseura przy antenie 112. Zdążyłem jeszcze zaatakować Moblota jednym z moich Metro i akcja również się powiodła.

Zielas był w kiepskiej sytuacji, ale nie poddał pola, więc emocji było co nie miara aż do samej końcówki. Na moich tyłach błyskawicznie wpuścił swojego skoczka obserwatora, eliminując Chasseura oraz Loup’a z karabinem viral. Mój skoczek z HMG przetrwał serię w plecy i odwrócił się, ale w kolejnej wymianie ognia padł ranny. Do środkowej anteny Zielas przypuścił sprint swoim Chasseur’em i cel osiągnął, gdyż spudłowałem Alguacilką w ramach ostatniego ARO. 4 – 2 dla mnie. Asar – co się odwlecze, to nie uciecze 🙂

IMG_3298

„Eee, what’s the Elvish word for friend”? 😀 Aleph przed bramą

Gra numer 5 – Seize the Antennas przeciwko Venatorowi z Warszawy grającemu Nomadami.

Z Venatorem miałem przyjemność zagrać do tej pory tylko raz, więc ucieszyłem się, że nadarzyła się okazja poturlać kostkami w dobrej atmosferze. Wylądowałem na stronie, którą wbrew opinii rywala uznałem za atrakcyjniejszą dla Merovingii. Czekałem na pierwsze ruchy Nomadów. Intruder spod dymu postrzelił Metro z HMG „krytykiem”. Jeden z Moranów wybiegł bez osłony, co skrzętnie wykorzystała moja paramedyk, wbijając trafienie krytyczne. Jak to szło Venatorze, „pierwsze koty za płoty”? 😉 Niedługo potem jeden z Moderatorów dostroił antenę przy swojej strefie, po drodze strzelając z MediKit’a do rannego zwiadowcy Nomadów. O dziwo udało mu się! Jaguar próbował zrobić sobie przystawkę z mojego Chasseura, ale jego atak załamał się pod nawałą ognia. Na koniec tury drona total reaction HMG dostała wzmocnienie od Interventora.

Drona okazała się skuteczniejsza od mojego snajpera, ale przeciwko artylerii kierowanej była tym razem bez szans. Chwilę później pocisk spadł na wspomnianego już Moderatora, a sprawczynią zamieszania była Chasseurka FO. Jej kompan z lewej chciał wyeliminować Morana, ale dwie posłane serie okazały się niewystarczające.

W ferworze walki wylądował Hellcat HMG – 16 cali od docelowego miejsca. Mój zwiadowca po prawej walczył dzielnie, ale poległ. Podobnie Loup chroniący to samo skrzydło. Tomcat inżynier wszedł i przytulił się do HVT, po czym zaszył się w mojej strefie. W ramach rewanżu Paracomanndo wszedł z krawędzi i przetrzymał celne trafienie Alguacila. Intruder okazał się nieuchwytny, a Venator swoim turlaniem kostkami (rzuty na pancerz) naginał zasady prawdopodobieństwa. Skoczek pozbył się za to obu Masajów i żołnierza, który atakował go podczas wchodzenia do akcji. Briscard także chciał upolować Intrudera i znowu rzuty Venatora na pancerz. Dwie kolejne anteny rywal przejął z pomocą Spektra w kamuflażu termooptycznym, który skończył swoje działanie w mojej strefie. Zaatakował go Moblot i z bliskiej odległości rozstrzygnął starcie „krytykiem”. Gdy antena była „wolna”, podbiegłem do niej Chasseur’em i przestroiłem ją dla siebie. Niestety, rajd na środek nie udał się ani jemu ani 112. Ten pierwszy poległ od kul HMG, drugi od trafienia krytycznego Interventora. 3-7 dla Venatora.

IMG_3404

Karczochy z kosmosu 😉

Podsumowanie: Rozdanie nagród odbyło się na dole „Bratniaka”. Z Pomorza najwyżej uplasował się Kreol, niepomny ciężkiego, nocnego treningu i konsekwencji z tym związanych – 4 miejsce! Jakby tego było mało, za machanie pędzlem zgarnął nagrodę za najlepsze malowanie. Pozostałe dwie przejęli Łotysze, a potem nastąpiła właściwa część „odprawy”. Zwycięzcy mogli liczyć na statuetki Pucharu Pomorza i Kujaw oraz pudełka z modelami i makietami. Pozostali wybierali z ponad trzydziestu blistrów, modeli promo, naszywek, wpinek, kart czy plakatów. W bonusie część uczestników dostała… ketchup oraz musztardę. Zwariowałem 😀 Uplasowałem się ostatecznie na 18 miejscu przy 31 graczach. 3 wygrane i dwie przegrane. Nie narzekam, bo spełniłem swoje najważniejsze założenie – dobrze się bawić na całej imprezie. Dodając do tego fakt, że zdobyłem model Akalis Sikha ze spitfire, tym większa radocha 🙂 Cieszę się, że mogłem zobaczyć się z chełmżyńską ekipą czy poznać ludzi z innych ośrodków i zamienić z nimi kilka słów. Garran, może przyszłoroczna Chełmża będzie w dogodniejszym dla mnie terminie? 🙂 Piona dla chłopaków spod „trzynastki”! 😉 Jednemu z was udało się nawet zająć tę lokatę. Łotwa – naprawdę zakręcona ekipa, która pomimo językowych barier stawała w szranki z kolejnymi polskimi graczami. Mam nadzieję, że wam się podobało i jeszcze zawitacie na polską ziemię, by pograć z nami w Infinity 🙂

IMG_3263

Goście z daleka – Łotwa!

Jeżeli chodzi o aspekty organizacyjne, to największe podziękowania należą się Draigarowi, „mózgowi” tej operacji oraz Kędziorowi, który także wziął sporo na barki. Marta precyzyjnie operowała w Excelu i to dzięki niej mieliśmy kolejne paringi. Krzysiek jako liniowy często i błyskawicznie rozstrzygał wątpliwości związane z zasadami. Wiem, bo korzystałem z porad 😉 Trzeba podkreślić, iż trzymanie się ram czasowych przy takiej imprezie to duży plus, dzięki czemu nie rozjechała się o kolejne godziny. Kreol, żałuję, że przez to Twój skoczek nie zdążył wejść na stół i kulnąć choćby ten jeden raz. Jakby co, to wiesz gdzie mnie szukać 🙂 Ilość makiet była imponująca jak na możliwości Pomorza. Tutaj duża rola braci B, za sprawą których stoły nie zionęły pustkami. Z tego co wiem zarówno Krzysiek, jak i Paweł (Han & Banan) także brali udział w tym przedsięwzięciu – dzięki. Ekipa blatująca – działo się, piona. Na koniec podziękowania dla moich turniejowych rywali i dla was, gracze z całej Polski, którzy przyjechaliście do Gdańska, niniejszym dając nam jako środowisku szansę się wykazać. Może nie zawsze na płaszczyźnie gier, ale przede wszystkim organizacji. Z pewnością pojawiły się jakieś niedogodności (jak chociażby „Mordor”), ale wyglądaliście na zadowolonych, więc… udało się, co nie? 🙂 I Mistrzostwa Pomorza przechodzą na karty historii, ale dalsze rozdziały z pewnością zostaną zapisane 🙂

Grupowe

Pamiątkowe foto

Wyniki

Tekst: Ranger (z pozycji uczestnika turnieju)
Foto: Kędzior
Reklamy

9 thoughts on “I Mistrzostwa Pomorza (18/19 lipiec 2015) – relacja

  1. Maciek pisze:

    Hm… jeśli chodzi o sabotaż wiatraka Wojtka, to wykonał go on sam próbujac się dostać na moją stronę stołu.

  2. Pietia pisze:

    Sklep meblowy był na stacji benzynowej w POZNANIU 😉 Szczecin wyśmiewaliśmy z jakiś innych powodów 😀

  3. Martwi mnie,że nomadzi dostali tak mocno po tyłku. Cieszy fakt,że Tohaa zaczyna wymiatać,
    nie ma co jej nie doceniać ! A steel phalanx ? Wszędzie te disruptory…przegięta armia.

    • Łys pisze:

      Przegięta jak nic, powinni zabronić tym grać albo koszty podwyższyć tak o 20 pkt.

      Super relacja Ranger! Jak zwykle świetnie się czyta, no i tekst podtrzymuje nieco dłużej klimat pomorskiego turnieju, a było doprawdy przednio. Kto ominął, niech żałuje!

      • Niezły sarkazm,mistrzu.Nie bądź taki pewny siebie… =|

        W sumie doszedłeś do bycia mistrzem Infinity w Polsce.
        Podziw.
        Toczyć z tobą bitwy i rzucać ci wyzwania to przyjemność.

        Może jesteś mistrzem,ale nie jesteś bezbłędny…ani nieomylny.

        Kiedyś jak zagramy to ci to z chęcią udowodnię.

  4. Może nie tyle przegięta ile bardzo mocna. Ale nie jest taka przerażająca jak trochę przeciwko niej pograsz. Sam pierwszą bitwę na Mistrzostwach grałem przeciwko Falandze (którą prowadził Łysy- było nie było bardzo dobry gracz) i gdybym nie zlamił w pierwszej turze bez sensu wyskakując Shinobu od razu w kamuflażu zamiast w hidden deployment to bym tą straszną Falangę pocisnął. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że to była dopiero moja druga gra Japończykami 😉 Dla mnie o wiele bardziej porąbane są karczochy (mam traumę, a co :P). No i mnie również boli, że moi ukochani Nomadzi byli tak nisko 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s