Mistrzostwa Polski Infinity – 26/27 kwiecień 2014

Tekst raczej wspominkowy, bo od czasu imprezy minęły już ponad dwa miesiące. Zapraszam do lektury 🙂

Infinity – Mistrzostwa Polski 26/27 IV 2014 z perspektywy Rangera

W końcu Polska doczekała się mistrzostw 2014. Informacja została podana środowisku ze sporym wyprzedzeniem, tak by każdy chętny mógł zorganizować sobie czas. W międzyczasie trwały liczne (chwilami niestety zbyt gorące) dysputy odnośnie zasad, ich kreowania i doprecyzowywania. Główną osią sporu była obecność Spec-Opsa. Kwestia ta podzieliła środowisko na pół, ponieważ w ankiecie było tyle samo zwolenników, co przeciwników, przy kilku głosach neutralnych. W tle jednak pracowała Warszawa, a wprawione w ruch koła zębate pchały do przodu całą organizacyjną machinę odżegnując się od sporów, a coraz mocniej skupiając na samej imprezie. Organizowanie makiet, klejenie i malowanie, zaopatrzenie w nagrody, noclegi, transport, a nawet knajpa – to wszystko spoczęło na barkach stolicy. Turniej odbył się z błogosławieństwem samego wydawcy gry, Corvus Belli. Wsparcia udzielił także Wargamer, w końcu dystrybutor gry na Polskę, a także Spellcrow oraz Micro Art Studio. Tyle może językiem formalnym, a teraz przejdę do sedna.

Zapadła decyzja – jadę! Tylko te nowe ITS, trzeba potestować. Miałem już okazję zobaczyć je na Pomorzu, ale mieszane uczucia pozostały. W każdym razie taki był format i nie ma zmiłuj – gramy lub nie. Turniej startował w sobotę o 9 w Warszawie, a ja wraz z krakowską ekipą prowadziliśmy ostatnie starcia w uniwersum jeszcze w piątek – od popołudnia do wieczora. Prawdopodobnie byliśmy ostatnią grupą graczy, która toczyła próbne boje tak blisko Mistrzostw. Dla formalności dodam, że grałem Francuskimi Siłami Szybkiego Reagowania (MRRF) w oparciu o dwie rozpiski (każda na dwie grupy bojowe). Ponieważ nie lubię się nimi chwalić ogólnie powiem, iż jedna bazowała na linku Metro, specjalistach i dwóch skoczkach, natomiast druga była nastawiona na działania bardziej ofensywne: link Loup-Garou, dwóch Chasseurów, Briscard HRL, Moblot HMG (dinozaur, co?) etc cetera. Pierwotnie miałem dowodzić Acontecimento Shock Army, jednakże pewne perturbacje natury hobbystyczno-malarskiej zmusiły mnie w ostatniej chwili do postawienia właśnie na Merovingów, czego nawet nie żałuję 🙂

Sobota, 3.30 rano, pobudka. Cholera, spałem tylko 3 godziny, o ile przewracanie się z boku na bok nosi znamiona wypoczynku. Na Dworcu Głównym PKP startujemy we trzech: ja, Pietia i Encaitar. Kascer rozpoczął szturmowanie stolicy drogą asfaltową godzinę po północy, więc z pewnością był jeszcze w trasie. Podróż do Warszawy minęła błyskawicznie, a miasto Syrenki przywitało nas deszczem i wiatrem. Na miejscu (Warszawa Gdańska) czeka na nas Bajdur, legendarny już „warszawski ciśnieniowiec”. Przez telefon poinstruował nas, że jest duży (a może i dosadniej) i na pewno go odnajdziemy (serio, tak powiedział!). Kierując się intuicją lokalizuję w końcu gościa podobnego do tego z rysopisu „sprawcy”. Po krótkim wykładzie odnośnie kultury na drogach stolicy i ogólnej dyskusji o kondycji środowiska Infinity docieramy samochodem do Bemowa na godzinę 10. Na miejscu witam się z Pomorzem i chełmżyńskim składem, poznaję też kilka osób z warszawskiego środowiska. Rozmowy o wszystkim i o niczym. Gdy stawili się już wszyscy zainteresowani, organizatorzy tubalnie wywołali śmiałków do jednej sali i odczytali paringi. W końcu padło na mnie.

INFO: pisząc o lewej lub prawej flance, będę miał na myśli własne flanki, chyba że wskażę inaczej! Pardon dla sparingpartnerów, jeśli wkradną się jakieś nieścisłości. Gdy gram, bardziej skupiam się na rozgrywce niż na tym, który wrogi model był najdroższy czy najtańszy 😉

Paring 1: Ranger vs Noun (Lublin)

Armia rywala: Tohaa
Scenariusz: Seize the Antenae
Profil psychologiczny sprawcy: w sumie to grywam czym innym, ale kolega pojechał za granicę i zagram sobie karczochami
Man of the match: obaj Metro HMG. Znakomicie punktowali nawet zakamuflowane cele, także w ARO
Loser of the match: Intel. Rzut 13 na WIP12 w kluczowym momencie gry… kostki 😉

Zaczynam. Noun okopuje swoje siły z dużą wprawą, w związku z czym wyciąganie jego jednostek nie będzie łatwe. Pierwszą próbę podejmuję przeciwko wrogiemu spec-opsowi (nie zdał testu na infiltrację i pofrunął, szczęśliwie dla niego do swojej strefy), jednakże ten dziarsko zdaje uniki i chowa się w bezpieczne miejsce. W okolicy środku stołu na prawej stronie czai się kamuflaż termooptyczny. Rozkaz pozbycia się go dostaje Paracommando FO. Niestety jestem w promieniu do 8 cali (żegnaj bonusie +3), do tego dochodzi minus do trafienia. Chybiam, w odpowiedzi dostaję miną, ale komandoska twardo stoi. Niestety tylko do drugiej serii, kiedy to następny ładunek kładzie ją na miejscu. Żuaw FO, który wychyla się zza ściany, ostrzeliwuje się bodaj z wrogim snajperem i wynik jest do przewidzenia – zostaje ranny. MRRF przechodzi jednak do kontrataku i Metro z ciężkim karabinem nie myli się, przeciągając długie serie po wrogim snajperze w TO oraz Chaksie HMG – oboje zostają poturbowani.
Noun żwawo rusza swoim linkiem, chyba Sakieli, jednakże opuszcza go chwilowo szczęście. Zawodnik ze spitfire dostaje w ARO trafienie krytyczne od Metro HMG, drugi przejmuje środkową antenę, a trzeci przygwożdżony ogniem chowa się za murek. Moją prawą flanką na łowy rusza Clipsos i kogoś udaje mu się zdjąć, jednakże kończy ruchy na środku pola, gdyż zabrakło mu rozkazów. Link Metro robi z nim porządek, by nie przedarł się na moje tyły. Chasseurka próbuje dostroić antenę najbliżej mnie, jednakże po drodze wyłapuje krytyka w ARO. Bruant podnosi się z gleby i odbezpiecza Mołotoka, pozbywając się wrogiego Sakiela (tego z linku). Tohaa jest na granicy złamania, ale dopiero kilka punktów więcej zamknęłoby mi drogę.

Rywal nie ma jak ugryźć moich jednostek, obstawia więc drugim linkiem antenę w swojej strefie, jednak nie zdaje WIP, będzie próbował w ARO. Próbuje zastawić mi środek bagażową Chaksą z ciężkim miotaczem i dopiero druga seria powala drania. Pozbywam się też ostatniego Sakiela, prawdopodobnie Bruantem. Niemal jednocześnie agresywnie wychodzę linkiem Metro. Paramedyczka najpierw dostraja antenę w mojej strefie, a potem próbuje uleczyć Żuawa (tajny cel). Niestety przewyższa to jej możliwości. Ubezpieczający z góry Briscard snajper usiłuje odstrzelić wrogiego specjalistę w strefie Tohaa. Niestety chybia, a co gorsza pocisk zwrotny od jego towarzysza okazuje się być perfekcyjny i Francuz otrzymuje ranę. Oczywiście co? Noun dostraja antenę w ARO i chyba znowu rzuca dokładnie tyle, ile wynosi górna granica 😉

Ostatnia scena tego spektaklu: Intel, będący częścią linku, zawadiacko wybiega na środek stołu i biegnie co tchu do anteny. W reakcji na jego ruchy kolejny Clipsos zostawia mu dwie wybuchowe niespodzianki. Mam do wyboru albo podbiec i zdawać dwa pancerze plus rzut na dostrojenie, albo strzelić spekulatywnie i zakończyć tym swoją ostatnią rundę. Wybieram wariant pierwszy. Dwie miny łapią Intela w trasie, rzucam za pancerz. Jedną kością bronię się (13), ale na drugiej jest oczko za mało (12), czyli spec nie przeżył po amunicji shock. Rzut na WIP kończy się spektakularną… 13, mając 12 WIP 😉 Tak się skończyło inwestowanie we wszystko, tylko nie w ten parametr. Z Nounem dochodzimy do wniosku, że rozegranie trzeciej tury nic nie zmieni, bo nie ma szans przedostać się do moich linii. Wyrównana rozgrywka, co widać po wyniku.

Wynik: Ranger 4 – Noun 6

 

Paring 2: Ranger vs Crespos (Lublin)

Armia rywala: Haqqislam
Scenariusz: Quadrant Control
Profil psychologiczny sprawcy: precyzja w każdym calu, czyli pochwała widocznej ćwiartki głowy oficera łącznikowego
Man of the match: Paracommando HMG. Jego mimetyzm pozwolił mu schronić się przed Cresposem!
Loser of the match: zażarta walka o to zaszczytne miano trwała do końca, ale wygrała moja Chasseurka, obrywając po plecach z HMG Ragika

Crespos wspaniałomyślnie oddaje mi rozpoczęcie gry, wybierając stronę. Skądinąd obie były bardzo wyrównane. Jako że gracz przyjechał z tego samego ośrodka co Noun, widać że razem trenują ukrywanie swoich jednostek 😉 Pierwsze działania podejmuje Chasseurką, która w środku pola kładzie dwie miny. Znikąd pojawia się zaskakująca szansa, by spróbować zdjąć z połowy stołu Saladyna drugim Chasseurem czającym się na wysokich schodach, jednak chodzimy, oglądamy i uznajemy, że ćwierć na głowę to… za mało 😉 Podjąłem decyzję, iż to jeszcze nie czas na wpuszczenie Paracommando HMG i chyba Crespos przeczuł, że to jego szansa i „w zamian” za moje fair play zrzuca mi Ragika z HMG. Najpierw utrąca asekurującego tyły Loup-Garou, potem wykorzystuje złe ustawienie Chasseurki i pakuje jej pół magazynka w plecy, by swoją serię zwieńczyć wyeliminowaniem Intela. Dopiero tona ADHL wypchnięta w stronę Ragika ze strony kolejnego Loupa kończy jego rajd. Zresztą jego wejście poprzedził atak bodaj Mutthawi’ah z chainem, co uszczupliło mój link. Wszystko to działo się z lewej strony. Tymczasem z prawej leci kolejny warbandowiec, ale któryś z moich żołnierzy strzałem przez pół stołu rani go. Szturm prawą stroną nadal trwa i do przodu rusza Farzan lub Hawwa (obstawiam tego pierwszego). Ten dla odmiany dostaje cukierka z ADHL i także tkwi w bezruchu. Crespos idzie za ciosem i wpuszcza z prawej Bashi Bazouk z shotgunem. Robi się mały kocioł i tracę Briscarda, ale ubezpieczający go Moblot zdejmuje napastnika kryjącego się pod holoprojektorem, by niedługo potem paść ofiarą… Djanbazana HMG. Cios za cios – Bruant zrzuca kamuflaż w mojej drugiej rundzie i pruje z Molotoka w Djana, nie dając mu jakichkolwiek szans (krytyk i trafienia).

Strzelanina jak w westernach, a po pierwszej turze w ćwiartkach było 2-2. Jako że mam coraz mniej rozkazów, decyduję się na szaleńczy krok. Wpuszczam na stół Paracommando HMG, który biegnie w stronę Saladyna, schowanego za kontenerami w strefie Haqq. Ratować swego dowódcę próbuje Tuareg, dotychczas kryjący się za wagonami z lewej strony. Szybka wymiana ognia nie przynosi rozwiązania, a skoczek dalej napiera. Kula islamskiego infiltratora przelatuje mu dosłownie koło ucha. Za ostatni rozkaz wpada bez jakiejkolwiek osłony i pruje do oficera łącznikowego. Tylko jedno trafienie, fatalnie! Saladyn jest ranny, ale trzyma się na nogach dzięki NWI. No to poszło.

W kolejnej turze Crespos powiększa swoją przewagę, rozlokowując żywe jednostki po ćwiartkach stołu, a przynajmniej tam, gdzie MRRF ma luki w defensywie. Lubelski gracz tak się zapędził, że zapomniał o jednym detalu. Ten detal stał kilka cali od jego dowódcy z odbezpieczonym HMG i na początku mojej trzeciej tury nie mógł się pomylić. Liczyłem, że właśnie teraz Merovingowie pójdą za ciosem, tym bardziej że Crespos będzie zamykał grę z ledwie dwoma rozkazami. Na cel obieram Tuarega, ale rzuty na kostkach pozbawiają mnie złudzeń i skoczek upada ranny. Ofensywa Loup-Garou też nie przynosi sukcesów i kończy się dość szybko. Crespos nie za wiele może zrobić, kończymy więc grę i kalkulujemy ćwiartki. W jednej z nich sporo się dzieje. Jednostka Haqq za 21 punktów przeciwko mojemu Chasseurowi. Pytanie – któremu? Początkowo doliczam się remisu 2-2, jednak szybko reflektuję się i szczegółowo badam listy. Nie, co za pech! To nie był Chasseur za 22 punkty, tylko za…20! Znowu brakuje jednego oczka, jak nie na kostkach (patrz gra pierwsza), to w parametrach 😉 Dziękujemy sobie za fair play i choć przegrywam wysoko, była to bardzo dobra gra.

Wynik: Ranger 1 – Crespos 8

 

Paring 3: Ranger vs Venator (Warszawa)

Armia rywala: Nomadzi
Scenariusz: Lifeblood
Profil psychologiczny sprawcy: sympatycznie i rzeczowo, ale bez ceregieli i całkiem stoicko
Man of the match: Żuaw. Wyczekał całą bitwę stojąc dwa kroki od epicentrum, by przeżyć swoje pięć minut chwały i postrzelać z pistoletu szturmowego
Loser of the match: Paracommando! Żadnego nie wpuściłem na stół, bo nie mieli wyjścia (wejścia?!)

Nie wiem czemu, ale jeszcze przed turniejem miałem przeczucie, że skrzyżuję ostrza właśnie z Venatorem, przy okazji członkiem tego samego mod team’u co ja 😉 Stało się. Losujemy stół bording action z Zero-G poza strefami rozstawienia. Skrzynki rozrzucają się jak stonka ziemniaczana – precyzyjnie, prawie że jedna na drugiej. Nic to, Venator przejmuje inicjatywę. Po mistrzowsku blokuje mi jedyne dwa wejścia przy jego strefach dla skoczków, więc skupiam się na grze pozycyjnej. Pierwsza tura to szarża Morloka, położenie mojego Intela (prawa strona stołu) z chaina (pozostali dwaj Metro ustali ten atak) i śmierć zuchwałego Intrudera snajpera, który licząc na łatwy łup w postaci liniowych Francuzów dostaje trafienie krytyczne od jednego z nich i nie potrafi mu pomóc nawet lekarz (dobija rannego). Ja w swojej pierwszej turze namierzam dwie skrzynie niezawodnym Chasseurem. Próba zastrzelenia drugiego Morloka przez Dozera kończy się dla obu utratą przytomności, więc nie docieram do skrzynki nr 3 bliżej środka. Paradoksalnie paramedyczka stawia na nogi Valery’ego (spec-opsa), niniejszym dając mi też jeden duży punkt do wyniku.

Venator odkrywa drugiego Intrudera (HMG) i ten uszczupla mi wyjściowy skład linku. Wkrótce jednak wychylam się swoim Metro HMG i trafiam go…krytykiem. Ten rozkłada się przy wejściu do bocznych korytarzy w połowie stołu. Niszczę obie skrzynki. Jednostką, której nazwy nie pamiętam, Venator dopada mój zabunkrowany link, a ja napastnika zdejmuję Loupem (amunicją viral). Chwilę później Lupe pociąga z panzerfausta w Metrosów i przy życiu zostaje tylko jeden, dowódca nieistniejącej już formacji. Korytarz z prawej strony po stronie MRRF nie jest chroniony. Z mojej lewej Nomadzi biegną do skrzynki i za ostatni rozkaz z drugiej grupy Venator rzuca za wysoko na WIP i zostaje z niczym. Rywal się spieszy, bo ma tylko jeden pocisk EXP oraz dwie namierzone skrzynki, uprzednio zajęte przez Zero. Próbuję związać go walką moją Chasseurką, by zabrakło mu rozkazów na działanie. Zdejmuje on infiltratorkę z combi, po czym strzela z panzerfausta i… chybia! Zabrakło bonusu za odległość, Lupe stała za blisko. Nie ma czasu na rozterki. Żuaw wyskakuje za jej plecami pozbawiając ją złudzeń. Po chwili idąc za ciosem odbezpiecza pistolet szturmowy i pakuje pół magazynka w leżącą za skrzynkami Zero, po czym ostatnim rzutem dostraja mi trzecią skrzynkę. Dobra, soczysta partia.

Wynik: Ranger 9 – Venator 0 (lub 1)

 

Koniec dnia pierwszego. Po rozmowach z towarzystwem lubelsko-łódzkim okazuje się, że oni także zakwaterowali się w pewnym abstrakcyjnym ho(s)telu. Lublin optuje za śmiganiem w planszówki, więc opcja taksy na sześciu odpada w przedbiegach. 3/4 składu krakowskiego rusza zatem w tango wraz z połową uczestników turnieju [Alkasyn – to nie było 7 minut od szkoły, ale wiemy jak to jest. Warszawa, wszędzie daleko… ;)]. Wjeżdżamy do małej knajpy, a Garran odbiera telefon i jego rozmowa (po rekonstrukcji z zasłyszanych fragmentów) musiała wyglądać następująco:

-Siema, no gdzie jesteście, bo jedziemy.
-No, eee, w knajpie.
-Ale w jakiej knajpie stary? Jest ich tu milion.
-…

Chwila konsternacji, Garran nerwowo rozgląda się na boki i rozkładając ręce pyta obok Łysego czy Darka: ej, co to jest za knajpa chłopaki? Chyba właśnie Łysy doznaje przebłysku i strzela w ARO, że to knajpa o nazwie OTWARTE, bo taki transparent wisi od ulicy. Wszyscy zanoszą się od śmiechu, a Garran z pełną powagą wraca do rozmowy telefonicznej:

-No w OTWARTE jesteśmy, a wy?

I właśnie taki był ten wieczór. Pełny LUZU, rozmów o systemie, rozpiskach i rozgrywkach, bez niepotrzebnych licytacji i zbędnej napinki, tylko wychwalania swoich faworytów, opowiadania ciekawostek odnośnie interpretacji zasad oraz nadchodzących armii sektorowych. Pogadaliśmy też o Bałutach oraz Limance, studiowaniu informatyki, o życiu także. Lało się piwko, z rozgrzanego pieca co rusz wyjeżdżała na stół kolejna pizza, a jakoś po 22 od baru wszyscy dostali po drinku z Żubrówką. Ja, Encaitar i Pietia musieliśmy jednak myśleć o powrocie do szkoły i zakwaterowaniu się w naszych „koszarach” z bagażami. Po długim spacerze w końcu jest hostel! Wbijamy przez drzwi do recepcji, a tam w przejściu stoi już Misiek, z którym dopiero co debatowaliśmy przy stole. Po załatwieniu formalności rozłazimy się po pokojach. Wybór noclegowni za niewygórowaną opłatą był strzałem w dziesiątkę. W miarę wygodna prycza i ciepły prysznic pozwoliły nieco zregenerować siły. Kolejny dzień przywitał nas atakującą jak szarańcza wilgocią. Wracamy na turniej, ja zapomniałem ręcznika i robię małe opóźnienie, a kompani docierają do pewnej restauracji, gdzie raczą się porannym menu.

Dzień drugi:

 

Paring 4: Ranger vs Ghost (Pomorze)

Armia rywala: Neoterra (PanOceania)
Scenariusz: Supplies
Profil psychologiczny sprawcy: Gram z Rangerem? Wiedziałem dzień wcześniej
Man of the match: Chasseur FO, który targał skrzynię z godną pozazdroszczenia determinacją
Loser of the match: Paracommando FO: wielkie cele, wielka misja, niski rzut na pancerz

Bitwa jak bitwa. Maciek zagra na 16 rozkazach. Oddaje mi zaczynanie biorąc stronę i w tym upatruję swojej szansy. Moi Chasseurzy są na miejscach i przejmują dwie skrzynie, jednak link Niebieskich czujnie obserwuje stół. Chasserka wędruje na pobliskie schody (zabrakło rozkazu na powrót do kamuflażu), a Chasseur przeczołguje się za budynek w centrum. Mam świetny plan otwarcia sobie lewej flanki Maćka (Deva haker, link na piętrze, palboty), ale jak to z planami bywa lubią się sypać. Paracommando FO z gracją znajduje sobie miejsce na wyskoczenie, jednak próba ostrzelania stojącej sobie, ot tak po prostu, Devy, kończy się jakimś śmiesznie niskim rzutem na pancerz BTS po ataku nanopulserem i marnej szarży samego skoczka. Więc generalnie jest źle, a Katyusha już rozgrzewała głowice…

Maciek rusza z kontrą i przejmuje jeden znacznik, paląc mi Chasseurkę (zdjąłem bota). To samo stałoby się z moim drugim infiltratorem, tyle że Maćkowi kończy się pula rozkazów. Oddalam się stamtąd po uprzednim rozwaleniu operatora Auxilii Dozerem. Niestety przy trzeciej skrzynce (tej najbardziej na prawo) tracę Żuava FO. Wymarzone ARO: nabity DEP, trafiam w Devę-hakera na 15 i… nie trafiam (bo 16), a combi robi resztę. Pakunek idzie do panoceańskiej strefy. Potem już rajd Hexas ze spitfire i odstrzelenie mi Dozera, mniej więcej na wysokości środka mojej strefy. Ten właśnie zawodnik ustawia się plecami do Metro HMG, więc ten nie może chybić. Ghost posyła swoją Devę, by ta dorwała mojego Chasseura, ale po dotarciu do mojej strefy historia analogiczna jak powyżej – koniec rozkazów. Zeskakuję zatem Intelem z budynku i zachodzę wrogiego hakera z tyłu, częstując go amunicją T2. Cztery rany i… skrzynka spada na ziemię. Niestety, zupełnie zapominam o tym, że to właśnie ta jednostka trzymała do tej pory cenny pakunek. Jak liczyłem sobie później rozkazy, to prawdopodobnie nie dotarłbym tam Intelem, ale mógłbym położyć ogień zaporowy lub chociażby chaina. A tak to Maciek przywędruje sobie inną jednostką i podniesie z ulicy skrzynkę. Tutaj gra się kończy.

Wynik: Ranger 1 – Ghost 6

 

Paring 5: Ranger vs Sambor (Wrocław)
Armia rywala: Qapu Khalqi (Haqqislam)
Scenariusz: Frontline
Profil psychologiczny sprawcy: zagrajmy na totalnym luzie, a pietruszkę niech zjedzą inni
Men of the match: Loup-Garou ADHL za brawurową walkę z Odaliską spitfire, Paracommando HMG za to, że nie poszedł o krok za daleko
Loser of the match: brak!

Sambor to jest gość, z którym grało mi się najlepiej ze wszystkich rywali tego turnieju. Nim wybraliśmy strony, rozłożyliśmy figurki i obgadaliśmy chyba z pięć różnych tematów, zleciało nam… 45 minut. Po pierwszej turze (zaczynałem) zostało nam do dogrania… ledwie 35. Byście jednak nie myśleli, że paplanie to jedyna rzecz z tej partii. Scenariusz z zajmowaniem terenu rządzi się swoimi prawami. Obie strony okopują się na pozycjach, choć to Haqqislam przejmuje stronę z jedną niemal fortecą, gdzie u góry bunkruje się wymieszany link Djanbazanów & Hafzy & spec opsa. W rozpisce jest też Odaliska, Yuan, bodaj inżynier, Alguacil, Nasmaty, Kaplan ADHL, dwóch hakerów.

Grę rozpoczynam od wpuszczenia Paracommando HMG z prawej strony i rozpoznania Hawwy hakera ukrytego pod znacznikiem. Rozkaz później jest po wszystkim, a jeden z Loupów odkrywa znacznik numer dwa i historia przedstawiona zdanie wcześniej ma miejsce także i w tym przypadku. Ten drugi w reakcji skanuje mojego skoczka za jeden punkt. Chwilę później na prawej za plecami Para ląduje Yuan i znosi go wręcz symbolicznie o 2,5 cala. Wystarcza to, by złapać dwa trafienia od snajpera i jedno z karabinu viral. Odaliska rusza moją lewą stroną, ale pięknie stopuje ją Loup, próbując trafić klejem. Choć nie udaje mu się ta sztuka, dzielnie zdaje pancerze i nie pozwala jej przedrzeć się w głąb pola, wytrzymując aż trzy serie ze spitfire, ale też i nie sklejając Odaliski. Mój Chasseur, dotychczas kryjący się w środku (po lewej, na dachu) namierza Alguacila, a potem zostaje przez niego namierzony i na razie mamy 1-2 dla Sambora 🙂

W końcu Djanbazani opuszczają fortecę i sprawnie zastawiają środek stołu. Atakuję z prawej flanki skoczkiem i utrącam spec-opsa, będącego przyklejonym do ściany dzięki climbing plus. Był on w linku. Odaliskę od wyniesienia na noszach ratuje krytyczny rzut na unik, bo skoczek nie próżnuje. Do walki z prawej włącza się dotąd nieaktywny Moblot i z pomocą ciężkiego karabinu likwiduje Djanbazana medyka, który przykucnął sobie wysoko na schodach. Chwilę później forsowny marsz mojego piechociarza zostaje przecięty aż czterema trafieniami w ARO. Szarżuję też Bruantem do środka stołu (z lewej), licząc na zwykły fart i niewykrycie. Leon Zawodowiec niestety pada trafiony, a szkoda – niósł D-Charges do sabotażu. Pod koniec Odaliska zdejmuje mi jeszcze dwóch Loupów, a ja dosuwam Briscarda z prawej do budynku, by wzmocnić pierwszy fragment terenu.

Wacu wybiega z megafonem i prosi o wyniki. Nie jest źle, zgodnie z założeniami obaj zagraliśmy dwie tury. Zaczynamy liczenie i wyznaczamy strefy. Okej, za pierwszą obaj mamy po punkcie. Tutaj Odaliska poszła ciut za daleko ze środka do Merovingów, ale moi żołnierze mają przewagę w punktach, więc nie ma problemu. Mierzę odległość mojego skoczka i jestem przekonany, że jest w strefie Sambora, tymczasem zatrzymał się tuż przed 28 calem i blokuje środek, co jest znakomitą wiadomością dla MRRF! Wraz z nim dwóch Chasseurów przeciwko dwóm Djanbazanom. Idący z nimi Hafza był dosłownie o pół kroku z tyłu, przez co nie wlicza się do tej strefy. Zatem to Ariadna zajmuje drugą ćwiartkę i po zsumowaniu punktów z tajnych zadań z tymi za kawałki stołu dowożę zwycięstwo, o ile można o takowym mówić w systemie ITS 🙂

Wynik: Ranger 5 – Sambor 3

 

Rozdanie nagród: głos zabrał Sosna, Dorian, Alkasyn. Każdy z graczy otrzymał przynajmniej blister i wpinkę, a szczęśliwcy zgarniali całe pudełka. Gratuluję czołówce i szkoda tylko, że Kraków nie zajął wyższych miejsc (poza Piotrem), podobnie zresztą jak i Pomorze.

Epilog: Mistrzostwa się udały. Uplasowałem się w drugiej połowie, ale jak na taki turniej i porządnie przygotowanych rywali nie jest źle. Pierwszy raz grałem na tak dużej ilości modeli. Najważniejsza była dla mnie dobra zabawa i pogranie z kimś innym niż zwykle. Ten plan został zrealizowany. Poznałem też wielu graczy, z którymi do tej pory można było pogadać wyłącznie poprzez forum. Miło też było zobaczyć na stołach tyle pomalowanych armii! No i ta duma, że brało się udział w największej poza Hiszpanią imprezą Infinity na świecie. Tak jest. Nie w Stanach, nie w Rosji czy Niemczech, ale właśnie w Polsce padł rekord i zechcemy go utrzymać jak długo się da 🙂 SIŁA!

Z mojej strony podziękowania dla:

-organizatorów za ogrom widocznej pracy. Od stołów i krzeseł po czajnik z ciepłą wodą i namiar na catering
-sędziów (także „rezerwowych”) za błyskawiczne podejmowanie decyzji
-sponsorów, bo bez was nie byłoby tylu nagród
-rywali, ale przede wszystkim dla Sambora za bardzo lajtowe domknięcie dwudniowych mistrzostw świetnym starciem, o którym chce się pamiętać
-Łodzi, bo gdyby nie wasze starania część stołów byłaby jedną wielką dżunglą bez budynków
-Enca, KasCera i Piotra za sprawnie przeprowadzony wypad i piątkowy trening, a także godne reprezentowanie Krakowa
-Bajdura za podwózkę prosto na turniej, co pozwoliło nam dotrzeć na czas
-tych, od których mogłem się czegoś nauczyć i z którymi fajnie minął czas

Z pozdrowieniami!
Ranger

WYNIKI:

Miejsce Gracz Armia

1 Michał CA
2 JaWe Ariadna
3 Pietras Aleph
4 Sathuli Neoterra
5 Garran Nomad
6 Rydl CA
7 Dorian Shasvastii
8 Dabi Bakunin
9 Jardzioch Ariadna
10 PiotrekP Ariadna
11 Łysy ASS
12 P1et1a Corregidor
13 Zippy Shasvastii
14 Metalslave Qapu
15 Kubbek Ariadna
16 Encaitar CA
17 Ghost Neoterra
18 Vantroff Ariadna
19 Crespos Haqqu
20 Bajdur MRRF
21 Kedzior Haqqu
22 KasCer Yu Jing
23 Draigar Tohaa
24 Ranger MRRF
25 Archelaos Qapu
26 Noun Tohaa
27 Pierzasty Shasvastii
28 Apokaliptyk ASS
29 Albarist Tohaa
30 Sambor Qapu
31 Misiek Ariadna
32 Hansolo Ariadna
33 EdelUr Shasvastii
34 Wojtek84 MRRF
35 Specter JSA
36 Venator Nomad
37 Horus309 Morat
38 Darek Haqq

Galerie:

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.887254224623739.1073741842.746208902061606&type=3
https://picasaweb.google.com/114615090289095552379/2627IV2014InfinityPolishChampionshipTheFirstGallery
https://picasaweb.google.com/114615090289095552379/2627IV2014InfinityPolishChampionshipTheSecondGallery
http://spustek.pl/download/fotorelacja_infinity2014.pdf
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s